Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
411 postów 2985 komentarzy

Stowarzyszenie WPS

Rzeczpospolita - Roman Dmowski: Siła narodu leży w jego zorganizowaniu.

1 sierpnia 1944 roku – syjonistyczna zbrodnia na Polakach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy żydowska inspiracja Powstania Warszawskiego nie nasuwa analogii do dzisiejszej nagonki syjonistów na Rosję?

814934926


 W zamyśle syjonistycznego, anglosaskiego żydostwa, rzeczywistych inspiratorów Powstania Warszawskiego, Powstanie miało spełnić następujące cele:

– eliminacja polskiej krajowej elity kierowniczej, a więc uniemożliwienie odbudowy Państwa Polskiego po zakończeniu II wojny (Miedzynarodowy Żyd był przeciwny istnieniu Państwa Polskiego zarówno po I i po II wojnie światowej),
– zatrzymanie Armii Czerwonej na linii Wisły, dla zyskania czasu dla armii USA i Wlk.Brytanii w przejmowaniu ważnych ośrodków produkcyjnych oraz naukowo technicznych III Rzeszy pracujących na potrzeby wojenne,
– niedopuszczenie Armii Czerwonej zbyt daleko na zachód Europy (ZSRR w kwietniu 1945r. zajął niemal dokładnie te tereny, które historycznie należały do Słowian).

 
aa-origins_700

Blok_wschodni_pl

 

Czy żydowska inspiracja Powstania Warszawskiego nie nasuwa analogii do dzisiejszej nagonki syjonistów na Rosję, do wzniecania nienawiści do Rosjan, do podżegania do wojny, kosztem ludów słowiańskich?
Historia pokazuje, że wektory polityki syjonistycznego, anglosaskiego żydostwa nie zmieniły się od kilku stuleci. W dalszym ciągu jest to sama zbrodnicza polityka podboju świata.

Już 2 i 3 sierpnia 1944r. Warszawiacy zaczęli wywieszać w oknach białe flagi – chcieli zakończenia bezsensownej, bez najmniejszych szans na sukces, walki z Niemcami.
I dzisiaj coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę z żydowskiej nagonki na Rosję, nagonki realizowanej na koszt Polaków i przeciw Polakom, przeciw Słowianom
Czy istniał niemiecki plan zagłady Żydów? – NIE, istniał plan deportacji Żydów z Europy.
Czy istniał niemiecki plan zagłady Słowian? – Tak. Dzisiaj ten plan podejmują anglosascy syjoniści.

Generalplan Ost, GPO

Grupa narodowa Procent przeznaczony do eliminacji lub wysiedlenia
Polacy 80-85%
Rosjanie 50-60% przeznaczonych do eliminacji oraz 15% do wysłania na zachodnią Syberię.
Białorusini 75%
Ukraińcy 65%
Litwini 85%
Łotysze 50%
Estończycy 50%
Czesi 50%
Łatgalowie 100%

 

Marcin Bajko, dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami m.st. Warszawy: Słyszę czasem opowieści, że hipoteki w Warszawie się spaliły i nie wiadomo do końca, kto był właścicielem. Nieprawda. Niemcy podczas ewakuacji skrupulatnie zapakowali i zabrali wszystkie księgi hipoteczne, Polska je odzyskała.– za: http://wyborcza.pl/magazyn/1,140955,16745522,Jak_znikaja_szkolne_boiska.html

Zastanawiające, w czyim interesie Niemcy zadbali o hipotekę wysadzanych w powietrze warszawskich nieruchomości – ?

Zastanawiające jest i to, dlaczego żydo-reżimowa władza III Żydo-RP z takim pietyzmem fetuje najtragiczniejsze, niepotrzebne i przegrane Powstanie Warszawskie, a nie przywiązuje większej wagi do jedynych dwóch zwycięskich powstań, powstań inspirowanych wyłącznie polską myślą polityczną, Powstania Wielkopolskiego i trzech Powstań Śląskich -?

Zastanawiają także indoktrynacyjne sugestie żydo-mediów wskazujące, że nie mniejszą winę za dramat powstania w Warszawie ponosi ZSRR, który nie przyszedł z militarną odsieczą walczącym powstańcom. Oczywiście spadkobiercą win ZSRR ma być dzisiejsza Rosja – przynajmniej tak chcą to zakodować w społecznym odbiorze syjonistyczni dysponenci żydo-mediów.

 

Powstanie Warszawskie 1944 („Polskie zrywy narodowe” – fragmenty*)

Na podstawie artykułu „Powstanie Warszawskie, czyli gloryfikacja zbrodni” – http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=5044 . (Artykuł oparty na analizach i relacjach wojskowych.)
Powstanie Warszawskie było zbrodnią przeciwko setkom tysięcy Warszawiaków chcących przetrwać wojnę. Gdyby powstanie nie wybuchło, Warszawa nie poniosłaby ogromnych strat ludzkich i materialnych. Jednak współcześnie w mediach jesteśmy karmieni propagandą o konieczności powstania. Polscy dowódcy przewidywali tragiczne skutki powstania, ale nie pozwolono im powstrzymać jego wybuchu. Pułkownik Bruno Nadolczak twierdził, że gen. Sosnkowski wymusił na Winstonie Churchillu decyzję o wstrzymaniu powstania. Anglicy wyznaczyli samolot mający przewieźć pułkownika z rozkazem wstrzymania powstania i zrzucić go nad Polską. Jednak samolot jedynie „polatał i wrócił”. Historycy twierdzą, że rzeczywistym lobbystą na rzecz wybuchu powstania był Żyd i mason Józef Retinger (założyciel Grupy Bildrberg, współtwórca idei UE), który wraz z syjonistą i masonem Winstonem Churchillem (pochodzenie żydowskie) nalegał aby powstanie wybuchło.

Retinger kilkakrotnie przekraczał linię frontu między III Rzeszą a ZSRR i ustalał dogodne warunki dla trwania Powstania Warszawskiego – dla zniszczenia sił polskich.

Tak, więc powstanie nie leżało w zamyśle polskich patriotów, ale elementów antynarodowych, antypolskich. Zależało na nim głównie elitom brytyjskim i sowieckim, czyli żydo-bolszewickim.
Brytyjczycy oszczędzając krew Anglosasów prowadzili wojnę kosztem innych krajów europejskich. W pierwszym etapie wojny była to znienawidzona przez Żydów Polska, a potem ZSRR, który już w latach 1930. zaczął eliminować żydo-bolszewię z najwyższych stanowisk państwowych. „Anglosasi” zadawali straty Niemcom kosztem walczących powstańców. Sowieci dzięki walkom w Warszawie pozbyli się wielu tysięcy przyszłych potencjalnych przeciwników politycznych słuchających rozkazów z Londynu.

Wybuch walk w Warszawie poprzedziło przybycie z Włoch do Warszawy niemieckiej elitarnej dywizji „Hermann Göring”. Tylko prowizorycznym atakom rosyjskim „zawdzięczamy”, że powstanie nie zostało przez Niemców zmieciono w ciągu kilku dni.
Powstanie Warszawskie nie leżało w narodowym interesie polskim. Było również zaplanowane i przeprowadzone w taki sposób, aby nie zakończyło się sukcesem Polaków.
Na miesiąc przed rozpoczęciem powstania opróżniono magazyny broni i amunicji należące do powstańców. Stąd postrzegane jest jako kryminalne przestępstwo nastawione na wymordowanie wielu tysięcy polskich patriotów w walce z brutalnymi „jednostkami niemieckimi”.**

Odpowiedzialni za ten czyn winni być osądzeni, a nie kreowani na bohaterów. Czym innym jest zaplanowana i przemyślana walka, determinowana brakiem innej alternatywy, a czym innym jest nieprzemyślany zryw, pchający nieuzbrojonych ludzi do walki z wielekroć silniejszym wrogiem mającym do dyspozycji militarne zaplecze.
Pomoc powstaniu nie leżała w interesie sowieckim. ZSRR nie chciał mieć na tyłach swojej armii wrogich oddziałów AK podlegających żydo-sanacyjnemu rządowi londyńskiemu. Z wojskowego punktu widzenia niezrozumiałe jest także, że nie wyciągnięto wniosków z akcji „Burza” we Lwowie.

____________________________

*Polskie zrywy narodowe” – Piotr Marek, Dariusz Kosiurhttp://rzeczpospolitapolska.wordpress.com/2014/08/01/polskie-zrywy-narodowe/

**Internetowe źródła potwierdzające informację:

- odpowiedzi na drugie pytanie - http://wiadomosci.onet.pl/mysmy-nie-walczyli-i-nie-gineli-dla-siebie-wywiad-z-powstancem-warszawskim-janem/11ry0f

- trzeci akapit - http://www.histmag.org/Zdaniem-warszawskiego-dziecka-8215

 

Dariusz Kosiur

 


 

KOMENTARZE

  • @
    //Na miesiąc przed rozpoczęciem powstania opróżniono magazyny broni i amunicji należące do powstańców. Stąd postrzegane jest jako kryminalne przestępstwo nastawione na wymordowanie wielu tysięcy polskich patriotów w walce z brutalnymi „jednostkami niemieckimi”.//

    ...skoro tak się miała sprawa, to rzuca zupełnie inne światło na PW, w takim razie powstanie jako takie było bezsensem, przelaniem niewinnej krwii i i z góry pewną przegraną...czy wiadomo, co się stało z tą bronią, kto opróżniał magazyny, czy to była kradzież, czy to działanie zdrajców w szeregach powstańców, czy są konkretne nazwiska zdrajców ?
    pozdr
  • @ Autor
    Trzeba jednak pamiętać, że działał KL Warschau. A ludność miała już dość niemców. Bohaterska walka z nimi to jedna sprawa, a inspiracja powstania to druga sprawa. O bohaterach trzeba pamiętać, a sprawę powinien zbadać IPN i wyjaśnić kto ewentualnie był zdrajcą w polskich szeregach. Nie wiem czy to możliwe, ale warto spróbować.

    Dzięki za wpis.
  • @trybeus 14:59:55
    "czy są konkretne nazwiska zdrajców ? "

    Tego nie wiem, ale szeregi żyjących Powstańców z roku na rok się kurczą i zostaje coraz mniej świadków.
    Istnieje możliwość, że zdrajcy przewerbowali się potem do sovietów. Jeśli byli to jest też możliwość, że niemcy mają haki, a potomkowie jeśli działają politycznie to wiadomo w jakiej formacji najczęściej.
    Kiedyś czytałem, że pod kierownictwem Kurtyki IPN badając bliższą naszym czasom historię zaczął pełnić już właściwie funkcje... kontrwywiadu. I jego słowa o zakończeniu demontażu państwa i nadejściu czasu gdy będą znikać ludzie okazały się prorocze nawet wobec jego samego.
    Mam wrażenie, że te czasy ciągną się do dzisiaj.
  • "Na miesiąc przed rozpoczęciem powstania opróżniono magazyny broni i amunicji należące do powstańców".
    Wypisywanie tego typu rewelacji wymaga podawania źródeł.
    Proszę zatem podać swoje, bowiem bez tego, powyższe stwierdzenie pozostaje niczym więcej, niż tylko insynuacją.
    Wiadomo, że przed Powstaniem, Niemcom udało się przejąć duży magazyn broni w Opaleniu, wskutek zdrady niejakiego Zycha.
    Jego zdrada spowodowała spore straty w funkcjonowaniu siatki AK, których nie udało się już nadrobić przed Powstaniem.
    @Jasiek pisał już o KL Warschau, pozostaje dodać, że niedługo przez Powstaniem oddano tam do użytku komorę gazową na 1000 osób, na którą przerobiono tunel przy ulicy Bema. Są relacje świadków, że prowadzono tam już próbne egzekucje.
    Gdyby Powstanie nie wybuchło, tacy ludzie jak ty, dzisiaj pisaliby o Polakach, którzy dali się potulnie zaprowadzić na rzeź.
    Materiał nadaje się na pięć gwiazdek, ale minusowych, a jego autor na tradycyjne ogolenie głowy.
    Skończyłem.
  • @Rzeczpospolita 16:46:08
    pod tym linkiem

    http://www.histmag.org/Zdaniem-warszawskiego-dziecka-8215


    autor sugeruje ,że :

    "Przed powstaniem opróżniono zbrojownie zakonspirowane na terenie miasta, a broń została przekazana na rzecz leśnych oddziałów. Bo tam insurekcja mogła mieć jakiś sens, o czym świetnie wiedział gen. „Grot” Rowecki, wykluczając w swych planach prowadzenie działań zbrojnych w dużych miastach. Zresztą, wszystkich w gorącej krwi kąpanych odsyłam do pamiętników powstańców."

    ale gen. Rowecki jak wiadomo został aresztowany 30 czerwca 1943 r. w Warszawie przez Gestapo .

    To nadal niczego nie wyjasnia.
  • @alek.san 16:16:25
    Informacja o magazynach broni AK w odpowiedzi na drugie pytanie - http://wiadomosci.onet.pl/mysmy-nie-walczyli-i-nie-gineli-dla-siebie-wywiad-z-powstancem-warszawskim-janem/11ry0f

    Trzeci akapit - http://www.histmag.org/Zdaniem-warszawskiego-dziecka-8215

    Niestety, moje prywatne źródła nie istnieją w Internecie.
  • @Rzeczpospolita 16:46:08
    Podane linki niczego nie wyjaśniają.

    Mam też swoje prywatne źródło - moją nauczycielkę z podstawówki, która pochodziła z Warszawy. Mówiła i to za komuny, że cała propaganda o Polakach, którzy dali się podjudzić jest bzdurą, rozsiewaną przez, jak to określała, "psubratów, nie ubliżając psom", czyli Niemców.
    Powstanie wybuchło, aby nie doszło do masowej pacyfikacji miasta.
    Jej słowa popierają najnowsze badania, zwłaszcza dotyczące KL Warschau.
    Jeszcze kilka słów w kwestii następującego, użytego w tekście zdania:

    "Czym innym jest zaplanowana i przemyślana walka, determinowana brakiem innej alternatywy, a czym innym jest nieprzemyślany zryw".

    Zdanie to jest logicznie fałszywe, ponieważ wprowadza koniunkcję logiczną, jakoby walka "determinowana brakiem alternatywy", była zawsze "zaplanowana i przemyślana".

    Otóż często tak bywa, że walka determinowana brakiem innej alternatywy, wybucha jako "nieprzemyślany (do końca) zryw".
  • @kfakfa 17:10:21
    Trzeba to inaczej odczytać.

    Informacja o magazynach AK:
    "Przed powstaniem opróżniono zbrojownie zakonspirowane na terenie miasta, a broń została przekazana na rzecz leśnych oddziałów."

    Interpretacja potwierdzająca (prawdopodobnie na podst. wypowiedzi generała Roweckiego):
    "Bo tam insurekcja mogła mieć jakiś sens, o czym świetnie wiedział gen. „Grot” Rowecki (...)" - wiedział o sensowności walki w lasach.
  • @Rzeczpospolita 17:24:26
    "Grot"

    Tę postać trzeba przypominać.
  • @alek.san 17:19:46
    "Powstanie wybuchło, aby nie doszło do masowej pacyfikacji miasta."

    To są androny.
    Dlaczego w takim razie nie doszło do masowej pacyfikacji, skoro powstańcy przegrali powstanie ?

    I dalej, jak zlikwidować milion ludzi w ciągu kilku miesięcy? - i dzisiaj bez użycia broni jądrowej byłoby trudno.

    Poza tym, proszę pamiętać, że o działaniach militarnych decyduje racjonalna taktyka wojskowa. Walkę można podjąć jedynie wtedy, gdy istnieje minimum 50% szans na zwycięstwo.
    Wydający rozkaz wybuchu powstania mieli świadomość stanu własnych sił, sił przeciwnika. A po akcji "Burza" nie mogli liczyć na pomoc Armii Czerwonej. Nie mogli także liczyć na pomoc z Zachodu.
    Podjęcie decyzji o wybuchu powstania było świadomą zbrodnią.
  • @Rzeczpospolita 17:42:38
    "To są androny.
    Dlaczego w takim razie nie doszło do masowej pacyfikacji, skoro powstańcy przegrali powstanie ?"

    To nie muszą być androny. Alianci na zasadzie wzajemności nakazali traktować Powstańców Warszawskich zgodnie z zasadami konwencji genewskiej. Dopiero jednak pod koniec Powstania. Jeśli niemry by się nie dostosowali, to ich jeńcy potraktowani byliby tak samo. Ale znów dlaczego alianci uznali to tak późno?
    Pana wpis to wyjaśnia.
  • @rerak 19:41:16
    chwila reraku...pojawił się wątek, jakoby na miesiąc przed powstaniem opróżniono magazyny broni (teraz weryfikuję przesunięcie broni dla odziałów leśnych)...no to jak to się ma do wywołania powstania, aby faktycznie bezbronni mieli walczyć w jakiejś słusznej sprawie...był jakiś cel...skoro planowano powstanie, a na miesiąc przed opróżniono arsenał, to powinno się też odwołać powstanie..nie uważasz, że nawoływanie do zrywu, bez przygotowani (bez broni) jest diabelskim pomysłem unicestwienia walczących???

    ..nie umniejszam bohaterstwa powstańcom, mam wielki szcunek do nich, bo dziś nikt by nie ruszył dupy, aby walczyć...natomisat inną kwestią jest wysłanie bezbronnych ludzi z "szablami na czołgi"..znaj proporcję...
  • @rerak 20:46:37
    // Mnie nie interesują gdybania i rozważania co by było gdyby.

    Na wojnach giną miliony ludzi cywili i wojskowych ale nie znam kraju który wykpiwałby swoich bohaterów.//

    to mozliwe tylko w Polsce, w innych krajach nawet w bardziej dwuznacznych sytuacjach, pamiec jest na pierwszym miejscu
    szkoda ze szafuje sie ich wspanialy czyn nawet gdy sukces byl nierealny
  • @rerak 20:46:37
    Głąbie lub syjonistyczny menelu,
    wiedz i zapamiętaj:

    tym wszystkim Polakom, którzy walczyli w powstaniu, polegli, zostali ranni, zostali kalekami należy się najwyższy szacunek i pamięć.

    Natomiast politycznych bandytów, którzy na zlecenie Międzynarodowego Żyda wysłali Polaków na śmierć dzisiaj nie ukarzemy, ale przynajmniej możemy sprawiedliwie ocenić, ocenić zgodnie z interesem Narodu i Państwa Polskiego - ku przestrodze następnych pokoleń i takich głąbów jak ty.
  • @Rzeczpospolita 17:42:38
    Znowu muszę, Dariuszu Kosiurze wystąpić w roli surowego nauczyciela i za żenującą niewiedzę sprać pana linijką po łapach.

    "Dlaczego w takim razie nie doszło do masowej pacyfikacji, skoro powstańcy przegrali powstanie ?"

    Ano, dlatego, że pkt 5,6, 9 i 10 Umowy Kapitulacyjnej był następujący:

    5. Z chwilą złożenia broni żołnierze AK korzystają z wszystkich praw konwencji genewskiej z dnia 27.VII.1929, dotyczącej traktowania jeńców wojennych. Z takich samych uprawnień korzystają żołnierze AK, którzy dostali się do niewoli na terenie miasta Warszawy w toku walk od 1.VIII.1944.
    6. Prawa jeńców wojennych przysługują też osobom nie walczącym, towarzyszącym AK w rozumieniu art. 81 konwencji genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych bez różnicy płci. W szczególności dotyczy to pracowniczek sztabów i łączności, zaopatrzenia i pomocy żołnierzowi, służby informacyjno- prasowej, korespondentów wojennych itp.
    9. W stosunku do ludności cywilnej, znajdującej się w okresie walk w mieście Warszawie, nie będzie stosowana odpowiedzialność zbiorowa. Nikt z osób, znajdujących się w okresie walki w Warszawie, nie będzie ścigany za wykonywanie w czasie walk działalności w organizacji władz administracji, sprawiedliwości, służby bezpieczeństwa, opieki publicznej, instytucji społecznych i charytatywnych ani za współudział w walkach i propagandzie wojennej. Członkowie wyżej wymienionych władz i organizacji nie będą ścigani też za działalność polityczną przed powstaniem.
    10. Żądana przez dowództwo niemieckie ewakuacja ludności cywilnej z miasta Warszawy zostanie przeprowadzona w czasie i w sposób oszczędzający ludności zbędnych cierpień. Umożliwi się ewakuację przedmiotów posiadających wartość artystyczną, kulturalną i kościelną. Dowództwo niemieckie dołoży starań, by zabezpieczyć pozostałe w mieście mienie publiczne i prywatne. Szczegóły ewakuacji uregulowane będą osobnym porozumieniem.

    Jak się to ma do rozkazów z pierwszej fazy powstania?

    (Tfu) himmler - obleśne szwabskie zwierzę, nie zasługujące na miano człowieka:
    1. ujętych powstańców należy zabijać bez względu na to, czy walczą zgodnie z Konwencją Haską, czy ją naruszają.
    2. nie walcząca część ludności, kobiety i dzieci, ma być również zabijana.

    Jak zabić pół miliona ludzi w trzy miesiące?

    A choćby tak (cytat ze strony Duchy Warszawy, ale źródeł jest wiele):

    "(..) Łączy się z bezpowrotnym zniknięciem stu tysięcy ludzi w tunelach przy ulicy Bema. Komory gazowe, o których pisało wielu Warszawiaków, a których zebrała sędzia Maria Trzcińska w swoim śledztwie prowadzonym przez 20 lat między 1974 a 1994 rokiem posiada status "niewyjaśnionych". Kiedy czytałam o zjawisku negowania istnienia komór gazowych w tym miejscu od razu nasuwa mi się skojarzenie z negowaniem Holocaustu. W 1996 roku podczas prac nad remontem tunelów odkryto banie gazotwórcze oraz kilka gigantycznych wentylatorów. Po wojnie, kiedy "sprzątano" tereny Gęsiówki i Koła znaleziono Cyklon B oraz krematoria, do których prowadziły tory kolejowe. Gdzieś tych ludzi gazowano na masową skalę."

    Tysiąc osób na jedną zmianę, w ten sposób można zamordować 10 tysięcy w ciągu 3 dni. Żadnych ładunków jądrowych nie trzeba.

    Zamiast uzurpatorskiego nicka "Rzeczpospolita", tutaj bardziej pasuje "Das Reich".
    Myślę, że ma pan świadomość, że pańska działalność publicystyczna jest wysoce szkodliwa.
  • @rerak 20:46:37
    piszesz:"Nawet jesli zdrarzyło sie przejęcie przez Niemców jakiegoś magazynu, ktos wspomnina o zdradzie niejakiego Zycha, to nie był powód do tego aby odwoływać Powstanie. To nie majówka."

    ...tak samo nie ma dowodów, że "zdrarzyło sie przejęcie przez Niemców jakiegoś magazynu"...nigdzie takich rzeczy nie słyszałem...

    jeszcze raz powtarzam, nigdy i nigdzie nie umniejszałem bohaterstwa powstańców...natomiast wkurwia mnie okrutnie, jak się dowiaduję, jak Polacy byli wykorzystywani na wszystkich frontach II WŚ a potem dostawali kopa w rzyć...dla mnie to jest nie do przyjęcia...dla ciebie też powinno być nie do przyjęcia...
  • STRATY BRONI W WARSZAWIE PRZED GODZINĄ "W"
    fragment:
    "7 VII 1944 szef "Leśnictwa" [Wydział Uzbrojenia Oddz. IV KG AK] ppłk "Leśnik", na rozkaz Dowódcy AK gen. "Bora" wysłał do okręgów wschodnich 900 pistoletów maszynowych STEN i "Błyskawica" wraz z dużą partią amunicji.
    W drugiej połowie lipca Niemcy zlikwidowali kilka magazynów amunicji - głównie na Mokotowie.
    Przepadło ok. 78.000 granatów ręcznych i ok. 170 miotaczy ognia. W następstwie licznych aresztowań utracono kontakty z lokalami, w których zmagazynowano znaczne ilości broni - w tym dużo pistoletów maszynowych. Niektórzy magazynierzy ukryli się w obawie wsypy i ujawnili... dopiero po wojnie [np. głośna sprawa wskazania przez Teofila Czajkowskiego ps. "Aleksy", warsztatu-magazynu przy ul. Leszno 18, w którym gwintowano lufy do peemów. W marcu 1947, po usunięciu gruzów, odkryto tam 678 sztuk pistoletów maszynowych STEN i "Błyskawica" oraz 60.000 naboi w zamurowanym magazynie. Tych peemów bardzo zabrakło powstańcom Woli, Okęcia, Mokotowa i Śródmieścia].
    O tym wydarzeniu mówi artykuł "Arsenał i fabryka broni na Lesznie w podziemiach spalonego domu" - "Życie Warszawy" nr 91 (877) z 2 kwietnia 1947 roku:
    (...) Teofil Cz. zdał magazyn fabryczny składający się z 678 pistoletów maszynowych na wzór amerykańskich "stenów" oraz maszyny zdolne do dalszej produkcji tej broni. 60 tys. sztuk amunicji w arsenale uległo zniszczeniu na skutek przedostania się do magazynu wody."

    Można jedynie spekulować na temat:
    "Jak by wyglądał pierwszy atak, gdyby żołnierze Armii Krajowej mieli 1578 peemów więcej"?
    1 VIII 1944 uderzyli uzbrojeni w 657 pistoletów maszynowych...

    LINK: http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/uzbrojenie_AK.htm
  • KULISY KATASTROFY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 1944 Wybrane publikacje i dokumenty
    Wydane z okazji 65 rocznicy Powstania Warszawskiego – dedykowane młodemu pokoleniu Polaków – ku rozwadze
    Egzemplarz bezpłatny >> http://www.powstanie.pl/pdf/Ksiazka_KULISY_KATASTROFY_POWSTANIA_WARSZAWSKIEGO_do_druku.pdf
  • od marca 1944 wysyłano tę broń do okręgów wschodnich, głównie do Białostockiego
    Najjaskrawszym wyrazem tego nastawienia - niepodejmowania walki o Warszawę i w Warszawie, rezygnacji z planowanych zrazu działań o charakterze zaczepnym i ograniczenia się do obrony, a nawet do ochrony tylko, była decyzja uszczuplenia posiadanych przez Warszawę zasobów broni i środków walki - od marca 1944 wysyłano tę broń do okręgów wschodnich, głównie do Białostockiego; jeszcze 7 lipca na rozkaz Bora-Komorowskiego szef uzbrojenia AK płk. "Leśnik"-Szypowski wysłał na wschód 900 "błyskawic" wraz z amunicją, mimo, że w ostatnim czasie Niemcy wykryli tajne składy AK w Warszawie i w okręgu, zagarniając wiele granatów ręcznych i niemało miotaczy płomieni *[(69) Płk. A. Borkiewicz ("Powstanie warszawskie", na str. 20 i 34), oceniając te straty na 78,000 granatów i ok. 170 miotaczy płomieni, powołuje się na relację płka. Rzepeckiego, który podaje: 28,000 granatów straconych, oraz na źródła niemieckie, wg których Niemcy w czasie od lutego do maja 1944 wykryli w Warszawie 60 tys. granatów ręcznych, 600 miotaczy płomieni i znaczne ilości materiałów wybuchowych. Zob. w tym rozdziale niżej przypis 128.].

    Władysław Pobóg Malinowski

    Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945, tom 3, Londyn 1959-1960
    Powstanie Warszawskie - cz. 1
    >>> http://niniwa22.cba.pl/pobog_malinowski_powstanie_warszawskie_1.htm
  • Dwa ważne fragmenty relacji jednego z powstańców
    odznaczonego dwukrotnie Krzyżem Walecznych, prof. Jana Ciechanowskiego:

    "Poszliśmy w bój bez broni. Gdy 1 sierpnia moja kompania nacierała na gmach Sejmu, na 170 ludzi mieliśmy 3 karabiny, 7 pistoletów, 1 pistolet maszynowy strzelający tylko ogniem pojedynczym i 40 granatów. Jak zobaczyliśmy, że właściwie nie mamy broni, to pytaliśmy dowódcę: z czym do gości?"

    "(...) co najmniej do połowy lipca 1944 roku Komenda Główna AK nie brała pod uwagę powstania w Warszawie. Ze stolicy wysyłano ludzi i broń na wschód, by wesprzeć kolejne etapy akcji "Burza". Plany operacyjne zmieniono niemal w ostatniej chwili, mając już wiedzę o militarnym i politycznym fiasku podobnych wystąpień w Wilnie i Lwowie."

    >>> http://jedyniesluszne.blox.pl/2009/08/Cala-awantura-o-powstanie.html
  • @ekoludek 22:32:14
    Gdyby te dane odpowiadały prawdzie, tylko potwierdzałoby to fakt, że wybuch powstania spowodowany był istnieniem wyższej konieczności.
    Lecz podane źródło wcale nie ręczy za prawdziwość danych. Cytuję:
    "Jak widać, z powyższego artykułu wieje już "duch nowych czasów". Ile w nim prawdy?"
  • @ekoludek 22:17:24
    //W drugiej połowie lipca Niemcy zlikwidowali kilka magazynów amunicji - głównie na Mokotowie.//

    ha, czyli są dowody, że niemcy przejęli...ale teraz powstaje pytanie, czy niemcy wiedzilei, że Polacy szykują się do Powstania, myślę, że tak...
    tym bardziej jestem przekonany, że w takiej sytuacji PW powinno być odwołane...
    ..dzięki za linka ...
  • @alek.san 21:37:34
    Z zazdrością czytam Pana komentarze i niemal stał się Pan dla mnie wyrocznią, ale ,chyba, od wczoraj zastanawiam się , czy aby nie stał się Pan wyrocznią dla samego siebie.
    Jesli nie - to wszystko O.K.
  • @rerak 22:53:18
    ...dobrze prawisz...to wszystko jest nie do przyjęcia...dosyć już wylewania polskiej krwii za obcych, niech obcy wylewwają swoją za swoje głupie decyzję....Polacy dziś muszą wyciągnąć dalekoidące wnioski wynikające z historii...
  • Czy nie można było przerwać rzezi?
    W odpowiedzi na to pytanie historia prowadzi na prawy brzeg Wisły.
    Na Pradze bowiem tak że 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie. Dowodził nim płk Antoni Władysław Żurowski, doświadczony oficer liniowy. Żołnierz gen. Dowbora-Muśnickiego, POW, przed wojną dowódca 32. Pułku Piechoty.
    Od września 1939 r. do 5 października walczył w Samodzielnej Grupie Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleeberga jako dowódca batalionu. W latach okupacji jako komendant 6/26 Obwodu Warszawskiego Okręgu AK miał - poza innymi - pseudonim Papież. (…)
    Na Pradze skupionych było 9,5 tys. żołnierzy AK.
    1 sierpnia do walki przystąpiło prawie 7 tys. żołnierzy.
    Cechował ich ten sam entuzjazm, ta sama bezgraniczna ofiarność i ta sama wola zwycięstwa co w lewobrzeżnej Warszawie.
    Na ostatniej odprawie w KG AK dowcipkowano, by Żurowski nie niszczył wszystkich Niemców, a choćby część kierował na mosty, tak by Mokotów i Żoliborz też miały udział w zwycięstwie.

    1 sierpnia, kilkadziesiąt minut przed godziną W, Niemcy, jakby znając powstańcze plany, ustawili wzdłuż Targowej i Grochowskiej ogromną, liczącą kilkadziesiąt maszyn kolumnę czołgów.

    Mimo to Żurowski rozpoczął powstanie. Zaatakowali we wszystkich rejonach. Zajęli wiele niemieckich obiektów z wielkim gmachem Dyrekcji Kolei, placówkami policji, szkołami na Bródnie, w Golędzinowie.
    Zdobyli i obsadzili obiekty kolejowe, wiadukty.
    Uderzyli na niemieckie koszary przy ulicy 11 Listopada.
    W pierwszych dniach walk na Pradze poległo ponad 500 powstańców.
    W odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy płk Żurowski miał do czynienia nie z jednostkami policyjnymi, lecz frontowym, znakomicie
    uzbrojonym wojskiem niemieckim.
    Po pięciu dniach walki, widząc nieskuteczność działań, obawiając się ogromnych strat wśród ludności cywilnej, za zgodą dowódcy powstania warszawskiego gen. Montera, płk Żurowski postanowił przerwać powstanie.
    6 sierpnia walki na Pradze ustały. Bez niemieckich represji.
    Jak tego dokonano, nie sposób powiedzieć.
    Podobno - co po wojnie relacjonował płk Antoni Żurowski - w rozmowach z niemieckim dowództwem pośredniczyli księża z kościoła przy placu Szembeka.
    Do dziś ta historia otoczona jest tajemnicą. Jak się okazuje, można było przerwać powstanie, ocalić tysiące ludzi i uratować przed zniszczeniem miasto.

    Strona 129 >> http://www.powstanie.pl/pdf/Ksiazka_KULISY_KATASTROFY_POWSTANIA_WARSZAWSKIEGO_do_druku.pdf
  • @All
    Czy nie zauważacie, że wszystkim Wam w gruncie rzeczy chodzi o to samo.
    I po cholerę ta kłótnia i wyzwiska. Nikt z Was nie wie co było i co by było, gdyby było. Pewne jest jedno : klęska i gigantyczna ofiara - więc czy logicznym jest świętowanie początku tej klęski. Jeśli ktoś umrze na raka, to , czy mszę zamawia się w rocznice rozpoczęcia chemioterapii, czy w rocznicę zgonu? Może i tu lepiej byłoby "świętować" rocznicę kapitulacji, czcząc w ten sposób dziesiątki tysięcy ofiar zarówno tych poległych bohatersko, jak i tych poległych przypadkowo. A motywy tych którzy przystąpili do powstania były tak różne , jak różne są ludzkie charaktery: i był tam ktoś , kto chciał zostać generałem, i ktoś , kto chciał zostać bohaterem, i gówniarz, który chciał zostać w końcu mężczyzną, i ten , który uważał, że tak będzie najlepiej i ten , który nic nie uważał, ale za to uważali jego kumple, a także ten , który nie chciał, by nazwano go tchórzem i jeszcze wielu innych. Życie to nie je bajka i nic w nim nie jest proste i jednoznaczne.
    A wszystkim dla ochłody polecam wpis Pani Heleny.
  • @kfakfa 17:10:21
    I to wiele wyjaśnia, dlaczego wystawiono generała Niemcom. To był początek akcji, która miała przynieść zwycięstwo koncepcji powstanie w mieście. Generał Stefan Grot Rowecki to był wojskowy z prawdziwego zdarzenia.
  • @Mariusz G. 22:52:24
    W swoich komentarzach kieruję się wyłącznie poczuciem przyzwoitości. Nie szukam poklasku, tylko prawdy. Jaka ona by nie była.
    Pozdrawiam.
  • @ekoludek 23:03:57
    Odpowiedź na to pytanie zawiera tzw. plan Pabsta.
    Planowano w nim przeniesienie polskiej ludności właśnie na Pragę. Lewobrzeżna część miała być zniszczona.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Pabsta
    Warszawę metodycznie zniszczono już po ewakuacji ludności, głównie za pomocą dynamitu, a nie wskutek działań podczas Powstania.
    Takie są fakty i trzeba być głuchym na prawdę, żeby sobie z nich nie ułożyć właściwego obrazu tamtych zdarzeń.
  • @ALL
    Oceniać po latach w oderwaniu od tamtych dni, od atmosfery ustawicznego zagrożenia, od strachu o najblizszych nie da się zrobić. Prof. Kieżun twierdzi, ze Niemcy wyraźnie prowokowali ludność Warszawy do wybuchu powstania przez coraz częstsze egzekucje publiczne.

    Coś o polityce jest tutaj, ale bez sięgnięcia do źródel trzeba to przyjmować z rezerwą.
    http://niepoprawni.pl/blog/henryk-dabrowski/hanba-i-chwala-policzmy-glosy
  • Sjoniści zainteresowani priorytetowo w zagładzie Polaków starali by się zapobiegać powstaniu
    Zaglada Warszawiakow byla dla nich korzystna jedynie jako pomocna w blokaadzie świadomości priorytetu hitlerowskiej i stalinowskiej polityki konkurencji o realizację zapoczątkowanej pod protektoratem Piłsudskiego sjonistycznej kolonizacji Palestyny. Eksperyment selekcji "zdolnych do odnowy żydowstwa" i "najlepszego elementu zdolnego do walki o byt" (wg Hansa Frankagubernatora GG i Reinhardta Heidrycha) skończył się fiaskiem wskutekklęski blizkriegu gen Rommla o Egipt, Palestyne i Babilon oraz kiepskiej oceny wyselekcjonowanych judenratów, funkcyjnych i zonderkomand a także "rewolt" w getcie warszawskim (realnie przeciw ewakuacji na Majdanek jako "imperium ekonomiczne SS Odillo Globocnika, gdze krematoria wybudowano dopiero zimą 1943r i było w 1943r wydane "zarządzenie obrony" bądące scenariuszem oddawania Lublina sowietom ze szczególnym uwzględnieniem Majdanka.
    ZSRR był zorganizowazny i uzależniony od sjonistów bardiej niż Reich Hitlera i masową "alije" ("podniesienie" z diaspory w ZSRR do Palestyny kandydatów na nowohebrajczyków przeprowadzono ju,z w 1940 r wywożąc kilkadziesiąt tysięcy żydw liitewskich w tym całą wileńską szkołę rabinów do dalekowschodnich granuc ZSRR z faLSZYWYMI JAPOŃSKIMI PASZPORTAMI. NASTĘPNIE GEN ANDERRS JAKO STASLINOWSKI MOJŻESZ WPROWADZIŁ DO PALESTYNY PONAD 3 TYSIĄCE UZBROJONYCH I PRZESZKOLONYCH DEZERTERÓW DODATKOWO WYPOSAŻONYCH.
    POWSTANIE NIE MIALO WPŁYWU NA ZATRZYMANIE FRONTU W WARSZAWIE NA PRAWIE PÓŁ ROKU. a białe flagi wywieszali bardzo liczni folksdojcze i konfidenci, których przyjazd do obozu koncentracyjnego w Gross Rozen na internowanie (jako ludność powstańczej Warszawy)
    lo po kapitulacji przywracającej międzynarodowe prawa ludności i żolnierzom powstańcom opisał więzień Pawiazka, Majdanka i Gross Eozen Feliks Siejwa w książce "Więxień III Pola"
    Zagłada ludności Warszawy była by pełniejsza gdyby powstanie nie wybuchło. Zimą 43/44 do zaglady formalnie pozbawionej praw międzynarodowych ludności miasta na lini frontu nie były euroentuzjastom hitlerowskim potrzebne specjalne rozkazy, Wystarczyły zarządzenia ewakuaCJI W CZASIE DWUDZIESTOSTOPNIOWYCH MROZÓWS I BEZ APROWIZACJI DO PODWARSZAWSXKICH MIEJSCOWOŚCI POD DOZOREM uLRAIŃCÓW LUB "ETNICZNYCH lITWINÓW" lub na okoloiczne pola jak sowieckich jeńców.
    Liczba sztuk broni strzeleckiej na uzbrojeniu powstańców i wyniki walk miały drugorzędne znaczenie.

    Było to powstanie życia nie pasożytniczego przeciwko usuwanemu walcowi historii konkurencji o sjonistyczną kolonizacje Palestyny
    Przywódcy i żołnierze powstania raczej nieswiadomie i instynktownie uratowali calą ludność Warszawy przed zagladą w czasie prawie połrocznego postoju sowieckiego walca historii marksistowskiego pasożytnictwa spopwodowanego oczekiwaniem na zajęcie stref wplywów zachodnich aliantow (opanowywanych przez miejscowych komunistow tak, że w Grecji Anglicy musieli walczyć z komunistycznym wojskiem "demokratycznego' rządu greckiego a do Jugosławeii nie odważyli się wkroczyć). Z sytuacji zdawał sobie sprawę jedynie tj gen Anders stalinowski Mojżesz kandydatów na nowohebrajczyków, których jako dcezerterow do walki z angielskimi imperialistami wprowadzil z ZSRR do Palestyny (następni byli pogromem kieleckim popędzani później przez bermanowski demolud poloski i Czechoslowację do zndeutralizowanej Austrii dopiero od 1945r).
    Stalin jeszcze bardziej njhiż Hitler uzależniony od sjonistow nie chciał w 1944r. zajmować Franc ji i Hiszpanii mimo odepowiedniej armii gdyż to moglo prowadzić do wojny z ASnglią i USA lub do powsatania konkurencyjnego dla sowieckiego modelu komunizmu marksistowskiego.
    Warszawiaków w najlepszym mwypadku czekał los leningradczykow lubjeńc ow sowieckich i to po zdominowaniu przez funkcyujnych jak ludność gett
    http://telewidz.neon24.pl/post/113515,cudowne-zwyciestwo-kapitulacji-powstania
    http://telewidz.neon24.pl/post/111652,powstanie-i-warunki-kapitulacj-ratunkiem-przed-zaglada
    http://telewidz.neon24.pl/post/111297,powstanie-w-lublinie-1944
    http://telewidz.neon24.pl/post/99772,powstanie-i-warunki-kapitulacj-ratunkiem-przed-zaglada
    http://telewidz.neon24.pl/post/69102,ludobojcze-zatrzymanie-frontu-na-wisle-w-1944r-i-akcja-burza-w-lublinie

    telewidzacy 31.07.2015 11:11:
  • ciekawa informacja
    https://marucha.wordpress.com/2015/08/02/powstanie-wymusil-monter/
  • @rerak 00:15:09
    Cytuję świetny tekst o Warszawie, autorem jest Anthony M.Tung, autor książki "PRESERVING THE WORLD'S GREAT CITIES: The Destruction and Renewal of the Historic Metropolis"

    In World War II, it became German national policy that the culture of Warsaw be erased as a way to quash the spirit of resistance among the Polish people.

    "W czasie II wojny światowej, wymazanie kultury Warszawy stało się niemiecką polityką państwową, jako sposób zniszczenia ducha oporu wśród Polaków".

    The price for resistance was death, but it also became clear that ultimately the price for submission would be the same.

    "Ceną za opór była śmierć, ale stało się jasne, że ostatecznie cena poddania się będzie taka sama".

    Jak widać, tą prawdę rozumieją ludzie na całym świecie, ale u nas, za sprawą wytrwałej dywersji agentów wpływu i pożytecznych idiotów, wciąż się ją podważa.
    W ten sposób mąci w głowie ludziom, którzy bombardowani z każdej strony wrogą propagandą i gadzinówkami w rodzaju lansowanych przez mainstreamowe media, bredni pt. "Pakt Beck-Ribbentrop", nie wiedzą, gdzie leży prawda, a gdzie antypolska, pro-niemiecka propaganda.
    Taka jak wpisy Dariusza Kosiura.
  • @Jasiek 15:33:54 Celem było zniszczenie stolicy i likwidacja resztek inteligencji.
    Mity polskie : 99 % dyskusji o Powstaniu Warszawskim dotyczy aspektów militarnych i wojskowych. Niewielu natomiast nie zastanawia się nad aspektami moralnymi. A już nikt nie wspomina o tym, co myślała przeciętna warszawianka, matka małych dzieci, która musiała kryć się tygodniami ze swoimi maleństwami w piwnicy zburzonej kamienicy, opodal której toczyły się walki. Nieustanne bombardowania Stukasów, ostrzał artyleryjski, szarże czołgów ... Nigdy nie dowiemy się, jak bardzo warszawiacy nienawidzili powstańców po upływie kilku tygodni walk. Pozostanie tylko nieskazitelny mit bohaterstwa bez skaz. Guderian proponował honorową kapitulację po 15 dniach, lecz ją odrzucono, ona być może uratowała by ludność jak i miasto. Krew mnie zalewa jak słyszę, że Powstanie wywołano tylko dlatego, by nie dać się zniewolić Niemcom i ...Sowietom??? W telegazecie tvp podano ofiary ok 18 000 powstańców zabitych i ok 20 000 rannych, przemilczano o ludności cywilnej, której straty ocenia się od 180000 do 200000 ludzi poległych. Przemilczano o samosądach ludności cywilnej na powstańcach??? Żądza władzy doprowadziła do katastrofy narodowej. Dlaczego historycy milczą o tym, że to właśnie w Powstaniu zginął kwiat młodości? Wymordowano tysiące młodych polskich intelektualistów, dzięki komu? Najgłupsze powstanie w naszej bolesnej historii. Stawia się pomniki sprawcom tego narodowego nieszczęścia przemilczając zwykłych, cichych bohaterów?
  • @Jasiek 17:33:38
    Okulicki był według wszelkiego prawdopodobieństwa agentem NKWD, bo tylko to tłumaczy jago upór w dążeniu do wywołania tak absurdalnego posunięcia jak powstanie, któremu przeciwni byli gen. Bór Komorowski, gen. Anders(on chciał przywódców Powstania postawić przed sądem polowym i rozstrzelać!), gen. Sosnkowski.. Przekazał sowietom wiele kluczowych informacji o AK, do których jako generał miał oczywiście dostęp. Był potem zrzucony jako cichociemny(jak agentka Gestapo w KG AK gen. i cichociemna Niemka Zawacka w SOE) z wyraźnym rozkazem Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego zakazującym wywoływania powstania. Potem jeszcze pomagał sowietom w czasie procesu 16-tu. Powstanie przesiedział rozpaczając i pijąc, nie walcząc w piwnicy kamienicy wraz ze swą sekretarką rozpaczając po utracie swego jedynego syna pod Ankoną. Sam byłem wychowany w kulcie Powstania, AK, etc... obecnie dzięki internetowi, dostępnym dokumentom, archiwom dwu stron mam inny ogląd tej tragedii, lecz chylę czoła przed Powstańcami, etc.. sam gdyby zaszła konieczność poszedłbym walczyć jak Oni.
  • @kfakfa 09:25:24 Rokossowski o Powstaniu..
    [Jednakże jako głównodowodzący wojsk kroczących na Berlin zatrzymał się na przedpolach Warszawy i to właśnie z jego rodzinnym miastem wiąże się koniec jego dalszych wojennych sukcesów. Został ofiarą misternie utkanej strategicznej gry Stalina . W swoich pamiętnikach napisał , że wybuch powstania w jego rodzinnej Warszawie był dla niego ogromnym ciosem . Pisał , że nie otrzymał żadnego apelu o pomoc od powstańców . Lecz on sam wydał generałowi Zygmuntowi Berlingowi - dowódcy 1 Armii WP rozkaz wysłania łącznika do powstańców . łącznik dotarł , przekazał nawet hasła i kody łączności . Ale okazało się , że apel powstańcy przekazali już Kremlowi , nie zaś jemu , dowódcy frontu . Mógłby jeszcze wiele zrobić zanim zareagował Stalin , któremu zależało na wykrwawieniu Warszawy niemieckimi rękoma . Marszałek Rokossowski bardzo chciał wyzwolić swoją rodzinną Warszawę , gdzie się urodził i gdzie mieszkała jego siostra Helena - bardzo gorliwa katoliczka . Ta sytuacja pokazuje kolejny dowód na wielki patriotyzm Konstantego Rokossowskiego i niestety w bardzo złym świetle ukazuje ludzi z kierownictwa Komendy Głównej Armii Krajowej , ukazuje możliwość infiltracji KG AK przez NKWD czy GRU oraz służby niemieckie . Wszak obu tym stronom zależało na zniszczeniu Warszawy. Stalin mu tego nie darował . Ta narodowa i patriotyczna postawa Rokossowskiego w czasie Powstania Warszawskiego była powodem jego odsunięcia z funkcji głównodowodzącego Frontem Białoruskim , 12 listopada 1944 roku jego miejsce zajął marszałek Żukow , jego główny konkurent , a Konstantemu przypadło dowodzenie mniej ważnym 2 Frontem Białoruskim . No i to Żukow dobył Berlin , a Rokossowski tylko oskrzydlał główny atak . Jako rekompensatę Stalin powierzył mu dowodzenie Defiladą Zwycięstwa w Moskwie . Zaraz po wojnie został jednak zmarginalizowany . ]
  • @kfakfa 09:25:24 a teraz całość o Polaku Rokossowskim.
    Marszałek Rokossowski - zszargany i poniżony , bo w strasznie trudnych warunkach walczył o Polskość. Marszałek Konstanty Rokossowski - szczery polski patriota , wróg bermanowskiej żydowskiej kliki z CBKP http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/fe/Rokossovsky_1916.jpg/200px-Rokossovsky_1916.jpg Konstanty Rokossowski w mundurze marszałka Polski Jest naszym obowiązkiem wobec prawdy i historii przypomnieć rzeczywiste losy i motywy działania człowieka , który z powodu tragizmu losów Polski i Polaków został arbitralnie w stalinowskim stylu zaszufladkowany jako " radziecki marszałek w polskim mundurze " , czy " pełniący obowiązki Polaka " . Postaramy się dowieść , że jest to czarny pijar robiony marszałkowi Rokossowskiemu przez jego wrogów , którzy nie mogą mu darować jego odważnej patriotycznej postawy w mrocznym okresie stalinizmu . Według Polskiego Almanachu Błękitnego rodzina Rokossowskich przez wieki była rodziną baronów . Sam Konstanty wiele czasu spędzał w majątku swojego wuja , który był ziemianinem . Nauczył się tam jeździć konno i uzyskał solidną edukację patriotyczną . Ze względu na niezamożny status swojej rodziny - ojca i matki od młodości bliskie mu były hasła lewicowe . Brał udział w warszawskich manifestacjach studentów i robotników . Za to trafił na Pawiak . Po wyjściu z więzienia poszedł za bratem do armii carskiej . Było to zgodne z instrukcją Romana Dmowskiego , aby tworzyć polską siłę w armii rosyjskiej . W czasie Rewolucji Październikowej oddział , w którym służył Konstanty podzielił się . On ze względu na swe sympatie lewicowe pozostał z częścią rewolucyjną . Dostrzeżono jego zdolności organizacyjno - wojskowe , wybrano oficerem i zaczął robić karierę wojskową . Został razem z późniejszym bohaterem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej , zdobywcą Berlina Żukowem wysłany do szkoły kawalerii w Leningradzie , po której Rokossowski został doradcą w armii mongolskiej . Następnie był dowódcą na Syberii i w Buriacji .W 1936 roku został dowódcą garnizonu w Pskowie . Tam został aresztowany w czasie czystek 1937 roku . I tu zaczynają się najciekawsze wątki w życiorysie Konstantego Rokossowskiego . Został oskarżony o współpracę z wywiadem polskim i japońskim . Ponadto jego brat , z którym służył w armii rosyjskiej , wrócił do Polski i został oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej . Jest tajemnicą poliszynela , że popularna polska dwójka czyli II Oddział SG współpracował z Japończykami na odcinku przeciwradzieckim , wykorzystując często Polaków służących w aparacie państwa radzieckiego , w tym w wojsku . Na dodatek Służba Śledcza Policji Państwowej , gdzie służył jego brat zajmowała się także rozpracowaniem ruchu komunistycznego . Nabrawszy podejrzeń NKWD doszło do Rokossowskiego i musiało nawet w tej obłędnej szpiegomanii znaleźć jakieś poszlaki wskazujące na współpracę Rokossowskiego z dwójką . Torturowano go strasznie . Połamano mu żebra i wybito zęby (według relacji córki ta trauma spowodowała u niego nawyk , że do końca życia trzymał przy sobie pistolet , nawet podczas snu , mówiąc , że drugi raz żywcem już go nie wezmą ) . Współwięźniowie relacjonowali, że Konstanty tłumaczył im , by niczego nie podpisywali i nikogo swoimi zeznaniami nie obciążali . Mówił im , że jeśli zostaną zabici , to będą mieć czyste sumienie , że nikogo ze sobą nie zabrali . To dowód na przesiąknięcie Rokossowskiego polską metodologią i łacińską aksjologią . Rokossowskiego skazano na karę śmierci , ale podczas procesu wykazał się niezwykłą bystrością umysłu . Otóż według relacji pułkownika Włodzimierza Trylińskiego Konstanty miał zauważyć , że osoby obciążające go już nie żyły , więc zarzucił sądowi wiarę w życie pozagrobowe , co w państwie komunistycznym było uznane za herezję , więc sąd zmienił mu wyrok i skazał go " tylko " na 10 lat łagrów . Wszystko jednak zmieniło się w 1940 roku. Stalin szykował się do wojny z Niemcami i podboju Europy , więc potrzebni mu byli fachowi dowódcy . Upomniał się więc o niego nowy minister obrony ZSRR Timoszenko . Wstawiono Konstantemu zęby, a nawet wysłali z rodziną na wczasy do Soczi , aby nabrał sił . W czasie II Wojny Światowej, zwanej w ZSRR i w wielu krajach WNP Wielką Wojną Ojczyźnianą Konstanty Rokossowski był jednym z najwybitniejszych radzieckich dowódców , między innymi świetnie dowodził obroną Moskwy , uczestniczył także w bitwach pod Stalingradem i pod Kurskiem. Został odznaczony licznymi , najwyższymi orderami radzieckimi , w dowód uznania został dowódcą 1 frontu Białoruskiego , liczącego 1 milion żołnierzy przy rozciągniętej na 900 km linii wojsk. Był to wówczas największy front w Armii Czerwonej . Pod koniec czerwca 1944 roku otrzymał za swe niewątpliwe zasługi otrzymał od Stalina stopień Marszałka Związku Radzieckiego. Jednakże jako głównodowodzący wojsk kroczących na Berlin zatrzymał się na przedpolach Warszawy i to właśnie z jego rodzinnym miastem wiąże się koniec jego dalszych wojennych sukcesów. Został ofiarą misternie utkanej strategicznej gry Stalina . W swoich pamiętnikach napisał , że wybuch powstania w jego rodzinnej Warszawie był dla niego ogromnym ciosem . Pisał , że nie otrzymał żadnego apelu o pomoc od powstańców . Lecz on sam wydał generałowi Zygmuntowi Berlingowi - dowódcy 1 Armii WP rozkaz wysłania łącznika do powstańców . łącznik dotarł , przekazał nawet hasła i kody łączności . Ale okazało się , że apel powstańcy przekazali już Kremlowi , nie zaś jemu , dowódcy frontu . Mógłby jeszcze wiele zrobić zanim zareagował Stalin , któremu zależało na wykrwawieniu Warszawy niemieckimi rękoma . Marszałek Rokossowski bardzo chciał wyzwolić swoją rodzinną Warszawę , gdzie się urodził i gdzie mieszkała jego siostra Helena - bardzo gorliwa katoliczka . Ta sytuacja pokazuje kolejny dowód na wielki patriotyzm Konstantego Rokossowskiego i niestety w bardzo złym świetle ukazuje ludzi z kierownictwa Komendy Głównej Armii Krajowej , ukazuje możliwość infiltracji KG AK przez NKWD czy GRU oraz służby niemieckie . Wszak obu tym stronom zależało na zniszczeniu Warszawy. Stalin mu tego nie darował . Ta narodowa i patriotyczna postawa Rokossowskiego w czasie Powstania Warszawskiego była powodem jego odsunięcia z funkcji głównodowodzącego Frontem Białoruskim , 12 listopada 1944 roku jego miejsce zajął marszałek Żukow , jego główny konkurent , a Konstantemu przypadło dowodzenie mniej ważnym 2 Frontem Białoruskim . No i to Żukow dobył Berlin , a Rokossowski tylko oskrzydlał główny atak . Jako rekompensatę Stalin powierzył mu dowodzenie Defiladą Zwycięstwa w Moskwie . Zaraz po wojnie został jednak zmarginalizowany . Sam też kariery nie chciał robić , wolał być z dala od polityki . Był bardzo zadowolony z faktu , że mianowano go głównodowodzącym Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej . Choć kochał Polskę , to bardzo nie podobało mu się to co się działo w ówczesnej polskiej polityce . Wiedział , że miały miejsce aresztowania oficerów , rozstrzeliwania i pokazowe procesy . Przypominała mu się straszliwa atmosfera Wielkich Czystek w ZSRR po 1937 roku , której sam straszliwie doświadczył . Nie paliło mu się do polityki . Niemniej naciski Stalina i Bieruta spowodowały , że w 1949 roku został powołany na urząd polskiego ministra obrony narodowej i jednocześnie mianowano go marszałkiem Ludowego Wojska Polskiego . W 1950 roku został członkiem Biura Politycznego KC PZPR , a w 1952 roku wicepremierem . Za jego czasów Ludowe Wojsko polskie otrzymywało najnowocześniejsze uzbrojenie z ZSRR , i było najsilniejszą armią w Układzie Warszawskim oprócz ZSRR . Polska miała zapasy amunicji na miesiąc walk , a już w latach późniejszych po odejściu Rokossowskiego już tylko na tydzień . Często się zarzuca marszałkowi Rokossowskiemu , że czas jego rządów to był mroczny okres terroru i sowietyzacji armii . I oczywiście to on osobiście za ten terror miał być odpowiedzialny . Jest to propagandowa manipulacja stworzona przy pomocy teorii dowodów Andrieja Wyszyńskiego . Otóż trzeba pamiętać , że marszałek Rokossowski był osaczony z dwóch stron . Przez jego zastępcę generała Stanisława Popławskiego - Rosjanina , który trząsł Informacją Wojskową i był przez Moskwę wyznaczony do " pilnowania " Rokossowskiego , z drugiej strony przez MBP , którym faktycznie trząsł Jakub Berman . Warto pamiętać , że to marszałek Rokossowski wydał rozkaz , że przed aresztowanie każdego oficera trzeba uzyskać zgodę jego przełożonego . Marszałek bowiem liczył , że w taki sposób uda mu się uchronić wojsko przed czystkami . Tak między innymi uratował generała Franciszka Cymbareicza , wiceministra MON , który poskarżył się marszałkowi , że jest zagrożony aresztowaniem własnej osoby i poddany presji podpisywania zgody na aresztowania . Uratował marszałek Rokossowski wolność i życie wielu osobom , które pisały do niego listy lub mu się skarżyły . Uratował nawet oficera Narodowych Sił Zbrojnych . Gdyby nie marszałek Rokossowski to terror w LWP byłby znacznie większy . Jednocześnie przez cały ten okres polonizował LWP . Między innymi odsunął dowódcę Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Toruniu gen . Nikołaja Iwanowa za to , że ten mówił po rosyjsku , a nie po polsku i mianował na jego miejsce już polskiego oficera . Mało kto wie , że marszałek u ministra edukacji wywalczył listę polskich książek patriotycznych , które sam czytał i chciał by każdy Polak je przeczytał . Natomiast jeśli idzie o walkę polityczną w łonie PZPR , to marszałkowi Rokossowskiemu było najbliżej do frakcji natolińskiej . To właśnie Natolińczycy , ci propolscy od lat 50-tych komuniści, ze swoim przywódcą Zenonem Nowakiem widzieli w marszałku ważną postać , która mogła przeciwstawić się dominującej w partii i w państwie , wywodzącej się z mafijnej , utworzonej w Moskwie przez Stalina organizacji o nazwie Centralne Biuro Komunistów Polski - CBKP frakcji puławskiej czyli tzw . żydokomunie , mającej swe korzenie jeszcze w SDKPiL i KPP . Lider Puławian , Jakub Berman uznał Rokossowskiego za śmiertelne zagrożenie dla siebie i swoich stronników , więc od początku urzędowania marszałka montował przeciwko niemu intrygi , a także przy pomocy Urzędu Bezpieczeństwa zbierał przysłowiowe haki na marszałka . Jednym z nich był powielony z czasów Wielkich Czystek zarzut , że utrzymywał dobre stosunki z bratem , przedwojennym oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej , oraz , że jego bardzo wierząca siostra Helena , z którą także utrzymywał dobre stosunki , znała Prymasa Wyszyńskiego . Berman chciał aresztowania marszałka , lecz ten miał zbyt silną pozycję , więc ograniczył się do robienia mu czarnego pijaru . Marszałek popierał polonizacyjne prądy w PRL i PZPR , za co był przedmiotem ostrej krytyki ze strony Puławian . Na VII plenum KC PZPR ( 18-28 lipca 1956 roku) marszałek powiedział rzeczy , których do dziś wielu mu nie zapomniało . Mianowicie mówił o bezpodstawnym uprzywilejowaniu towarzyszy żydowskich w państwie i w partii , oraz że należy szanować godność narodową Polaków . Na to I Sekretarz KW PZPR w Łodzi - Michalina Tatarkówna Majkowska , przedstawicielka chazarskich Puławian odpowiedziała mu wprost : "Chcecie mieć wojnę , to będziecie ją mieć" . Polski Październik 1956 roku , który rozpoczął wiosnę po mroźnym i mrocznym okresie stalinizmu , dla marszałka Rokossowskiego okazał się niestety ciosem w serce . Natolińczycy , którzy już od dłuższego czasu domagali się uwolnienia Gomułki , zostali przez niego wystawieni do przysłowiowego wiatru . Puławianie posiadający środki masowego przekazu zmanipulowali Gomułkę ( także poprzez jego chazarską żonę Zofię Gomułkową ) w taki sposób , że uwierzył ich manipulacji . A polegała ona na tym , że ci faktyczni zbrodniarze i agenci NKWD siebie samych przedstawili jako odnowicieli i demokratów , a Natolińczykom i samemu marszałkowi Rokossowskiemu zarzucili stalinizm i proradziecką postawę . Niestety Gomułka , po raz kolejny zresztą dał się na tę misterną mistyfikację nabrać . W konsekwencji frakcja Natolińczyków przegrała , a marszałka Rokossowskiego zdjęto z urzędu i potraktowano jako Rosjanina , co było dlań potężnym ciosem . Ujął się honorem , nie przyjął żadnych pieniędzy i honorariów , zapakował się w małe walizki i wyjechał z Polski . Przed odjazdem miał powiedzieć znajomym : " W Polsce moja noga już więcej nie postanie . Dla Polaków będę już zawsze Rosjaninem , a dla Rosjan Polakiem " . Jego fachowość nadal cenili jednak Radzianie i w latach 1958-1962 pełnił rolę wiceministra obrony narodowej ZSRR , a potem aż do śmierci w 1968 roku pozostawał członkiem grupy inspektorów generalnych armii radzieckiej . Marszałek Rokossowski zawsze mówił , że jest Polakiem . Mimo , że całe swoje dorosłe życie spędził w Rosji i ZSRR , to nigdy dobrze nie mówił po rosyjsku , miał silny polski akcent . Był bardzo zdenerwowany , gdy w Moskwie generałowie polscy jak Jaruzelski mówili doń po rosyjsku . Od razu kazał zwacać się do siebie po polsku , mówiąc , że jest Polakiem jak oni . Jednak do końca życia pozostała w nim wielka gorycz , żal do Polski , która tak okrutnie go potraktowała i do której już więcej nie chciał jeździć . Ale swą rodzinę wychował w polskim duchu . Kult polskości był tam na tyle silny , że jego dzieci odebrały polskie wychowanie , w mieszkaniu wnuka marszałka wisiał biały orzeł , mapa Polski , a w biblioteczce stał kanon polskiej literatury . Z wnukiem rozmawiał tylko po polsku , a jego prawnuczka Ariadna Rokossowska została ochrzczona w polskim kościele w Moskwie . To pokazuje jak można nawet w bardzo trudnych czasach i warunkach przekazać polskiego ducha z pokolenia na pokolenie . Takie zdolności wychowawcze posiadał marszałek Rokossowski . Marszałek Konstanty Rokossowski był wielkim Polakiem , którego mali antypolacy uczynili Rosjaninem i Radzianinem . Taki jego obraz tkwi do dziś w świadomości przeciętnego Polaka . Do dziś mszczą się na nim bezwzględni biurokraci , zabierając ulicom , parkom , skwerom jego imię , niszczy się jego pomniki i portrety . Przyszła Nacjokratyczna Polska będzie musiała postawić sobie za punkt honoru odbudowę jego dobrego imienia , na które sobie bezwzględnie zasłużył . Niniejszy artykuł ma właśnie na celu przywrócenie mu tej pamięci i godności . Cześć Jego Pamięci ! Ps. Bezpośredniego konfliktu z marszałkiem się obawiano , niemniej bezpieka Jakuba Bermana zbierała na niego haki , a żydokomuna z Tatarkówną Majkowską na czele otwarcie groziła Natolińczykom wojną . W końcu starcie z Rokossowskim i Natolińczykami Puławianie wygrali , co potem negatywnie się odbiło na przyszłości całej PRL . Największy dowódca II WS, dowódca 16 armii w obronie Moskwy, dowódca frontu dońskiego w Bitwie Stalingradzkiej, dowódca frontu centralnego w Bitwie Kurskiej - samodzielnie podjął decyzję ostrzału artyleryjskiego wyprzedzając natarcie niemieckie, twórca i wykonawca operacji Bagration - wyzwolenie Białorusi i wyjście nad Bug I frontu białoruskiego, dał pierwszeństwo przekroczenia Bugu I Armii Wojska Polskiego. Kawaler najwyższych odznaczeń alianckich. Nazwiska tego oficera NSZ niestety nie znamy . Możemy natomiast podać źródło , od którego pochodzi komunikat o nim . Był to świętej pamięci Janusz Krzyżewski , który znał tę sprawę , był wszak działaczem Ligi Narodowo Demokratycznej . Istotą jej działalności było badanie zjawisk , nazwisk ze względów konspiracyjnych starano się nie ujawniać , zapamiętywano je tylko dla siebie . Niemniej cieszymy się , że Pan Arcus się tym zainteresował , i dziękujemy za ocenę naszego artykułu . Jeśli po części się z nami Pan nie zgadza , to za pewne różnimy się pięknie .Ciekawa była sprawa przekazania przez Rokossowskiego 1 mln złotych na remont kościoła garnizonowego w Rzeszowie. Byli tacy którym było to nie w smak, ale kto chciał ryzykować konflikt z Marszałkiem. Ciężko będzie znaleźć rzetelną biografię Marszałka Rokossowskiego w języku polskim , gdyż jest to u nas postać wyklęta . Nawet rzetelni badacze w wypadku oceny tej osoby niestety często kierują się wpojoną w świadomość Polaków przez bermanowców opinią , że Rokossowski to " ruski marszałek w polskim mundurze " . Wynika to z bardzo niskiej kultury informacyjnej , panującej w naszym życiu publicznym , nad czym ubolewamy . Stereotypy wciąż górują nad pojęciami .To jest właśnie , z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę spuścizna stalinowskiej , radzieckiej metodologii i chazarsko - turańskiej mentalności, do dziś panującej w naszej nauce( a raczej pseudonauce ) i publicystyce , więc takie mamy tego konsekwencje . Trzeba odbudować prawdziwą polską naukę , wtedy też pojawią się dzieła naukowe z prawdziwego zdarzenia . Wracając jednak do istoty problemu , to być może biografie rosyjskojęzyczne będą bardziej rzetelne , choć z kolei tam wątki polskie , narodowe i patriotyczne u Rokossowskiego mogą być okrojone lub całkowicie przemilczane . Dla obydwu stron jego prawdziwa postawa jest trudna do przełknięcia .Choć w Rosji do dziś uważany jest za wybitnego dowódcę , stratega i znawcę wojskowości , u nas niestety jest przedstawiany jako prymitywny siepacz , niemalże kozacki . Natomiast rosyjscy weterani II wojny uważają go za najbardziej kompetentnego i ludzkiego dowódcę armii radzieckiej w tamtym czasie , co tym samym dowodzi , że starał się być tam gdzie tylko mógł łacinnikiem a nie zwolennikiem metod turańskich , charakterystycznych dla Rosji i jej armii . To potwierdza tylko , jak silnie zakorzenione było w nim polskie wychowanie i wykształcenie z lat młodości i z czasów możliwego współdziałania z polską dwójką ( tu kłaniają się dalekosiężne cele Akcji Prometejskiej - ukształtowanie narodów ZSRR według kanonów kultury polskiej i zasad cywilizacji łacińskiej). Najlepiej jednak jest zapoznać się z relacjami członków rodziny , lub osób , które bezpośrednio Marszałka znały , oraz tych , którzy widzieli jego mężną i prawą postawę nie znając go bezpośrednio . Tak też my uczyniliśmy , pisząc ten tekst . Pomocne nam tu były też zasady kryminalistyki brytyjskiej , zgodnie z którymi coś jest wtedy wiarygodne , gdy uda się otrzymać ten sam lub bardzo podobny komunikat z co najmniej dwóch lub trzech niezależnych od siebie źródeł . Wtedy informacja wydaje się być pewną. Opowiadał mi major Tymowicz jak podczas inspekcji w jednostce zapytał co wojsku potrzeba. Rokossowski stwierdził , że „Wojsku potrzebny jest kościół” i przyznał 1 milion złotych na REMONT KOŚCIOŁA GARNIZONOWEGO w Rzeszowie. W Komitecie Wojewódzkim szlak ich trafiał, ale jak tu marszałkowi się sprzeciwiać. Do kogo na takiego marszałka donieść? Poprosiłem majora , aby to spisał !
  • @kfakfa 09:25:24 cd...
    Największy wojownik po Sobieskim.

    Po raz pierwszy pisałem o marszałku Konstantym Rokossowskim („Przegląd”, 8 listopada 2007 r.) pod wrażeniem dużej ilości książek publikowanych w Polsce o generałach Wehrmachtu, admirałach Kriegsmarine, asach niemieckiego lotnictwa i wywiadu, a także wyższych dowódcach Waffen SS.

    Te książki nie są pisane w manierze propagandowej, przeciwnie, są rzeczowe, przeważnie obiektywne, a bywa, że z wyczuwalną intencją apologetyczną. Przeważnie są tłumaczone z angielskiego i niemieckiego. Nie zalegają półek księgarskich.

    Przygodne rozmowy na ten temat nasuwają mi przypuszczenie, że gra wyobraźni polskiego czytelnika przesuwa go coraz bliżej utożsamiania się z niemieckimi bohaterami tych książek.

    To przypuszczenie jest wzmacniane od czasu do czasu doniesieniami prasowymi z Pomorza, gdzie działacze samorządowi z Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej wyskakują z potępieniami Armii Radzieckiej za to, że zburzyła im ich pomorskie miasta. W przyszłości można się spodziewać uchwał żądających od Rosji odszkodowań za poniesione straty.

    Nie jest to więc dobry sezon dla polskich historyków na dorobku, aby pisać o Rokossowskim, ale dla osób takich jak ja, którym jest wszystko jedno, sezon jest bardzo dobry. Niestety, nic mi po tym dobrym sezonie, nie mam czasu, aby się zająć tym tematem. Poniżej przytoczę kilka fragmentów z książek innych autorów.

    Najpierw postawię pytanie: proszę wymienić Polaka, który odegrał największą rolę w historii wojen w okresie po królu Janie Sobieskim do dziś. Po krótkiej lub długiej chwili myślowego mozołu jako tako wykształceni ludzie mogą dać tylko taką odpowiedź, że tym Polakiem był Konstanty Rokossowski.

    Zaraz pojawią się uściślenia, że był Polakiem tylko w połowie, po ojcu. Otóż to uściślenie jest nieprawdziwe. Zaraz po ukazaniu się pierwszego tekstu o Rokossowskim czytelnik z Warszawy (nazwiska niestety nie zapamiętałem) wskazał nam dowody na to, że matką marszałka była Konstancja z domu Cholewińska, tak samo jak ojciec katoliczka i szlachcianka. Konstantynowicz przed nazwiskiem to nie był patronimik jak u Rosjan, lecz matronimik. Przypisywanie Konstantemu Rokossowskiemu rosyjskiego pochodzenia ze strony matki jest błędem popełnianym przez wszystkich autorów, którzy się w tej sprawie wypowiadają.

    Mianowanie Rokossowskiego marszałkiem Polski i ministrem obrony narodowej zostało odebrane przez Polaków jako upokarzająca degradacja państwa polskiego i było tym w istocie, z drugiej zaś strony było degradacją samego marszałka Związku Radzieckiego. Angielski autor Sir Rodric Braithwaite pisze, że po zakończeniu wojny Stalin obawiał się, że będący w apogeum sławy marszałkowie Żukow i Rokossowski mogą zagrozić jego wszechwładzy, w skrajnym przypadku dokonać przewrotu bonapartystowskiego, czego bolszewicy ciągle się obawiali. Dlatego Żukowa posyłał do coraz dalszych okręgów wojskowych, a Rokossowskiego wyznaczył na szefa polskich sił zbrojnych.

    „Zaszczytne wygnanie” – pisze Braithwaite – zarazem „zatruty kielich”. „Rokossowski wiele zrobił, żeby zreorganizować armię oraz poprawić los oficerów i samych żołnierzy… Nie miał jednak wielkiego wyboru i musiał przystać – choć niechętnie – na egzekucję polskich oficerów podejrzewanych o powiązania z Zachodem”.

    Znany z antysowietyzmu polski historyk, niedawno zmarły Paweł Wieczorkiewicz, również przyznaje, że represji w wojsku Rokossowski „nie inicjował”. Charakteryzuje on marszałka w sposób następujący: „Dzięki równemu charakterowi i inteligencji najwybitniejszy sowiecki dowódca (…) liczył się z czynnikiem ludzkim i umiał minimalizować straty; ubóstwiany przez podkomendnych” (w: James Lucas, „Niemiecka Armia Wschodnia 1941-1945″ s. 301).

    Wieczorkiewicz szczegółowo zajmował się radzieckimi generałami i jego opinia jest wystarczająca, żeby odrzucić twierdzenie autora komentarza do wywiadu z Ariadną Rokossowską w „Polityce”, gdzie czytamy, że wraz z nastaniem Rokossowskiego w wojsku polskim wprowadzono m.in. „zasadę nieliczenia się ze stratami ludzkimi w walce”. Akurat Rokossowski był tym, który się liczył, a nieliczenie się nawet pod władzą Stalina nie było zasadą, lecz barbarzyńską praktyką. Nieliczenie się ze stratami ludzkimi jest dobrze znane także z działań polskich generałów, którzy urządzili sobie powstanie warszawskie w skupisku ludności cywilnej, co pociągnęło za sobą śmierć dwustu tysięcy cywilów. Z jednej strony mamy ponure barbarzyństwo stalinowskie, z drugiej weselsze barbarzyństwo na rauszu patriotycznym i alkoholowym ŕ la generał Okulicki.

    Rokossowski jako dowódca armii i frontów zadał siłom niemieckim więcej strat niż wszystkie wojska brytyjskie i amerykańskie razem wzięte. Nie wiem, co piszą o nim historycy niemieccy, opinie autorów angielskich i amerykańskich są w książkach, które miałem w rękach – jednoznacznie pozytywne, a nieraz pełne zachwytu. Cytowany już Rodric Braithwaite pisze: Rokossowski

    „Jako dowódca frontu w latach 1942–1945 odnosił same sukcesy. (…) Jeden z wieloletnich współpracowników podsumował go tak: „Był sympatyczny, elegancki, hojny, poprawny w stosunkach z innymi, jako żołnierz świetnie się znał na swoim fachu i miał doskonały, analityczny umysł. Powszechnie była znana jego uprzejmość wobec wszystkich, niezależnie od rangi, zarówno wobec żołnierzy, jak i cywilów. Pisarz Ilia Erenburg uważał go za najlepiej wychowanego ze znanych mu generałów. W przeciwieństwie do innych oficerów nigdy nie podnosił głosu na kolegów i podwładnych (…). Był wysoki, wyprostowany, sprawny fizycznie, dobrze tańczył… Kiedy spotkał matkę swojego kierowcy z czasów wojny, pocałował ją w rękę – z galanterią, która zdradzała jego polskie korzenie, a której kobieta ta nigdy nie zapomniała. Nic dziwnego, że lubił kobiety, a one lubiły jego”. (Cytaty z książki: „Moskwa 1941. Największa bitwa II wojny światowej”).

    Konstanty Rokossowski wychował się i dorastał w środowisku ziemiańskim (m.in. w majątku stryja Aleksandra) i postszlacheckiej inteligencji. (Jego oficjalny życiorys został przystosowany do radzieckich wymagań. Ariadna, jego wnuczka, niektóre przeinaczenia sprostowała w wywiadzie dla „Polityki”).

    Inny historyk brytyjski Antony Beevor, którego książki cieszą się powodzeniem także w Polsce, pisze: „Rokossowski, wysoki, przystojny i elegancki kawalerzysta, różnił się od większości radzieckich dowódców o krępych, przysadzistych sylwetkach, szerokich plecach, tęgich karkach i ogolonych głowach. Różnił się od nich także pod innym względem, jako że był w połowie [wiemy już, że całkowicie – B.Ł.] Polakiem. Już samo to czyniło go wielce podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym w oczach Stalina”.

    Przesunięcie z dowództwa I Frontu Białoruskiego na stanowisko dowódcy II Frontu bardzo Rokossowskiego wzburzyło i niesłusznie początkowo podejrzewał intrygę Żukowa, swego starego przyjaciela. „W rzeczywistości to Stalin nie chciał dopuścić do tego, aby Polaka okryła sława zdobywcy Berlina”. Rokossowski „Wiedział, że Ławrientij Beria kierujący NKWD i Wiktor Abakumow, szef Smiersza, kontrwywiadu wojskowego, przez cały czas go obserwowali. Stalin nigdy nie pozostawił Rokossowskiemu najmniejszej wątpliwości, że oskarżenia wysunięte w 1937 roku wciąż nad nim wiszą i że został zwolniony warunkowo. Jakikolwiek błąd i klęska oznaczałyby ni mniej ni więcej, tylko powrót Rokossowskiego pod opiekę NKWD. »Wiem doskonale, do czego zdolny jest Beria – powiedział Rokossowski Żukowowi w czasie zdawania obowiązków. – Miałem okazję zwiedzić jego więzienia«. Rosyjscy generałowie musieli jednak czekać osiem lat, by wziąć odwet na Berii”. (Cytaty z książki A. Beevora „Berlin 1945. Upadek”).

    Przedstawione wizerunki marszałka zostały narysowane w kontekście opisów bardzo ponurych stosunków radzieckich w czasach Stalina.

    Polacy wyobrażają sobie, że są w posiadaniu jedynie słusznej miary wielkości i wszystko sprowadzają do nadwiślańskiej niziny. Według uniwersalnych kryteriów wielkości Konstanty Rokossowski był jednym z paru największych dowódców w drugiej wojnie światowej. Co z tego, skoro nie należał do Armii Krajowej.

    http://www.przeglad-tygodnik.pl
  • @Kula Lis 62 10:30:07
    Całkiem przypadkiem ,przeglądając internet ,trafiłem na cos takiego :

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarne_chmury

    i w rubryce ciekawostki było to

    "Według jednej z hipotez twórcą scenariusza był Ludwik Kalkstein[1], agent gestapo w Armii Krajowej, zwierzchnik grupy która zadenuncjowała generała „Grota” Roweckiego; Kalkstein w latach 1953-65 odsiadywał wyrok za współpracę z gestapo; według tych źródeł Guziński i Pietruski podpisali scenariusz swoimi nazwiskami, gdyż nazwisko Kalksteina z oczywistych względów nie mogło się znaleźć w napisach serialu."

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kalkstein
  • @All
    zdarza mi się cierpko komentować niektóre posty Autora - lecz w kwestii Powstania Warszawskiego pełna zgoda: kompletnie irracjonalna na pozór decyzja mogła mieć jedno uzasadnienie - realizację tego samego schematu, co choćby przy Powstaniu Styczniowym - sprowokowanie wystąpienia zbrojnego ludności polskiej w celu jego jak najkrwawszego stłumienia i w następstwie osłabienia siły Narodu przeznaczonego na zniszczenie. Demiurgiem tych działań są od stuleci do dziś niezmiennie te same siły - to są siły żydowskie.
    Wątek o przekazaniu broni poza Warszawę bezpośrednio przed wybuchem powstania każe rozpatrywać decyzję o jego wybuchu w kategoriach zbrodni ludobójstwa. Ludzie winni rozpętania tego piekła winni zostać karani śmiercią - lecz nie przez rozstrzelanie, gdyż jest to kara zbyt honorowa. Powinni - jak bohaterka książki Mariana Zacharskiego - zostać ścięci toporem. Publicznie.

    Co w niczym nie umniejsza najwyższego szacunku i hołdu należnego Żołnierzom i Ofiarom Powstania. Tych spraw nie łączmy.
  • ciekawa dyskusja u maruchy
    https://marucha.wordpress.com/2015/07/31/prawdziwe-kulisy-powstania-warszawskiego/#comment-502485

    57. i 59. Easy Rider said
  • @Andrzej Tokarski 11:37:38
    Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją.
    George Patton i A tu głos z Polski Pawła Jasienicy:
    „Jakżeby inaczej wyglądało dziś życie w Polsce, gdyby nie warszawskie cmentarzysko. Nie ma takiej dziedziny życia narodowego, która by tego ciężaru nie czuła. Powstanie warszawskie było wymierzone militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce.”[15]

    Tym zdaniem Jasienica jeszcze raz udowodnil, że jest Polakiem i patriotą. A przecież od zawsze zdaniem wszystkich ubeków to „żyd”.
  • @Andrzej Tokarski 11:37:38
    https://pl.wikiquote.org/wiki/Sun_Zi
    Dobra lektura sprzed tysięcy lat. Skretyniałe AK brało się za walkę a nie czytało klasyka, który jest wykładany do dziś na West Point
  • @Kula Lis 62 12:38:12
    epitetem "żyd" niektórzy patrioci, zwłaszcza szczypiorowi powinni gospodarować oszczędniej - zwłaszcza tam, gdzie nie ma on żadnego uzasadnienia - jak w wypadku Jasienicy, czy np Grzegorza Brauna
  • Luźny cytat z forowicza losa
    Nie mogę teraz znaleźć oryginalnej opinii losa, więc postaram się ją sprzedać, mam nadzieję, że trafnie, bo śladu po tej opinii nie ma w sieci.

    Zadajemy sobie pytanie dlaczego narody czczą czy czciły tych co zginęli pod Termopilami, na Gallipoli, pod Kannami, Bałakławą, czy w Alamo? Były to bitwy przegrane, więc dlaczego otacza się poległych tam taką czcią i upamiętnia się te bitwy?
    Wydaje się to zdrowym paradoksem, bo powinno się czcić bitwy zwycięskie.
    Tu trzeba rozpatrzyć dwie kategorie ludzkie: tych o mentalności niewolnika i tych, którzy byli, są ludźmi wolnymi jak Grecy, Rzymianie, Anglicy czy Amerykanie.
    Co odróżnia człowieka wolnego od niewolnika? Cnotą tego pierwszego jest odwaga, a bitwa przegrana pokazuje odwagę absolutną, odwagę do końca, bo dalej już nie można pójść. Bitwa wygrana takich okoliczności nie stwarza.
    A teraz o niewolniku, którego celem głównym jest uniknięcie kary czy batoga, czyli jego cnotą jest przemyślność w chronieniu własnych pleców. Dla niego odwaga jest głupotą, lekkomyślnością i bohaterszczyzną.
    **************************************************
    Dlatego my czcimy obrońców Poczty Polskiej, Westerplatte, Wizny i walczących w Powstaniu Warszawskim, a Rosjanie czczą Borodino i Staligrad, a o blokadzie Leningradu jest cicho, choć tam bohaterstwem było samo życie.
  • @Kula Lis 62 12:39:08
    sęk w tym że dowództwo AK nie było skretyniałe - tylko realizowało plan - nie mający na celu interesu Polski, a wręcz przeciwnie.

    To tak jak z Platformą - jeżeli koś mówi, że oni są nieudolni - to niebezpiecznie prowadza w błąd, gdyż zaciemnia istotę rzeczy. Oni są bardzo sprawni, profesjonalnie dokańczają demontażu państwa. Wygrana Dudy i perspektywa przegrania wyborów parlamentarnych napełniła ich przerażeniem, co zresztą widać w zachowaniu - gdyż nie dość, że nie dokończą zadania ( i nie dostaną konfitur), to jeszcze być może grozi im pociągnięcie do odpowiedzialności karnej za bardzo wiele przestępstw od Smoleńska (umownego) poczynając. Przy wszystkich wątpliwościach i zastrzeżeniach do PISu. Co również dedykuję szczypiorowym patriotom. Lepiej by było, gdyby Pierdzisław wygrał? i mogliby spokojnie dokończyć dzieła? Puknijcie się w szczypior!

    Generalna konkluzja jest taka: jeżeli coś wygląda na nieudolność, to przyglądajmy się uważnie, czy i kto zyskuje - bo może nieudolność jest pozorna, wyjdzie jakiś Ziemkiewicz, powie ludowi: he, he, ale jaja, ale głąby, spacyfikuje niepokój - a w tym czasie robi się fakty dokonane, np sprzedając PKP Energetykę, by pozostać w ostatnich wydarzeniach.
    Qui bono? - i wszystko jasne - by utrzymać się w starożytnych klimatach
  • @rerak 21:16:10
    Jesteś głupszy niż przewidują normy unijne.

    Masz podane dwa nazwiska ważnych żydowskich polityków Zachodu, Churchilla, Retingera - mało ci?
  • @alek.san 21:37:34
    Nieszczęsna niewiasto,

    czego próbuje Pani dowieść?

    Czyżby tego, że "Powstanie wybuchło, aby nie doszło do masowej pacyfikacji miasta." -?

    A te ok. 300 tys. ludzi, które poległo w trakcie walk, to mało?, A zniszczenie 90% materii miasta, to także nic?

    Kobieto, zanim cokolwiek zaczynasz wypisywać, wzbogać własną wiedzę, nie warto pisać głupot.
    Z wojskowego punktu wiedzenia powstanie było zbrodnią przeciw mieszkańcom stolicy.
  • @Rzeczpospolita 13:51:32
    Faktycznie przyczynkiem do przygotowania i wybuchów tragicznych powstań z lat 1830 i 1863, Powstań Śląskich, Powstania Warszawskiego, etc.. była praca w kuźniach żydomasońskich, mająca w każdym wypadku cele nie służące Narodowi polskiemu, chociaż na takie była i jest nadal pozorowana, nieustanie propagandowo podtrzymywana. W końcu trzeba było znaleźć jakiś trącający o sensowność powód. Drugim miało być rwanie się młodych ludzi do walki, nie dające się okiełznać, czyli to samo co w 1830 i 1863 r. okiełznania. Chwała Bohaterom, hańba sprawcom, sprawcom nie liczącym się ani z Panem Bogiem, ani ludźmi, szafujących tym do czego nie mieli prawa.
  • @Rzeczpospolita 13:51:32
    Tzw. KL Warschau – to jest fałszywka Przedsiębiorstwa Holokaust, w której kotłownia z 1951 r. posłużyła jako „krematorium”, a pochodzące z 1972 r. komory wentylacyjne tunelu pod torami kolejowymi (dworzec Warszawa Zach.) – jako „banie gazotwórcze”.

    Jest to szatański pomysł realizowany dla podtrzymania sypiącego się od wielu lat mitu milionów ofiar komór gazowych w obozach koncentracyjnych. W tym celu, za cenę zdemonopolizowania pojęcia „holokaust”, które było należne tylko „narodowi wybranemu” – podsunięto Polakom jakoby nieznany wątek martyrologii narodowej, podkładając haczyk w postaci masowego gazowania ludzi w komorze gazowej, utworzonej w tunelu. Niech no teraz któryś spróbuje mieć jakieś wątpliwości w tej sprawie – nie ma prawa, bo przecież tam ginęli masowo nasi rodacy! W ten sposób – haczyk został połknięty, no bo jeżeli ktoś przełknął te opowiastki o „baniach gazotwórczych”, to nie może mieć wątpliwości co do istnienia komór gazowych w Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych! Oczywiście – Polacy mieli swój holokaust w czasie II wojny światowej, jednak nie (a przynajmniej – nie przede wszystkim) w Warszawie i nie przy pomocy domniemanej komory do gazowania utworzonej w tunelu!

    Komora gazowa w tunelu – to jest kategoria holo-mitu, w tym przypadku mającego na celu wykorzystanie właśnie liczby 200 tysięcy mieszkańców Warszawy, zabitych i zaginionych w powstaniu warszawskim i jakby wtłoczenie ich w żydowski holokaust. Tym bardziej, że w miejscu domniemanego krematorium KL Warschau zbudowano Muzeum Historii Żydów Polskich. Sprawa komór gazowych w tunelu (na gaz miejski!) to oczywisty nonsens z technicznego punktu widzenia, większy niż w przypadku Auschwitz, natomiast co do „KL Warschau” – może nie wyraziłem się precyzyjnie, ale nie chodziło mi o zanegowanie pojęcia jako takiego, lecz jego „holokaustycznej” wersji w wydaniu prof. Trzcińskiej.

    Należy sobie postawić zasadnicze pytanie: jak to możliwe, aby istniał obóz koncentracyjny w milionowym mieście i nikt z mieszkańców o tym nie wiedział? Na pewno nie było na terenie Warszawy obozu w rodzaju Auschwitz lub Majdanka, a pojawiające się w dokumentacji niemieckiej określenie „KL Warschau” – było to prawdopodobnie określenie administracyjne scalonych, istniejących na terenie Warszawy więzień (ul. Gęsia, Pawiak) oraz niewielkich obozów pracy – przy dworcu Warszawa Zachodnia, gdzie przebywali Żydzi pracujący na rzecz kolei niemieckich Ostbahn oraz obozu utworzonego na terenie Getta, po jego likwidacji w 1943 r., gdzie pracowali Żydzi przy pracach rozbiórkowych.

    Natomiast obóz na Kole jest wymysłem prof. Trzcińskiej, gdyż nie potwierdzają tego świadkowie mieszkający wówczas na tym terenie, w tym Jan Sitnik, w latach 1938-1978 proboszcz lokalnego kościoła, położonego 700 metrów od rzekomego obozu. Być może, rolę rzekomego obozu miało pełnić na zdjęciach lotniczych robotnicze osiedle, zbudowane tamże w 1935 r. i nie byłoby to dziwne w sytuacji, gdy kotłownia miała pełnić rolę krematorium.

    Przy wszelkich zastrzeżeniach do IPN-u, jest to oficjalna instytucja do badania tego rodzaju spraw i jeżeli ta instytucja nie potwierdza wersji prof. Trzcińskiej – to właściwie dlaczego mamy w nią ślepo wierzyć? W związku zaś z obozem nasuwa się pytanie – jak to było, że AK wywiadowczo nie rozpracowała, nie obfotografowała, i nie nagłośniła tegoż obozu.

    Nie rozbiła istniejącymi oddziałami i nie wypuściła więźniów, a Rząd Londyński nie wymusił na „sojusznikach” działań odwetowych przeciw ludności niemieckiej i przedstawienia ultimatum Niemcom, jak już po piwie, to jest na końcu Powstania, co udowadnia, że było to możliwe.

    Czym zajmowała się AK, skoro nie rozpracowała obozu zagłady, podobnie jak nie udzieliła pomocy rżniętym żywcem Polakom na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

    Odpowiedź władz Warszawy ws. pomnika Ofiar KL Warschau – komentarz Bibuły.
    http://www.bibula.com/?p=17201
  • "Rozpad NWO"?
    http://www.monitor-polski.pl/zgrzybiali-zydomasonscy-decydenci-zostali-usunieci/comment-page-2/
  • @Rzeczpospolita 13:51:32
    Kompletne wyburzanie Warszawy nastąpiło po upadku Powstania i wyprowadzeniu ludności do obozów przejściowych, a potem do różnych obozów na terenie GG a nawet Rzeszy. Jedna z sanitariuszek wspominała, że końcowy okres wojny przebywała w obozie aż pod Dreznem. Właśnie ona wspomina, że widok Warszawy przygnębił ją po powrocie, bo to miasto w czasie Powstania nie było jeszcze tak strasznie zmasakrowane.
  • @Kula Lis 62 14:24:05
    właśnie miałem to wrzucić o "KL Warschau" i komorach-tunelach - ale mnie uprzedziłeś
  • @Andrzej Tokarski 14:49:25
    Tym bardziej, że w miejscu domniemanego krematorium KL Warschau zbudowano Muzeum Historii Żydów Polskich.
  • @Kula Lis 62 14:24:05
    Krematoryjne piece

    Współczesne piece krematoryjne (głównie gazowe) o nieporównanie wyższej sprawności niż podobne urządzenia z lat 1940. spalają ludzkie zwłoki w czasie 30min - 40min.
    Kto chce może sobie policzyć, ile musiałoby istnieć takich stanowisk do spalenia np. w KL Warschaw ok. 200 tys. zwłok, czy w KL Auschwitz zwłok 6mln Żydów - jak utrzymują Żydzi.
  • @kfakfa 15:02:14
    więc wkleję to:

    Dyrektor Muzeum Auschwitz przyznał że „komora gazowa” została sfabrykowana
    Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-08-18
    W bezprecedensowym filmowym wywiadzie z dr. Franciszek Piper – starszy kurator i dyrektor archiwów Państwowego Muzeum w Auschwitz, przyznał przed kamerą, że „krematorium 1″, rzekoma „mordercza komora gazowa” pokazywana setkom tysięcy turystów każdego roku w obozie w Auschwitz została wybudowana w rzeczywistości po wojnie przez Związek Radziecki na bezpośredni rozkaz Stalina.


    To co faktycznie dr. Piper powiedział przed kamerą dotyczyło raportu Leuchter’a, który okazał się być prawdziwy: nie było żadnych morderczych zagazowań w budynku oznaczonym jako „komora gazowa” w Auschwitz.
    Tym oświadczeniem wydanym przez dyrektora Państwowego Muzeum w Auschwitz, jeden z największych „faktów” historycznych został zniszczony. Ta „komora gazowa” jest ważnym historycznym „Faktem”, na którym oparte jest wiele zagranicznych i krajowych polityk państw zachodnich od czasu II wojny światowej.

    To była podstawa do przelania przez Stany Zjednoczone ponad 100 mld dolarów dla Izraela od jego powstania w 1948 roku, wypłacenia 16.500 dolarów w ramach pomocy zagranicznej na każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w państwie żydowskim oraz miliardów zapłaconych przez Niemców w ramach „odszkodowań”- nie wspominając o budowie krajowej telefonii Izraela, systemów elektrycznych i kolejowych … wszystko to dary od narodu niemieckiego. „Fakt” o którym mówimy, jest podstawą do wypłacania 10 mld dolarów „pożyczki” (czytaj „darowizny”) dla emigrantów z Izraela przebywających na terytoriach okupowanych … podczas gdy Amerykanie śpią na ulicach, a firmy zatrudniające tysiące pracowników bankrutują. (Uwaga – Począwszy od 2004 r., ani jedna „pożyczka” od USA dla państwa Izrael nie została spłacona.)
    Niemcy płacą „odszkodowania”, a Stany Zjednoczone robią znaczący wkład aby odpokutować za „gazowanie w Auschwitz”. Jeśli te „mordercze komory gazowe” były powojenną kreacją Sowietów, w których nikogo nie zagazowano, niezależnie od rasy, wyznania, koloru skóry czy kraju pochodzenia, wtedy te ‚zadośćuczynienia’ były niepotrzebne, i opierały się na oszustwie.
    Kasety wideo, na których dr Piper robi swoje objawienie powstały w połowie 1992 roku przez młodego badacza żydowskiego, Davida Cole. Po nich następuje 12 lat intensywnych badań przez kilkudziesięciu historyków, dziennikarzy i naukowców, którzy próbowali dostać się do tego, co naprawdę wydarzyło się w Auschwitz.
    „Prawda za bramami Auschwitz” 1/6 w części 3 znajduje się wywiad z Dr. Franciszek Piper

    Podobnie jak większość Amerykanów, Cole od młodości został poinstruowany, że masowe mordercze zagazowywanie odbywało się w Oświęcimiu. Liczba straconych – oświadczył również niepodważalnie sięga 4,1 mln.
    Wtedy ukazał się Raport Leuchter’a w 1988 r. który spowodował ponowna ocenę liczby zgonów w Auschwitz (zmniejszając ją do 1.1 miliona). Jako początkujący historyk i żyd – Cole został zaintrygowany.
    Przed 1992 r., każdy kto publicznie wątpił w oficjalną liczbę 4.1 milionów „zagazowanych” w Auschwitz został nazywany antysemitą lub neonazistą. Po cichu, oficjalna liczba została obniżona do 1,1 mln. Nie wspomniano nic o brakujących 3 mln.
    Wywiad Cole’a udowadnia, że ludzie, którzy prowadzili Państwowe Muzeum w Auschwitz praktykowali fabrykowanie „dowodów” morderczego gazowania. Należy pamiętać, że milionom turystów rocznie , mówiono, że „krematorium 1″ jest w stanie pierwotnym, podczas gdy urzędnicy wiedzieli, że „pierwotny stan” to kłamstwo.
    Politycznych, religijnych i historycznych konsekwencji tego kłamstwa o morderczych komorach gazowych w Auschwitz nie można zmierzyć. W połączeniu z Raportem Leuchtera, wywiad z dr. Piper Cole na taśmie wideo dowodzi, że to co zachodnie rządy nauczały o komorach gazowych w Auschwitz to kłamstwo.
    Nikt, bez względu na rasę, wyznanie, kolor skóry czy kraj pochodzenia nie został zagazowany w Auschwitz. „Mordercze komory gazowe” w Oświęcimiu, były uzasadnieniem do szczególnego traktowania państwa Izrael.
    Uwaga – to jest fragmentem znacznie dłuższego artykułu P. Samuel Foner.
    źródło:
    http://www.rense.com/general53/aauz.htm
  • @rerak 21:16:10 i twój kolega "nocny gryzon"
    Rozumiem, że was, syjonistyczne capy, prawda boli najbardziej, co niepomiernie mnie cieszy.

    Wiedzcie, że dla żydowskiego Zachodu nie istniało i nie istnieje Powstanie Warszawskie z 1 sierpnia 1944 - Międzynarodowy Żyd i jego media ma to gdzieś.
    Dla nich istnieje jedno tylko powstanie warszawskie - powstanie w żydowskim getcie w 1943r.

    To tym powstańcom złożył hołd Żyd, W.Brandt, kanclerz NRF, w czasie swojej wizyty w Warszawie w 1970r.
    Żydów zginęło w powstaniu 1943r. 12 tys. - tylu Polaków ginie rocznie dzisiaj (wypadki drogowe, samobójstwa).
  • @alek.san 16:04:55
    ---waćpan nie nadmienił - ŻYDOSKI PROKURATOR z UB . Jedni umarli ! Kto ich zastępuje ?. http://www.gloria.tv/?media=320218
  • @ninanonimowa 16:13:18
    po modyfikacji ,a miał się przyglądać na jesieni ...
  • @ninanonimowa 16:13:18
    Jeśli już, to "żydowski".
    Wolałbym jednak, aby to uczynił prokurator polski, dlatego zaczekam.
    Skreśliłem "do jesieni", bowiem pomyślałem, że ta wymiana może potrwać nieco dłużej.
    Nie chodzi o powyższy wpis Koszera, ale całą działalność tego szkodnika.
    Widać jak na dłoni, czyj interes ten osobnik reprezentuje.
    Zatem albo jesteście oboje mało inteligentni, albo reprezentujecie dokładnie tą samą opcję.
  • może was młody chazarek syjonfam pogodzi piesnią swą ?
    https://www.youtube.com/watch?v=DKRcfXPqIdQ
  • @alek.san 16:49:31
    ---po pierwsze WSKI zarezerwowane jest dla Polaków !!!!. Po drugie Panu Kosiurowi NIE DA SIĘ !! przylepić łatki WŁASNE SŁOWA BRONIĄ GO !
    https://www.youtube.com/watch?v=mvlEzFOlC4Y

    A po trzecie - piąte i dziesiąte ............................

    http://wiadomosci.robertbrzoza.pl/polska-kolonia/powstanie-warszawskie-moze-doprowadzic-do-zburzenia-miasta-i-wyrzniecia-ludzi/
  • @alek.san 16:04:55
    Nie szalej hołoto pod moim postem, bo cię wykasuję.
    A więc nieco więcej kultury.
  • @rerak 17:28:40
    ---prezent -----http://wiadomosci.robertbrzoza.pl/izrael/niemcy-nie-wymordowaliby-tyle-ludzi-bez-pomocy-zydow/
  • @rerak 17:28:40
    A ty robaczku bardziej boisz się antysemickiej gęby, czy raczej prawdy o syjonizmie, którego bronisz w swoich komentarzach?

    Robaczku, nie korzystaj ze swojej "inteligencji" i nie kombinuj, bo kiepsko ci to idzie. Jeszcze zapętlisz się jak jeden Żyd od o.Rydzyka, który w tym samym zdaniu nazwał mnie antysemitą i Żydem.
  • @Rzeczpospolita 18:42:21
    Żądasz kultury pod szambem?
    Niemiej jednak masz rację - nie ma sensu, abym dłużej wąchał te smrody, tu nie pomoże nawet najlepszy odświeżacz .
    Zatem to jest mój ostatni komentarz pod twoimi prymitywnymi paszkwilami.
    Poprzednią odpowiedź na twoje zaczepki usuwam, skoro już dotarła do adresata.
    Na kolejną zaczepkę reaguję jedynie uśmiechem politowania.
    Żegnam.
  • @Rzeczpospolita 15:06:40
    Trochę demagogia, bo dzisiejsze krematoria muszą spełnić surowe wymagania jeśli idzie o emisję do atmosfery, a to regulują normy PN-EN ISO 13789 i PN EN ISO 12831. I jeszcze istotna uwaga, popiół musi być schłodzony, tak więc nie ma co porównywać tych procesów.
  • @tadman 19:49:31
    Pan się zagalopował i powstała śmiesznostka.
    Owszem, norm dotyczących produktów spalania nie było. Nie zmienia to jednak podstawowego wyróżnika: sprawności pieca do spalania zwłok ludzkich.
    Zatem wytłumaczę dokładniej:
    sprawność pieców krematoryjnych w latach 1940. była o wiele niższa niż współczesnych, które w przypadku pieca krematoryjnego muszą spełniać normy UE, ale wyłącznie w zakresie użytego paliwa, a nie utylizowanych zwłok ludzkich (!).
    Jeśli w krematoriach obozowych palono ludzkie zwłoki z pewnością nie stosowano paliwa gazowego, ani płynnego, które umożliwiają intensyfikację procesu spalania.
    (Podany czas spalania zwłok nie obejmował schładzania popiołu.)
  • @alek.san 19:28:15
    "Żądasz kultury pod szambem?"

    Faktycznie, nie pomyślałem. Zatem zostawiam to szambo, nie będę się brudził nie warto.
  • @Rzeczpospolita 20:34:50
    Artykuł dobry i na czasie, ale w pewnych aspektach trąci nieco naiwnym i przesadnie prostolinijnym traktowaniem sprawy. Może to i prawda, że o wywołaniu tego powstania hekatomby zdecydowało w sposób rozstrzygający kilku psychopatów, ale krąg odpowiedzialnych jest znacznie większy, bo Okulicki, Pełczyński i spółka otrzymali w istocie ciche przyzwolenie ze strony większości kluczowych funkcjonariuszy KG AK i jak podziemnych władz cywilnych.
    Co można np. powiedzieć, czy tego świadomie chciał czy nie, o głównym sprawcy tej tragedii gen. Borze-Komorowskim, który nie był ponoć w stanie oprzeć się naciskom dwóch szaleńczo nastawionych podwładnych i co więcej tolerował ich samowolne, anarchizujące poczynania od wielu dni, zamiast po prostu wydać rozkaz ich aresztowania, postawienia przed sądem, i, w konsekwencji, jeśli nie byłoby innego wyjścia, pod ścianą. Zakładając, że nie był zdrajcą i ukrytym wrogiem Polski, był co najmniej kompletnym „ciotą”. Kto więc, zdecydował o wepchaniu tego marnego człowieczka bez charakteru i bez „jaj” na dowódcę AK, skoro w KG AK nie brakowało innych, wybitniejszych oficerów? Ano – czynniki londyńskie. Kto go już po straszliwej klęsce, niejako w nagrodę, uczynił tytularnym Naczelnym Wodzem – ano te same czynniki londyńskie. Trzymając się tego wątku, dodać należy, że rola samego gen. Sosnkowskiego jest tu co najmniej bardzo niejasna – przecież Okulicki nie udał się do kraju bez jego wiedzy, ale wręcz w roli jego osobistego „wysłannika”; poza tym jako NW mógł wydać kategoryczny zakaz wywoływania powstania, grożący sprawcom określonymi konsekwencjami – i do tragedii zapewne by nie doszło. Reasumując PW to rezultat, jak bardzo wiele wskazuje, celowego żydomasońskiego spisku, toczącego już od zarania władze emigracyjne, a zwłaszcza wojskowe podziemie rządowe (ZWZ, AK) w kraju. Zaś w nawiązaniu do notorycznego gloryfikowania PW na łamach Radio „Rydzyk” i przyległości, polecam ze swej strony dość interesujący tekst pt. Spór o Powstanie Warszawskie: http://npwmag.pl/archiwum/2011/7-8-9.pdf. W AK służył kwiat narodu, byli też porządni dowódcy, więc trzeba odróżniać bandę na górze od wydziałów wykonawczych. Narwaną młodzież dobrze rozumiem, bo np. widząc zdjęcia z Donbasu sam odczuwałem chęć zaciągnąć się do separatystów. Oczywiście ta chęć ściera się z rozumem, sytuacją rodzinną itd. Chodzi o samo uczucie, które po prostu rozumem. Natomiast generałów wydających rozkaz potępiam. Gdyby po wojnie był niezależny polski rząd to Okulicki zostałby bez wątpienia skazany na śmierć. Wszystko o Leopoldzie Okulickim jest prawdą, to nazywanie jego imieniem ulic i placów jest policzkiem dla tysięcy młodych nieświadomych powstańców, którzy przez jego głupotę ginęli. Jestem pewien, gdyby przeżyli to wybraliby innego prezydenta miasta a nie koszerną HGW. można się w dodatku obawiać, że tylko cząstkowa o tej wyjątkowo ponurej postaci, zdeklarowanym i niezwykle perfidnym wrogu Polski – bo tak tylko da się skwitować jego krecią działalność. Innym wielkim osiągnięciem Okulickiego był wybitny wkład w wystawienie żydobolszewii przywódców polskiego państwa podziemnego. W końcu został podobno rozwalony przez NKWD w Moskwie, ale z Polaków żaden na własne oczy egzekucji nie widział, słyszano tylko strzał w celi Okulickiego i szeptane pogłoski na ten temat – bardzo możliwe, że egzekucja została sfingowana, a Okulickiego przerzucono np. do Izraela.
    To wszystko nie przeszkodziło x marianom z Lichenia (x. Makulskiemu) umieścić jego postać w samym centrum pomnika ku czci żołnierzy AK. Tak, stoi tam własnie takie monstrum!!!
  • @Andrzej Tokarski
    STRONA PRZECIWNIKÓW KULTU SPRAWCÓW
    POWSTANIA WARSZAWSKIEGO


    Niniejsza edycja 2014 jest już ostatnią

    WEDŁUG NAS DALSZE DYSKUSJE NA TEMAT POWSTANIA SĄ JUŻ BEZCELOWE

    Od 70 lat toczyły się dywagacje jakie były motywy działania , nadzieje oraz kwalifikacje sprawców tej katastrofy narodowej, jaką było powstanie. W zamieszczonych poniżej publikacjach znani historycy zgodnie ustalili, że glówni sprawcy, czyli Okulicki, Bor-Komorowski, Pełczynski i Chuściel, byli ludżmi bez wyobrażni politycznej, bez poczucia opowiedzialności i byli też dyletantami w sprawach ówczesnych środków walki. Są też zgodni, że byli oni pod wpływem Okulickigo, który zdobywał sobie popleczników, głosząc hasła o potrzebie „wielkiego zrywu dla ratowania Rzeczpospolitej”. Jest też konsensus, że Okulicki nie mógł być autorem tak szaleńczego pomysłu, ale KTOŚ musiał za nim stać.

    Od kilku lat mamy już materiały opublikowane dyskretnie przez nieznane szerzej wydawnictwo MSWiA (okładka obok), z których wyłania się przerażająca prawda:

    Gen. Leopold OKULICKI – był prowokatorem, AGENTEM NKWD,
    realizującym cele sowieckiej polityki. DOWODY:

    We wrześniu 1940 r. gen. Stefan Rowecki, Komendant Główny ZWZ, mianował Okulickiego komendantem okupacji sowieckiej. Okulicki wyruszył z Warszawy 23 października i przybył do Lwowa 2 listopada. Jako przewodnik towarzyszył Okulickiemu ppor. Bolesław Zymon, jak się okazało – sowiecki prowokator. 21 stycznia 1941 r. Okulicki został zatrzymany przez NKWD. Najpierw w śledztwie obszernie poinformował jakie są plany i obsada jego Komendy Głównej ZWZ w Warszawie, łącznie z prawdziwymi nazwiskami i pseudonimami jej czołowych osobistości, wraz z jego opiniami o nich. Podawał też adresy kwater kontaktowych Komendy Głównej ZWZ w Warszawie. Zdradza, że wcześniej, celem organizacji ZWZ we Lwowie został wysłany gen. Tokarzewski, który przechodził granicę jako Fantiej Michajlowicz Mironow i zostal złapany. W ten sposób wydał gen. Tokarzewskiego, który nie rozpoznany, przebywał w gułagu w Kraju Komi. Po tej informacji, generał został sciągnięty na Łubiankę i torturowany, a życie mu uratowało podpisanie umowy Sikorski-Majski.

    Składa również deklarację: „W przekonaniu, że zwycięstwo ZSRR da Narodowi polskiemu możność życia i rozwoju narodowego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego, zeznanie swoje napisałem i deklaruję chęć dalszej pracy. Będzie Polska czerwona, dobrze, byle tylko była. Zrobi to jej zresztą dobrze, wyzwoli i odkryje nowe, nieznane dotąd siły Narodu”.

    Dwa i pół roku póżniej, Okulicki został zrzucony do Polski, formalnie jako emisariusz Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, ale nigdy nie powoływał się na jego rozkazy czy sugestie, lecz uparcie dążył do wywołania powstania. Mówił: “potrzebny jest czyn, tylko przez walkę można wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości”. Członków Komendy Głównej AK, którzy wyrażali obawy, posądzał o defetyzm i tchórzostwo. Borowi-Komorowskiemu groził, że jeśli nie wyda rozkazu do powstania, to stanie się drugim Skrzyneckim. Cały czas parł do walki, namawiał członków KG, aby Borowi-Komorowskiemu przedstawiali fałszywy obraz sytuacji, aby przyśpieszyć wydanie rozkazu.(Jan Ciechanowski) Na naradach KG AK mówił: "W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami aż opinia publiczna wymusi na rządach zmianę decyzji z Teheranu"(zachowały się stenogramy z narad KG AK).

    31 lipca na naradzie porannej Komendy Głównej w komplecie, stwierdzono, że nie ma przesłanek, aby wydać już rozkaz do walki. Kolejna narada została wyznaczona na godzinę 18.00. W godzinach popołudniowych Okulicki w okolicznościach bliżej nieznanych narzucił wydanie rozkazu.

    Wszelkie poszlaki pozwalają postawić uzasadnioną hipotezę, że w ostatnich godzinach poprzedzających wydanie rozkazu Bór-Komorowski był szantażowany przez obu generałów, że jeśli nie wyda rozkazu – rozkaz wydadzą oni sami. Bór i wezwany chwilę później Delegat Rządu Jankowski, (który też znał ustalenia z godzin rannych i południowych) woleli wybrać rozwiązanie zalegalizowane niż oddać całkowicie stery w ręce zbuntowanej junty (J.Matłachowski, publikacja nr 5).

    Tylko tym można wytłumaczyć następujące zachowanie się Bora-Komorowskiego. Po wydaniu rozkazu (o godz.17.45) gdy przybył szef wywiadu KG, Iranek Osmecki z informacją, że sowiecki zagon pancerny pod Wołominem został rozbity i Niemcy przejęli inicjatywę. Miał jeszcze czas na odwołanie rozkazu, ale tego nie zrobił. Świadkowie zgodnie stwierdzają, że był kompletnie załamany i powtarzał tylko: ”Nic się już nie da zrobić” – wiedząc, że odwołanie rozkazu było jeszcze mozliwe.

    Po Powstaniu Okulicki, mianowany Komendantem AK, wysłał depeszę do Prezydenta RP Raczkiewicza, że Powstanie spełniło swoje zadanie, co świadczy, że wynik tej tragedii był zgodny z jego planem.

    W dniu 28 marca 1945 szesnastu przedstawicieli Rządu RP oraz głównych stronnictw politycznych zostało podstępnie aresztowanych przez NKWD i wywiezionych do Moskwy. Rola Okulickiego w tym jest nie jasna, bo to wicepremier Jankowski pierwszy spotykał się z gen. Sierowem – generałem NKWD. 27 marca Jankowski poszedł na kolejne spotkanie wraz z Okulickim i nie powrócili. Nazajutrz dołączyła reszta i wszyscy zostali aresztowani.

    Dziś dysponujemy częscią dokumentów, udostępnionych za prezydentury Borysa Jelcyna. Gdy prezydent Wałęsa poprosił Jelcyna o udostępnienie całości dokumentów, ten odpowiedział, że nie może tego uczynić, "bo byśmy się rozpłakali i musieli przepisać całą swoją historię".

    Z opublikowanych dokumentów wynika (patrz okladka), że Okulicki, przed pokazowym procesem, składał zeznania jak agent, który wykonał zadanie (rozpętanie powstania w Warszawie), ale chce być nadal sowietom przydatny, oczekując nagrody, w postaci zaoferowania mu ważnej funkcji w komunistycznych władzach. Tu się przeliczył, bo sowieci stosowali inny system nagradzania wykorzystanych już agentów – poprostu likwidowali ich.

    Podobnie jak w roku 1941, aby zlikwidować resztki Podziemia Niepodgłościowego, Okulicki ujawnia wszystko, co mogło jeszcze interesować bolszewików. Podaje liczebność istniejących jeszcze oddziałów, dziesiątki nazwisk i pseudonimów, informuje o radiostacjach i lokalach konspiracyjnych. Ujawnił też, że na czele nowej organizacji „NIE” stoi gen.Emil Fieldorf. Zdradził też gdzie organizowane są kursy dla żolnierzy II Korpusu Andersa, wysyłanych potem z misją do Polski. Obciążał w zeznaniach współoskarżonych.

    Pisał listy kolejno do szefa Bezpieki Mierkułowa, potem do ministra Berii, po raz kolejny oferując współpracę. Pisze m.in.: „Poważna część broni (AK) rozeszła się razem z ludzmi po terenie. Broń tą dla spacyfikowania kraju należałoby możliwie szybko odebrać. Z początku należałoby stworzyć dobrze działający aparat administracyjny, a potem go oczyscić z elementów nieodpowiednich i wprowadzić na ich miejsce ludzi pewnych. Konieczne jest zlikwidowanie wszystkich organizacji tajnych i jawnych, które nie są w dyspozycji tymczasowego rządu polskiego (t.zn. PKWN) i przez to mogłyby przejawiać działalność zakłócającą spokój i bezpieczeństwo publiczne”. To wszystko znajdziemy w 12 protokółach ze śledztwa. Jego zeznania złożone w Moskwie kosztowały tysiące ludzi utratę wolności lub życia.

    Na pokazowym procesie grał rolę polskiego patrioty, który jakoby zrozumiał, że tylko przyjażń ze Związkiem Radzieckim i td... Skąd my znamy tą retorykę?

    We wrześniu z wieziennej celi pisze jeszcze list do samego Stalina, oczwiście bez echa, bo był już zbędnym świadkiem wielkiej prowokacji.

    Wystarczy? Sceptycy powiedza: ale brak dokumentu nakazujacego Okulickiemu rozpętania w Warszawie powstania. Tylko, że takie polecenia, wydaje agentowi oficer prowadzacy - ustnie, który być może przebywał w Warszawie. Niemniej jednak wszystkie dokumenty i poszlaki składają się w logiczną całość jak puzzle.

    To zapłaczcie teraz razem ze mną...

    Zdrada Okulickiego pozostawia tez odium hańby na pozostałych osobnikach procesu decyzyjnego, prowadzacego do wybuchu powstania. Rząd premiera Mikołajczyka odsunął Naczelnego Wodza PSZ, gen. Sosnowskiego, od prawa decydowania, podejmując uchwałę, że jest to decyzja polityczna, należąca do Rządu. Nastepnie Mikołajczyk scedował prawo podjęcia ostatecznej decyzji na wicepremiera Jankowskiego i Komendanta A.K. gen.Bora-Komorowskiego. Gen.Pelczynski i płk Chruściel dali się zmanipulować przez Okulickiego i w dniu 21 lipca podjęto decyzję o wywołaniu powstania w Warszawie, co nie było przewidywane w planach operacji „Burza”i Warszawa nie była przygotowana na taki scenariusz. Chruściel („Monter”) będący pod wplywem Okulickiego, dopuścił się wydania 27 lipca rozkazu mobilizacji odziałów AK na pozycjach wyjściowych do ataków, bez uzgodnienia z Borem-Komorowskim. ( J.Kurdwanowski, poz nr 2). 28 lipca tysiące młodych ludzi albo nie zgłosiło się do pracy, albo wyszło z niej przedwcześnie, aby stawić się na punkty zborne. Po południu 28 lipca, gen Bór, odwołał rozkaz mobilizacji, a żołnierze AK rozeszli się do domów następnego dnia. Była to masowa dekonspiracja żołnierzy AK i tajnych lokali, grozilo to falą masowych aresztowań. Wywarło to też deprymujący efekt na morale żołnierzy, bo zapoznali się z żałosnym stanem uzbrojenia i wielu nie stawiło się już na drugą mobilizcję. Za samowolne wydanie tego rozkazu, płk Chruściel powinien stanąć przed sądem polowym jeszcze przed wybuchem powstania.

    Skompromitował się również kontrwywiad Polskich Sił Zbrojnych, dopuszczając do wysłania z tak ważną misją Okulickiego, człowieka ktory wyszedł żywy z Łubianki! Mogło ich zainteresować też to, że Okulicki przyjażnił się z Berlingiem, któty pierwszy poszedł na współpracę z sowietami. W czasie studiów w Wyższej Szkole Wojennej (1925-27) mieszkali w tym samym pokoju. Również to, powinno zaniepokoić, że Okulicki próbował przeciwstawić się decyzji o wyprowadzeniu formowanej przez Andersa Armii Polskiej do Persji. Nawoływał, aby tych wygłodzonych i nie przeszkolonych ludzi wysłać już na front przy boku Armii Czerwonej.

    Jeszcze przed śmiercią Okulickiego, został on 8 października 1945 roku, rozkazem Szefa Sztabu Głównego PSZ gen. Stanisława Kopańskiego, skreślony ze stanu Polskich Sił Zbrojnych, przestając być formalnie żołnierzem i generałem Rzeczypospolitej. Jest to fakt bez precedensu, bo żołnierz pozostaje w ewidencji armii nawet po śmierci, gdyż należy się jemu godny pochówek.

    Należy wyciqgnać wnioski z tej tragedii.

    Muzeum Pawstania Warszawskiego ma nie tylko epatowac bohaterstwo i poświęcenie Powstańców, ale ujawniać całą prawdę o powstaniu: zdradę, brak wiedzy, brak wyobrażni i odpowiedzialności naczelnych dowodców, co przyniosło w efekcie śmierć miasta i 200 tysięcy mieszkanców. Wpajanie młodym ludziom cnoty bohaterstwa już nie jest najważniejsze. Kolejna wojna nie będzie na bagnety, a od operatora drona nie będzie się wymagać bohaterstwa, tylko kompetencji.

    Dlatego słowa: wiedza, wyobrażnia i odpowiedzialność winny zastąpić dotychczsową dewizę BÓG, HONOR I OJCZYZNA.

    Uzasadnienie:

    Mieszanie BOGA do ludzkich konfliktów powoduje tragiczne skutki. Kapelani często tego samego wyznania, stoją po obu stronach frontu, poświecają sztandary i armaty, zagrzewając żołnierzy do wzajemnego zabijania się, oczywiście walcząc za „słuszną sprawę”. Żołnierzom towarzyszy przeświadczenie, że Bóg jest po ich stronie, i ma ich w opiece, więc podejmują najwyższe ryzyko i ku zadowoleniu dowódców robią kwawą jatkę. Nota bene Niemcy mordując bezbronną ludność nosili na pasach napis „Gott mit uns” (Bóg z nami). Jeszcze dziś wiele konflktów zbrojnych wybucha z powodu różnic religijnych. Np. aktualny konflikt w Irlandi Północnej. W czasie II Wojny Światowej katoliccy Chorwaci zabijali prawosławnych Serbów lub wydłubywali im oczy, jeśli nie ci nie przeszli na katolicyzm A błogosławieni byli przez samego błg.Alojzego Stepinaca (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alojzy_Wiktor_Stepinac).

    Słowo HONOR uległo dewaluacji i nie fukcjonuje już ani w walce ani w dyplomacji. Minęły czasy rycerstwa, pojedynków, kodeksu Boziewicza, a nawet „oficerskie słowo honoru” jest dziś bezwartościowe. Gdy minister Beck, w słynnym przemówieniu 5 maja 1939 powiedział, że dla Polaków najważniejszy jest honor, wywołało to kosternację na salonach dyplomatycznych.

    Słowo OJCZYZNA ma dziś wielorakie znaczenie. Zależy z jaką grupą społeczna czy regionem geograficznym człowiek się utożsamia. Może czuć się Polakiem, ale może przede wszystkim Slązakiem lub Europejczykiem, albo wszyskim naraz. Słowo to napędza takie pojęcia jak patriotyzm, a to z kolei nacjonalizm i dalej szowinizm i ksenofobię - zarzewie większości wojen. W 1914 panujące monarchie, nota bene ze soba skoligacone, poklócily się i miliony ludzi, poddane indoktrynacji rzuciło się na siebie z patriotycznymi hasłami na ustach – aby się pozabijać. Patriotyzm może być cenny w czasach pokoju do budowania społeczeństwa obywatelskiego. W czasach wojny zalecałbym pragmatyzm, a nawet oportunizm na wzór czeski, od tego się przynajmiej nie umiera. Bo patriotyzm może okazać się autodestrukcyjny, jak podczas Powstania Warszawskigo.

    We współczesnym świecie, aby godnie żyć, potrzebna jest WIEDZA. Ale nabytej wiedzy, aby była spożytkowana, musi towarzyszyć WYOBRAŻNIA I KREATYWNOŚĆ. A nad tym musi czuwac poczucie ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje działania. Tych cech zabrakło przywódcom powstania. I dlatego dewiza:

    WIEDZA, WYOBRAŻNIA, KREATYWNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ – winna być wpajana młodzieży nie tylko w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale we wszystkich szkołach i uczelniach, aby nie popełniać tragicznych w skutkach błędów Naszych Przodków. Zwłaszcza, że kultura polityczna społeczeństwa jest nadal niska, uprawiamy nadal kult przywódcy który został bohaterem za „ułańską szarżę” i wyznawanie dewizy , że „jakoś to będzie”. Stają nowe pomniki i szuka sie winnych.

    Jan Matlachowski (publikacja nr 5) napisal:

    Powstanie Warszawskie żyje i żyć powinno w naszej narodowej świadomości całą głębią szacunku dla szczytów bohaterstwa i zadumą nad jego historyczną prawdą.

    Powstanie to nie tylko wielka epopeja bezgranicznego bohaterstwa milionowej stolicy i jej powstańców. Szczytów tego bohaterstwa nic nie zdoła przesłonić ani przewyższyć. Powstanie Warszawskie to patos 63 dni walki, prowadzonej w warunkach istnego piekła, w czasie której miasto legło w gruzy, spopieleniu uległy bezcenne skarby kultury, życie straciło setki tysięcy ludzi a reszta mieszkańców milionowej stolicy poszła na tułaczkę i poniewierkę. Była to katastrofa narodowa.

    Powstanie Warszawskie to synonim polskiego heroizmu i niemieckiego barbarzyństwa. Tym niemniej powszechny heroizm i jego kult nie może przesłaniać problemu odpowiedzialności. Na tych, co szafują życiem ludzi, ich dorobkiem i zasobami kultury narodowej, ciąży wyjątkowa odpowiedzialność.

    Powstanie to wielkie historyczne wydarzenie, którego prawda powinna być należycie znana, aby kłamstwa o nim nie rodziły zatrutych owoców.

    Powstanie Warszawskie rodzi nakaz podejmowania wzmożonych wysiłków nad właściwą i powszechną poprawą kultury politycznej narodu. Prawda o Powstaniu unaocznia skutki niewłaściwego mechanizmu selekcji i doboru właściwego człowieka na właściwe stanowisko. Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbania (na przestrzeni wieków i do dziś), zasad umiejętnego rządzenia się.

    Pamięć o Powstaniu winna uczyć kultu wielkości człowieka oraz kultu kompetencji i odpowiedzialności za życie i wartości Narodu. Czas na polską szkołę realizmu i kult rzetelnej kompetencji. O to wołają gruzy Warszawy i tysiące poległych, a wołają na miarę wielkości i powszechności bohaterstwa ujawnionego w Powstaniu.

    Jan Sidorowicz
    jan.sidorowicz@gmail.com

    Autor w Warszawie w 1944 roku http://www.powstanie.pl/obrazki/bk2.jpg http://www.powstanie.pl/obrazki/bk.jpg GLORIA VICTIS ! Londyn 1946,

    Tadeusz hr Komorowski z żoną, hrabianka Ireną Lamezan-Salins i dziećmi Źródło: http://www.powstanie.pl/index.php?ktory=0&class=text
  • @Kula Lis 62 21:04:42
    CEL ZAŁOŻENIA STRONY

    Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej - z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania - bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie - a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI. Okulicki na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 mówił: "Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu" Tak wiec dowódcy AK zdawali sobie sprawę, że Powstanie militarnie nie ma szans na powodzenie, jest w założeniu skazane na klęskę i miało być tylko rozpaczliwym krzykiem protestu przeciw zniewalaniu Polski przez Sowiety.
    Miało być tylko rozpaczliwą polityczną demonstracją wobec Roosevelta i Churchilla, w oczekiwaniu na ich pomoc w obliczu nadchodzącej Armii Czerwonej. Powstańcy i ludność cywilna Warszawy zostali oszukani, w rozkazie Bora jest tylko mowa o pokonaniu garnizonu niemieckiego (poz. 12) - de facto, Bór wypowiedział tym rozkazem wojnę Sowietom.
    Wydanie rozkazu do walki tysiącom ludzi bez zapewnienia im broni i GWARANCJI pomocy z zewnątrz oraz bez liczenia się z represjami wobec ludności miasta - to nie było szaleństwo, to było po prostu draństwo. Bo wydając ten rozkaz, zmierzający do ZBIOROWEGO SAMOBÓJSTWA, nie mieli na to przyzwolenia ani społecznego, ani władz zwierzchnich. Generał Anders orzekł, że to była zbrodnia.
    Uprawianie kultu przywódców Powstania zaczęło się już w dniu kapitulacji. Awans Komorowskiego "za wybitne zasługi" na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, a Chruściela na generała, to była grubymi nićmi szyta próba zatarcia wrażenia kompromitującej katastrofy. Tak Rząd Emigracyjny i generalskie towarzystwo wzajemnej adoracji próbowało ratować twarz.
    Pytanie - czy na "dzwonie Montera" w Muzeum PW można umieścić napis, że właśnie dzięki temu, że wydał zbrodniczy rozkaz zdobywania bunkrów kilofami i siekierami, ta lista nazwisk poległych, wykuta na murze jest tak długa? Obowiązująca dziś polityczna poprawność mówi, że nie można. Więc nurzamy się nadal w zakłamaniu, stawiając na piedestały fałszywych bohaterów. Prawdziwymi bohaterami była tylko wspaniała młodzież, ale "pomysłodawcy" Powstania ten kwiat młodzieży pchnęli świadomie do aktu zbiorowego samobójstwa.
    Dodatkową trudnością w ocenie Powstania jest, że Powstańcy, jak i ich rodzice czy ich dzieci, nigdy nie chcieli i nadal nie chcą pogodzić się z myślą, że zostali wmanewrowani w walkę z góry zaplanowaną jako przegraną, jako całopalenie, jako ofiarę na Ołtarzu Ojczyzny.
    Ostatnio dużo szkody w kształtowaniu świadomości społecznej wyrządziła książka Normana Daviesa, który 20 lat temu przyznał rację profesorowi Ciechanowskiemu, że Powstanie było fatalnym błędem. Dziś sprzeniewierzył się zasadom obowiązujących historyka i kierując się chyba względami merkantylnymi spłodził cegłę, w której napisał to co ludzie chcieli przeczytać - że z Powstania, które zakończyło się apokaliptyczną katastrofą narodową, możemy być DUMNI! Z tą absurdalną tezą rozprawia się Lech Mażewski i Andrzej Targowski (poz. nr 28 i 29).
    Nasza strona internetowa ma być przeciwwagą dla publikacji różnych apologetów Powstania jak prof. Roszkowski, który udzielił wywiadu Życiu Warszawy pt. "Gdyby nie było Powstania, mielibyśmy dziś kaca." Już z tytułu wynika, że gdyby nie zginęło te 230 tysięcy ludzi i nie przepadł dorobek materialny i skarby kulturalne stolicy, to mielibyśmy dziś kaca…Niestety prof. Roszkowski i podobni mu piewcy "moralnego zwycięstwa" mają dziś dobre samopoczucie… Ale nie dowiemy się już co myśleli o Powstaniu w ostatnich chwilach swego życia ci przywaleni gruzami, palący się żywcem, topiący się w kanałach lub przed rozstrzelaniem. Chwalimy się tym, że podczas okupacji niemieckiej nie mieliśmy kolaborantów jak Quisling czy Petain. Papież Pius XII uznał powstanie warszawskie za "tygiel, w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby"(poz 22).Ale z chwilą gdy zabrakło pokolenia Kolumbów, kręgosłup Narodu został złamany, nie miał kto dawać wzorców moralnych. W kraju zaroiło się od różnych Quislingów w rodzaju Bierutów, Bermanów, Cyrankiewiczów oraz własnego chowu tysięcy katów-ubeków i pół miliona donosicieli. Więc skutki Powstania odczuwamy do dzisiaj.
    Naszym dążeniem jest, aby w każdym mieście była ulica lub plac Powstańców Warszawy lub aleja Armii Krajowej, ale aby z tych miast zniknęły ulice imienia Bora-Komorowskiego, Okulickiego, Chruściela czy Pełczyńskiego. Bo ci megalomani zdolni do szafowania życiem żołnierzy i ludności cywilnej nie zasługują na cześć i nie mogą być wzorcami do naśladowania, a stawianie im pomników świadczy o aberracji myślowej.
    Zaplanowana klęska, "krzyk protestu", nie poruszyła sumienia świata, nie powstrzymała biegu historii rozgrywanej przez potęgi polityczne i militarne II Wojny Swiatowej, gdyż podział polityczny Europy był wcześniej przesądzony przez wielkie mocarstwa.
    Więc niech choć pamięć o Powstaniu dziś i na co dzień będzie krzykiem protestu przeciw nagminnemu powierzaniu władzy ludziom, których obdarzamy zaufaniem, a którzy tej władzy potem nadużywają, okazują się niekompetentni, nieodpowiedzialni lub sprzedajni. Zakłamywanie historii, wznoszenie pomników fałszywym bohaterom, może mieć zgubne skutki dla rozwoju życia publicznego we współczesnej Polsce.
  • @Kula Lis 62 21:04:42
    LISTA PUBLIKACJI

    nowa publikacja: Leszek Sykulski: ZBRODNIA I MIT

    Jan Kurdwanowski - Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem

    Kłamstwa Dowódcy Powstania gen. Chruściela ("Montera") w jego artykułach do prasy emigracyjnej (Polska Walcząca - Londyn 1945)

    Jan Sidorowicz – Powstanie Warszawskie bez niedomówień – PRO MEMORIA 5/2004

    Jan Matłachowski – Kulisy genezy Powstania Warszawskiego (synteza) – GAZETA Toronto 2004, Nowa Myśl Polska nr 37/2004

    Andrzej Solak – POWSTANIE WARSZAWSKIE – MITOLOGIA ZRYWU Nowa Mysl Polska 9.10.2005

    Pawel Wieczorkiewicz – OBŁAKANA KONCEPCJA POWSTANIA Zycie Warszawy 29.07.2005

    Jan Nowak-Jeziorański – Kulisy podejmowania decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego – (Sens i Tragizm Powstania Warszawskiego – wyd. Dialog, W–wa 2007)

    Paweł Wieczorkiewicz – ZAMIAST PRAWDY WOLIMY MITY Zycie Warszawy 5.05.2005

    Dariusz Baliszewski – Przerwać tę rzeź – Autor programu "Rewizja nadzwyczajna" (Tyg. WPROST 8.8.2004)

    Wiesław Chrzanowski – W imię czego ta ofiara? (Sens i Tragizm Powstania Warszawskiego – wyd. Dialog, 2007)

    Jan Ciechanowski – Rozmowa z Borem-Komorowskim (dowódcą AK) z 3 maja 1965

    Jan Kurdwanowski – 22 LIPCA ORAZ 1 SIERPNIA 1944 BÓR-KOMOROWSKI PODPISAŁ DWA DOKUMENTY DOTYCZĄCE POWSTANIA (post na Forum Muzeum PW)

    Jan Kurdwanowski – Mrówka na szachownicy (wyjątki) – wyd. Mentor W-wa 1999

    Jan Sidorowicz – AKTY OSKARZENIA NA PROCES CZTERECH

    Andrzej Targowski –Dialog Pokolenia Pomostu z Pokoleniami Ojców i Kolumbów, czyli refleksje o Powstaniu Warszawskim 1944 Dialogue and Universalism, UW Universalism Vol.XIV, No. 5-6/2004, s.217 (Polish Academy of Sciences)

    Andrzej Targowski – Dziedzictwo Powstania Warszawskiego

    Lech Mażewski – Duet legionowych generałów a wybuch PW – Nowa Myśl Polska 31/2004

    Jan Ciechanowski, Tomasz Łubieński, Janusz Marszalec – W bój bez broni – Mówią Wieki – numer specjalny 1/2004

    Stanisław Mazurkiewicz – syn "Radosława" – Zgrupowanie "Radosław" (W-wa 1998)

    Marian Stępień – Największe nieszczęście i wyraźna zbrodnia (Reakcje środowiska londyńskiego na wybuch i przebieg powstania warszawskiego) PRZEGLĄD nr 40 (351) 3.10.2006

    Magdalena Grodzka-Gużkowska – Relacja kobiety-strzelca wyborowego w PW – Tygodnik Przekrój 29.06.2006

    Paweł Skibiński – PRYMAS STEFAN WYSZYŃSKI I PAPIEŻ PIUS XII O POWSTANIU WARSZAWSKIM (Ośrodek Myśli Politycznej)

    Post na forum Onetu – Opis walk na Ochocie (http://portalwiedzy.onet.pl/,7455,1350647,czasopisma.html)

    Marek Getter – STRATY LUDZKIE I MATERIALNE W POWSTANIU WARSZAWSKIM (BIULETYN Instytutu Pamięci Narodowej NR 8-9/2004)

    Rafał Jabłoński – PRZERWALI BOJ GDY NIE BYLO SZANS Zycie Warszawy 5.08.2005

    Jean–Francois Steiner "Warszawa 1944". Wyd. Krąg, Warszawa 1984 – fragmenty

    Lech Mażewski – Falszywa synteza Normana Daviesa – Nowa Myśl Polska 34/2004

    Lech Mażewski – Jak to było z tym Powstaniem ? – Nowa Myśl Polska 40/2004

    Andrzej Targowski – Odpowiedź Normanowi Daviesowi

    Andrzej Targowski – POLSKA–RONIKIER–NIEMCY

    ZYCIE W POWSTANCZEJ WARSZAWIE (relacja)

    Tomasz Łubieński – Ani triumf, ani zgon – (recenzja) Wyd. Nowy Swiat z głową 2004

    Jan Sidorowicz – Co się działo za Wisłą podczas PW ? GAZETA Toronto 2004

    Jan Sidorowicz – Powstanie w Warszawie a "powstanie" w Paryżu

    Jan Sidorowicz – LIST OTWARTY DO dr Anrzeja KUNERTA

    Jan Sidorowicz – List do Instytutu Pamięci Narodowej

    Jan Sidorowicz – Cztery przegrane bitwy o Monte Cassino GAZETA Toronto 2004
  • @Kula Lis 62 21:06:19
    --- dodam,że naście lat temu głęboką nocą w TVP oglądałam dokument : rozmowa ze staruszeczkiem Niemcem adiutantem generała niemieckiego ,który spotkał się z Okulickim przed wybuchem Powstania .

    Generał PROSIŁ Okulickiego aby AK wycofało się z Powstania , mówił ,że nie ma sensu bo Niemcy wiedzą o planowanym Powstaniu . Mówił ,że miasto zostanie zburzone , ludność cywilna ucierpi itp.
    Okulicki na to ,że : ROZKAZY ZOSTAŁY WYDANE i nic już się nie da zrobić .

    Ps. cyt. z pamięci .
  • @Andrzej Tokarski
    http://www.powstanie.pl/obrazki/zd2.jpg http://www.powstanie.pl/obrazki/zd1.jpg http://www.powstanie.pl/obrazki/zd3.jpg CZTERY PRZEGRANE BITWY O MONTE CASSINO
    (Artykuł polemiczny - „politycznie niepoprawny") Czytelnika może zaskoczyć ten tytuł, wszak przywykliśmy słyszeć tylko o jednej bitwie, tej zwycięskiej, stoczonej przez Polaków w maju 1944 roku. Zwycięstwo to otworzyło aliantom drogę do Rzymu i do północnych Włoch. Było ono jednak przez lata marginalizowane przez komunistyczną propagandę, która na pierwszym miejscu zawsze stawiała bitwę pod Lenino. Bitwę która żadnym zwycięstwem nie była, bo choć polskie oddziały ponosząc ciężkie straty przełamały front, to musiały się wycofać z powodu braku postępów atakujących obok Rosjan.
    Tak więc w świadomości społeczeństwa bitwa o Monte Cassino była i pozostaje jednym z nielicznych niekwestionowanych sukcesów polskiego oręża w czasie drugiej wojny światowej i stała się legendą, służącą m.in. do kształtowania patriotycznych postaw wśród młodzieży.
    Dlatego czytając obcojęzyczne opracowania historyczne na ten temat człowiek najpierw przeciera oczy ze zdumienia a potem wpada w oburzenie. Wynika z nich bowiem, że historycy anglosascy zwycięstwo to przypisują wojskom angielskim i amerykańskim, a Francuzi wojskom francuskim, co budzi szczególne oburzenie. O roli Polaków wspomina się jakby była ona marginesowa, a w źródłach niemieckich w ogóle nie ma wzmianki o Polakach. Ponadto odnosi się wrażenie, że te opisy dotyczą różnych bitew rozegranych w tym samym miejscu, ale w różnym czasie i przez różnych uczestników. Więc jak to faktycznie było?

    SYTUCJA NA FRONCIE WŁOSKIM

    Alianci wylądowali na Sycylii w lipcu 1943 a na południowym końcu włoskiego „buta” we wrześniu. Po zdobyciu Neapolu drogę na północ zagrodził im łańcuch górski Apeninów ciągnący się przez całą szerokość półwyspu, od Adriatyku na wschodzie do morza Tyrreńskiego na zachodzie. Tą naturalną przeszkodę Niemcy silnie ufortyfikowali tworząc linię obronną Gustawa. Bunkry i pola minowe zbudowane w górach stwarzały zaporę nie do przebycia. Jedyną szansą przełamania tej linii obronnej było zdobycie miasta Ortona na wybrzeżu Adriatyku, lub przebicie się przez dolinę rzeki Liri, wzdłuż której szła linia kolejowa i szosa wiodąca na północ. Dolina ta została przez Niemców zaryglowana umocnieniami i była pod stałym ogniem artyleryjskim z dominujących nad nią wzgórz. Na jednym z tych wzgórz kluczową strategiczną pozycję zajmował klasztor Benedyktynów, górujący nad miasteczkiem Cassino.
    Pierwszą próbę przełamania linii Gustawa podjęto w listopadzie 1943 usiłując zdobyć miasto Ortona. Atakujące je oddziały kanadyjskie po dwóch miesięcy ciężkich walk miały straty - 1375 poległych i nie osiągnęły celu. Wtedy rozpoczęły się kolejne próby przełamania linii frontu w rejonie doliny rzeki Liri. W tym celu należało opanować dominujące nad nią wzgórza, w tym klasztor na Monte Cassino.

    KOLEJNE BITWY O MONTE CASSINO

    Pierwsza bitwa o zdobycie Monte Cassino rozegrała się w dniach 17-22 stycznia 1944 jako jednoczesny atak na linię Gustawa i desant morski 110 tysięcy żołnierzy amerykańskich w rejonie Anzio, 80 kilometrów na północ za linią Gustawa i tylko 50 kilometrów od Rzymu. Wysadzenie desantu na tyłach niemieckich miało odciągnąć siły niemieckie z linii Gustawa i ułatwić jej przełamanie. Operacja nie udała się. Aliantom nie udało się nawet sforsować rzeki Rapido u podnóża Monte Cassino a wojska desantowe pod Anzio posunęły się tylko 30 kilometrów w głąb lądu i zostały przez Niemców zatrzymane.
    Druga bitwa o Monte Cassino rozpoczęła się 12 lutego. Alianci wprowadzili świeże dywizje rekrutujące się z żołnierzy krajów Commenwealthu, tj. z Nowej Zelandii i z Indii. Wśród Hindusow były pułki strzelców alpejskich składające się z Ghurków i Nepalczyków. Dzięki zmasowanemu bombardowaniu lotniczemu i artyleryjskiemu Hindusom udało się wedrzeć głęboko w góry i zdobyć strategiczne pasmo górskie zwane „Głowa Węża”, zachodząc klasztor od tyłu. Po trzech dobach zaciekłych walk zostali jednak wyparci przez doborową dywizję niemieckich spadochroniarzy, ponosząc ciężkie straty. Nowozelandczycy zdobyli miasto Cassino, ale też ponosząc ciężkie straty zostali z niego wyparci.
    Trzecia bitwa o Monte Cassino zaczęła się 15 marca od doszczętnego zbombardowania miasta Cassino i klasztoru. Dywizji nowozelandzkiej udało się ponownie zdobyć miasto Cassino, a raczej jego ruiny, a Hindusom w bezpośrednim ataku na wzgórze klasztorne udało się dotrzeć na odległość 200 metrów od ruin klasztoru, lecz nie byli w stanie utrzymać zdobytych pozycji.
    Wszystkie te trzy bitwy pochłonęły masę ofiar w zabitych i rannych. Ale choć nie przyniosły zwycięstwa, stanowiły wkład krwi w czwartą decydującą bitwę, gdyż osłabiły fortyfikacje oraz morale i siły żywe wroga. Dlatego ci co uczestniczyli w czwartej rozstrzygającej bitwie nie mogą uważać się za wyłącznych zwycięzców, gdyż był to zbiorowy wysiłek, i ci co walczyli ostatni, wspinali się do wygranej po trupach poprzedników. Nie w przenośni, lecz dosłownie.

    CZWARTA ROZTRZYGAJĄCA BITWA O MONTE CASSINO

    Po trzech nieudanych próbach przełamania linii Gustawa, dowódca frontu, generał Alexander podjął decyzję, że następna ofensywa odbędzie się na całej długości frontu, czyli na całej szerokości półwyspu apenińskiego. Liczył na to, że Niemcy nie będą mogli przerzucać swoich sił na najbardziej zagrożone odcinki i gdzieś wreszcie najsłabsze ogniwo niemieckiej obrony pęknie.
    W tym czasie II-gi Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa wszedł w skład XIII-go Korpusu Brytyjskiego. Przygotowując kolejną ofensywę, dowódca Korpusu, gen. Leese zapytał generała Andersa czy woli aby II-gi Korpus nacierał w dolinie Liri, czy też na klasztor poprzez góry. Generał Anders wybrał tą drugą alternatywę, uważając, że może straty będą większe ale zwycięstwo bardziej spektakularne, bo klasztor zaczęto uważać za fortecę nie do zdobycia.

    SYTUACJA W WOJSKU POLSKIM

    Aby zrozumieć sytuację w oddziałach gen. Andersa należy przyjrzeć się kim byli jego żołnierze. Dużo już mówią nazwy jednostek: Dywizja Kresowa, Dywizja Strzelców Karpackich, Pułk Ułanów Podolskich, Pułk Dzieci Lwowa, Batalion Wileński itd. Otóż byli to ludzie z Kresów Wschodnich, wywiezieni przez NKWD na Sybir, którzy cudem przetrwali gułagi, głód i poniewierkę na „nieludzkiej ziemi”. To Anders ich uratował, tworząc armię polską w Rosji i wyprowadzając ich na Bliski Wschód. Dla tych ludzi słowo Ojczyzna pisane z dużej litery to znaczyło : rodzinna wioska, ojcowizna i chałupa w której czekali rodzice lub żona z dziećmi - jeśli nie wywieźli ich już na Sybir. A walka o Polskę - to była dla nich walka o prawo powrotu w rodzinne strony. A tu docierały do nich niepokojące wieści. Nie znali jeszcze postanowień konferencji w Teheranie, która przesądziła już los polskich ziem wschodnich. Ale dowiadywali się kolejno, że np. Roosevelt będąc w Teheranie mieszkał w ambasadzie sowieckiej, że sowieci wszystkich Polaków zamieszkałych na Kresach Wschodnich uznali za obywateli sowieckich, że Rząd Sowiecki zerwał stosunki dyplomatyczne z Rządem Polskim w Londynie, że propaganda sowiecka zarzuca im, iż nie chcą się bić z Niemcami, tylko „uprawiają turystykę”. Stwarzało to obawy, że droga powrotna do stron rodzinnych będzie przed nimi zamknięta, obawy o los najbliższych. Ci ludzie znali całą perfidię i okrucieństwo systemu sowieckiego i nie wyobrażali sobie życia w zniewolonej przez bolszewików Polsce. Stawiało to pod znakiem zapytania sens dalszej walki i nastroje panujące wśród żołnierzy stwarzały dla dowództwa groźbę powszechnego buntu. Było to teoretycznie możliwe, gdyż jako obywatele polscy podlegali jurysdykcji Rządu Polskiego, a ten w wypadku zmasowanego buntu, nie mógłby ich wszystkich postawić jako dezerterów przed sąd wojenny.
    Premier Rządu Polskiego, Stanisław Mikołajczyk zdawał sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa i nie ujawniał znanych mu już ustaleń konferencji w Teheranie. Co gorsze, alianci zabronili mu ujawniać, że Polska otrzyma jako rekompensatę wschodnie tereny Rzeszy, aby „nie wzmacniać oporu niemieckiego”. Generał Anders uspakajał żołnierzy, że alianci nie dadzą Polski skrzywdzić, szczególnie gdy wniosą wkład do zwycięstwa. A że miał u nich wielki autorytet, to mu uwierzyli. W przededniu bitwy wygłosił do nich płomienne przemówienie, mówiąc, że „ nasze zwycięstwo opromieni blaskiem polski oręż a sława spłynie na polskie sztandary”. Sam utożsamiał się z księciem Józefem Poniatowskim („Bóg mi powierzył honor Polaków”) a żołnierzom mówił, że są spadkobiercami Legionów Dąbrowskiego („Z ziemi włoskiej do Polski”). Nie zdawał sobie sprawy, że jest to powtórka z historii - tyle, że tej z Santo Domingo. A żołnierze nie zdawali sobie sprawy, że losy Polski, a szczególnie ich rodzinnych stron zostały już przesądzone. Zaś oni stali się już tylko najemnikami walczącymi za obcą już sprawę i to tylko za miskę żołnierskiej zupy.

    OPIS OSTATNIEJ BITWY

    Opisy ostatniej bitwy w której wzięli udział Polacy można znaleźć w wielu publikacjach, m.in. w 3-tomowym dziele Melchiora Wańkowicza. Uwypuklę tylko niektóre istotne fakty i przytoczę pewne epizody bitwy nieznane na ogół polskiemu czytelnikowi.
    Naprzeciw Polaków stała niemiecka wyborowa I-sza dywizja spadochroniarzy, zaprawiona w bojach. Gdy średni wiek polskiego żołnierza wynosił 34 lata, to średni wiek Niemców był 24 lata - była to fanatyczna młodzież indoktrynowana w Hitlerjugend.
    Górski teren naszpikowany był minami i zamaskowanymi stanowiskami ogniowymi. Niektóre z tych stanowisk były zbudowane tak, że można z nich było strzelać tylko „do tyłu” - gdy przeszła już pierwsza fala atakujących, czyli strzelając im w plecy. Ze względu na teren, ewakuacja rannych była bardzo opóźniona, a często wręcz niemożliwa.
    Pierwsze natarcie rozpoczęło się 11 maja o godz..23.00, lecz załamało się po 24 godzinach i oddziały ponosząc ogromne straty wycofały się na pozycje wyjściowe. Natarcie to nie osiągnęło sukcesu, bo sukcesu nie osiągnął walczący na lewym skrzydle XIII-ty Korpus Brytyjski.
    Do drugiego natarcia, które rozpoczęło się 17 maja gen. Anders zmobilizował wszystkie posiadane rezerwy ludzkie, wysyłając na linie walki kierowców, mechaników, kucharzy i oficerów sztabowych. Drugie natarcie zakończyło się 18 maja rano, wejściem Polaków do opuszczonego klasztoru. W tym punkcie wszyscy kronikarze są zgodni, trudno więc mówić o jakimś zdobyciu klasztoru. Był to wynik załamania się linii Gustawa i ewakuacji Niemców na skutek zmasowanego, wspólnego wysiłku wszystkich nacierających formacji, a w szczególności Francuskiego Korpusu Expedycyjnego, który przerwał obronę niemiecką walcząc na lewym skrzydle XIII-go Korpusu Brytyjskiego.
    O tym korpusie francuskim należy więc powiedzieć coś więcej. Były to t.zw francuskie wojska kolonialne z Afryki Północnej, bo rodowici Francuzi pod rządami Vichy siedzieli sobie w domach i czekali przezornie na rozwój wypadków. W skład korpusu wchodziła II-ga Marokańska Dywizja Piechoty Górskiej. Była to specyficzna jednostka, bardziej podobna do karawany beduinów niż do współczesnej armii. Broń i amunicję transportowali na osłach i mułach, a zamiast suchego prowiantu prowadzili ze sobą „żywy prowiant” - kozy i owce. Powierzony im do opanowania teren to były dzikie góry między morzem Tyrreńskim a doliną Liri, z masywem Petrella wysokości 1500 metrów. Niemcy ten teren uznali za nie do przebycia przez współczesną armię ze względu na brak możliwości zaopatrywania posuwających się wojsk. Obsadzili go więc słabo, wystawiając tylko posterunki obserwacyjne. Marokańskie patrole posuwały się nocą, likwidując nożami napotkane posterunki. W dzień szli wąwozami, nie widoczni dla obserwatorów. Wyruszyli 11 maja gdy ruszyło kolejne natarcie, w ciągu 6 dni pokonali około 30 kilometrów i w dniu 17 maja wyszli na niemieckie tyły. Linia Gustawa została przerwana. Niemcy związani walką z polskim i brytyjskim korpusem nie mieli już odwodów na zalatanie tej wyrwy . 18 maja opuścili stanowiska obronne w rejonie Monte Cassino i zaczęli ewakuację na północ. Polacy zatknęli polską flagę na ruinach klasztoru. Był to spektakularny moment i generał Anders nie pomylił się: nazajutrz londyńskie dzienniki podały tą wiadomość na pierwszych stronach.

    BILANS STRAT I ZYSKÓW

    Bitwa pod Monte Cassino to była bitwa wielu narodów przeciw niemieckiemu nazizmowi. Ocena wkładu poszczególnych nacji do wspólnego zwycięstwa jest trudna, bo subiektywna. Istnieje jednak pewien miernik który mówi nam dużo: ilość poległych.
    Na cmentarzach wokół Monte Cassino można się doliczyć:
    - 4265 grobów żołnierzy krajów Commonwealth
    - 4600 grobów żołnierzy francuskich wojsk kolonialnych
    - 1052 groby żołnierzy Polskiego Korpusu
    Groby żołnierzy amerykańskich i angielskich poległych w bitwie znajdują się na innych cmentarzach zbiorowych lub zostały przeniesione do swoich krajów. Straty XIII-go Korpusu Brytyjskiego w bitwie wyniosły 4056 poległych, rannych lub zaginionych. Straty armii amerykańskiej w całej kampanii włoskiej trwającej 602 dni szacuje się na 107 tysięcy, w tym 16 436 poległych w walce.
    Dziś nikt nie mówi głośno o stratach niemieckich , bo to byli najeźdźcy i do tego przegrali. Ale kiedyś paradoksem będzie, gdy historycy orzekną, że prawdziwymi bohaterami tej bitwy byli Niemcy. Leży ich na cmentarzu Monte Cassino 20.035. To były ich Termopile.
    Należy się jeszcze zastanowić nad motywacją do walki żołnierzy różnych nacji. Żołnierze z kolonii brytyjskich i francuskich walczyli, licząc na to, że ich danina krwi przyniesie ich rodakom większą autonomię lub nawet niepodległość. I nie zawiedli się, choć nie przyszło to tak zaraz. Żołnierze z Kanady i Nowej Zelandii byli wcielani do wojska a ich niekwestionowana wola walki wynikała chyba z poczucia solidarności krajów wspólnoty brytyjskiej.
    Dla Polaków motywacją do walki było dążenie do odzyskania niepodległości. Niestety w wyniku tej bitwy nie uzyskali nawet prawa powrotu w rodzinne strony. Była to więc dla Polaków bitwa przegrana. Wyrazem rozczarowania była fala samobójstw jaka szerzyła się zaraz po zakończeniu wojny, głównie wśród kadry oficerskiej. Ci nieliczni co odważyli się wrócić, a znaleźli się na terenach polskich zagarniętych przez sowietów - zostali wywiezieni na Sybir.
    W wymiarze taktycznym i strategicznym była to też przegrana bitwa dla aliantów, bo zaprzepaszczono szanse jakie ona dała. W chwili załamania się niemieckiego frontu, amerykański generał Clark, dowodzący przyczółkiem w Anzio, miał za zadanie odciąć drogi odwrotu wycofującym się Niemcom. Popisał się niesubordynacją i ruszył prosto w kierunku niebronionego Rzymu. Gdy urządzał tam defiladę zwycięstwa (zresztą bez udziału Polaków i innych wojsk koalicyjnych) - Niemcy spokojnie wycofywali się drogami wokół Rzymu, aby stworzyć następną, trudną do przełamania linię obrony (Gotów). Dzięki temu, Polacy będą mieli jeszcze „szansę” ginąć pod Anconą i Bolonią.
    Anegdota mówi, że gen. Clark, na widok ruin Forum Romanum i Colosseum powiedział: ”O widzę, że nasze lotnictwo zrobiło tu dobrą robotę!”.
    Alianci nie wykorzystali też wygranej bitwy w sensie strategicznym. Mając w czerwcu 1944 roku we Włoszech 27 dywizji, mogli pójść dalej na północ, przejść do oswobodzonej już przez partyzantów Jugosławii i wyjść na równiny węgierskie. Zmieniło by to obraz powojennej Europy. Posłuchali jednak żądań Stalina, który domagał się otwarcia drugiego frontu, ale byle jak najdalej od rosyjskiej strefy wpływów. Dlatego zaraz po zajęciu Rzymu odesłano 6 najlepszych dywizji do operacji rozpoczętej na południu Francji.

    OSTATNIE REMINISCENCJE

    Dwa miesiące później, okaże się, że relatywnie biorąc, straty II-go Korpusu liczone w poległych i wynoszące 9% stanu osobowego, nie były wysokie. Bo generał Bór-Komorowki, rozpętując Powstanie Warszawskie wspiął się na wyższy stopień narodowego szaleństwa: straty oddziałów powstańczych będą sięgać 90% stanów osobowych.
    Nieszczęściem tych czasów było to, że decyzje polityczne przypadło podejmować nie politykom, lecz wojskowym. A tym, zamiast chłodnej politycznej kalkulacji bliższe były takie pojęcia jak honor, chwała i bohaterstwo. Zarówno Anders jak Komorowski nie rozumieli, że w piątym roku wojny naród polski był już tak wykrwawiony, że jedynym i najważniejszym zadaniem była obrona życia każdego Polaka, a nie jakiejś tam barykady na rogu Wspólnej i Marszałkowskiej. Zauważmy też, że obu generałów łączyło jeszcze to, że obaj byli kawalerzystami, ze specyficznym dla ułanów temperamentem i sposobem myślenia. Chyba nie na darmo w języku polskim ukuło się powiedzenie: ”Nie szarżuj!”

    A piosenka jaką mnie uczono śpiewać w dzieciństwie:

    Jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie Koledzy go nie żałują, jeszcze końmi go tratują

    - jest chyba pozbawiona patriotyzmu i głębszego sensu dydaktycznego.

    Jan Sidorowicz, Montreal, marzec 2004


    LINK DO ORYGINALNEJ STRONY:
    http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_5053.shtml
  • @Rzeczpospolita 20:30:01
    Może nie napisałem jasno. Wyróżnikiem obecnie jest limitowana emisja do atmosfery, a nie wiem czy nie stosuje się skruberów do wyłapywania wszystkich aerozoli i gazów. Kiedyś nie było pełnego spalania i nie czekano na schłodzenie wsadu.
  • @ninanonimowa 21:16:20
    KŁAMSTWA DOWÓDCY POWSTANIA gen. CHRUŚCIELA ("Montera") W JEGO ARTYKUŁACH DO PRASY EMIGRACYJNEJ W LONDYNIE

    Tygodnik POLSKA WALCZĄCA - Żołnierz polski na obczyźnie - Nr 46 str.1
    Londyn 24.11.1945 "Zeszłoroczne Powstanie"

    Wybrane wyjątki

    "Plan własny polegał na równoczesnym uderzeniu na wszystkie przedmioty natarć z zaskoczeniem przeciwnika. Wysiłek główny w środkowej części stolicy obejmujący wszystkie mosty na Wiśle* i centralnej Pradze z dworcami wschodnim, wileńskim i praskim. Odwód, trzymany centralnie, miał być użyty zależnie od wytworzonego położenia".
    "Siły niemieckie w okręgu warszawskim wynoszące łącznie 38.000, wliczając w to policję, SS, SA, żandarmerię, oddziały ukraińskie i turkiestańskie, zostały w ciągu ostatnich dni lipca wzmocnione trzema dywizjami, z których dwie były pancerne. Jedna wyszła na peryferie Pragi (dyw. Panc. "Herman Goering"), druga pancerna ("Wicking") ustawiła swe 350 czołgów i dział szturmowych w różnych częściach miasta" (podkreślenie JS).
    "W ostatnich dniach lipca mój sztab ścisły wykonywał prace w budynku nr 68 m.46,47 i 48 przy ulicy Filtrowej. Naprzeciw było 1200 ludzi niemieckiej Policji Polowej, uzbrojonych po zęby, zajmujących Dom Akademicki przy placu Narutowicza - jedną z twierdz niemieckich Warszawy, odrutowaną ( czyt. otoczoną zasiekami z drutu kolczastego - przyp.JS), ze strzelnicami w zamurowanych otworach okiennych parteru i pierwszego piętra, z bunkrami obsadzonymi przez całą dobę przy wszystkich wejściach. Podobny wygląd miały wszystkie bloki domów zajmowane przez Niemców.
    Gdyby z jakiegokolwiek powodu zabrakło wówczas mnie z mym otoczeniem, - byłoby to uniemożliwiło rozpoczęcie i kierowanie walką. Komendant AK nie miał wtedy bezpośredniego powiązania z moimi dowódcami i oddziałami. Nie byliśmy jednak lekkomyślni - wszędzie była dobrze uzbrojona ochrona dowództw".

    "Natarcia na każdy przedmiot były szczegółowo rozpracowane w niezliczonej ilości ćwiczeń z uwzględnieniem wszystkich wariantów"**

    "Dowódca AK zgodził się z mym wnioskiem rozpoczęcia działań za dnia. Uzasadniałem to względną łatwością zaskoczenia wartowników niemieckich w godzinach największego ruchu ludności w mieście. (…) Wmieszani w takie tłumy żołnierze, tworzące grupy czołowe mające uderzyć na wartowników i opanować bunkry przy wejściach do bloków, mieli widoki powodzenia. Również przesunięcie i gromadzenie całych plutonów mogło ujść uwagi agentów Gestapo i Policji tylko o tej porze."
    " O godzinie 11.00 zawyły w niemieckim gmachu syreny jak na alarm przeciwlotniczy jednak samolotów nie było słychać. Był to sygnał alarmu dla całej "niemczyzny" w Warszawie."

    *) Jak wyglądało zdobywanie mostów - patrz www.1944.pl > Archiwum Historii Mówionej > wspomnienia Jerzego Sienkiewicza
    **) Jak "przećwiczono" zdobywanie Domu Akademickiego na placu Narutowicz i kompleksu na Szucha > patrz www.powstanie.pl pozycja 3 i 23

    POLSKA WALCZĄCA - Żołnierz polski na obczyźnie, Nr 10 - str.3
    Londyn 6.3 1946 "Warszawa w walce"

    Wybrane wyjątki

    "Całe śródmieście, Mokotów, Wola, Ochota i Praga były w pełnej i zwycięskiej walce. Brak pisemnego meldunku od dowódców Pragi, Mokotowa i Ochoty miały zastąpić informacje uzyskane przez wysłanie oficerskich patroli, odprawionych ze Sztabu Okręgu."
    "Meldunki które napłynęły od dowódców obwodów i wysłanych partoli pozwoliły ustalić położenie. Wynikało z nich, że niektóre (podkreślenie JS) silne punkty oporu niemieckiego nie zostały zdobyte wstępnym bojem. Z mostów na Wiśle nie mogliśmy korzystać, mimo, że prawie wszystkie zostały przez nas opanowane." (podkr.JS)

    Generał Chruściel kłamał:
    Żaden silnie broniony przez Niemców obiekt ani żaden most na Wiśle nie został opanowany nawet na chwilę.(JS)

    "Od dnia poprzedniego miasto spowiło się w obłokach dymu. Płonęły czołgi niemieckie (podkr. JS) i domy zapalone przez pociski artyleryjskie, a od dnia 2.VIII płonące od bombardowań lotniczych".
    "Rankiem dnia 2 VIII wysłałem rozkazy aby nie ponawiano natarć na Aleję Szucha, Sejm, Koszary przy Rakowieckiej, C.I.W.F i Dom Akademicki przy Placu Narutowicza".

    Generał Chruściel kłamał:
    Takiego rozkazu nie mógł wydać aż z trzech powodów:
    1) Nie miał technicznych środków łączności do przekazania takiego rozkazu, a łączniczki nie były w stanie dotrzeć do tych odciętych dzielnic
    2) Nie miał żadnych informacji czy w tych dzielnicach toczą się jeszcze walki. O tym, że na Mokotowie walczą Powstańcy, dowiedział się dopiero 6 sierpnia, gdy Elżbieta Ostrowska (szefowa Składnicy Meldunkowej) przeszła tam jako pierwsza kanałami.
    3) Nie miał komu doręczyć tych rozkazów. Oddziały które atakowały te obiekty (wg. gen. Pełczyńskiego - przez "niedopatrzenie") poniosły straty rzędu 90% stanów osobowych i przestały istnieć!

    POLSKA WALCZĄCA - Żołnierz polski na obczyźnie -Nr 40 str 1
    Londyn 13.10.1945 "Konspiracja i Powstanie"

    Wybrane wyjątki

    "Artylerzystów, broń pancerną, saperów i łączność szkoliło się na sprzęcie niemieckim. Stąd pochodzi, że w czasie walk warszawskich, każdy zdobyty czołg, działo szturmowe, działo plot, k.m. czy miotacz był od razu użyty przeciwko Niemcom i wystarczyło dosłownie kilka minut, by obsługa sprzęt opanowała."
    Tu generał popuścił sobie wodze fantazji i plecie t.zw. banialuki! Przed Powstaniem nie zdobyto żadnego czołgu ani działa przeciwlotniczego i nie byłoby nawet warunków aby przeszkolić załogę.
    A w czasie Powstania na "szkolenie" już było za późno. Ci "artylerzyści" i "czołgiści" uczyli się obsługi sprzętu chyba z samouczków! (komentarz JS)
    "Dowódcy oddziałów i szeregowi, którzy widzieliby w dowódcy okręgu, powiatu czy plutonu jednostkę o pewnym zabarwieniu partyjnym, odpadliby od takiej organizacji. Jedynie dowódcy reprezentujący cechy ponadpartyjne mogli zyskać zaufanie i szacunek".
    "Duża jest pod tym względem zasługa stronnictw politycznych i ich tajnej prasy ale i duża zasługa apolitycznej prasy Armii Krajowej. Na tle działalności politycznej - praca wojskowa jest małą tylko cząstką (czytaj szkolenia żołnierzy - przyp. JS). Za pracę polityczną wybitne jednostki, ba, całe grupy osób, ginęły w więzieniach i obozach bez przerwy w ciągu pięciu długich lat okupacji".
    Czyli wg. Chruściela, Armia Krajowa była organizacją apolityczną, w której szkolenie polityczne żołnierzy było istotniejsze niż szkolenie wojskowe…. (komentarz JS)

    "Dwumiesięczna walka powstańcza w Warszawie dowiodła, że Polacy potrafią się zorganizować i wykonać wysiłek godny podziwu całego świata. (…) Walka przywróciła zaufanie społeczeństwa do dowództwa wojskowego. (…) Zakończenie walki nie pomniejszyło ani u swoich ani u obcych aureoli chwały, jaką się okryła dumna stolica Polski. (…) Walki obfitowały w liczne dowody jednostkowego i zbiorowego bohaterstwa, których opis będzie w przyszłości Podstawą wychowania młodych pokoleń".
    "Współpraca władz cywilnych z wojskiem była wzorem wzajemnego zrozumienia potrzeb i celu wysiłku. Żołnierz rezygnował w dniach głodu ze swojej skromnej racji żywnościowej na rzecz ludności cywilnej, zwłaszcza kobiet i dzieci.*

    *) Sprostowanie:
    W pierwszych dniach powstania, gdy nie działały jeszcze służby kwatermistrzowskie AK, to ludność cywilna ze swoich skromnych zapasów karmiła wygłodniałych Powstańców. Potem AK zawłaszczyła sobie wszystkie dostępne magazyny żywności i ludność cywilną używała w charakterze tragarzy do jej przenoszenia. Moja Matka w obliczu głodu musiała przyjąć propozycję przeniesienia z browaru Haberbuscha na Krochmalnej do Śródmieścia Południowego worka jęczmienia, z czego połowę mogła zatrzymać dla siebie. Wzięła tylko 12 kilo, bo więcej nie była w stanie udźwignąć, przeczołgała się z nim przez płytki wykop pod obstrzałem w Alejach Jerozolimskich i przez labirynt piwnic i podwórek dotarła szczęśliwie na Hożą 47. Zostało nam, od Armii Krajowej 6 kilogramów jęczmienia na drugą połowę Powstania.


    "WSZYSCY KTÓRZY ROZPOCZĘLI WALKĘ WIEDZIELI, ŻE IDĄ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, POZOSTALI ZAZDROŚCILI POLEGLYM. NADZIEMSKA SIŁA ROZPROMIENIAŁA SERCA." (podkreślenie JS)

    Antoni Chruściel /"Monter"/
    Londyn, dnia 20 sierpnia 1945

    Tak oto sprawcy Powstania, na użytek opinii publicznej na Zachodzie, aby usprawiedliwić sprowokowaną katastrofę narodową, budowali legendę Powstania, jako wspaniałego zrywu patriotycznego ludu stolicy. Mijając się z prawdą i operując napuszonymi frazesami i paranoicznymi sformułowaniami.

    Komentarze: Jan Sidorowicz Kserokopie w/w artykułów można uzyskać m.in. w:
    Biblioteka Polska POSK / Polish Library POSK
    238-246 King Str.
    London W6 0RF
    tel. + 020 8741 0474
    fax.+ 020 8741 7724
    e-mail: librarian@polishlibrary.co.uk
    (koszt odbitki formatu A4 wynosi 0.1 GBP)
  • @ninanonimowa 21:16:20
    Jan Kurdwanowski, kpr. Krok, Batalion Chrobry I

    Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem


    W momencie, gdy armia sowiecka zbliżała sie do Warszawy, w Komendzie Głównej AK zabrakło dwóch generałów. Generał Stanisław Tatar, zwolennik nawiązania kontaktu z Armią Czerwona, zwłaszcza na wypadek powstania, został odesłany do Londynu wiosną 1944, a gen Albin Skroczyński ("Łaszcz"), dowódca okręgu warszawskiego AK, przeciwnik wywołania powstania w Warszawie, został zdjęty z dowodzenia 25 lipca 1944. Tak więc gen Bór pozbył się sie dwóch generałów Komendy Głównej AK reprezentujących ostrożność i zdrowy rozsądek.
    Nadrzędnym celem Powstania, nie była walka z Niemcami, którzy już wojnę przegrywali, lecz umożliwienie objęcia władzy w Stolicy przez agendy legalnego Rządu RP na uchodźstwie. Aby to osiągnąć, należało stoczyć walkę z garnizonem niemieckim i oswobodzić miasto, aby przywitać Rosjan z pozycji gospodarza i udaremnić zainstalowanie w Stolicy rządu z nadania Stalina.
    Ten polityczny cel Powstania, był niejako ukryty, bo rozkaz Bora-Komorowskiego z 31 lipca wzywał żołnierzy AK do walki z Niemcami, a de facto tym rozkazem Bór wszedł w otwarty konflikt z Rosją. Ponadto rozkaz ten był wymuszony przez nieprzewidziane okoliczności i był niezgodny z założonym planem.
    W Komendzie Głównej pierwotnie zakładano, że do rozpoczęcia powstania musiały powstać odpowiednie warunki militarne, a mianowicie gdy:
    1) zarysuje się sowiecki ruch oskrzydlający Warszawę od południa
    2) wojska sowieckie zdezorganizują obronę niemiecką na przyczółku warszawskim, zajmą prawy brzeg Wisły i osiągną mosty.
    3) sowiecka artyleria położy ogień na lewobrzeżnej Warszawie, jako dowód intencji kontynuowania ofensywy i wkroczenia do miasta armii sowieckiej w ciągu około 7 dni. I właśnie nawet na te dni walki z Niemcami AK w Warszawie miała niewystarczającą ilość broni i amunicji.

    Największym nasileniem niemieckiej paniki w Warszawie były dni 22-24 lipca. Ale niemiecka administracja i policja zaczęły wracać 26 lipca, a następnego dnia stwierdzono w rejonie Warszawy obecność nowoprzybyłych oddziałów dywizji spadochronowo-pancernej Herman Goering oraz pancernej dywizji SS Wiking. Wskazywało to, że Warszawa będzie broniona, a nie opuszczona jak sądzono w dniach niemieckiej paniki.
    W swych pamiętnikach, "Armia Podziemna" ( Veritas, Londyn, wyd.3, str. 212) gen Bór wspomina o proklamacji gubernatora Fischera z dnia 27 lipca 1944, aby następnego dnia 100 tysięcy mężczyzn zgłosiło się do prac fortyfikacyjnych. Natomiast w ogóle nie wspomina o tym, że płk Chruściel ("Monter") tego samego dnia około godziny 19 (godzina policyjna była o 20) samowolnie, bez pozwolenia swego dowódcy gen Bora, i bez porozumienia z Komendą Główna AK wydał rozkaz mobilizacji zakonspirowanych żołnierzy AK w Warszawie, co według ustalonego regulaminu wojskowego oznaczało powstanie. W ślad za tym rozkazem płk Chruściela, 28 lipca tysiące młodych ludzi albo nie zgłosiło się do pracy, albo wyszło z niej przedwcześnie, aby stawić się na punkty zborne. Tak więc Okręg Warszawski przeprowadził mobilizacje i stanął w gotowości do walki, ze znikomym zresztą uzbrojeniem, chociaż godzina W, czyli godzina rozpoczęcia walki nie była w rozkazie płk Chruściela ustalona.
    Po południu 28 lipca, gen Bór, odwołał rozkaz mobilizacji wydany dzień przedtem przez płk Montera, a żołnierze AK rozeszli się sie do domów następnego dnia. Miało to poważne konsekwencje, bo mobilizacja z dnia 28 lipca stanowiła masową dekonspirację warszawskich oddziałów AK. Koncentracja żołnierzy AK w tajnych lokalach oraz ich brak w pracy, bądź przedwczesne jej opuszczenie, nie mogło być niezauważone przez kierownictwo zakładów i innych pracowników, a także przez Niemców i ich agentów.
    W okupowanej Warszawie wszystkie większe zakłady pracy, jak na przykład służby miejskie, elektrownia, gazownia, wodociągi, tramwaje, węzeł kolejowy, większe zakłady remontowe, przetwórcze czy magazyny miały niemieckie kierownictwo lub niemieckich komisarzy. W innych zakładach pracy Niemcy mogli mieć swoich konfidentów. Tak więc identyfikacja tych, którzy nie stawili się do pracy 28 lipca lub opuścili ją przedwcześnie była dla Niemców łatwą sprawą. Można przyjąć, że dekonspiracja podziemnej armii w Warszawie dokonana przez "Montera" mogła być jednym z powodów, może nawet najważniejszym do wydania 31 lipca po południu rozkazu do rozpoczęcia powstania. Bór nie odwołał tego rozkazu, co było możliwe, pomimo protestu szefa wywiadu AK płk Kazimierza Iranka-Osmeckiego, który przyniósł informacje wskazujące, że powstanie w dniu 1sierpnia jest nieuzasadnione. Według świadków, w odpowiedzi na informacje przyniesione przez Iranka-Osmeckiego, Bór był załamany i powtarzał tylko: "nic się już nie da zrobić". Zapewne też zdawał sobie sprawę, że jeśli on by tego rozkazu nie wydał, to mógł to za niego zrobić ktoś inny z Komendy Głównej AK.

    W obliczu masowej dekonspiracji żołnierzy AK w Warszawie, grożącej im aresztowaniem, gen Bór miał do wyboru:

    1) Mógł czekać aż sytuacja pod względem politycznym i militarnym na pobliskim wschodnim froncie stanie się korzystna dla rozpoczęcia walki o Warszawę. Ale czekanie dawało Niemcom wystarczający czas by zidentyfikować i aresztować większość żołnierzy armii podziemnej AK; także zidentyfikować lokale i miejsca gdzie się gromadzili. Oznaczało to aresztowanie tysięcy żołnierzy AK jak również osób cywilnych, które użyczały lokali, a nawet pozostałych mieszkańców tych domów.

    2) Mógł ubiec Niemców nim zaczną się aresztowania, wydając rozkaz, aby potencjalnie zdekonspirowani, tzn. ogromna większość żołnierzy AK opuściła Warszawę i dołączyła do oddziałów leśnych, lepiej uzbrojonych niż warszawskie AK i włączyła się do akcji "Burza", ale poza stolicą. Oznaczało to porzucenie planu walki w Warszawie w celu osiągnięcia głównego celu powstania, jakim było zainstalowanie w stolicy agend legalnego Rządu RP z Londynu. Ponadto narażało na utratę autorytetu, a nawet kompromitację Komendy Głównej w oczach żołnierzy AK.

    3) Mógł ubiec Niemców, wydając rozkaz rozpoczęcia powstania nim zaczną się aresztowania. Wiązało się to z ryzykiem podjęcia walki w nieodpowiednim jeszcze momencie pod względem politycznym i militarnym, co przy braku uzbrojenia i odmowie udzielenia pomocy przez aliantów, oraz braku praw kombatanckich, mogło zakończyć się tylko klęską, tragiczną w skutkach dla żołnierzy AK i mieszkańców miasta.

    Jak wiemy, Bór-Komorowski, także naciskany przez Okulickiego i Pełczyńskiego wybrał wariant trzeci, najbardziej ryzykowny i brzemienny w skutkach dla ludności cywilnej stolicy.
  • @ninanonimowa 21:16:20
    Jan M. Ciechanowski

    ROZMOWA Z GEN. T. BOREM-KOMOROWSKIM, DOWÓDCĄ AK


    W czasie zbierania materiałów do mej pracy doktorskiej, złożonej na uniwersytecie londyńskim - London School of Economics and Political Science - na temat politycznego podłoża i przyczyn Powstania Warszawskiego, odbyłem w 1965 r. długą rozmowę dotyczącą tych kwestii z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim. [...]
    W czasie rozmowy z gen. Borem-Komorowskim starałem się ustalić, kiedy, jak i dlaczego nakazał opanować Warszawę polskim wysiłkiem, przynajmniej na dwanaście godzin przed wejściem do niej Rosjan, chociaż wiedział, że stołecznym oddziałom Armii Krajowej brakowało potrzebnej ku temu broni i amunicji.
    Ponadto chodziło mi o uzyskanie od gen. Bora-Komorowskiego relacji na temat zachowania i ustosunkowania się do planu opanowania Warszawy inż. Stanisława Jankowskiego ("Sobola"), Delegata Rządu, gen. Leopolda Okulickiego ("Kobry"), zastępcy szefa sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej do spraw operacyjnych oraz płk. dypl. Antoniego Chruściela ("Montera"), komendanta Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej, ponieważ w lipcu 1944 r. zajmowali oni kluczowe stanowiska we władzach podziemnego państwa.
    Inż. Jankowski jako głowa politycznej części podziemia oraz najwyższy przedstawiciel Rządu w kraju, z którym dowódca Armii Krajowej miał jak najściślej współpracować, musiał być konsultowany przez gen. Bora-Komorowskiego w sprawie opanowania Warszawy. Bez zgody Delegata Rządu gen. Bór-Komorowski z pewnością nie wywołałby powstania.
    Gen. Okulicki zrzucony do kraju w maju 1944 r., od lipca tegoż roku kierował, jako zastępca szefa sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej do spraw operacyjnych, najwyższą koncepcyjną komórką podziemnego wojska. Gen. Okulicki jako świeżo przybyły z Zachodu wyższy oficer dyplomowany, dokładnie obeznany ze stanowiskiem i poglądami Naczelnego Wodza (który osobiście odprawiał go do kraju), był jedną z najważniejszych osobistości w Komendzie Głównej Armii Krajowej. W latach 1941-1942 jako szef sztabu gen. Andersa w ZSRR bezpośrednio zetknął się z Rosjanami i Stalinem. Do dzisiaj toczy się jeszcze zajadły spór, czy gen. Okulicki, który ogólnie uchodził za głównego projektodawcę i orędownika walki o Warszawę, działał z własnej inicjatywy, czy też na podstawie dyrektyw otrzymanych od Naczelnego Wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego.
    Niestety gen. Okulicki i Sosnkowski już nie żyją i nigdy nie dowiemy się od nich, jakie instrukcje w sprawie akcji bojowej Naczelny Wódz polecił "Kobrze" przekazać dowódcy Armii Krajowej.
    Płk dypl. Antoni Chruściel ("Monter") w latach 1934-1936 kierownik katedry taktyki piechoty w Wyższej Szkole Wojennej, jako komendant Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej był odpowiedzialny za przygotowanie i przeprowadzenie akcji bojowej w stolicy i wywarł duży wpływ na podejmowane decyzje. Meldunek "Montera" o rzekomym pojawieniu się sowieckich czołgów na rogatkach Pragi, złożony gen. Borowi-Komorowskiemu po południu 31 lipca 1944 r., stal się bezpośrednią przyczyną wybuchu Powstania Warszawskiego.
    Dwie dalsze dość zagadkowe postacie, których nazwiska wypływały w trakcie rozmowy i wokół których nagromadziło się sporo niedomówień i kontrowersji, to gen. Stanisław Tatar ("Erazm", "Tabor") oraz dr Józef Retinger ("Salamandra", "Brzoza").
    Gen. Tatar, wieloletni zastępca szefa sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej do spraw operacyjnych, po przybyciu z kraju do Londynu w kwietniu 1944 r. został mianowany zastępcą szefa Sztabu Głównego do spraw krajowych. Gen. Tatar był jednym z głównych twórców planu "Burza" zatwierdzonego przez gen. Bora-Komorowskiego w listopadzie 1943 r., a przekazanego do Londynu dopiero w styczniu 1944 r. Plan ten przewidywał, iż Armia Krajowa na wypadek wkroczenia Armii Czerwonej do Polski bez zawarcia uprzedniego polsko-radzieckiego porozumienia będzie prowadzić "wzmożoną akcję dywersyjną" przeciwko Niemcom i ujawniać się wobec władz radzieckich. Stąd wydawało się, iż gen. Tatar powinien był raczej pozostać w Polsce, aby czuwać nad doskonaleniem i wykonaniem planu "Burza", niż zostać, w parę miesięcy po jego powstaniu, usunięty ze swego wysokiego stanowiska przez gen. Bora-Komorowskiego, rzekomo ze względu na jego "prorosyjskie" nastawienie. Został przerzucony do Londynu, gdzie gen. Sosnkowski, który był przeciwnikiem ugody z ZSRR, powierzył mu kontrolę nad sprawami krajowymi.
    Dr Józef Retinger, w latach 1941-1943 doradca polityczny gen. Władysława Sikorskiego, skakał do Polski z 3 na 4 kwietni 1944 r. ponoć jako wysłannik premiera Mikołajczyka (?), a nawet władz brytyjskich, z jakąś bliżej nie określoną misją do władz podziemnych. Wydawała się ona wielce podejrzana polskim kołom wojskowym w Londynie, zbliżonym do gen. Sosnkowskiego. - Sprawą Retingera szeroko zajmuje się Z.S. Siemiaszko (Retinger w Polsce 1944 r, Zeszyty Historyczne nr 12/1967, s. 56 i dalsze).
    Obecność profesora J.K. Zawodnego podczas mej rozmowy z gen. Borem-Komorowskim była spowodowana tym, iż w tym czasie był w Londynie i zbierał materiały do pracy o Powstaniu Warszawskim. Za moją zgodą prof. Zawodny zadał parę pytań gen. Borowi-Komorowskiemu, co zaznaczone jest w tekście.

    W dwa tygodnie po mojej rozmowie z gen. Borem-Komorowskim, która miała miejsce 3 maja 1965 r., prof. Zawodny miał z nim wywiad 17 maja. Rozmowa ta odbyła się bez świadków i została opublikowana przez prof. Zawodnego w listopadzie 1966 r. - Patrz: J.K. Zawodny, Wywiad z gen. Borem-Komorowskim, Kultura nr 11/1966, s. 105 i dalsze.
    Ze względu na czas, w którym te rozmowy się odbywały - maj 1965 r. - i ich tematykę, stanowią one pewną ograniczoną całość i wzajemnie się uzupełniają. Razem wzięte są chyba jedną z ostatnich wypowiedzi gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, zmarłego 24 sierpnia 1966 r., na temat Powstania Warszawskiego. [...]

    Londyn, 3 maja 1965 r. (w obecności prof. J.K. Zawodnego)

    - Co meldował Panu Generałowi generał Okulicki1 po przybyciu do Warszawy?
    Nic nowego; meldował to, co było w instrukcjach Naczelnego Wodza; rozmawia liśmy długo, ale nie było w tym nic nowego, czego byśmy nie wiedzieli przedtem.
    - Czy Pan Generał uważał go za rzecznika Naczelnego Wodza, czy oficera oddanego do dyspozycji Komendy Głównej AK?
    Okulickiego uważałem jako oficera [sic!] Sztabu dokładnie obeznanego z instrukcjami Naczelnego Wodza.
    - Co generał Okulicki mówił od siebie o stosunku aliantów do sprawy polskiej?
    Nic tutaj nie mogę podkreślić.
    - Generał Sosnkowski2 był pesymistą, a generał Okulicki zdaje się optymistą?
    Okulicki był większym optymistą niż Sosnkowski.
    - Jak gen. Okulicki podchodził do sprawy ujawniania się, bo generał Sosnkowski był nastawiony do niego sceptycznie?
    Okulicki w Polsce przejął się życiem kraju i sytuacją, jaka wówczas istniała, i realnie patrzył. Oceniał, że ujawnienie się jest konieczne, bo inaczej AK uchodziłaby za wspólnika Niemców.
    - Czy generał Okulicki miał kontakty z ludowcami?
    - Rzepecki, Okulicki i Pluta-Czachowski4 byli 18, 19 lub 20 lipca zaproszeni do ludowców na konferencję. Pluta-Czachowski nie poszedł. Jasne było, że ludowcy chcieli lansować politykę Mikołajczyka. Okulickiego nie pozyskali, był już przedtem zwolennikiem gorącej walki. Jak daleko szedł Okulicki po linii ludowców, trudno jest powiedzieć.
    - Czy generał Okulicki był wobec Pana Generała otwarty?
    Był bardzo szczery i bardzo lojalny.
    - Jaki wpływ na wydarzenia w kraju miały konflikty w Londynie?
    Konflikt Naczelny Wódz - premier nie wchodził w rachubę. U nas tego nie odczuwaliśmy; nie znaliśmy kulis. Wyjazd Mikołajczyka5 do Moskwy nie miał na nas wpływu. To zagadnienie nie było w ogóle brane pod uwagę.
    - To znaczy, że Okulicki nie szedł po linii premiera ugodzenia się z Rosją?
    Nie. Okulicki był zbyt wybitnym, aby się podporządkować czyjejś linii. Okulicki to wielki indywidualista, człowiek impulsywny, dochodzący do własnych sformułowań.
    - Jak Pan Generał zapatrywał się na stanowisko Naczelnego Wodza w lipcu 1944?
    Naczelny Wódz był przeciwny powstaniu powszechnemu, a był za "Burzą"6. A w ogóle za kontynuowaniem walki z Niemcami. Są głosy, że Powstanie Warszawskie poszło poza dyrektywy Naczelnego Wodza i że trzeba było przewidzieć, że walka w Warszawie przerodzi się w powstanie. Ale ani walka o Lwów, ani o Wilno nie przerodziły się w powstanie.
    - Czy Pan Generał był przekonany, iż działa zgodnie z instrukcjami Naczelnego Wodza?
    Tak.
    - A gdyby Naczelny Wódz zakazał walki o Warszawę?
    To byśmy jej nie rozpoczynali. Rozkaz byłby wykonany.
    - Czy walka o Warszawę mieściła się w ramach "Burzy"?
    Tak.
    - Czy Pan Generał wysłał gen. "Tabora"7 do Londynu jako rzecznika Komendy Głównej Armii Krajowej?
    Nie. Jako oficera dowództwa AK, który był wprowadzony w sprawy AK. A to, że "Tabor" miała odmienne stanowisko do Rosji, to Naczelny Wódz był o tym dwa razy informowany; zresztą i sam "Tabor" na moją i "Grzegorza"8 prośbę miał to meldować.
    - Na czym polegała ta różnica zdań?
    "Tabor" chciał szukać za wszelką cenę pełnego porozumienia z Rosją, nawet poza Rządem, i godził się na oddanie ziem wschodnich. Była to, jego zdaniem, jedyna możliwość ratowania sytuacji. Dawał on wyraz swoim poglądom, ale szczegółowo ich nie precyzował.
    - Dziwi mnie to, że Sosnkowski dał tak wysokie stanowisko "Taborowi", który był promikołajczykowski, chociaż sam Naczelny Wódz był kontra Mikołajczykowi?
    Zapytajcie o to Sosnkowskiego. Tatar to wyjątkowo zdolny oficer. Czy Tatar meldował o tym wszystkim Sosnkowskiemu, nie wiem; ale dwóch oficerów miało meldować o poglądach i zameldowało. Sami mi o tym mówili.
    - Czy sądzi Pan Generał, że Tatar mógłby w kraju przeszkadzać?
    Tak. Może nie sam osobiście, ale może przez innych ludzi. Jego poglądy budziły sprzeciw innych. Gdy wszystko stawia się na jedną stawkę, to mógłby przeszkadzać. W momencie decydującym przeszkadzałby w realizowaniu planu.
    - Czy są dane, że szkodził Powstaniu?
    Nie. W stosunku do Kraju był bardzo lojalny. Nie mogę przytoczyć ani jednego przykładu jego nielojalności w stosunku do AK wówczas.
    - Czy Tatara przekonania były przez kogoś urobione? Czy miał on kontakty z komunistami?
    Sam do nich dochodził. Miał taką mentalność. Trzy noce myślał, a jak potem doszedł do czegoś, to tego się uparcie trzymał. Żadnych kontaktów z komunistami nic miał. Za granicą Tatar związał się z Mikołajczykicm. Poglądy Mikołajczyka i Tatara były zbieżne.
    - Kiedy Pan Generał zaczął rozważać sprawę stoczenia walki o Warszawę?
    21 lipca. Gdy Okulicki przedstawił mnie i "Grzegorzowi" projekt zmiany zadań dla Warszawy.
    - To Pan Generał uważa Okulickiego za głównego inicjatora walki o Warszawę?
    Tak.
    - A jak Okulicki motywował potrzebę walki o Warszawę?
    Okulicki uważał myśl wyprowadzenia wojska z Warszawy i stoczenia walki poza miastem w ramach "Burzy" za nierealną, ze względu na brak ku temu przygotowań wojskowych. Broń była skoncentrowana w Warszawie. Stąd była kwestia jak uzbroić wychodzące oddziały; czy mają wyjść z Warszawy z bronią, czy bez? Gdyby wychodziły uzbrojone, mogłoby dojść do walki przed wykonaniem właściwego zadania. Brakowało czasu na zorganizowanie przerzutu broni. Wypadki tak szybko szły po sobie, że Okulicki uważał, że nie zdąży się broni i ludzi wyprowadzić z Warszawy. Bal się, że oddziały wyjdą bez broni i nigdy jej nie dostaną. Nie można było uzbrajać i wyprowadzać ludzi poza Warszawę. To były główne powody wojskowe. Powody polityczne - przez walkę AK o Warszawę, która była stolicą, danie rozgłosu walce o Polskę.
    - To Warszawa miała wykonać to, co [sic!] nie potrafiono wykonać na Wołyniu, w Wilnie i we Lwowie?
    Potrafiono, ale to nic dało wyniku i nie miało wpływu na sprzymierzeńców zachodnich.
    - A więc to była chęć zwrócenia uwagi na polską sprawę?
    Tak. Była to chęć zwrócenia uwagi Zachodu na sytuację w Polsce. Rosja ciągle zakłamywala [sic!], że AK nie walczy z Niemcami, a tylko z ich partyzantką. Chodziło o wykazanie, ze AK walczy z Niemcami. Tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości.
    - Jak Pan Generał sobie tłumaczył brak reakcji Zachodu na walkę o Wilno i we Lwowie?
    Wpływami Rosji. Rosja wszystko negowała i tłumaczyła po swojemu; pomniejszała udział AK w walce. Angłosasi pewnie sądzili, że my przesadzamy i że prawda leży pośrodku.
    - Chodziło więc o pokazanie się światu?
    Tak. Chodziło o walkę stolicy, która reprezentuje całość kraju. Dalej, zajęcie Warszawy przed wejściem Rosjan zmusiłoby Rosję do zdecydowania się: albo nas uznać, albo siłą złamać na oczach świata, co mogłoby wywołać protesty Zachodu. Trudno było przewidzieć, czy Rosja będzie dążyła do złamania nas siłą.
    - Czy o tej alternatywie myślano?
    Tak. Liczyliśmy się jak najbardziej, że Rosja będzie dążyła do złamania nas siłą, ale nie było innego wyjścia.
    - Czy były inne powody polityczne?
    Nie. Na przykład sprawa wyjazdu Mikołajczyka w ogóle nie wchodziła w grę. Nawet z Delegatem Rządu nie było o tym mowy, a ciągle byłem z nim w kontakcie. W drugiej połowie lipca trzy, cztery razy na tydzień widywałem się z Delegatem Rządu.
    - Panie Generale, Kirchmayer w swej książce9 powołując się na pański artykuł w The Reader's Digest10 z lutego 1946 r. podaje niemniej, że sprawa wyjazdu Mikołajczyka do Moskwy wywarła duży wpływ na decyzję wywołania powstania w Warszawie?
    Ta sprawa w ogóle nie ważyła na decyzjach.
    - A jaki wpływ na decyzje Pana Generała miały wtedy motywy ideologiczne?
    Motywy ideologiczne pokrywały się z politycznymi.
    - Panie Generale, tak po ludzku, jak pan się wtedy czuł; pan był taki samotny; Rząd i Naczelny Wódz byli tak daleko?11
    Dowódca, gdy decyduje, jest zawsze sam.
    - Czy generał Okulicki tłumaczył Panu Generałowi, że istniała konieczność walki politycznej z Rosją?
    Nie walki, lecz postawienia Rosjanom pewnej przeszkody - aby wyłożyli swoje karty. Byłoby największym nonsensem politycznym, gdyby walka z Niemcami przerodziła się w walkę z Rosją. Chcieliśmy walczyć z Niemcami, a jednocześnie wyjaśnić stosunek Rosji do nas. Chcieliśmy własnym czynem wyzwolić stolicę; pomścić się na Niemcach; dać upust chęci walki; zapobiec spontanicznemu wybuchowi walki nie kierowanej przez AK lub prowokacji - komuniści mogli spowodować walkę - i przez walkę wejść w operacyjny kontakt z Armią Czerwoną. Chodziło o klaryfikację stosunku Rosji do AK.
    - Czy doświadczenia z Wołynia, Wilna itd. nie były wystarczające?12
    Gros wiadomości o "Burzy" pochodziło z terenów na wschód od Bugu. Obszary te to były nasze ziemie wschodnie, które Rosja uważała za swoje. Nie wiedzieliśmy jak będzie po zachodniej stronie Bugu. Wydawało się nam, że nie ma rosyjskich zarządzeń centralnych określających stosunek Rosjan do AK i że w rzeczywistości stosunek był różny. Na przykład w Lubelszczyźnie Rosjanie dawali broń naszym oddziałom.
    - To znaczy, że Pan Generał uważał sprawę stosunku Rosjan do AK za otwartą?
    Tak. Na ziemiach na zachód od Bugu.
    - Kiedy Pan Generał po raz pierwszy omówił z Delegatem Rządu sprawę walki o Warszawę?
    Na drugi lub trzeci dzień po 21 lipca13.
    - Czy Delegat Rządu miał jakieś obiekcje, czy też od razu wyraził zgodę?
    Zasadniczo Delegat Rządu od początku ustosunkował się przychylnie. Miał jednak sporo pytań natury politycznej.
    - Jakie pytania polityczne?
    Delegat Rządu często narzekał, że nie jest dostatecznie informowany przez Londyn, więc chciał mieć naświetlenie stanowiska Naczelnego Wodza itd. Interesowało go, jak Zachód ustosunkuje się do powstania. Wewnętrznie Delegat widział potrzebę wystąpienia.
    - Czy Pan General odnosił wrażenie, że Delegat Rządu był zwolennikiem polityki premiera Mikolajczyka?
    Delegat nie był zwolennikiem polityki Mikołajczyka, choćby ze względu na sprawę stosunku do ziem wschodnich. Tu Delegat był przeciwnego zdania niż Mikołajczyk.
    - Czy Delegat Rządu wierzył w pomoc Zachodu dla AK?
    Tak. Delegat wierzył, że Zachód nas poprze.
    - To znaczy, że Delegat Rządu wyraził zgodę na postanowienia Pana Generała z 21 lipca?
    Raczej wyraził aprobatę, a chodziło o wybór czasu.
    - To depesza Pana Generała z 25 lipca: "Jesteśmy gotowi do walki o Warszawę..." sprawy jeszcze nie przesądzała?
    Nie. Bo depesza ta mówiła tylko o gotowości.
    - Jak się Pan Generał czuł wtedy psychicznie?14
    Do psychiatry nie chodziłem. Na czucie się nie było czasu. Trzeba było się decydować. Trzeba było dociskać wszystkie możliwe pro i kontra. Byli w sztabie nawet oficerowie, którzy chcieli przyspieszyć walkę.
    - Kto przyspieszał?
    Rzepecki, a w pewnym momencie i Okulicki15 chciał przyspieszyć wybuch walki, ale nazajutrz przyznał mi rację. W sztabie dyskusja toczyła się na temat, kiedy akcję zaczynać, a nie czy ją podejmować. Nie mam na to danych, ale domyślam się, że była tendencja Stronnictwa Ludowego, aby przyspieszyć decyzję przez Rzepeckiego i Okulickiego.
    - A poza nimi dwoma czy ktoś inny też naciskał?
    Nie.
    - A "Monter"?16
    "Monter" podporządkował się rozkazom bez obiekcji.
    - Niemniej, gdy w czasie powstania mówiło się już o kapitulacji, to "Monter" wydał rozkaz do dalszej walki?17
    To było wtedy, gdy Rohr18 zaproponował rozmowy i było wówczas zebranie polityków na Kruczej w sprawie ewentualnej kapitulacji. Wybrnąłem z tego prosząc ich, aby pozostawili tę rzecz do mojej i Delegata decyzji. "Monter" przyszedł wtedy do mnie; był bardzo kontra kapitulacji19.
    - A kto zarządził alarm 27 lipca -według Poboga-Malinowskiego "Monter" wydał rozporządzenie o alarmie w porozumieniu z Panem Generałem. Miał on rozmawiać z Panem Generałem na ten temat sam na sam?20
    Alarm zarządził "Monter" samowolnie i na mój rozkaz odwołał. Nigdy nie widziałem się z "Monterem" sam na sam.
    - Panie Generale, Pobóg-Malinowski powołując się na relację "Montera" podaje, iż w ciągu ostatniej dekady lipca dwa razy powiedział pan "Monterowi", że więcej pan ufał jemu niż sobie?21
    Nie mogłem tak powiedzieć, a że jemu ufałem, to prawda, bo gdy wydałem mu trudny rozkaz, to chciałem wesprzeć zaufaniem. Po wojnie "Monter" napisał sporo głupstw. Miał urazy i był zazdrosny o legendę. Było z nim źle. Po 1945 r. nie można było brać "Montera" poważnie.
    - Co ustalono w czasie konferencji "trzech generałów" 21 lipca?
    Uznano argumenty gen. Okulickiego opowiadającego się za walką za słuszne oraz iż należy dążyć do zrealizowania jego propozycji. 21 lipca wyraziłem moją warunkową zgodę na przeprowadzenie walki o Warszawę.
    - Między 21 a 25 lipca miał Pan Generał rozmowy na temat walki o Warszawę ze sztabem i Delegatem Rządu?
    Tak.
    - A kiedy rozmawiał Pan Generał z Komisją Główną Rady Jedności Narodowej?
    Później, 31 lipca i to na moje żądanie. O rozmowę poprosiłem może 24 lub 25 lipca. Delegat Rządu uprzedza! mnie, aby nie mówić wszystkiego wszystkim, bo może wyciec i Niemcy się dowiedzą. To była kurtuazja w stosunku do stronnictw. Główną osobą by} Delegat Rządu. 25 lipca wysialiśmy z Delegatem do Londynu awizo walki [sic!]; później byt problem, kiedy zaczynać. Ad "Monter": na mój nacisk "Monter" zgodził się na wyprowadzenie żołnierzy ze Starówki.
    - Czy byli w sztabie przeciwnicy powstania?
    Bokszczanin22. Nie wypowiadał się on przeciw walce, ale nie ufał Rosji i byt pesymistą co do wyniku walki.
    - Czy z perspektywy czasu nie uważa Pan Generał, że Bokszczanin miał rację?23
    Pod względem nieufności do Rosji - tak. Ale co do poniechania walki - to nie. Byłoby to moralną klęską i naród nie pogodziłby się z tym, gdyby walki zaniechano.
    - Czy czyniono analogię z wrześniem 1939 r., kiedy dowództwo naczelne wyszło z Polski, a Warszawie nakazano walczyć?24
    Nie.
    - Kto jeszcze w sztabie był przeciwny walce?
    Pluta-Czachowski był chwiejny i mało zdecydowany. - Chodziło mu głównie o odpowiedni wybór momentu wybuchu walki.
    - Czy były w sztabie głosowania?
    Nie, nigdy nie było w sztabie żadnych głosowań.
    - Czy Pan Generał miał metodę sondowania? Czy zadawał pytania według starszeństwa?25
    Pytałem po kolei tak jak siedzieli. To Moskale pytali według stopni od najmłodszych poczynając.
    - Jaki wpływ na decyzję wywołania powstania miało utworzenie PKWN?
    To było potwierdzenie rosyjskich tendencji. A więc umocnienie argumentu, że Rosja musi się wreszcie zdecydować - natrafiwszy na Warszawę zajętą przez AK. Myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom. Wiadomość o utworzeniu PKWN doszła do nas 23 lipca.
    - Czy Pan Generał liczył się z tego rodzaju możliwością przed 23 lipca, gdyż jest wczesna depesza pana do Naczelnego Wodza, donosząca, że komuniści mogą utworzyć rząd?
    Liczyłem się z tym, bo i w 1920 r. już mieli przygotowany rząd.
    - A jaki wpływ na decyzję miała depesza Rządu z 26 lipca 1944 r.27, przekazująca prerogatywy w sprawie powstania Delegatowi Rządu?
    To była depesza nie dla nas, lecz dla Delegata Rządu. My przyjęliśmy ją do wiadomości; miała ona wpływ na Delegata.
    - A jaki wpływ na decyzję wywarły sowieckie apele nawołujące Warszawę do walki?
    Apele te były li tylko potwierdzeniem naszych przypuszczeń, że celem sowieckiego uderzenia jest opanowanie Warszawy.
    - A jaki wpływ na decyzję miało niemieckie zarządzenie o brance 100 000 ludzi z Warszawy do robót fortyfikacyjnych?
    Z tym trzeba było się liczyć poważnie. Najbardziej jednak wpływała sytuacja militarna pod Warszawą.
    - A co mówił Pan Generał na posiedzeniu Komisji Głównej Rady Jedności Narodowej?
    Podałem Komisji sprawozdanie z aktualnej sytuacji na froncie rosyjsko-niemieckim. Swoje sprawozdanie zakończyłem wnioskiem, że nie ma warunków do podjęcia powstania powszechnego. Ludzie mieszają sprawę powstania powszechnego z Powstaniem Warszawskim i mówią, że rano byłem przeciwny powstaniu, a po południu wydałem rozkaz walki. Postawiłem Komisji Głównej dwa pytania: Czy zajęcie Warszawy przez Armię Czerwoną ma być poprzedzone opanowaniem Warszawy przez AK, czy nie. Odpowiedzieli jednomyślnie, że tak. Drugie pytanie: Ile czasu powinno upłynąć między zajęciem Warszawy przez AK a wkroczeniem Armii Czerwonej? I tu była długa dyskusja, w wyniku której określili ten czas na minimum 12 godzin.
    - Dopiero 31 lipca?
    Tak. Z "Monterem" omówiłem to wcześniej.
    - Czy powiedział Pan Generał politykom, kiedy walka wybuchnie?
    Nie, bo sam nie wiedziałem.
    - Aleksander Skarżyński podaje, że powiedział Pan Generał Komisji Głównej, że ze względu na położenie militarne i brak broni, walka - wystąpienie zbrojne - w najbliższym czasie było nieaktualne?28
    Znowu mieszanie z powstaniem powszechnym. Skarżyński wziął to chyba od "Olzy"29. Szereg endeków na tym się opiera i mówią, że Stronnictwo Narodowe było przeciwne powstaniu, a jednak powstanie wybuchło. Opis posiedzenia podany przez "Olzę" - notabene pijaka - nie odpowiada prawdzie.
    - Jaki wpływ na decyzję Pana Generała miał meldunek "Montera" z 31 lipca 1944 r.?
    Zasadniczy. "Monter" przyszedł na odprawę popołudniową o jakieś półtora godziny wcześniej z tym, że Radość, Okuniew itd. są w rękach sowieckich, że czołgi sowieckie przełamały obronę przyczółka i zdezorganizowały jego obsadę, podchodzą pod samą Pragę i ostrzeliwują skrajne ulice Pragi. Dodał, że jeśli nie przystąpimy do walki, to będzie za późno - to było nieistotne. Istotne było podanie sytuacji.
    - Czy Pan Generał stwierdził, na jakiej podstawie "Monter" to wszystko meldował?
    "Monter" miał rozkaz zorganizowania wysuniętych placówek wywiadowczych z radiostacjami na wschodzie, aby meldowały o wszystkich posunięciach Rosjan. "Monter" zebrał te meldunki i przyszedł. Po prostu przekazał meldunki. Meldował sytuację taktyczną.
    - Dziwi mnie to, że to robił "Monter", a nie płk Iranek-Osmecki30 Szef II Oddziału.
    To był wywiad dowódcy na bezpośrednim przedpolu i robił to bezpośredni dowódca.
    - Kto był obecny przy meldunku "Montera"?
    Gen. Pełczyński, gen. Okulicki i ja. Pracowaliśmy wtedy razem, a zebranie sztabu było wyznaczone na godzinę szóstą wieczorem. "Monter" wiedział, że tam jesteśmy.
    - Jakie były reakcje zebranych?
    Uważałem, że nadszedł właściwy moment do rozpoczęcia walki. Spytałem obecnych o zdanie. Po krótkiej wymianie zdań zapadła decyzja.
    - Kto miał być na odprawie?
    Karasiówna31, "Kuczaba"32, Sanojca33, Iranek, ewentualnie "Filip"34.
    - Jakie były powody, że Pan Generał nie czekał do godziny szóstej?
    Zasadniczo walka była już zdecydowana; i tak decyduje dowódca, a nie sztab; a elementy do decyzji co do terminu miałem. Generałowie Pełczyński i Okulicki poparli wniosek "Montera".
    Pośpiech był potrzebny, o ile powstanie miało wybuchnąć o godzinie piątej 1 sierpnia; inaczej musiałoby wybuchnąć o szóstej lub siódmej wieczorem. Posłałem adiutanta35 po Delegata Rządu, od którego zgody uzależniałem ostateczne wydanie rozkazu. Adiutant przywiózł Delegata w pół godziny później na rikszy. W obecności "Montera", Pełczyńskiego i Okulickiego powtórzyłem mu meldunek "Montera" i poprosiłem o ostateczną decyzję.
    Delegat zadał parę pytań oficerom sztabu, między innymi: co będzie, gdy Rosjanie staną. Pełczyński odpowiedział, że wtedy Niemcy nas wyrżną, ale raczej nikt z nas nie wierzył, aby Rosjanie stanęli, bo było w ich interesie zajęcie Warszawy. Delegat pytał "Montera" o broń, amunicję i zwróci! się do mnie ze słowami: "Niech pan zaczyna". To było dobrze przed godziną szóstą, bo nikt z reszty sztabu nie nadszedł. Zostałem sam, aby poinformować innych.
    - Z kim Pan Generał się widział i rozmawiał po wydaniu decyzji i co meldował panu płk Iranek-Osmecki po przybyciu na odprawę?
    Iranek nic nie meldował. "Kuczaba" zameldował, że ma informację, iż rozpoczęło się niemieckie przeciwuderzenie od Modlina. Powiedziałem mu: Już za późno. Rozkaz został wydany. Zmieniać nie będę.
    - Jakie względy grały, że nie można było zmienić decyzji?
    Było to technicznie niemożliwe i niewykonalne. A po drugie z możliwością niemieckiego przeciwuderzenia liczyliśmy się, ale nie sądziliśmy, że uda się Niemcom zatrzymać Rosjan ze względu na ich wielką przewagę. Była taka przewaga sił rosyjskich, że nie sądziliśmy, aby to zaważyło tak dalece.
    - Czy nie zastanawiał się Pan General nad możliwością cofnięcia rozkazu?
    Raz wydany rozkaz nie może być cofnięty. Rozkaz poszedł przez sieć łączności do oddziałów.
    - Czy Pan General chciał rozkaz zmienić?
    Nie, nie chciałem zmienić. To, co przyniósł "Kuczaba", nie było murowane.
    Iranek-Osmecki meldował w poprzednich dniach, że była pewna niewiadoma, jeśli chodzi o II armię niemiecką.
    - A gdyby "Kuczaba" wcześniej złoży! meldunek, to co by wtedy zrobił Pan General?
    Musiałby podać źródło wiadomości i dać wszystkie szczegóły. My nie wiedzieliśmy o zgrupowaniu niemieckiej broni pancernej pod Warszawą. Wiedzieliśmy tylko o przybyciu dywizji "Hermann Goering". Sądziliśmy, że przeciwuderzenie niemieckie nie będzie miało skutku. Iranek-Osmecki po południu 31 lipca nic nowego do zameldowania nie miał i nic dodatkowego nie wniósł.
    Ostatniego widziałem "Kuczabę" już na schodach, gdy wychodziłem z lokalu36. Meldunek "Kuczaby" to były wiadomości z miasta, a nie z wywiadu. Mogła to być plotka. Nie można było na tym polegać. "Kuczaba" nie był oficerem, którego zadaniem było zbieranie wiadomości. Meldunek "Kuczaby" niebył tej wagi co meldunek "Montera".
    - Jakie były reakcje oficerów sztabu na decyzje Pana Generała?
    Każdy gnał, aby działać i zawiadomić kogo trzeba.
    - Aleksander Skarżyński37 pisze, że otrzymał Pan Generał z Londynu rozkaz zgładzenia Retingera?38
    Była depesza od Demela39, żeby zrewidować bagaż Retingera. Powiedziałem, że robić tego nie będziemy.
    - Czy Pan General podejmował decyzję zgodnie z instrukcjami Naczelnego Wodza?
    Tak, działałem zgodnie z instrukcją Naczelnego Wodza z 7 lipca40. Gdyby było inaczej, tobyśmy natychmiast meldowali, tak jak to było z ujawnianiem się.
    - Babiński41 zarzuca dowództwu AK nielojalność wobec Naczelnego Wodza.
    Niech udowodni i pokaże.
    - Jak przed 1 sierpnia 1944 r. widział Pan Generał zachowanie się AK po wejściu Rosjan do Warszawy?
    Mówił o tym mój rozkaz z 12 września42 wydany po rozpoczęciu się sowieckiego natarcia na Pragę, zabraniający rozbierania barykad, dopóki nie wyjaśni się stosunek Rosjan do nas.
    - Czy Pan Generał przewidywał stawianie oporu Rosjanom, gdyby zachowali się agresywnie?
    Przewidywaliśmy walkę na wypadek gwałtu. Zastanawialiśmy się nawet, w jakim rejonie to uczynić. Ostatnio myśleliśmy skupić oddziały na północ od Hożej w rejonie Lwowskiej itd. Nie dalibyśmy się rozbroić bez walki.
    - Czy to miał być poprostu gest?
    Nie. Polityczny moment - Rosjanie rozbrajający nas siłą - w którym moglibyśmy żądać poruszania sprawy polskiej na międzynarodowym forum, interwencji Zachodu, wysyłania obserwatorów.
    - Jest parę depesz Pana Generała mówiących o stosowaniu samoobrony wobec Rosjan43, ale jest i depesza pana z 17 września 1944 r, stwierdzająca, że gdyby Rosjanie przystąpili do rozbrajania AK, to trzeba by było oddziały AK zdemobilizować44.
    Zdemobilizować na całym terenie, ale w Warszawie stawiać opór.
    - Czy oceniał Pan Generał, że Rosjanie będą się z Zachodem liczyli?
    Trudno było ocenić, czy Rosjanie ustąpią pod naciskami Zachodu, czy nie -ale przecież jednak możliwość presji ze strony Zachodu istniały, bo szły z Zachodu dostawy do Rosji i liczyliśmy, że w interesie Zachodu będzie utrzymanie Polski niezależnej od Rosji, że Zachód będzie bronił niepodległości Polski. A o decyzjach teherańskich jeszcze nie wiedzieliśmy.
    - Czy liczył Pan General na zrzuty z Zachodu?
    Wołaliśmy o zrzucenie brygady spadochronowej na Wolę. Czy to było możliwe, nie wiedzieliśmy. Na pomoc lotniczą liczyliśmy, bo była dawana już przed powstaniem. Na bombardowanie też liczyliśmy, bo i w Rumunii były bombardowania. Liczyliśmy też na pomoc polityczną Zachodu w czasie rozgrywki z Moskalami.
    - Czy liczył Pan Generał, że da się to zsynchronizować z własną akcją i wejściem Rosjan?
    Rosjanie mogli zająć Warszawę w dwa - trzy dni.
    - A więc prośby o pomoc Zachodu były składane głównie z politycznych powodów?
    Walcząc trzeba dbać o amunicję.
    - To znaczy, że liczył Pan Generał na pomoc materialną Zachodu w czasie walki o Warszawę, a polityczną w czasie rozgrywki ze Stalinem?
    Tak.
    - Pytałem o motywy i racje, którymi się kierował gen. Okulicki, gdy stawiał wobec Pana Generał wniosek o wszczęcie walki o Warszawę. -A sam Pan Generał jakimi względami się kierował - politycznymi, wojskowymi czy ideowymi - wniosek ten przyjmując?
    Kierowałem się tymi samymi motywami co Okulicki. Nie wyjaśniona sytuacja z Rosją wymagała zmuszenia Rosji do ujawnienia, jaki jest jej stosunek do Polski. A zawdzięczenie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji.
    - Czy kiedykolwiek przed podjęciem ostatecznej decyzji myślał Pan Generał o zawiadomieniu Rosjan, że Warszawa wkrótce stanie do walki?
    Nie było to możliwe. To mógł tylko zrobić Londyn. - To musiałby robić Rząd na wyższym szczeblu. Dowódca AK nie był do tego powołany. Ja mogłem uzgadniać tylko taktycznie - na szczeblu taktycznym. Z drugiej strony Rosjanie sami urywali kontakty. Stalin odrzucał wszystkie propozycje łączności radiowej. Jedyna droga była przez Anglików. Anglicy niewątpliwie przekazali wiadomości do Moskwy po naszej depeszy, że: "Jesteśmy gotowi do walki...". Chociaż oni się do tego nie przyznają.
    - Czy Anglicy znali treść polskich depesz?
    Tak - z tytułu wzajemnej współpracy. Później wprowadzili kontrolę naszych depesz. Jestem święcie przekonany, że Anglicy poinformowali Sowiety o naszych planach.
    - Nie ma dowodu na to, że Dowództwo AK oficjalnie zawiadomiło Rosję o planowanej walce?
    Nie ma.
    - A czy Pan Generał nie próbował poinformować Rosji via PPR?
    Przez komunistów też nie próbowaliśmy.
    - Była depesza i rozkaz Pana Generała na temat "Burzy" mówiący, aby możliwie jak najdłużej samodzielnie prowadzić walkę i nie nawiązywać zbyt pochopnie łączności z Rosjanami, chyba że wymagałyby tego taktyczne wymogi poła walki?
    Ale to nie dotyczyło Warszawy.
    - Czy uważał Pan Generał to za pewne, że Rosjanie wejdą do Warszawy?
    Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą. O ile na wojnie może być coś pewnego.
    - Jak oceniał Pan Generał możliwości własne - czy uważał Pan Generał, że własne siły były wystarczające na opanowanie Warszawy?
    Uważałem, że siły własne wystarczają na zajęcie Warszawy. Odosobnione punkty oporu nieprzyjaciela mogłyby się bronić dalej, ale nie zmieniałoby to postaci rzeczy. Były ośrodki mocniej bronione, a ciężkiej broni nie mieliśmy, ale te ośrodki były odizolowane.
    - Czy przewidywał Pan Generał, że walka będzie trudna?
    Przewidywałem, że walka będzie trudna i że Niemcy będą stawiać opór.
    - Na jak długo Pan Generał planował walkę?
    Przypuszczaliśmy, że walka potrwa maksimum siedem dni, że trzeciego, czwartego dnia powstania Rosjanie wejdą do Warszawy.
    - Często zastanawia mnie fakt, że oddziały AK były bardzo źle uzbrojone, a ich zadaniem było opanowanie silnie bronionych niemieckich obiektów.
    Silnie bronione obiekty miały być izolowane, a nie zdobywane.
    - Jedna z kompanii nacierała na Sejm z następującym uzbrojeniem: siedem pistoletów, 3 kb, 2 pm i około 40 granatów. Z powodu braku broni zamiast kompanii nacierała grupa szturmowa złożona z 23 ludzi. Natarcie sie załamało, co było zresztą z góry do przewidzenia.
    To były błędy oddolne. Nie wkraczałem w sprawę uzbrojenia poszczególnych oddziałów. W takich warunkach - gdy brak jest broni - nie daje się rozkazu do natarcia. Inne oddziały były lepiej uzbrojone. Były błędy.
    - W czasie przygotowań do powstania nie mówiło się o izolowaniu. Pierwszy raz słyszę ten termin. Mówiło się tylko o natarciu. Czy Pan Generał liczył się z możliwością niepowodzenia i upadku powstania?
    Nie - takiej możliwości nie dopuszczałem. Sądziłem, że wejście Rosjan zadecyduje o wyniku powstania, że walka będzie trwać dwa, trzy dni, i że oddziały wytrzymają w walce do siedmiu dni. Uważałem, że mieliśmy dosyć broni i amunicji do wykonania pierwszego natarcia, które miało dać broń i amunicję zdobytą na Niemcach do dalszej walki. Gdybym się liczył z możliwością upadku powstania, nie dałbym rozkazu do walki.
    - Kiedy Pan Generał widział po raz ostatni płk. Bokszczanina?
    Bokszczanin odmeldował się 25 lub 26 lipca; później go nie widziałem45.
    - Czy to prawda, że gen. Okulicki zarzucał Panu Generałowi kunktatorstwo a la Skrzynecki w czasie przedpowstaniowych odpraw sztabu?
    Rzepecki mówił mi, do czego brak decyzji doprowadził Skrzyneckiego, na odprawie 24 lipca 1944 roku. Okulicki nie robił takich aluzji.
    - Czy "Monter" był za walką?
    "Monter" palił się do walki; był za walką. Przedstawił zły stan uzbrojenia oddziałów, ale twierdził, że ze wszystkim da sobie radę.
    - Są opinie, że gen. Okulicki był "chojrakiem"?
    Okulicki był bardzo impulsywnym i zaciętym oficerem, o przekonywującym sposobie mówienia i dużym przygotowaniu operacyjnym. Okulicki szybko się decydował. To był ktoś: to był chłopak do wypitki i do wybitki. To był chojrak.
    - W jaki sposób podejmował Pan Generał decyzję? [sic!]
    Tak jak Rowecki. Pytałem oficerów sztabu o opinie, później decydowałem46.

    Wiadomości nr 39, Londyn 1971.

    ______________
    1 Gen. bryg. Leopold Okulicki ("Kobra", "Niedźwiadek"), od czerwca 1944 roku byl zastępcą szefa sztabu Komendy Głównej AK do spraw operacyjnych.
    2 Gen. broni Kazimierz Sosnkowski od lipca 1943 r. do września 1944 r. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych.
    3 Płk dypl. Jan Rzepecki ("Sędzia", "Prezes", "Rejent"), szef BIP-u Komendy Głównej AK.
    4 Płk dypl. Kazimierz Pluta-Czachowski ("Kuczaba"), szef Oddziału V (łączności operacyjnej) Komendy Głównej AK.
    5 Premier Stanisław Mikołajczyk ("Stem") wyjechał do Londynu na rozmowy ze Stalinem do Moskwy 26 lipca 1944 r.
    6 W teorii akcja "Burza" była pomyślana jako "wzmożona akcja dywersyjna", w lecie 1944 r. przerodziła się jednak w pasmo lokalnych powstań.
    7 Gen. bryg. Stanisław Tatar ("Tabor"), zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK do spraw operacyjnych, odleciał do Londynu w nocy z 15 na 16 kwietnia 1944 r., gdzie Naczelny Wódz mianował go zastępcą szefa Sztabu Głównego do spraw krajowych.
    8 Gen. bryg. Tadeusz Pełczyński ("Grzegorz"), zastępca Komendanta Głównego AK oraz szef sztabu Komendy Głównej.
    9 Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1959, s. 103-105 oraz s. 127.
    10 Tadeusz Bór-Komorowski, The Unconąuerables. The Readers Digest, luty, 1946, s. 129.
    11 Pytanie to zadat prof. J.K. Zawodny.
    12 Pytanie to zadał prof. J.K. Zawodny.
    13 To znaczy: 22 lub 23 lipca 1944 r.
    14 Pytanie to zadał prof. J.K. Zawodny.
    15 W istocie gen. Okulicki parokrotnie żądat od generata Bora-Komorowskiego natychmiastowego wydania rozkazu do walki.
    16 Ptk. dypl. (później gen. bryg.) Antoni Chruściel ("Monter"), komendant Warszawskiego Okręgu AK.
    17 Pytanie to zadat prof. J.K. Zawodny.
    18 Gen. Rohr, dowódca jednej z grup wojsk niemieckich walczących z powstańcami.
    19 Działo się to między 9 a 11 września 1944 r.
    20 Władysław Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945, tom III, Londyn 1960, s. 652, przypis 133. 21 Tamże, s. 662, przypis 150.
    22 Płk dypl. Janusz Bokszczanin ("Sęk"), od stycznia do lipca 1944 r. zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK do spraw operacyjnych, a następnie ostatni szef sztabu AK przy gen. Okulickim.
    23 Pytanie to zadał prof. J.K. Zawodny.
    24 Pytanie to zadał prof. J.K. Zawodny.
    25 Pytanie to zadał prof. J.K. Zawodny.Depesza Dowódcy AK do Naczelnego Wodza, 17 czerwca 1944 r. L.dz. 612/GNW/44, Studium Polski Podziemnej - dalej SPP
    26 Depesza premiera do Delegata Rządu, 26 lipca 1944 r. L.dz. 2088/tjn/44, IGS - PRM,
    27 LII.
    28 Aleksander Skarżyński, Polityczne przyczyny Powstania Warszawskiego, Warszawa 1964, s. 246-247.
    29 Władysław Jaworski ("Olza"), przedstawiciel Stronnictwa Narodowego w prezydium Rady Jedności Narodowej.
    30 Płk dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki ("Heller"), Szef II Oddziału Komendy Głównej AK.
    31 Mjr Janina Karasiówna ("Bronka", "HK"), szef łączności wewnętrznej Komendy Głównej AK.
    32 Płk dypl. Kazimierz Pluta-Czachowski.
    33 Płk Antoni Sanojca ("Kortum"), szef oddziału personalnego Komendy Głównej AK.
    34 Płk dypl. Józef Szostak ("Filip"), szef oddziału operacyjnego Komendy Głównej AK.
    35 Kpt. Ryszarda Krzywickiego ("Szymona").
    36 Ostatnia przedpowstaniowa odprawa Komendy Głównej odbywała się przy ul. Pańskiej 67.
    37 Aleksander Skarżyński, op.cit. s. 165-167.
    38 Dr Józef Retinger ("Salamandra"), specjalny wysłannik Mikołajczyka (?) do kraju.
    39 Płk dypl. Franciszek Demel ("Hreczka"), szef oddziału operacyjnego Sztabu Głównego Naczelnego Wodza w Londynie.
    40 W sprawie instrukcji Naczelnego Wodza z 7 lipca 1944 r. patrz: Ciechanowski, s. 346-347 [s. 323 i n.].
    41 Witold Babiński, Przyczynki Historyczne, Londyn 1967, s. 386-387.
    42 Teść tego rozkazu podaje: Józef Margules, Przyczółki Warszawskie, Warszawa 1962, s. 73-77.
    43 Np.: Depesza Dowódcy AK do Naczelnego Wodza, 22 lipca 1944, L.dz. 5988/tjn., L.G.S. PRM, L6 oraz Depesza Dowódcy AK do Naczelnego Wodza, datowana 27 lipca 1944 r., otrzymana 29 lipca 1944. L.dz. 6114/tjn/44,1.G.S. - PRM, L6.
    44 Depesza Dowódcy AK do Naczelnego Wodza, podpisana 17 września, podana 19 września 1944, L.dz. 8619/44, SPP.
    45 Zgodnie z relacją płk. dypl. J. Bokszczanina ("Sęka"), odmeldował się on gen. Borowi-Komorowskiemu 31 lipca 1944 r. po południu. Ciechanowski, s. 286-287 [384 i n.].
  • @Andrzej Tokarski 15:17:00
    Co działo się na wschód od Wisły w czasie
    Powstania Warszawskiego?


    Jan Sidorowicz
    Sep 8, 2004

    Od 60 lat istnieje przekonanie, że przyczyną tragedii Powstania Warszawskiego było wstrzymanie przez Stalina ofensywy Armii Czerwonej.

    1. Wstęp

    Od 60 lat istnieje przekonanie, że przyczyną tragedii Powstania Warszawskiego było wstrzymanie przez Stalina ofensywy Armii Czerwonej. Przekonanie logiczne, wynikłe ze zdecydowanie wrogiego stosunku Stalina do Armii Krajowej i Rządu RP na emigracji, nazywanego przez niego "londyńskimi pajacami".

    Jakie jednak były rzeczywiste plany strategiczne ofensywy sowieckiej w lecie 1944 i jaki wpływ na jej przebieg miał wybuch Powstania Warszawskiego, pozostawało dotychczas niejasne. Tak jak Powstanie Warszawskie jest ciągle przedmiotem badań historyków, to na temat, co działo się w czasie Powstania na wschód od Wisły, brakuje ciągle rzetelnych opracowań. Do niedawna jedynym źródłem informacji były pamiętniki sowieckich marszałków.

    Jedynym, w miarę rzetelnym opracowaniem, jest praca habilitacyjna płk. Tadeusza Sawickiego wydana w 1989 roku przez PWN w formie książkowej pt. "Front wschodni a Powstanie Warszawskie". Pisana w latach 80. przez politruka z Wojskowej Akademii Politycznej, nie może być traktowana jako w pełni obiektywny materiał. Zawiera jednak ogrom informacji na temat działań wojsk niemieckich w rejonie środkowej Wisły, na podstawie tysięcy meldunków operacyjnych Wehrmachtu, przechowywanych w archiwum w Poczdamie. Autor prezentuje nawet fotokopie niemieckich map sztabowych z zaznaczonymi chronologicznie operacjami.

    Rzuca to po raz pierwszy pewne światło na rzeczywiste intencje armii sowieckiej i niemieckie przeciwdziałania oraz pozwala spostrzec problem Powstania Warszawskiego we właściwych proporcjach na szachownicy zmagań milionowych armii, operujących w lecie 1944 roku w rejonie środkowej Wisły.


    2. Początek ofensywy sowieckiej na Białorusi

    Letnia kampania wojsk sowieckich zaczęła się 23 czerwca 1944 natarciem na Białorusi, bronionej przez niemiecką Grupę Armii Środek. Ofensywa nosiła nazwę operacja "Bagration".

    Należy przypomnieć, że dopiero 27 stycznia 1944 roku odblokowany został Leningrad po blisko 900 dniach oblężenia, w czasie którego zginęło około miliona mieszkańców i 300 tysięcy żołnierzy. I że w momencie rozpoczęcia ofensywy na Białorusi, Niemcy utrzymywali jeszcze silne armie na Litwie, Łotwie i w Estonii.

    Niemieckie dowództwo oczekiwało raczej ofensywy w kierunku południowym na Grupę Armii Ukraina, utrzymującą front od Polesia do Karpat i dalej do Morza Czarnego (mapka nr 1).

    http://www.powstanie.pl/obrazki/101.jpg

    Ofensywa sowiecka zaskoczyła kompletnie niemieckie dowództwo. Wojska rosyjskie posuwały się w trudnym, bagnistym terenie Polesia, przerywając w wielu miejscach front.

    Już w trzecim dniu operacji, w rejonie Witebska, Niemcy stracili 8 dywizji liczących 60 tysięcy żołnierzy. W połowie lipca zostało rozbite 105-tysięczne zgrupowanie Armii Środek: w kotle pod Mińskiem zginęło 70 tysięcy Niemców, a 35 tysięcy dostało się do niewoli. Łącznie do 15 lipca Niemcy stracili 31 dywizji, co groziło kompletnym załamaniem frontu wschodniego na jego centralnym kierunku wiodącym do Rzeszy. Niemcy nie posiadali już strategicznych rezerw, bo 6 czerwca w Normandii został otwarty front zachodni.

    Dla uniknięcia katastrofy zaczęli przerzucać najlepsze dywizje z frontu na Ukrainie. Zabrano stamtąd 5 dywizji pancernych i 5 dywizji piechoty.
    Wywarło to istotny wpływ na dalszy rozwój operacji na froncie wschodnim. Ściągnięto również z Włoch w rejon środkowej Wisły doborową dywizję Herman Goering, a z centrum Niemiec 10 świeżo sformowanych dywizji tzw. grenadierów ludowych. Wszystkie te formacje docierały w pośpiechu w rejon Warszawy w końcu lipca celem odtworzenia przerwanego frontu obrony.

    Wojska sowieckie 1. Frontu Białoruskiego 17 lipca dotarły do obecnych wschodnich granic Polski. Liczyły one 435 tysięcy żołnierzy, 15 tysięcy dział, 2800 czołgów i 3400 samolotów. Wojska te doszły 24 lipca pod Siedlce, gdzie zostały zatrzymane przez pierwsze niemieckie przeciwuderzenie. W rękach niemieckich były ciągle tereny położone na północ od linii Siedlce-Brześć oraz do 27 lipca - miasto Białystok.


    3. Bitwa na przedpolach Warszawy

    Gdy 1 sierpnia w Warszawie wybuchło Powstanie, sytuacja na froncie wschodnim przedstawiała się jak na mapce nr 2.

    http://www.powstanie.pl/obrazki/102.jpg

    Niemieckie dowództwo spodziewało się silnego uderzenia w kierunku Warszawy i odpowiednio wzmocniło ten odcinek frontu doborowymi dywizjami Waffen-SS, jak Herman Goering, Wiking i Totenkopf.

    25 lipca najsilniejszy związek taktyczny 1. Frontu Białoruskiego, jakim była Druga Armia Pancerna, w sile 3 korpusów dotarł do Wisły w rejonie Dęblina i Puław. Niemcy wysadzili mosty na Wiśle.

    Armia pancerna nie miała środków przeprawowych ani piechoty koniecznej do walki w mieście. Została więc skierowana na północ, omijając Pragę z wyraźnym zamiarem wbicia się w północny "nawis" frontu niemieckiego i przecięcia linii komunikacyjnych do Białegostoku. To właśnie czołgi tego zagonu pancernego, widziane koło Otwocka, stały się sygnałem do rozpoczęcia Powstania.

    Niemcy, widząc w tym manewrze zagrożenie odcięcia swych wojsk w Prusach i w krajach bałtyckich, rzucili wszystkie swoje siły dla zatrzymania sowieckiego zagonu. Rosjanie mieli przewagę liczebną w czołgach, lecz Niemcy mieli przewagę techniczną swoimi Tygrysami nad sowieckimi czołgami T-24.

    W rejonie Wołomina dwa korpusy 2. Armii zostały okrążone i z braku zaopatrzenia w paliwo zmuszone do walki obronnej, ponosząc duże straty. Miejscowości Wołomin, Radzymin i Siedlce przechodziły kilkakrotnie z rąk do rąk.

    Rosjanom pomagała potężna artyleria. Niemcom pomagały samoloty startujące z podwarszawskich lotnisk, gdy sowieckie lotniska nie zostały jeszcze przesunięte. Również sowieckie bazy zaopatrzeniowe zostały 70 km na wschód od Kowla, a Niemcy, wycofując się, niszczyli specjalnym pługiem tory kolejowe (łamiąc podkłady) i wysadzali mosty. Transport samochodowy okazał się niewystarczający przy aktywności niemieckiego lotnictwa.

    3 sierpnia niemieckie działania wobec 2. Armii Pancernej osiągnęły kulminację. Jeden z 3 korpusów pancernych został kompletnie zniszczony, a drugi wyrwał się z okrążenia z wielkimi stratami.

    Największa bitwa pancerna stoczona na ziemiach polskich skończyła się klęską Rosjan. Stracili oni ponad 500 czołgów. Straty niemieckie były jeszcze wyższe: każda z pięciu dywizji biorących udział w operacji miała przed bitwą średnio 200 czołgów, a po bitwie już tylko średnio 50 czołgów.
    5 sierpnia odgłosy artylerii, które autor tego artykułu słyszał aż w Warszawie - ucichły…


    4. Cisza na froncie?

    W dniu tym delegat Rządu RP na Kraj, Stanisław Jankowski, wysłał depeszę do Londynu: "Od chwili rozpoczęcia walki o Warszawę, Armia Czerwona na jej przedpolach zaprzestała wszelkich działań bojowych. To demonstracyjnie bierne zachowanie się wojsk rosyjskich ma wymowę polityczną".

    Od tego moment zaczęło się oskarżanie ZSRS o celowe wstrzymanie ofensywy i pozostawienie walczącej stolicy na pastwę niemieckiego barbarzyństwa.

    Docent Sawicki, etatowy politruk, pisze oględnie w swojej książce, że Stalin był Powstaniu "niechętny", a po tych oskarżeniach "obraził się" i zabronił dowódcom Frontu Białoruskiego nawiązania kontaktu z Komendą AK w Warszawie.

    Jest to sformułowanie fałszywe, bo Stalin patrzył na Powstanie bardzo przychylnie. Wszak niemieckimi rękoma mógł się pozbyć z Polski "czarnej reakcji", jaką był kwiat polskiej inteligencji, obcej klasowo i stanowiącej przeszkodę w planie sowietyzacji Polski.

    W rozmowie z Mikołajczykiem 3 sierpnia powiedział mu wprost, że te wąskie uliczki Starego Miasta (które zna) nie mają żadnego znaczenia strategicznego na froncie i Warszawa musi czekać na wyzwolenie, aż podciągnie się tysiące wagonów amunicji, tak jak czekały na oswobodzenie miliony mieszkańców wielu rosyjskich miast.

    Generał Bór-Komorowski po Powstaniu przez wiele lat w swoich pamiętnikach i udzielanych wywiadach utrzymywał tezę o całkowitej supremacji Armii Czerwonej nad Wehrmachtem w okresie Powstania. Dopiero gdy sprawa przegranej przez Rosjan bitwy pod Wołominem zaczęła być powszechnie znana, w swoim artykule z 1965 roku po raz pierwszy wzmiankował o tej bitwie. Dziś przebieg tej wielkiej bitwy znają nawet dzieci, bo istnieją oparte na niej gry komputerowe.


    5. Faktyczne cele letniej ofensywy sowieckiej

    Prawda wyglądała tak, że przez cały czas trwania Powstania armia sowiecka wykazywała stałą aktywność w rejonie Warszawy, ale wszystko wskazuje na to, że zdobycie Warszawy nie było nigdy celem strategicznym rozpoczętej na Białorusi ofensywy. Świadczy o tym działanie potężnej 2. Armii Pancernej w kierunku nie na Warszawę, lecz na północ od niej, w celu odcięcia zaopatrzenia wojskom niemieckim utrzymującym się ciągle w Prusach i krajach bałtyckich. Po zatrzymaniu Rosjan pod Wołominem, przez cały sierpień i wrzesień przełamywali oni obronę niemiecką na tym kierunku, wypierając ich za Bug, a potem za Narew.

    Na południe od Warszawy Rosjanom udało się w początku sierpnia uchwycić przyczółek na lewym brzegu Wisły pod Magnuszewem, lecz była to wyraźnie operacja odciążająca działania Drugiej Armii Pancernej, atakującej w kierunku na północ.

    Działania te powodowały wzmacnianie sił niemieckich na odcinku środkowej Wisły, kosztem osłabiania frontu na Ukrainie, skąd zabierali jednostki. Natomiast Rosjanie nie wzmacniali swych wojsk nad Wisłą, lecz koncentrowali nowe siły na kierunku planowanej ofensywy na Bałkany.

    I to było właśnie pokerowe zagranie dowództwa sowieckiego: gdy Niemcy swoje najlepsze siły gromadzili na kierunku warszawskim, Rosjanie w końcu sierpnia uderzyli na Bałkany, zajmując Rumunię, Bułgarię i część Węgier, porządkując sytuację na froncie przed ofensywą zimową.

    Dla dowództwa sowieckiego Warszawa była wyraźnie nieistotnym pionkiem na szachownicy zmagań. A z chwilą wybuchu Powstania, względy polityczne nakazały pozostawić ten pionek na pastwę Niemców.

    Między bajki można włożyć opowieści, że polskiego pochodzenia marszałek Rokossowskij, już 6 sierpnia przedłożył Stalinowi plan zdobycia Warszawy, a Stalin tego planu nie zatwierdził. Rokossowskij takiego planu by nie przedłożył, bo znał stosunek Stalina do Powstania, a już siedział raz w łagrze w czasie czystek w armii.

    Śmieszy też dzisiejsze "gdybanie", że gdyby nie Powstanie, to Rosjanie nie zatrzymaliby się na Wiśle i doszliby aż do Renu. I dziś nie byłoby Unii Europejskiej!

    Po upadku Powstania nie wznowili oni zaraz ofensywy nie dlatego, że "nie wypadało", jak twierdzą niektórzy (Stalin nie był aż tak subtelny), tylko musieli się jeszcze trzy i pół miesiąca przygotowywać do ofensywy zimowej, która w założeniu miała dotrzeć do Berlina, lecz na skutek zażartego oporu Niemców ugrzęzła na Odrze i na wale pomorskim.


    6. Działania pozorowane Armii Czerwonej w rejonie Warszawy

    Podczas Powstania zaznaczyło się jednak dziwne "współdziałanie" Armii Czerwonej z powstańcami.

    Dwa razy front koło Warszawy wyraźnie się ożywił, właśnie w czasie, gdy powstańcy zaczynali pertraktacje z Niemcami w celu kapitulacji.

    Zdobycie Pragi 14 września spowodawało zerwanie rozmów z Niemcami, bo w powstańców wstąpiła nadzieja. Stalinowi chodziło o to, aby agonię Powstania wydłużyć, a Armię Krajową maksymalnie wykrwawić.

    Do perfidii Stalina należało też ociąganie się z wyrażeniem zgody na lądowanie na sowieckich lotniskach samolotów alianckich, dokonujących zrzutów broni. Gdy wreszcie dał zgodę na taką operację 16 września - Powstanie już dogorywało.

    Gdy jednak sprawa konającej Warszawy nabrała już światowego rozgłosu i oskarżenia Sowietów o bierność przybrały na sile - Stalin, aby zachować pozory "sprzymierzeńca" - urządził pozorowany desant ze zdobytej Pragi na Czerniaków, gdzie powstańcy utrzymywali jeszcze skrawek wybrzeża Wisły.

    Do desantu, już w założeniu skazanego na niepowodzenie, użył jako "mięsa armatniego" polskich żołnierzy z I Armii WP, dowodzonej przez gen. Berlinga. Przeprawiono tylko 3 bataliony piechoty, które pozostawione bez dalszego wsparcia, zostały unicestwione przez oddziały niemieckiej dywizji pancernej Herman Goering.

    Ponowna próba desantu w okolicy mostu Poniatowskiego zakończyła się śmiercią w rzece pięciuset żołnierzy, w walce na brzegu dalszych 280, a 300 dostało się do niewoli. Następnej nocy przeprawiono 600 żołnierzy w rejonie Żoliborza, z których ocalało tylko 218, wziętych do niewoli.

    Dla porównania podam, że przyczółek pod Magnuszewem Rosjanie zdobyli niejako z marszu, przeprawiając jednocześnie jednego dnia 3 korpusy pancerne, każdy w sile 3 dywizji, ze słynnej 8. Armii Gwardii pod dowództwem gen. Czujkowa, wsławionego w walce o Stalingrad. Uzyskano przyczółek szerokości 15 kilometrów i głębokości 5 kilometrów. Świadczyło to o możliwościach Armii Czerwonej.

    W końcu września Rosjanie zaczęli dokonywać zrzutów broni dla powstańców. Zrzucano ją z niskiej wysokości z tzw. kukuryźniaków (dwupłatowce PO-2) bez spadochronów, więc większość broni ulegała zniszczeniu. Podobno zrzucono kilka tysięcy sowieckich "pepesz", ale piszący te słowa, który był świadkiem Powstania przez całe 63 dni - nigdy nie widział powstańca uzbrojonego w sowiecką "pepeszę". Prawdopodobnie "zapomniano" zrzucić specyficzną do nich amunicję...


    7. Brak realizmu politycznego?

    Jak widzimy, na przełomie lipca i sierpnia w rejonie Warszawy operowały milionowe armie wyposażone w tysiące czołgów, dział i samolotów. Ich plany strategiczne i taktyczne były dowództwu AK nieznane. I dowództwo AK nawet tych planów nie usiłowało poznać, bo na wschód od Wisły nie wysłano nawet zwiadowców z krótkofalówkami, aby śledzili rozwój sytuacji. Bo przy założonej koncepcji Powstania - Komendy Głównej AK to nie interesowało.

    Powstanie militarnie było wymierzone przeciw Niemcom, ale politycznie przeciw wkraczającym do Polski Sowietom. Przywódcy Powstania musieli więc zdawać sobie sprawę, że na pomoc Rosjan nie mogą liczyć. Czy mogli więc spodziewać się sukcesu? Zdecydowanie nie.

    Koncepcja Powstania narzucona Borowi-Komorowskiemu przez generałów Okulickiego i Pełczyńskiego zakładała z góry powstanie klęskowe. Miał to być krzyk protestu przeciw zagarnianiu Polski przez Sowietów. Miał to być czyn, który wstrząsnąłby opinią światową i uratował niepodległość Polski.

    Niestety, mimo potwornych ofiar - nie uratował. Powstanie utonęło w morzu cierpień, jakich doświadczała Europa jeszcze do końca wojny, a przywódcy wielkich mocarstw, w rękach których był los Polski - nie byli skłonni do wzruszeń.

    Realizmu nie wykazali również Niemcy, którzy na tym etapie wojny bardzo liczyli na, nieunikniony według nich, konflikt między "nienaturalnymi" sojusznikami, jakim była koalicja mocarstw zachodnich z ZSRS. Gdyby Niemcy, zamiast zwalczać Powstanie, oddali po krótkiej walce Warszawę powstańcom i tym samym umożliwili zainstalowanie się w stolicy legalnego rządu RP - doprowadziłoby to do bardzo poważnego kryzysu między sojusznikami.

    Stalin bowiem nie uznawał polskiego rządu na emigracji i zmierzał do zainstalowania w Warszawie posłusznego Moskwie PKWN. Ale w kwaterze głównej Hitlera górę nad rozsądkiem wzięła żądza mordowania Polaków i niszczenia miasta.

    Jan Sidorowicz
    Montreal, sierpień 2004



    LINK DO ORYGINALNEJ STRONY:
    http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_6563.shtml
  • @Andrzej Tokarski
    Jan Sidorowicz

    POWSTANIE WARSZAWSKIE A "POWSTANIE" W PARYŻU


    Powstanie w Paryżu to było niejako Powstanie Warszawskie tylko a rebours (na opak).

    Były jednak podobieństwa:
    - w obu przypadkach nie chodziło o wyzwolenie miasta spod okupacji niemieckiej, bo wiedziano, że to jest tylko kwestią czasu, było jasne, że Niemcy wojnę już przegrały.
    - w obu przypadkach walczono z Niemcami, ale celem było przejęcie władzy i ustanowienie konkretnego ustroju społecznego.
    -w obu przypadkach spodziewano się szybkiego nadejścia pomocy, choć nie było to z nikim uzgodnione, a szybkie wyzwolenie miasta nie było wcale celem strategicznym wyzwolicieli
    - zarówno w Warszawie jak i w Paryżu powstańcy oczekiwali pomocy, ale przychodzące z pomowca wojska chcieli powitać jako niepotrzebnych gości
    - w okresie poprzedzającym oba powstania, alianci powstrzymywali się od znaczących zrzutów broni zarówno do Polski jak i do Francji. Do Polski aby nie była użyta przeciw komunistom, do Francji aby nie posłużyła komunistom do zdobycia władzy.

    Alianci dokonując 6 czerwca 1944 desantu w Normandii, planowali marsz w kierunku przemysłowego zagłębia Ruhry, wejście do Niemiec i jaknajszybsze zakończenie wojny. Anglikom zależało na unicestwieniu niemieckich wyrzutni rakiet V1 i V2 które bombardowały Londyn z terenu Belgii i Holandii. Wyzwolenie Paryża było przewidywane na polowe października lub w chwili kapitulacji Niemiec.
    Ruch oporu we Francji był adekwatny do oporu jaki stawiali inwazji niemieckiej w maju 1940 roku. Francuzi nie chcieli walczyć, gdyż nie chcieli "umierać za Gdańsk". Było to pokolenie, których ojcowie w liczbie około miliona zginęli w latach 1914-18 pod Verdun. Ci nieliczni którzy walczyli w szeregach Resistance ( lub Maquis) głównie w masywie górskim Vercors, walkę o wyzwolenie spod okupacji wiązali z walka o zmianę ustroju społecznego. Również w Paryżu ruch oporu był zdominowany przez ugrupowania pro-komunistyczne. A w całej Europie w ślad za klęską Niemców postępowało widmo komunizmu. I to właśnie te ugrupowania komunistyczne postanowiły wywołać w Paryżu powstanie, aby wkraczające odziały przywitać w roli "gospodarza". Chodziło o wyelinowanie z gry przywódcy tzw. Wolnych Francuzów - generała de Gaulle.
    Generał de Gaulle, mimo, że po upadku Francji zdołał zorganizować na terenie Anglii i w koloniach francuskich oddziały walczące przy boku aliantów, to ani przez Roosvelta ani przez większość swoich rodaków nie był postrzegany jako szef rządu francuskiego na uchodźctwie. Roosvelt jedynie uznał, ze Francuski Komitet Wyzwolenia pod kierunkiem de Gaulla będzie zdolny do tymczasowego administrowania Francją.
    Udane powstanie w Paryżu, zrobione przez komunistów mogło faktycznie sprowadzić de Gaulla do roli figuranta i otworzyć drogę do sformowania rządu komunistycznego. Tylko wejście de Gaulla do Paryża na czele francuskich oddziałów mogło go konsekrować na przywódcę narodu.
    19 sierpnia przerzucony do Paryża emisariusz de Gaulla (Chaban-Delmas), gdy dowiedział się o planowanym powstaniu - alarmował, aby przez radio BBC wezwać paryżan do zachowania spokoju, gdyż może ich spotkać los Warszawy. Jednocześnie de Gaulle rozpoczął kampanie w celu skierowania na Paryż oddziałów alianckich. Tu napotkał na sprzeciw, gdyż alianci w pogoni za rozbitymi pod Falaise 30 niemieckimi dywizjami odczuwali stały brak paliwa (mimo wybudowania sztucznego portu i przeciągnięcia pipe-line przez kanał La Manche).
    Ale de Gaulle argumentował że:
    - samowyzwolenie się Paryża przeprowadzone przez komunistów skomplikuje bardzo sytuacje polityczną w wyzwolonej Francji
    - zdławienie powstania przez Niemców, przy braku pomocy ze strony aliantów, spotęguje nastroje pro-komunistyczne wśród społeczeństwa.
    20 sierpnia rozpoczęło się w Paryżu powstanie w formie nękania niemieckich patroli, ale nie atakowano zajętych przez Niemców budynków. Do powstania dołączyło około 500 paryskich policjantów, uzbrojonych tylko w krótką broń, którzy zabarykadowali się w prefekturze policji. Niemcy nie musieli używać czołgów ani artylerii, bo powstańcy byli nieliczni i rozproszeni, ale otoczyli prefekturę, grożąc policjantom rozstrzelaniem.
    21 sierpnia konsul szwedzki Nordling udał się do komendanta Paryża gen Choltitza - i o dziwo uzyskał od niego zgodę na zawieszenie broni, a nawet na negocjacje z powstańcami.
    Jednak dla komunistów zawieszenie broni to była katastrofa niwecząca ich plany. Wezwali więc lud Paryża do wznoszenia barykad, co spotkało się z entuzjastycznym odzewem ze względu na rewolucyjne tradycje tego miasta. Te barykady wznoszono na ulicach nie kontrolowanych przez Niemców i w dzielnicach gdzie Niemców nie było. Wznoszono je ze starych mebli. Nie próbowano nadal zdobyć żadnego poważnego obiektu.
    22 sierpnia, Hitler na wieść o powstaniu w Paryżu, rozkazał je krwawo stłumić, wysadzić w powietrze mosty na Sekwanie, wieże Eiffla i Louvre, a w wypadku oporu - całe miasto spalić.
    23 sierpnia saperzy zaczęli rozmieszczać dynamit pod wieloma zabytkowymi obiektami. Tego samego dnia głównodowodzący Sil Sprzymierzonych - gen Eisenhower pod wpływem nalegań de Gaulla nakazał marsz na Paryż 2-giej Francuskiej Dywizji Pancernej pod dowództwem gen. Leclerca przy wsparciu amerykańskiej 2-giej Dywizji Piechoty.
    24 sierpnia Francuska Dywizja Pancerna przebijając się w kierunku Paryża straciła 374 zabitych i 244 pojazdy, lecz dotarła do przedmieść miasta.
    25 sierpnia obie dywizje aliantów osiągnęły centralne dzielnice Paryża. Na rozkaz gen Choltitza garnizon niemiecki liczący 30 tysięcy żołnierzy stawiał tylko symboliczny opór i skapitulował w chwili poddania się komendanta garnizonu. Ładunków dynamitu rozmieszczonych w wielu punktach miasta nie zdetonowano.
    26 sierpnia komitet rewolucyjny oczekiwał generała de Gaulla w ratuszu, aby proklamował Francuską Republikę Socjalną. De Gaulle szedł do ratusza przez całą długość Pól Elizejskich w towarzystwie wojska i wiwatujących tłumów. Członkom komitetu nawet nie podał reki. Zademonstrował, że jest suwerenem za którym stoi naród i wojsko. Wygłosił płomienne przemówienie o wielkości Francji, która właśnie zmartwychwstała. We wszystkich kościołach zaczęto bić w dzwony. De Gaulle udowodnił, że jest jedynym liczącym się przywódcą narodu.
    Źródła nie podają ile ta komunistyczna ruchawka w Paryżu pociągnęła ofiar po stronie powstańców i ludności cywilnej. Liczby są prawdopodobnie tak małe, że nie było się czym chwalić.
    Paryż uniknął tragedii Warszawy, ale musiał teraz przejść katharsis. Zaczęło się polowanie na kolaborantów, sądy doraźne wydawały wyroki śmierci, dochodziło też do samosądów. Cele więzienne opróżniły się, ale zaraz zapełniły się nowymi lokatorami.
    Golono głowy "damom" które widywano z Niemcami. Francja płaciła cenę za swój upadek.

    W odróżnieniu od postania w Warszawie i tej ruchawki w Paryżu, powstanie w Pradze Czeskiej nie miało ani celu militarnego ani politycznego. Urządziły je Czechom w ostatnich dniach wojny, niejako w prezencie, oddziały własowców, rosyjskich kolaborantów. Chcąc ratować własną skórę zwrócili się oni przeciw Niemcom. Nic im to zresztą nie pomogło, zostali przez Rosjan rozstrzelani.
    Jak widać, prawdziwe powstania, ze stosami trupów i zgliszczami miasta, to potrafimy robić tylko my, Polacy. I jak napisał Norman Davies w swojej słynnej książce - możemy być z tego dumni. Jest to jakby nasza polska specjalność.
  • @Andrzej Tokarski
    FRAGMENT NIEUDANEJ KORESPONDENCJI Z INSTYTUTEM PAMIECI NARODOWEJ

    Montréal, 20. 10. 2001

    Doc. dr hab. Paweł MACHCEWICZ
    Instytut Pamięci Narodowej
    Biuro Edukacji Publicznej
    WARSZAWA



    Szanowny Panie Docencie,

    Serdecznie dziękuję za zapoznanie się z moim opracowaniem na temat Powstania Warszawskiego i udzielenie mi odpowiedzi. Zaszło jednak nieporozumienie.
    Zwróciłem się do Pana Docenta jako do osoby prywatnej z prośba o sugestie czy i gdzie taki materiał można by opublikować, gdyż z wywiadu udzielonego w Rzeczpospolitej wywnioskowałem, że ma Pan obiektywny stosunek do sprawy Powstania. Otrzymałem odpowiedz od Pana jako osoby urzędowej, wyrażającą oficjalnie obowiązujący pogląd. Na poparcie przytoczył Pan jak najbardziej subiektywną bo emocjonalną opinię byłych kombatantów i wyraził Pan przekonanie, że o bohaterstwie i poniesionych ofiarach należy nadal mówić – co uprawia się już zresztą od 57 lat.
    Od pól wieku historycy i publicyści pro-moskiewskiej i pro-londyńskiej orientacji karmią nas propagandowa papka o „bohaterskim zrywie ludu stolicy” a kombatanci głoszą „ że dokonali czynu heroicznego, bo zginęło ich 17 tysięcy, 20 tysięcy zostało rannych a po wojnie jeszcze byli prześladowani – wiec czapki przed nimi z głów”, nie wspominając jaką cenę za to szaleństwo zapłacili mieszkańcy miasta i cały Kraj.
    Moje opracowanie „historyka-amatora” wzięło się stąd, że przez te 57 lat nie ukazało się ani jedno OBIEKTYWNE opracowanie historii Powstania – poza obronioną w Londynie pracą doktorską Ciechanowskiego, który zresztą kompromitujące fakty starał się podać w oględnej formie. Historycy zawodowi, tak starego jak i młodego pokolenia nie wykonali swojej misji.
    Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć – że winowajcą był Stalin „który zdradził Warszawę”. Powszechnie znaną naszą cechą narodową jest doszukiwanie się winy w przyczynach zewnętrznych (teoria spiskowa lub przysłowiowi Żydzi, masoni lub cykliści) Trudno się przyznać do tego, że często sami sobie robiliśmy krzywdę.
    Ale utrzymywanie takiego stanu zafałszowania historii, gloryfikowanie sprawców tragedii na równi z rzeczywistymi bohaterami - nie sprzyja EDUKACJI PUBLICZNEJ.
    Chciałbym też zauważyć, że nie zgadzam się z tezą Pana Docenta, że „oni i tylko oni”(tzn. przywódcy Powstania) mieli prawo podjąć decyzje o zbrojnym wystąpieniu, bo byli przedstawicielami legalnej władzy. Nie jest to takie pewne. Byli to ludzie anonimowi, nawet po ujawnieniu się - szerzej nieznani, nie pochodzący z wyboru. A nie zapominajmy, że konstytucyjne przekazanie władzy przez Rząd II Rzeczypospolitej internowany w Rumunii odbyło się przy zdecydowanej ingerencji Francji, która „wyznaczyła” na premiera Sikorskiego, który był dobrze notowany na paryskich salonach od czasu współpracy z Weygandem podczas bitwy warszawskiej w 1920 roku. Ale nawet władza posiadająca niezaprzeczalny mandat społeczeństwa nie ma prawa podejmować katastrofalnych decyzji, a jeśli je podjęła to musi za nie politycznie odpowiadać...
    Pański kolega po fachu, dr Dariusz Stola w tym samym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że „każda decyzja prowadząca do klęski jest z definicji błędna i ktoś musi za nią odpowiadać choćby przed historia”.
    Nie zgadzam się też z tezą Pana Docenta, że Powstanie było ostatnią szansą ułożenia sobie stosunków z Rosją. Ta szansa może była w 1941 roku ale Powstanie było szaleńczą próbą stworzenia faktów dokonanych, a raczej według samych pomysłodawców „krzykiem protestu” i próbą zrobienia „skandalu na cały świat”(a raczej „burzy w szklance wody” według ostrzeżeń Jeziorańskiego). Nie mogła to być próba ułożenia sobie stosunków z Sowietami, jeśli był to czyn, który jak sami mówili - „stworzy Sowietom trudność polityczną” – a więc wrogi im. Co Rosjanie prawidłowo odczytali i zareagowali tak jak można się było spodziewać.
    Z jednej strony pisze Pan, że Warszawa przez 5 lat konspiracji przygotowywała się do walki, a jednocześnie zgadza się z powszechnie uznawanym poglądem, że w przededniu Powstania była do walki nieprzygotowana. A wiec się przygotowywała ale się nie przygotowała. Taka argumentacja przypomina argumentacje ucznia, który dostał dwóje, ale usprawiedliwia się, że się przecież przygotowywał.
    Pisze Pan, że Polacy przez 5 lat przygotowywali się do walki o wyzwolenie i nie można było im w końcu powiedzieć „rozchodzimy się do domu”. Tak właśnie należało powiedzieć. Sytuacja bowiem diametralnie się zmieniła: jeszcze w 1943 roku łudzono się, ze alianci otworzą drugi front na Bałkanach i stad przyjdzie wyzwolenie. Nikt nie przewidział, że Rosja wyrośnie na taka potęgę wojskowa, że Anglosasi nie mogli jej stawiać żadnych warunków. Trudno też uznać za słuszny panujący pogląd, że Powstanie było nieuniknione, bo „Warszawa była beczką prochu”. Od tego było dowództwo aby zapanować nad sytuacją. Żołnierze AK okazali się bardzo zdyscyplinowani. Rozkaz o kapitulacji w dniu 2 października wykonano karnie, choć były problemy z przełamaniem oporów psychicznych niektórych oddziałów – szczególnie obrońców Poczty Dworcowej.
    Pozostaje faktem bezspornym, że Powstanie było przejawem niesłychanego bohaterstwa żołnierzy i ludności cywilnej i niestety też KOMPROMITACJĄ POLSKIEJ MYŚLI POLITYCZNEJ I WOJSKOWEJ. Ta drugą stronę medalu systematycznie się przemilcza również w środowisku naukowym historyków, powołanym do świadczenia prawdy. Nadal „dyspozycyjność” czy unikanie dyskomfortu psychicznego?



    Z poważaniem

    Jan Sidorowicz
  • @Andrzej Tokarski
    Jan Sidorowicz LIST OTWARTY DO dr Anrzeja KUNERTA

    Dnia 14-11-2005 o godz. 17:09 Dialogue and Universalism
    napisał:

    Konwersatorium D&U (Instytut Filozofii UW, Krakowskie Przedmieście 3, sala 13)

    Szanowni Państwo!

    Poruszeni dyskusją o polskości, która miała miejsce 9 bm., przygotowaliśmy tezy na kolejne spotkanie i przesyłamy je z gorącą zachętą do udziału w konwersatorium: 16 XI, godz. 16:30

    TRIUMF POWSTANIA WARSZAWSKIEGO PO DZIESIĘCIOLECIACH

    Dr ANDRZEJ K. KUNERT, prezes Archiwum Polski Podziemnej, mówił będzie o moralnym i historiozoficznym możliwym triumfie Powstania Warszawskiego, zwłaszcza w debacie z neoimperialnymi tendencjami na Wschodzie i ponownym egoizmem Zachodu. Redakcja przedstawi dwa numery o PW: 5-6/2004 i 7-9/2004, materiały do numeru III o PW, sumującego, oraz polski przekład w BD najlepszych publikacji z ww. wydań anglojęzycznych.

    Tezy do dyskusji:

    POWSTANIE WARSZAWSKIE JAKO 'WIEKUISTEGO ZWYCIĘSTWA ZARANIE'

    I. KU NOWOCZESNEJ, WIĘC EUROPEJSKIEJ I UNIWERSALISTYCZNEJ POLSKOŚCI - jako odnowienia diaspory, ku nowemu dialogowi i pojednaniu Polaków

    W związku z oczekiwanym 16 listopada wykładem dra Andrzeja K. Kunerta i dotychczasowymi naszymi publikacjami o Powstaniu (całe tomy DaU nr 5-6 oraz 7-9/2004 oraz wiele prac o PW i polskości w poprzednich dziesięcioleciach), pragniemy przedstawić tezy przygotowywanego podsumowania oraz projektu edukacyjnego - dokonania w Polsce "metanoi", wg Leszka Kołakowskiego, radykalnej zmiany.

    1. Przeciwstawialiśmy się zawsze i teraz zdołamy uzasadnić głębiej, w tym historiozoficznie, krytykę nihilistycznego a nawet skrajnie pesymistycznego stosunku do PW:

    a) bilans militarny, mimo końcowej kapitulacji i klęski, w zakresie strat okazał się porównywalny po obu stronach, mimo przytłaczającej przewagi technicznej Niemców. Wykazały to m.in. badania prof. Władysława Bartoszewskiego, świadectwa archiwów Wehrmachtu, określanie PW jako jednej z najcięższych dla nich bitew, stosunkowo najkrwawszej i najdłużej trwającej, prawdopodobnie złowieszczej w konsekwencjach wojskowych itp.

    b) politycznie PW było wówczas przegrane, i to po doświadczeniach Lwowa, Wołynia, Wilna, całego Wschodu. Ale z latami nauki PW coraz wyraźniej wpływały na dzieje, na zachowania społeczeństwa - tak było już w 1956 r., wg jakże miarodajnego świadectwa J. Nowaka-Jeziorańskiego, na ukształtowanie się swoistego 'ewolucjonizmu politycznego', wg koncepcji J. Giedroycia, na szeroką niezależność np. polskiej socjologii, historiografii i innych nauk, co może najwyraźniej symbolizowała postawa Jana Szczepańskiego.
    W skali już bezpośrednio decydującej taki zdeterminowany, ale ewolucyjny 'duch polskiego sprzeciwu' był obecny niemal ciągle, właściwie niemal manifestacyjnie w "Solidarności", ale i w postawach negocjujących reformatorów we władzach państwowych, a nawet wśród partyjnych intelektualistów. Janek Strzelecki pisał, że atmosfera w Stoczni przypominała mu nastroje w PW.

    c) kulturowe następstwa PW są niemożliwe do przecenienia. Jak pisał wielokroć A. Gieysztor, sam oficer KG AK w czasie PW, stało się ono jak grecka, więc niezniszczalna, legenda.

    d) zdradzone zaraz przez zachodnich sojuszników, uznających wszak ze swych niezależnych a nawet w wielu obszarach dominujących pozycji, coraz jawniej haniebny układ jałtański, łącznie z przemilczaniem Katynia w UK, niedopuszczeniem Polaków do parady zwycięstwa, jawnie oddających 'strefy wpływów' sowietom, i to po doświadczeniach paktu z 1939 r., IV rozbioru, masowych deportacji, bezprecedensowego mordu katyńskiego, niszczenia uznanej przecież za sojusznika AK - PW jest wreszcie uznane przez Zachód jako swego rodzaju punkt zwrotny w 'polskiej historiozofii', a nawet w moralnym wymiarze II Wojny.

    2. Sensy PW - też w wartościowaniu - jakby narastają więc z dziejami, wyłaniają się coraz wyraziściej z ówczesnych nierozwiązywalnych
    ofiarą, oddającą swe życie i swą wolność - za innych.
    sprzeczności. PW wyłania się jako historia najkrwawsza, najbardziej
    ofiarą, oddającą swe życie i swą wolność - za innych.
    tragiczna, wówczas zdradzona nawet przez prawdziwych sojuszników, dopiero ostatnio przyznających się zbiorowo do zdrady. Żołnierze PW stają się zbiorową, niewinną, wielką ofiarą, oddającą swe życie i swą wolność - za innych.
    Mamy tu więc spełnione zasadnicze warunki społeczne, moralne, dziejowe, jakie określają religię! Takie porównanie kulturowo i poznawczo jest uprawnione. Brak jedynie czynnika metafizycznego, transcendetnego. Ale to nie podważa zasadności społeczno-dziejowego i etycznego porównania. Nie jest też w żadnym stopniu sprzeczne z przyjęciem pełnej religii w jej obszarze moralnej obligacji, etosu poświęcenia, bezinteresowności. Wszyscy, także niewierzący, mogą uznać tak rozumiany religijno-etyczny sens PW. Człowiek wierzący będzie się różnił 'jedynie' tym, że uzna jako czynnik nadrzędny - Transcendencję.

    3. Stąd zupełnie wyjątkowa rola PW: obecnie można dowodzić jeszcze dobitniej, że mimo straszliwych ofiar i bezmiernej tragiczności - było ono jako całość w najgłębszym sensie zasadne, historycznie 'opłacalne'. Po prostu z lękiem trzeba myśleć, jak inaczej by przebiegały moralne i kulturowe dzieje Polski, gdyby nie PW.

    4. Więcej jeszcze - mówimy właśnie, że staje się ono coraz wyraźniej
    'wiekuistego zwycięstwa zaraniem', jakby pewnie powiedział Norwid. W świetle płomieni PW dzisiejsze neoimperialne czy poststalinowskie 'uzasadnienia' paktu 1939 r., stają się krzycząco niesprawiedliwe, w szczególnym sensie sprzeczne z etosem dziejów: z tym, co może kiedyś nazwiemy PRAWDĄ HISTORII.

    List otwarty do dr Andrzeja Kunerta

    Szanowny Panie Doktorze,
    Od lat podziwiam Pana pasję w dokumentowaniu faktograficznym Powstania Warszawskiego i ogromny trud włożony w opracowanie Kroniki PW i Wielkiej Encyklopedii PW. To ostanie dzieło, od dawna oczekiwane, wymagające tytanicznej pracy, udowadnia w oparciu o liczby i fakty niewiarygodne wprost bohaterstwo i poświęcenie żołnierzy i ludności cywilnej. I może wbrew Pańskim zamierzeniom, udowadnia również paranoicznie niespójną koncepcje polityczną Powstania i indolencję jego pomysłodawców (bo trudno ich nazwać przywódcami) oraz nieudolność przygotowań i dowodzenia. Te sześć wspaniale opracowanych tomów dokumentuje, że była to kompromitacja polskiej myśli politycznej i wojskowej. Pozostając z pełnym szacunkiem dla tej części Pańskiej działalności, pozwolę sobie wnieść kilka uwag do tez zgłoszonych przez Dialogue and Universalism na konwersatorium związanym z Pana wykładem w dniu 16.XI br pt.
    TRIUMF POWSTANIA WARSZAWSKIEGO PO DZIESIĘCIOLECIACH
    Zawierają one kilka nieprawdziwych tez i faktów które budzą moje oburzenie.

    Argumentowanie, że straty polskie i niemieckie w PW były „porównywalne” jest skandalem. Niemcy stracili około 10 tysięcy żołnierzy, ale byli to głównie żołnierze z formacji kolaboranckich (Rosjanie, Ukraińcy) lub z karnych batalionów złożonych z kryminalistów. My straciliśmy elitę narodu, kwiat młodzieży z takimi perłami jak Baczyński czy Gajcy. A gdzie straty ludności cywilnej, obecnie tendencyjnie zaniżane o połowę do 120 tysięcy?

    Wmawianie, że Powstanie utrwaliło w narodzie duch oporu jest nieprawdą. Po Powstaniu, nastąpiła pustka, brak przywódców mogących przeciwstawiać się chwytliwym hasłom komunistycznej propagandy, na lep której szły masy młodzieży wiejskiej i robotniczej, którym komunizm faktycznie stwarzał szanse awansu. Mówiło się powszechnie, cicho i ze smutkiem: „Najlepsi zginęli, została tylko hołota kolaborantów i ogłupieni przez propagandę”. Cień Powstania był przestrogą, a więc HAMULCEM dla szerszych ruchów na rzecz odzyskania niepodległości. Pisanie o obecności polskiego ducha oporu we władzach państwowych (sic!) i wśród „reformatorów” PZPR jest niesmaczne.

    Pisanie o „kulturowych zyskach” PW i o wynikłej z nich „szerokiej niezależności np. polskiej socjologii, historiografii i innych nauk” jest po prostu bzdurą. Rozpaczliwie żałosny stan naszych elit po Powstaniu daje odczuwalne skutki do dziś. Udowodniły to ostatnie wybory, po których nieudolne i niemoralne elity lewicowe zostały zastąpione przez formację klerykalno-nacjonalistyczną, mająca taką samą legitymację do sprawowania władzy jaką mieli komuniści (poparcie 12% uprawnionych do głosowania). O konkurentach już nie mówię.

    Szukanie związku przyczynowo- skutkowego miedzy PW a ruchem Solidarności jest dorabianiem ideologii do nieistniejących faktów. Postulaty stoczniowców były natury ekonomicznej i dotyczyły poszerzenia sfery wolności, o obaleniu komunizmu i odzyskaniu niepodległości nikt wtedy jeszcze nie myślał.

    Jeśli usiłuje Pan wmówić, że najtragiczniejsza katastrofa w dziejach Polski zaowocowała tryumfem moralnym w roku powstania Solidarności, to idąc za tokiem Pańskiego rozumowania, szkoda, że w 1981 roku nie rzucono się z butelkami z benzyną na stacjonujące w Polsce oddziały Armii Czerwonej. Wszak nauka Kościoła mówi, że czym większa ofiara, czym większe cierpienie – tym wspanialsze tworzy Dzieło. Może już dziś moglibyśmy święcić jeszcze większy „moralny tryumf” tej kolejnej katastrofy. Pozostałyby już tylko elity, na miarę takich „mężów stanu” jak Andrzej Lepper czy Roman Giertych, już dziś zaproszonych na salony.

    Doszukiwanie się w PW elementów religijnych, metafizycznych czy transcendentnych – to próba zawłaszczenia bohaterstwa Powstańców dla osiągnięcia celów politycznych formacji, która doszła dziś do władzy. Szermowanie pojęciami jak „Ołtarz Ojczyzny”, „religijno-etyczny sens PW” i tp. to obrzydliwa próba komercjalizacji Legendy Powstania dla partykularnych interesów. Jest to manipulacja jakiej nie powstydziliby się tacy ideolodzy PZPR jak tow. Werblan. czy Karkoszka.

    Reasumując, pozostając z pełnym szacunkiem dla Pańskich tytułów naukowych i pracy na polu dokumentacji faktograficznej PW, z przykrością muszę stwierdzić, Panie Doktorze, że pisze Pan b a n i a l u k i jakby na czyjeś zamówienie i to posługując się bełkotem pseudo-naukowym. Banialuki szkodliwe społecznie, bo prowadzące do wniosków, że każda nieodpowiedzialna fanfaronada powodująca straszliwą klęskę doczeka się kiedyś uznania, a jej sprawcy – spiżowych pomników.
    Zalecam Panu jako reedukacyjną lekturę obowiązkową, to co napisali poważani historycy jak profesorowie Ciechanowski czy Wieczorkiewicz (dostępne m.in. na stronie www.powstanie.pl )
    Chciałem do Pana napisać bezpośrednio, ale Archiwum Polski Podziemnej, którego jest Pan Prezesem, nie istnieje nawet w świecie wirtualnym (brak adresu w internecie) – więc korzystam z pośrednictwa redakcji Dialogue and Universalism.
    Pozostaje z głębokim rozczarowaniem a nawet z niesmakiem. Jan Sidorowicz z Montrealu

    PS. Nie liczę na to, że dostąpię zaszczytu aby Pan mi odpisał.
    Wszak jestem doktorem niehabilitowanym i do tego nauk technicznych (które wymagają LOGICZNEGO myślenia) - ale podaję mój adres, aby nie myślał Pan, że to anonim.

    jeansidor@engineer.com
  • @Andrzej Tokarski
    Marian Stępień

    Największe nieszczęście i wyraźna zbrodnia

    Reakcje środowiska londyńskiego na wybuch i przebieg powstania warszawskiego


    To było pierwsze - po ponadstuletniej niewoli narodowej - pokolenie Polaków, którzy od urodzenia do pełnoletności, do matury i do progów uniwersyteckich wyrośli w klimacie patriotycznego i obywatelskiego wychowania, realizowanego przez polską szkołę w niepodległym państwie polskim w latach międzywojennych; w utrwalonym przez tę szkołę i tradycje wyniesione z rodzinnego domu kulcie bohaterów narodowych, mitów historycznych, rycerskiej prawości i honoru.
    Jeden z tego pokolenia, który uczestniczył w jego wszystkich doświadczeniach i przeżył wojnę, opierając się na własnej pamięci i zdobytej później sprawności socjologa, tak próbował zarysować duchowy portret swojej generacji: "Gdybyśmy byli - ostatecznie, bez odwołania, bez szansy, bez ratunku - wytworem bezsensownego, kłębiącego się w tysiącu form istnienia; gdybyśmy byli czystą egzystencją - to wszystko, co oni czynili, nie miałoby znaczenia innego niż męka zadawana pokrzywom przez kosę, jak los plemienia mrówek wziętego do niewoli przez silniejsze plemię (...).
    Czuliśmy wtedy, że jakby zwiększamy wymiar dziejącej się przeciwko nam zbrodni, jeśli życie nasze jest oddane wartościom, jeśli przez nas, dzięki nam zwiększa się w świecie ilość piękna czy miłości. Czuliśmy się najgłębiej odpowiedzialni za to, aby zbrodnia ich była największa, aby zabijając nas zabijali coś o wiele niż my ważniejszego - to, czego śmierć nie pozwoliłaby nam stworzyć. Czuliśmy, że jeśli nie stajemy się źródłem wartości, usprawiedliwiamy to, co robią, zmniejszamy godność życia, niemal przyznajemy im rację. (...) Była to egzystencja zagrożona - ale zagrożenie swe przyjmująca jako rodzaj wtajemniczenia, jako szansę rozpoznania rozstrzygającej sprawy - tego, co może nadać życiu, życiu w nas ocalonemu, życiu przez nich szczutemu, godność tak oczywistą, aby najoczywistszy stawał się wymiar ich przestępstwa", pisał Jan Strzelecki. To właśnie, takie właśnie pokolenie stanowiło większość walczących powstańców Warszawy. I tym większa jest odpowiedzialność tych, których decyzje przesądziły o jego losach. Gdy gen. Władysław Anders otrzymał wiadomość o wybuchu powstania, powiadomił przełożonych, że decyzję dowódcy Armii Krajowej uważa "za nieszczęście". W meldunku złożonym gen. Marianowi Kukielowi stwierdzał, że w tych warunkach stolica mimo bezprzykładnego bohaterstwa skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania nazwał "największym nieszczęściem w naszej sytuacji", nie tylko głupotą, ale "wyraźną zbrodnią".
    Jerzy Giedroyć był we Włoszech, gdy dowiedział się o wybuchu powstania w Warszawie

    widział w nim katastrofę,

    która dodatkowo pogorszy i tak beznadziejne położenie Polski. Niemniej, skoro powstanie stało się faktem, uznał, że oprócz powstańców warszawskich powinni się tam znaleźć również żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Gotów był polecieć do Warszawy z niewielkim oddziałem. Z tym pomysłem zameldował się u naczelnego wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Do jego realizacji nie doszło.
    Przebywający w tym czasie we Francji Andrzej Bobkowski nie podzielał sposobu myślenia niektórych swoich rodaków, którzy uważali, że ich obowiązkiem jest umieranie za ojczyznę. Ironizował: "Prawdziwe bohaterstwo to umrzeć niepotrzebnie i z fasonem. I umieramy niepotrzebnie i wspaniale".
    Gorycz takich rozważań, pomieszana ze złośliwym humorem, sarkazmem i szyderstwem, zmienia się w przerażenie na wieść o wybuchu powstania w Warszawie. Jeszcze kilka dni wcześniej jego ironiczne i szydercze uwagi o polskim męczeńskim stylu łączącym się z bufonadą odnosiły się do dawniejszej albo do niedawnej, ale zawsze przeszłości. Powstanie warszawskie nie było już przypuszczeniem. Było realnością: "Polska Armia Podziemna rozpoczęła wczoraj otwartą walkę o uwolnienie Warszawy. Podobno Warszawa się pali i walki na ulicach. Po co? Myśli, myśli, pełno myśli i obawa słów, z których każde mogłoby być niewłaściwe". Następny zapis ukazuje kierunek jego myśli: "Wygląda na to, że Londyn dał rozkaz do powstania, aby mieć tak zwany atut w ręce. Ładny atut... Boję się wymówić słowo "bezsens", ale samo podsuwa mi się na każdym kroku, gdy o tym myślę. (...) Na czyj rozkaz i po co Warszawa zerwała się do walki? Największe bohaterstwo, gdy jest bezcelowe, budzi gorzkie politowanie i nic więcej. Mówi się o nim jak o bohaterstwie szaleńca, który rzuca się pod pociąg, by go zatrzymać".
    Józef Czapski wyraził swą opinię o powstaniu warszawskim w komentarzu do dwóch książek mu poświęconych. Z właściwym sobie taktem

    i unikaniem sądów skrajnych

    odniósł się do "Armii podziemnej" Tadeusza Bora-Komorowskiego, dowódcy powstania. Przyznał mu myślenie patriotyczne, głęboką religijność, a jego książce - gładkość stylu, ścisłość w opisie walk, "przesianych wręczaniem krzyżów i orderów na polu walki", dodając, że te opisy "powinny by trafić, i zapewne trafią, do antologii, do czytanek ilustrowanych przez jakiegoś współczesnego Grottgera (...) ku zbudowaniu młodzieży". Właściwą ocenę zawierają słowa: "Książka ta robi wrażenie, jakby nie było, nie mogło być, problemów miażdżących, które były i być musiały nie tylko w masie walczących, ale bardziej jeszcze wśród samego dowództwa, w którym decyzję Powstania podjęto. Czytając te książkę miałem wrażenie, że dano nam część prawdy, że przemilczeń jest zbyt wiele".
    Przeciwstawił mu "Najnowszą historię polityczną Polski" Władysława Poboga-Malinowskiego. Wziął ją w obronę przed tymi uczestnikami powstania, dla których była ona świętokradcza, szkalująca najczystszy polski zryw. Czapski zaprzeczył tej opinii, wskazując, że dzieło to pisał człowiek ciężko chory, ze świadomością, że dni jego są policzone, który "chciał podać wszystko, co zebrał, powiedzieć wszystko, co wie, co go boli aż do krzyku".
    W całym wywodzie Poboga-Malinowskiego o powstaniu warszawskim istotnie jest coś z krzyku człowieka widzącego wyraźnie przesłanki, spełnianie się i nieuchronne skutki katastrofy, już bezradnego, mogącego tylko powiedzieć, jak było naprawdę w świetle zebranych i niezbitych dokumentów. Jego pasja powoduje, że niekiedy styl nabiera cech pamfletu, ale nigdy nie przesłania on rzetelności historyka, który powołuje się na bogatą dokumentację. Dociekał źródeł i sprawców zmiany w koncepcji akcji "Burza", która według pierwotnych planów miała omijać większe miasta w trosce o bezpieczeństwo ludności narażonej na niemiecki odwet. Tymczasem wykonano "Burzę" w stolicy na zwielokrotnioną skalę. Przytacza ostrzeżenia płynące od naczelnego wodza do kraju, które nie dochodziły do adresata. Na meldunek dowódcy Armii Krajowej o gotowości do powstania wódz naczelny odpowiadał depeszą, która nigdy nie została wysłana: "Powstanie zbrojne byłoby aktem pozbawionym politycznego sensu, mogącym za sobą pociągnąć niepotrzebne ofiary." A jego depesza z 29 lipca 1944 r. ze słowami: "W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu" poszła do kraju - mimo ponagleń - 6 sierpnia.
    Sytuację opartą na autentycznych zdarzeniach wprowadziła Danuta Mostwin do powieści "Tajemnica zwyciężonych". Stanisław Bask-Mostwin przybył z Londynu do kraju, zrzucony na spadochronie, by przekazać Janowi Jankowskiemu, delegatowi rządu RP na kraj, ważne informacje. Na spotkanie z nim musiał czekać dwa tygodnie. Nachodzili go przedstawiciele

    różnych orientacji politycznych.

    Ciągle nie dopuszczano go do Jankowskiego. Owi pośrednicy chcieli wydobyć z niego, z czym przybywa do "doktora". A ten nie wiedział, że od dwóch tygodni kurier z Londynu czeka na spotkanie z nim. Z trudem udało się Baskowi doprowadzić do rozmowy w cztery oczy z Jankowskim. Stanisław Bask-Mostwin miał mu do przekazania sprawy dotyczące wyłonienia kompromisowego rządu polskiego, który byłby do przyjęcia dla wszystkich aliantow, łącznie z Rosją, organizowania wojska polskiego na bazie armii Berlinga - taka była decyzja zachodnich sojuszników oraz informacji, że Zachód nie wejdzie w konflikt z Rosją o Polskę i że nawet gdyby powstanie wybuchło, Anglia nie pomoże (Jan Jankowski 31 lipca 1944 r. zatwierdził decyzję o powstaniu w Warszawie).
    Ani bohater powieści, Stanisław Bask, ani jego realny pierwowzór, Stanisław Bask-Mostwin, nie rozumieli, dlaczego utrudnia się im dotarcie do delegata rządu i przekazanie mu bardzo ważnych informacji. Dramatycznym komentarzem do tej sytuacji jest telegram wysłany z Londynu, z kręgu gen. Andersa, do szefa Oddziału Drugiego w Komendzie Głównej AK, płk. Kazimierza Iranka Osmeckiego w lutym 1944 r.: "Kurierzy idą poza plecami Prezydenta i N.W. Nikt nie wie, kto jedzie i co wiezie. Z zestawienia depeszy N.W. i mojej zrozumiesz jasno, że kręci się coś tajemniczego i niebezpiecznego dla Kraju. (...) W momencie gdy dokoła najżywotniejszych spraw polskich zaczynają się omotywać niecne zamiary, nie pora kierować się szlachetnymi skrupułami. Jest rzeczą konieczną, by materiały wiezione przez tajemniczych kurierów znalazły się w Waszych rękach, zanim zostaną doręczone adresatom, i żebyście je nam jak najszybciej zakomunikowali depeszą, a później doręczyli ich fotografie lub ich odpisy. Jeśli się to da zrobić bez awantury - to lepiej. Jeżeli trzeba - musicie zorganizować nawet jakiś incydent, w czasie którego gość zostanie obrany z materiału wiezionego".
    Pobóg-Malinowski nie przyjmował argumentów powołujących się na taką temperaturę nastrojów insurekcyjnych w Warszawie, że do wybuchu postania dojść musiało. Uważał, że było dość czasu, by te nastroje ująć "w karb dyscypliny społeczno-narodowej", czego nie zrobiono. Przeciwnie, wbrew ostrzegawczym sygnałom zrobiono wiele, aby tę temperaturę nie tylko utrzymać, ale jeszcze podnieść.
    "Największy nonsens" w przygotowywaniu powstania polegał według niego na tym, że przygotowując akcję militarnie skierowaną - co oczywiste - przeciw Niemcom, a politycznie przeciw Związkowi Radzieckiemu, nie przewidywano, co zrobić, jeśli jego władze nie cofną się przed gwałtem. "Jeżeli powstanie miało być manifestacją polityczną wobec Rosji, to dlaczego nie myślano lub nie liczono się poważnie z tą konsekwencją, że i Rosja zrozumie na pewno ten skierowany przeciwko niej sens polityczny, a więc nie zechce popierać tego, co jest zwrócone przeciwko niej? Dlaczego liczono na szybkie wkroczenie Rosjan do walczącej Warszawy? Dlaczego sądzono, że Rosja kierować się będzie względami operacyjnymi, a nie politycznymi?".

    Tę zgubną w skutkach nielogiczność myślenia o podstawowych sprawach ujął trafnie i lapidarnie Kazimierz Wyka: "Ci sami ludzie, którzy nie lękali się przyznania, że powstanie miało być antysowiecką demonstracją polityczną, zachowywali pretensję i uraz, że strona, przeciw której demonstrowano, nie podała mu natychmiast pomocnej dłoni. I równie szczerze, również bez zająknienia w jednym zdaniu łączyli oba te twierdzenia". Jan Ciechanowski w monograficznym przedstawieniu okoliczności powstania warszawskiego podkreślał, że zupełne nieliczenie się dowództwa Armii Krajowej w czasie podejmowania decyzji o powstaniu z możliwością klęski uczyniły z niego bezprzykładną tragedię narodową, której nic nie jest w stanie usprawiedliwić.
    Powstanie przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast uniemożliwić, ułatwiło poddanie Polski pod panowanie Związku Radzieckiego. Znaczną część polskiego społeczeństwa odepchnęło od rządu w Londynie i od emigracji. Tak, jak to pisał Czesław Miłosz w liście do Melchiora Wańkowicza: "Trzeba panu wiedzieć, że przyczyną, dla której Andrzejewski jest dziś w partii, był kwietniowy dzień 1945 roku, kiedy w Warszawie szukaliśmy śladów po naszych przyjaciołach w stosach gruzów. (...) W zestawieniu z rzeczywistością - jeżeli człowiek ją silnie przeżywa - frazeologia, wielkie słowa, którymi częstowała nas emigracja, była ohydna".
    Za decyzję, jak pisał Pobóg-Malinowski, "porwania się do walki, która w warunkach chwili była bezsensem politycznym, a militarnie - szaleństwem wręcz zbrodniczym", zapłacono niewiarygodnie wysoką cenę: zagłada miasta z bezcennymi skarbami dorobku pokoleń, krew młodzieży rzuconej prawie bez broni przeciw czołgom, bezprzykładne cierpienia milionowej ludności miasta skazanej na okrucieństwa niemieckie, ok. 18 tys. poległych powstańczych żołnierzy, ok. 5 tys. rannych w szpitalach, ok. 16 tys. wziętych do niewoli.

    Nie mniej niż 200 tysięcy ludzi rozstrzelanych, pomordowanych,

    zabitych ogniem artyleryjskim i bombami lotniczymi, zasypanych w gruzach, zmarłych z ran i wycieńczenia.
    Mjr Stanisław Żochowski, członek Sztabu Naczelnego Wodza, pod datą 4 sierpnia 1945 r. zanotował: "Płk Demel polecił mi przygotować uzasadnienie dla odznaczenia gen. Bora krzyżem Virtuti Militari II klasy. Odszukałem statut Orderu. II klasa może być przyznana generałowi za samodzielne działanie, które było zwycięską bitwą lub walnie przyczyniło się do zwycięstwa.
    Złożyłem wniosek na oddanie gen. Bora pod sąd za zniszczenie stolicy, spowodowanie ogromnych strat i nie osiągniecie żadnego celu".
    Przede wszystkim o tych, których charakteryzował cytowany na wstępie Jan Strzelecki, myślał Ignacy Matuszewski (syn Ignacego Matuszewskiego, autora dzieła "Słowacki i nowa sztuka"), gdy pisał artykuł "Ostatnie dni Warszawy". O dniach, kiedy powstańcy przestali już czekać, kiedy "nadzieja wysączała się zwolna jak woda z pękniętego naczynia".
    Umierało miasto, umierali powstańcy "i nie budziło się sumienie świata". Matuszewski pisał o ostatnich dniach, kiedy powstańcy przestali już wierzyć swoim i obcym i stanęli twarzą w twarz ze swoją samotnością. Przytoczył fragment parlamentarnego przemówienia Winstona Churchilla, premiera Wielkiej Brytanii, wygłoszonego 28 września 1944 r., tzn. w 60. dniu powstania warszawskiego: "Będą musiały nastąpić zmiany terytorialne w granicach Polski. Rosja ma prawo liczyć na brytyjskie poparcie w tej sprawie.
    Ma prawo liczyć na nasze oparcie, ponieważ to tylko wojska rosyjskie mogą wyzwolić Polskę i ponieważ po wszystkich cierpieniach, jakie Niemcy zadały narodowi rosyjskiemu, Rosja ma prawo do bezpiecznych granic i do przyjaznych sąsiadów na zachodzie".
    Wspomniał też Matuszewski o żołnierzach w polskich mundurach, bezsilnych, którzy poszli walczyć o Ren, nie o Wisłę. A przez dwa tygodnie powstania żaden lotnik polski nie miał prawa wzbić się w powietrze. To, jak w Londynie nasłuchiwali wieści z Warszawy polscy zwyczajni emigranci; bezsilni, bezradni, zastygli w przerażeniu, najlepiej oddaje Marian Hemar:

    Nagle, w Warszawie, na ulicy -
    Wąwóz szaleńczy - Termopile! -
    A my patrzymy stąd, z Londynu,
    Aż tutaj słychać krzyk: "Pomocy!
    Ratunku!"
    Dokąd biec, którędy,
    Między płonących domów rzędy,
    Z czym biec na pomoc, jak? -
    W bezsile
    Słuchamy każdej strasznej nocy,
    Patrzymy - w bruk nam wrosły nogi -
    Okropna tryumfuje zdrada!
    I znowu z polskich rąk wypada
    Karabin, w którym kuli brak.

    Sześć dni przed śmiercią pisał Ignacy Matuszewski swój ostatni artykuł "Dwa lata po powstaniu". Wspomniał w nim o "rozstrzelanej dziewczynie na warszawskim skwerze" z myślą o córce, która tak właśnie zginęła. O powstaniu warszawskim, w którym w ciągu 63 dni śmierć zabrała stolicy więcej, niż straciła Francja w czasie ostatniej wojny, pisał jako o poświęceniu daremnym, wysiłku straconym, ofierze zmarnowanej, porywie wykorzystanym przeciw Polsce, ku jej obezwładnieniu, niewoli.
    Odpowiedzialnością za zgliszcza Warszawy, za daremne ofiary tysięcy istnień ludzkich obciążał Niemców i Rosjan, sojuszników - Anglię i Amerykę, a także "Polski rząd emigracyjny z przeklętej pamięci klucza partyjnego".

    Chciałoby się powtórzyć za Andrzejem Bobkowskim: "Myśli, myśli, pełno myśli i obawa słów, z których każde mogłoby być niewłaściwe". Jak nazwać to, co robi się dzisiaj w rocznicę powstania warszawskiego? Zamiast głębokiej zadumy nad największą polską tragedią, zamiast przedstawienia jej w całej trudnej złożoności, bez niedomówień i przemilczeń, by młode pokolenie Polaków wyprowadzało właściwe wnioski z doświadczeń ich ojczyzny - dochodzi do nadużywania najszlachetniejszych uczuć patriotycznych dla doraźnej, cynicznej polityki. Jakich tu słów użyć spośród tych, którymi w cytowanych materiałach określano decyzję wywołania powstania?

    Autor jest literaturoznawcą, emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego


    KOMENTARZE

    "... szlachta na koń wsiędzie,
    ja z synowcem na czele - i jakoś to będzie."

    Cytat przedstawiający olbrzymią większośc polskich powstań, łącznie z tym planowanym w roku 1981 lub 82, kiedy "mieli wejść".
    Powstanie Warszawskie było największą w historii klęska polskiego społeczeństwa. Przez głupotę dowództwa w ciągu kilku tygodni zginęły rzesze młodych ludzi, narybek polskiej inteligencji (tej rzeczywistej), której póżniej tak brakowało w okresie następnych kilkudziesięciu lat. Naładowani sienkiewiczowskim patriotyzmem rzucili się na wroga, którego nie mieli możliwości pokonać i to bez względu na niedaleko stacjonujące wojska radzieckie i stosunek dowództwa politycznego tych armii do kierownictwa powstania. Przykład powstania w mojej przeszłości był pod kątem militarnym omawiany w trakcie szkoleń wojskowych różnych szczebli - zawsze z podobnymi wnioskami. I mimo wielkich chęci obrony zasadności powstania nigdy się to nie udało.
    Dokąd domorośli politykierzy, którzy przed służbą wojskową uciekali w choroby (często psychiczne), lub wymyślali inne dziwne przeszkody, nie przestaną wykorzystywać tej tragedii do swoich debilnych celów, dotąd duchy poległych nasto- i dwudziestolatków będą przypominać, że wszelkie nieprzemyślane decyzje niosą za sobą olbrzymie koszty i straty, nie do odrobienia.
    Hen


    Link do strony oryginalnej:
    PRZEGLĄD nr 40 (351) http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=historia&name=84 (3.10.2006)
  • @Andrzej Tokarski
    Magdalena Grodzka-Gużkowska

    Relacja kobiety- strzelca wyborowego w PW

    Tygodnik Przekrój 29.06.2006


    Minęły 62 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego, a wciąż zbyt mało się mówi o roli kobiet w tamtych wydarzeniach. Były nie tylko sanitariuszkami, kucharkami czy łączniczkami, lecz także minerkami i snajperkami. "Myśmy były bardzo dzielne i chłopom jest wstyd po prostu" - tłumaczy jedna z nich, Magdalena Grodzka-Gużkowska, w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem.

    Cezary Łazarkiewicz: Jak się strzela do ludzi?

    Magdalena Grodzka-Gużkowska: Jak do kaczek.

    Lepiej mierzyć w głowę czy w korpus? Łatwiej zabijać, jak się nie widzi twarzy?

    - Ja strzelałam do ludzi dopiero w czasie powstania. Najważniejsze, żeby złapać na muszkę faceta, który chce nam umknąć. Byliśmy trenowani w Lasach Kabackich przez znakomitego instruktora, który się zawziął. Bo ja byłam jedyną dziewczyną. A on uważał, że baby powinny w chałupie siedzieć, prać gacie chłopom i gotować obiad.

    Ale chyba inaczej strzela się do tarczy, a trochę inaczej do żywych ludzi, gdy umierają po strzale. Pani miała wtedy 19 lat.

    - Ja zapamiętałam dwóch. Pierwszego, gdy Niemcy puścili na nas dym i chłopcy zgłupieli. Przestali nagle strzelać. Powiedziałam: co robicie? Przecież Niemcy też nic nie widzą. On wyszedł wtedy z dymu i posuwał się do nas. Był w hełmie i mundurze. To pamiętam bardzo dobrze, ale nie widziałam jego twarzy. Zastrzeliłam tego Niemca. I powiedziałam chłopakom: teraz wy pilnujcie.

    A ten drugi?

    - To był snajper. Siedział na budynku Banku Gospodarki Krajowej, w miejscu dzisiejszej Giełdy, przy rondzie de Gaulle'a. Ten gmach był trochę niższy niż dziś. Strzelał bardzo dobrze i bardzo celnie. Trzeba było go zdjąć i udało mi się.

    O czym się myśli, gdy się zabija człowieka?

    - Nic się nie czuje. O niczym się nie myśli. Bo jakby się człowiek zaczął zastanawiać, to by nie mógł się skupić na strzelaniu.

    A wcześniej? Przed powstaniem? Pani zajmowała się zabijaniem kolaborantów?

    - Wtedy nazywało się to likwidacją. Dziś likwidacja młodemu człowiekowi kojarzy się z fabryką lub miejscem pracy. Wtedy likwidacja znaczyła śmierć. Ja byłam w kontrwywiadzie. Grupa 993/W. Zajmowaliśmy się niedostrzelonymi. To kolejne nowe słowo. Niedostrzeleni to byli ludzie, na których podziemie wydało już wyrok śmierci, ale nie można ich było dorwać. My zajmowaliśmy się ich odnajdywaniem. Ja nie wykonałam żadnej likwidacji, natomiast pokazywałam ich palcem.

    Odczytywała im pani wyrok śmierci, a koledzy strzelali?

    - Nieprawdą jest, że odczytywaliśmy im wyrok. Nigdy nie było na to czasu. Ja tylko pokazywałam chłopcom, że trafiliśmy na właściwego człowieka. Pamiętam jednego, który mieszkał niedaleko stąd, na drugim piętrze przy Koszykowej 42. Bardzo długo go szukaliśmy. Wpadłam na pomysł, że może on siedzi w swoim mieszkaniu. Nie spodziewałam się, że facet otworzy mi drzwi.

    Skąd pani wiedziała, że to on? Przecież nie miała pani fotografii.

    - Ale miałam jego opis i nazwisko. Zapytałam o jego żonę. On powiedział, że żona wyszła, czym potwierdził swoją tożsamość. Potem zaraz wyszedł na ulicę. Dobiegłam do niego i pokazałam go palcem w tłumie. Zrobiliśmy to w biały dzień. Bo zawsze się to działo w biały dzień. Moim obowiązkiem po likwidacji było, jeśli się uda, wyciągnąć zlikwidowanemu notes. Dlatego że te łobuzy miały często w notesach powykreślane nazwiska osób, które zadenuncjowały. A obok listę tych, których jeszcze nie wywieziono na gestapo. Pamiętam, że bardzo nas denerwowało, że na wykonanie wyroku czekało się aż trzy tygodnie. Wydawało nam się wtedy, że to tak strasznie długo. Dzisiaj rozumiem, że to było mądre. Żeby nie było pomyłek

    Mnie się wydawało, że większość kobiet, które brały udział w powstaniu, pełniła funkcję pomocniczą: były sanitariuszkami, kurierkami, gotowały obiady powstańcom. A pani mówi, że była strzelcem wyborowym, miała własną broń i działała w kontrwywiadzie. To jakiś wyjątkowy przypadek?

    - Ja panu powiem więcej. Bardzo dużo było kobiet walczących z bronią w ręku.

    To dlaczego o nich nikt nie wspomina, nikt nie pisze? Pojawiają się tylko w tle tych wydarzeń, gdzie pierwszoplanowe role odgrywają zawsze mężczyźni.

    - Ani nie piszą Polacy, ani nie piszą Niemcy. To jakieś tabu. A myśmy były bardzo dzielne i chłopom jest chyba wstyd po prostu. Na przykład Pasta. Słyszał pan o walce o Pastę? Przecież zginęłoby znacznie więcej ludzi i walka trwałaby dłużej, gdyby nie kobiety. Przecież minerki tam poszły. Ułożyły miny i wysadziły Pastę. I była cała masa takich kobiet, o których dziś się nie wspomina.

    Dlaczego?

    - To jest jakieś wielkie kłamstwo, którego nie można do dziś wyprostować. Kobiety nie tylko gotowały kartofle, co też jest ważne. Nie tylko były sanitariuszkami, co też jest bardzo ważne. Ale również uczestniczyły w normalnej walce, walczyły z bronią w ręku i wykonywały najtrudniejsze zadania. Dlatego po powstaniu poszłyśmy do obozów. Gdyby było inaczej i byśmy nic nie robiły, opuściłybyśmy Warszawę z cywilami.

    Bo wojna to męska rzecz.

    - Ja sądzę, że kilku z was, drogie chłopy, by nie żyło, gdyby nie my. To jest szalenie zabawne, bo ja nigdy nie byłam traktowana jak kobieta, tylko jak żołnierz.

    A żołnierz nie ma płci.

    - Nie, zupełnie.

    Pani do konspiracji trafiła jako 14-latka. Dziecko chyba nie ma świadomości, że w każdej chwili może zginąć?

    - Jan Głowiński i Ludwik Mayre, którzy mnie zaprzysięgli w 1940 roku w Rabie Wyżnej, powiedzieli, co mogą mi zrobić Niemcy. Powiedzieli, że mogą mnie odskórować, torturować, a na końcu zabić. I żebym się zastanowiła. Taty nie ma, mamy nie ma. Długo się nie zastanawiałam. I zaprzysięgli mnie. Wówczas wypowiedziałam osobistą wojnę Hitlerowi. I od tego momentu byłam święcie przekonana, że nie przeżyję wojny. Dlatego że oni mieli tylu drani i byli taką potęgą, że ja nie mogłam przeżyć. Byłam naprawdę zdumiona, że mi się udało. W Rabie była straszna wpadka. 144 osoby pojechały do Oświęcimia, a ja ocalałam, bo pojechałam w 1941 do Warszawy opiekować się chorą siostrą. Tu zaproponowano mi przystąpienie do kontrwywiadu.

    Była pani przygotowana na powstanie?

    - My wiedzieliśmy na pewno, że powstanie 1 sierpnia nie wybuchnie. Bo cztery dni wcześniej była pierwsza koncentracja. Ci, którzy mieli broń, poszli z bronią na wyznaczone miejsce. Ale koncentrację odwołano i wszyscy wrócili do domu. Zamiast powstania miała być akcja ,Burza", która miała ominąć Warszawę. Dlatego broń ze zrzutów szła do partyzantki. Powstanie nie miało sensu. Przepraszam za to moje bohaterskie koleżanki, moich bohaterskich kolegów, ale nigdy nie uważałam, że powstanie powinno być w Warszawie. Wiedzieliśmy na pewno, że Sowieci nie przejdą. Kilka dni przed powstaniem wysłano mnie na Pragę, bo wywiad informował, że są już Rosjanie. Miałam sprawdzić, czy nie ma już czołgów rosyjskich. Nie było. Polska została podzielona w Jałcie. Zresztą w Lublinie był już ogłoszony PKWN. Powstanie nic nie mogło zmienić. Widać też było, że Niemcy zaczynają się umacniać na Wiśle. Jako kontrwywiad przekazywaliśmy takie informacje dowództwu. Ale nikt nie słuchał, bo nasi chcieli mieć powstanie..

    Po co im było powstanie?

    - Moim zdaniem chodziło o stołki. Ja uważałam, że jak chcieli sobie postrzelać, to proszę bardzo. Ale trzeba było iść rok wcześniej z powstańcami w getcie. Tam była taka sama rzeź i tak samo nie mieli żadnych szans. Bo w ogóle nie było szans na zwycięstwo. Ja to wiedziałam od samego początku.

    To po co w tym braliście udział? Po co było ginąć bez sensu?

    - Taki był nasz obowiązek. Proszę sobie wyobrazić, że Kazimierz Iranek-Osmecki, pseudonim ,Makary", który dowodził kontrwywiadem, w ogóle nie wiedział, że powstanie ma wybuchnąć. Wszyscy pamiętają go ze zdjęć, jak podpisuje akt kapitulacji, ale niewielu wie, że nie wyrażał zgody na wybuch powstania. Ja też nie wiedziałam, że wybuchło powstanie.

    Na filmach wygląda to zupełnie inaczej. Rozkazy przekazano wcześnie i 1 sierpnia o 17 wszyscy byli pod bronią. Oczywiście, jeśli ją mieli. Więc trudno mi teraz uwierzyć, że do kontrwywiadu żadne rozkazy, żadne hasła i żadna wiadomość o koncentracji nie dotarły.

    - Myśmy naprawdę nic nie wiedzieli. 1 sierpnia miałam stawić się u Romka Grodzkiego na Książęcej 7, ale nie z powodu powstania. Nagle patrzymy przez okno, a tam ulicą jedzie czołg i strzela przed siebie. Myśmy wleźli na dach i zaczęliśmy patrzeć, co się wokół dzieje. Zaczynamy się zastanawiać, co się dzieje. Romek twierdzi, że to musi być powstanie, a ja się upieram, że nie. Bo przecież Romek dzień wcześniej spotkał się ze swoim dowódcą Stefanem Rysiem w kościele świętej Barbary i ten mu powiedział, że żadnego powstania nie będzie. I widzimy grupę własowców z psami, którzy podpalają kolejne domy. Oni chodzili już i szukali powstańców. Romek był wysoki i silny. Wtedy przysiągł, że mnie im nie odda. Bo jak w ręce własowców wpadały kobiety, to najpierw je gwałcili, a potem zarzynali. Niemcy nie gwałcili, bo nie chcieli mieszać ras. Z tego domu udało nam się uciec, ale dopiero następnego dnia. Ale nie znamy hasła, nie wiemy, gdzie się mamy zgłosić. Dziś wydaje się to nawet śmieszne, że nic nie wiedzieliśmy. Cudem jakimś wpadliśmy na Dzidka Bobkowskiego, kolegę Romka Grodzkiego z Podchorążówki. On znał hasło. I doczepili nas do oddziału Kilińskiego.

    Ale na początku była chyba jakaś nadzieja?

    - Na początku było ogromne społeczne uniesienie. Co jest zupełnie zrozumiałe. Po tylu latach ludzie zobaczyli polskie flagi, usłyszeli "Jeszcze Polska nie zginęła". Nie da się opisać tego entuzjazmu. To była euforia. Ja dwa razy przeżyłam taką radość. Rok wcześniej Szare Szeregi podłączyły się w budce telefonicznej z patefonem i nagle ze szczekaczek popłynęło ,Jeszcze Polska nie zginęła". I wszyscy, jak stali na Brackiej, klęknęli i płakali. W czasie powstania przeżywałam to jeszcze raz. Wszyscy szaleliśmy, bo taka radość wszystkim się udziela. Rzucaliśmy się sobie w ramiona, wrzeszczeliśmy z radości. Chociaż wiedziałam, że to się nie może dobrze skończyć. Było strasznie dużo odważnych ludzi, tylko że to był zupełny nonsens.

    A jak wyglądał koniec?

    - Stałam na warcie na Pięknej. Byłam w ochronie sztabu generalnego powstania. Dowiedzieliśmy się, że nasz dowódca podpisał kapitulację. Było nam już zupełnie to obojętne. Czułam się potwornie zmęczona. Myśmy byli tak zmęczeni, że w czasie powstania prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Każdą wolną chwilę przeznaczaliśmy na sen. Trzeba pamiętać, że byliśmy cały czas na frontowej linii. Zmęczenie fizyczne, brak jedzenia, brak wody, bieganie po tych kanałach. Jak robi się to wszystko naraz, to człowiek pada i śpi. Nie ma żadnej refleksji. Nie ma innych myśli. Kto mógł, to szedł spać. Gdziekolwiek. Byłam tak zmęczona po kapitulacji, że nie pamiętam, jak myśmy doszli do Ożarowa, gdzie był pierwszy obóz.

    Ale Warszawa was kochała. Byliście bohaterami.

    - Ja będę to powtarzać do końca życia, że największymi bohaterami byli cywile, którzy na czas powstania przenieśli się do piwnic. Oni się tam rodzili i umierali w strasznych warunkach. Nie mając co jeść, nie mając co pić. Ja uważam, że to święci ludzie, że nam gardeł nie poderżnęli.

    Dlaczego mieli wam, powstańcom, gardła podrzynać?

    - Dlatego że wsadziliśmy ich do tych piwnic. I trwało to tak długo, i nie zaopiekowaliśmy się nimi. Jak człowiek jest chory, jak się rodzą dzieci i umierają dzieci, to człowiek tylko o tym myśli. Ci ludzie mieli prawo nas autentycznie nienawidzić za to, że ich w to wepchnęliśmy. Słyszałam kiedyś opowieść pewnej pani, której matka i dziecko umarły w piwnicy. To było potworne. Dlatego uważam, że byli to niebywale wytrwali i niezwykle dzielni ludzie.

    Ale to wy byliście bohaterami, a nie oni.

    - Ja pamiętam jeden swój heroiczny czyn. Byłam w ochronie sztabu, który miał się przenieść ze Złotej na Piękną. Nie wiem, który to był dzień powstania, ale już wszystko się waliło i paliło. Czarno było od kurzu. Stałam na warcie z Leszkiem Zbyszyńskim. W tym kurzu dostrzegliśmy cień człowieka, który się zgubił. No i ten człowiek zawołał "Kamerad!". To już wiadomo, że Niemiec. Leszek dał mu po nodze. No i chłopcy doskoczyli do niego i chcieli go dostrzelić. Odbezpieczyłam broń i powiedziałam: nie tą samą metodą. My nie możemy dobijać rannych. I zrozumieli. Nie zastrzeliliśmy go. Ja mu jeszcze opatrunek zrobiłam, a on potem nam wszystko wyśpiewał, skąd nas będą atakować.

    Jak po tych wszystkich okropieństwach, które przeżyła pani jako 19-latka, można żyć dalej?

    - Jeżeli się przeżyje to, co ja przeżyłam, i zobaczy, co ja widziałam, to się człowiek boi, że zostanie bandytą. Człowiek, jak widzi śmierć wokół, to staje się gruboskórny. Ja się strasznie bałam, że po wojnie zostanę bandytą. Bo przez całą wojnę przekraczałam prawo każdego dnia. I bałam się, że to może zostać w człowieku. To był wielki mój lęk. Po wojnie się stresowałam w każdym kraju, w którym byłam. Uczyłam się miejscowego prawa. Do tego stopnia, że jak jechałam samochodem i było ograniczenie do 50 mil, to ja jechałam nie więcej niż 49.

    A kiedy poczuła się pani bohaterem?

    - Mnie bardzo długo nie było w Polsce. A jak wróciłam, to dowiedziałam się, że powstańcy mogę jeździć za darmo tramwajami i autobusami. Jeździłam z tą legitymacją, czekając na kanara. Ale nie wiadomo było do końca, czy powstańcy mogę jeździć metrem, bo nie było tego zapisanego w legitymacji. Poszłam do pana, który sprzedaje bilety do metra, przy politechnice. Powiedziałam, że jestem powstańcem, tu jest moja legitymacja i czy wolno mi jeździć za darmo metrem. I ten młody chłopiec, który miał z 25 lat, zanim potwierdził, że mogę jeździć też metrem, stanął przede mną na baczność i powiedział, że jest zaszczycony, że może mnie poznać. Szalenie mnie to wzruszyło i zamurowało.

    A mnie zamurowało, że pani, która wykonywała wyroki śmierci i strzelała do Niemców w czasie powstania, pyta urzędników o takie drobnostki.

    - Obowiązkowo. Mówiłam, że nie chciałam być bandytą. Musiałam to wszystko z siebie wyrzucić. Jak agresję, którą wyrzuciłam z siebie po wojnie jak śmieć.

    rozmawiał Cezary Łazarewicz


    Magdalena Grodzka-Gużkowska, rocznik 1925, pseudonimy: Janina, Katarzyna Wiśniewska, Halina Łuszczewska, Magdalena Zawadzka. Jej ojciec Zygmunt Rusinek był przed wojną posłem z partii Piast. W konspiracji zaczęła działać w 1940 roku w Służbie Zwycięstwu Polsce. Prowadziła nasłuch radiowy i pomagała jako przewodnik, przerzucając przez zieloną granicę wojskowych. W wieku 16 lat trafiła do kontrwywiadu AK. W Powstaniu Warszawskim walczyła w batalionie "Kiliński" i w ochronie sztabu generalnego. Jeszcze w czasie walk została przedstawiona do odznaczenia Virtuti Militari, którego z powodu kapitulacji nigdy jej nie wręczono. 5 października 1944 roku opuściła Warszawę jako jeniec, trafiła do obozu w Niemczech. Po wojnie została na Zachodzie. Mieszkała w Anglii, potem w Kanadzie. Była dozorczynią domu, fryzjerką, pielęgniarką i położną. Wróciła po 26 latach, ale na stałe osiedliła się w Polsce w 1975 roku. Prowadziła w Warszawie poradnie dla dzieci autystycznych i ich rodzin. Ma dwóch synów - Jędrzeja i Jana, obaj mieszkają w Kanadzie. Zanim przeszli na emeryturę, Jędrzej pracował w branży budowlanej, Jan był nauczycielem.


    Strona oryginalna:
    http://media.wp.pl/kat,9811,wid,8415958,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1
  • @rerak 21:16:10
    Zamiast jazgotać o "antysemityzmie" umysłowy bajerancie zapoznaj się z tym:

    http://wps.neon24.pl/post/123883,hitler-zalozycielem-izraela
  • @rerak 02:11:54
    --------------- MÓWISZ ,ŻE gówno prawda O TYM NIE NAPISAŁA ??

    http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=694
  • pogróżki dla goyów
    Co zapewne doczekamy jesienią ,wiadomosć z pewnego zródła



    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/884603,przestepstwa-z-nienawisci-pomiedzy-kazuistyka-a-abstrakcja.html
  • @Kula Lis 62 22:23:15
    no to mamy kompendium wiedzy o Postaniu Warszawskim i nie tylko. Widziałem wczoraj dyskusję na ten temat w TVP Info: Dudek, Lisicki, Zychowicz i ktoś tam jeszcze. Uczestnikom dyskusji TUTAJ mogliby oni co najwyżej popilnować płaszczy
  • @rerak 02:11:54
    Twoja argumentacja o 'syjonistycznej agenturze' blogera Rzeczpospolita jest na poziomie dziecka z zaawansowanym Downem .
    Opadają ręce a i gacie .
    Przypomina raczej opowieść o złodzieju gonionym przez tłum, który wykrzykujac "gonic złodzieja' biegnie przed nim .
    Czyż się mylę ?
  • @ Panowie Kula Lis, Andrzej Tokarski
    Co prawda Pan Kula Lis nawiązał do lądowania "aliantów" w Normandii, ale w kontekście powstania w Paryżu.

    A warto także zwrócić uwagę na inny, równie spektakularny aspekt Powstania Warszawskiego - na lądowanie "aliantów" w Normandii w czerwcu 1944r. i początkowych ogromnych trudnościach w zdobywaniu terenu.
    W czerwcu "alianci" zdobyli zaledwie ok. 30 km terenu, co w porównaniu z szybkością posuwania się Armii Czerwonej stwarzało zagrożenie, że ZSRR zdoła zająć większą cześć Europy zachodniej.

    Powstrzymanie na kilka miesięcy Armii Czerwonej na linii Wisły, dzięki powstańczym walkom w Warszawie, dawało "aliantom" czas na zajęcie sporej części Europy zachodniej.

    "Alianci" - cudzysłów dlatego, że do 1947r. Zachód (Międzynarodowy Żyd) nosił się z zamiarem zaatakowania ZSRR z wykorzystaniem sił niemieckich.
  • @Rzeczpospolita 11:26:00
    zaryzykowałbym tezę, że to właśnie sowiecki Związek Radziecki lat 30tych - to nic innego jak Rosja opanowana i okupowana przez Międzynarodowego Żyda.
    Z tego powodu była ona traktowana przez Hitlera jako główny przeciwnik i zagrożenie dla porządku europejskiego, a nawet światowego. Z tego powodu Hitler układał się min z Polską w celu zawarcia sojuszu skierowanego przeciw ZSRR, ale również np z Anglią. Wobec nieprzejednanej a idiotycznej postawy Polski nastąpiła istotna korekta sojuszy, zresztą czysto taktyczna - dla nas skutkująca hekatombą i totalnym zniszczeniem - ale możliwym do uniknięcia przy inaczej prowadzonej polityce zagranicznej. W tym kontekście trudno odmówić pewnej racji twierdzeniu, że to Polska była głównym sprawcą II wojny światowej w takiej postaci jak ona przebiegła. Pisałem o tym w którejś notce.
    Tu też oczywiście wracamy do kwestii celowości tych działań, czy nieudolności - i przypuszczamy celowe działanie nastawione na zniszczenie, podobnie jak przy rozpętaniu Powst. Warszawskiego - o czym szerzej było wyżej.
    Po wojnie obie strony liczyły się z możliwością kolejnego starcia. Jakimś
    elementem było to, że ZSRR już zaczął wymykać się spod panowania bolszewii i zaczął zmierzać w stronę odrodzenia państwa narodowego na bazie integracji spowodowanej choćby wielką wojną ojczyźnianą. Można lekko żartując, że po wojnie Stalin głównie zajmował się krzewieniem antysemityzmu - inaczej mówiąc, robił porządek Zresztą historia przemian i przewrotów w demoludach, szczególnie w Polsce i ZSRR - to historia wymykania się panowaniu żydostwa z jednej i umacnianiu tego panowania z drugiej strony. Tak jest do dziś. Do ostatnich wyborów prezydenckich żydostwo myślało, że mają już wszystko i zaraz dopną ostatnie guziki tego naszego kaftana. Tymczasem się nie udało, nie wiedzą, co będzie, są posrani ze strachu, bo nie wiedzą co PIS zrobi. Bo - przy wszystkich zastrzeżeniach, które znamy - nie ma obecnie innej siły, która może odwrócić bieg wydarzeń. Jeśli nie odwróci i nas oszuka (co nie jest wykluczone) - to i tak wszystko jedno. Ale przynajmniej będziemy wiedzieli - a nie tylko przypuszczali. Jak powiedział Mc Murphy w "Locie nad..." - przynajmniej żeśmy spróbowali.
  • Kilka luźnych uwag
    30 czerwca 1943 następuje wsypa i generał Stefan Grot Rowecki zostaje aresztowany przez Gestapo. 4 lipca 1943 na Gibraltarze ginie w katastrofie lotniczej generał Władysław Sikorski. Czyż to nie wyraźny i realizowany plan przygotowania do Powstania Warszawskiego? Józef Retinger nieodstępujący pryncypała na krok tym razem nie poleciał z nim w ten feralny lot. Później wyjechał do Włoch, gdzie spędził wiele miesięcy (nie znalazłem informacji ile i co tam robił), by w nocy z 3 na 4 kwietnia 1944 zostać zrzuconym z tajną misją do Warszawy. Ponoć konferował z komunistami.
    Generał Stefan Grot Rowecki przetrzymywany był w obozie w Sachsenhausen i został zamordowany na rozkaz Himmlera po wybuchu Powstania między 2 a 7 sierpnia 1944 roku.
    Wracając do agentów Gestapo, którzy wystawili generała Roweckiego. Warto przeczytać nawet tylko ich notki w wiki. Na Świerczewskim wykonano bardzo szybko wyrok - zginął z rąk kontrwywiadu za zdradę. Kalkstein po wojnie został rozpoznany przez Bohdana Tomaszewskiego w Szczecinie. Ponoć miał sie bardzo dobrze i specjalnie się nie ukrywał.
    Los Kalksteina i Blanki Kaczorowskiej świadczy, że byli agentami pracującymi dla Anglików, bo nie został na nich wykonany wyrok, natomiast najprawdopodobniej Świerczewski pracował tylko dla Gestapo i to był jego błąd. Ich kariera po wojnie wskazuje, że byli również agentami rosyjskimi, a nie wykluczone, że również niemieckimi.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031