Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
476 postów 3499 komentarzy

Stowarzyszenie WPS

Rzeczpospolita - Roman Dmowski: Siła narodu leży w jego zorganizowaniu.

Polskie z nazwy sądy i niepolskie interesy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zadziwia jak wielu niezależnych publicystów na internetowych forach daje się nabierać żydo-reżimowym hucpiarzom.

 

Przykład karykatury z polskiej prasy 1919 – 39 – według syjonistów ścigających „mowę nienawiści” są to „szokujące przykłady polskiego antysemityzmu„.

 

 

To, że udało się żydowskiemu reżimowi – PO-PiS-owi i powszechnym żydowskim mediom rozhuśtać opinię społeczną w kwestii sądownictwa w Polsce nie zaskakuje. Zadziwia natomiast, że wielu niezależnych publicystów na internetowych forach również dało się nabrać żydo-reżimowym hucpiarzom.

Jak można ufać w uczciwość J.Kaczyńskiego w sprawie demokratyzacji sądownictwa, jeśli osobnik ten jest bezpośrednio zamieszany w inspirację przynajmniej jednej, tzw. afery gruntowej przeciw A.Lepperowi (a jest tego znacznie więcej, np. afera z siedzibą partii PiS w Warszawie, itp.). Dla nikogo myślącego nie powinno być tajemnicą, że jedynym motywem J.Kaczyńskiego w kwestii demokratyzacji sądownictwa jest uniknięcie odpowiedzialności za przestępstwa i zapewnienie utrzymania władzy sobie i swojej partii PiS.

Rozważając jednak rzecz teoretycznie, bez politycznego kontekstu, należy stwierdzić, że projekt PiS-u demokratyzacji sądownictwa poprzez stworzenie ministrowi sprawiedliwości możliwości powoływania sędziów jest jak najbardziej słuszny. Jeśli przyjąć – to także będzie rozważnie tylko teoretyczne -, że minister pojawia się na swoim stanowisku w wyniku tzw. demokratycznych wyborów do władz, oznacza to, iż społeczeństwo przynajmniej pośrednio uzyskuje wpływ na wybór sędziów – dobre byłoby i to.

Cóż zatem stało się, że żydo-reżimowe towarzystwo, mające gęby pełne frazesów o wszelakiej demokracji, domagające się wojen w jej zaprowadzaniu – np. wojny z Rosją, z Syrią, mordów na przywódcach państw – Saddam Husajn, Mu’ammar Kadafii, Slobodan Miloszewicz i inni,  podniosło straszny rejwach? W tym chóralnym klangorze nie zabrakło także głosu moralnej ostoi IIIŻydo-RP, czyli żydo-katolickiego Kościoła, szczególnie przywiązanego do wywalczonej pospołu z żydowską V kolumną demokracji IIIRP. Ten chór demokratów wypina się na demokrację i żąda, żeby było jak dotąd, a więc żeby sędziowie wybierali się sami, żeby byli poza społeczną i to nawet pośrednią, kontrolą. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta. Otóż J.Kaczyński, niewątpliwie najsprytniejszy z żydowskich, reżimowych polityków w IIIŻydo-RP, popełnił błąd, który mógłby zaważyć na przyszłości reżimu. Będąc już przekonanym o trwałości reżimu (po wcześniejszym usunięciu z sejmu Samoobrony i LPR) z takim zapamiętaniem oddał się betonowaniu władzy dla PiS, iż stracił rewolucyjną czujność i nie uwzględnił, że zawsze istnieje możliwość – wprawdzie niewielka, ale jednak – objęcia władzy przez partię podobną do Samoobrony RP, która nie zechce doglądać żydowskich interesów w Polsce. I co by było, gdyby taka partia powołała własnych sędziów i zaczęła rozliczać przestępców, afery gospodarcze i zdrady interesów państwa?

 

Ot, choćby i takiego prof. M.Safjana, (Żyd, który w świetle preambuły do Konstytucji RP należy do narodu polskiego) prezesa TK, referował legalność i zgodność traktatu akcesyjnego IIIRP do UE z Konstytucją IIIRP. A nie trzeba być profesorem prawa, żeby wiedzieć, iż taka zgodność nie zachodzi, choćby tylko w kwestii zapisu o przyjęciu przez IIIRP waluty €UE.

 

Podobny polityczny błąd, jak J.Kaczyński, popełnili W.Gomułka i E.Gierek – przekonani o trwałości władzy PZPR i PRL nie zlikwidowali żydowskiej V kolumny mając ku temu wszelkie możliwości. Za ten ich błąd my, Polacy, płacimy dzisiaj wysoką cenę.

 

I właśnie całe to demokratyczne towarzystwo, z namaszczonym przez J.Kaczyńskiego na prezydenta kapciowym L.Kaczyńskiego i z żydo-katolickim Kościołem na czele, w porę zareagowało blokując niebezpieczne dla żydowskiego reżimu ustawy o sądownictwie.

Żądania zablokowania tych ustaw popłynęły niemal ze wszystkich żydowskich reżimów Zachodu – społeczność międzynarodowa także w porę dostrzegła niebezpieczeństwo.

Sądownictwo w każdym żydowskim reżimie jest umocowane ponad prawem (wprowadzony ustawą z 1986r. po spotkaniu Jaruzelski-Rockefeller w 1985, TK, który nie pochodzi z wyborów może w IIIRP zablokować każdą ustawę), a więc nie zależy od władz politycznych wyłonionych w wyborach, znajduje się w wyłącznej gestii żydostwa i ma ochraniać ich interesy polityczne i gospodarcze.

Tzw. zachodnia demokracja dbająca o nienaruszalność własnych standardów wyłączyła spod społecznej kontroli trzy najistotniejsze sfery:

politykę pieniężną (światowa żydowska finansjera decyduje o polityce ekonomicznej),

sądownictwo (podlegające w istocie tej samej finansowej mafii chroni jej interesy i może obalać prezydentów i premierów),

media (czuwają nad poziomem społecznej świadomości – nieświadomości).

„Społeczność międzynarodowa” wie, że panując niepodzielnie nad tymi sferami dysponuje pełnią władzy w państwie.

 

Dariusz Kosiur

KOMENTARZE

  • Bardzo dobry tekst trafiający w samo sedno żydowskiej dominacji.
    Finanse, sadownictwo i media to fundamenty żydowskiej dominacji.
    I tak jest w każdym zdominowanym przez globalną mafię żydowską kraju.

    Finanse dają oczywistą władzę nad pozbawionym wielkich środków finansowych społeczeństwem, pozwalają na niszczenie , wykupowanie wartościowych zasobów ograbianego społeczeństwa.

    Sądownictwo pozwala rozstrzygać na swoją korzyść wszelkie problemy ... a w tym jest jednym z narzędzi skutecznego rabunku społeczeństwa.

    Media to również silna broń pozwalająca na rabunek, grabież i niszczenie opornych przedstawicieli interesów społeczeństwa.

    To starannie przemyślany system zniewolenia
    Ten system ma też inne "twierdze" władzy absolutnej wspierane ogniem krzyżowym przez wymienione "twierdze" (finanse , sądownictwo, media)
    są to twierdza Prezydencka, parlament, rząd, lokalne warownie w terenie
    (wojewodowie, prezydenci miast..)
    No system am oczywiście wsparcie ze strony innych państwa również zniewolonych przez globalną mafię żydowską na podobnych zasadach.

    Siła tej mafii polega na zniewoleniu USA wraz z jej potężną gospodarką i siłami militarnymi.
    Obalenie mafii w USA doprowadzi do zniszczenia mafii na całym świecie.
    A ilość zbrodni dokonanych przez mafię na narodach świata (zbrodnie bezpośrednie, zbrodnie ekonomiczne, zbrodnie przeciw demokracji.. prawdzie..) chyba przesądza o tym że mafia zostanie w niektórych obszarach brutalnie rozliczona ze swoich zbrodni.
    .
  • Apologetom Żydo-PiS i IIIŻydo-RP - prezydent Maliniak podpisał ustawę ułatwiającą eksmisję
    Na nic apele organizacji lokatorskich. Na nic uwagi Rzecznika Praw Obywatelskich. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę ułatwiającą eksmisje. Nowe prawo będzie stosowane przy wynajmie lokali z programu "Mieszkanie+".

    https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/ustawa-o-krajowym-zasobie-nieruchomosci,231,0,2353639.html
  • ...
    Opisanie świata wg panakosiorowego algorytmu. Od fanów aż kipi. Jest tu na portalu jeszcze jeden taki, specjalista od podkładania zwitka pod czwartą nogę żeby stolik się nie ruszał.
  • @rymark 12:34:24
    To już najcięższy kontrargument, czy jeszcze znajdzie się coś równie mocnego w zanadrzu?
  • @rymark 12:34:24
    Bardzo dobry artykuł opisujący obecną rzeczywistość, ukazujący kto ma decydujący wpływ na życie Polaków. Z mojej strony 5.
    A ty pod którą nogę, czy nogi podkładasz zwitki. Napisz wprost co ci nie pasuje w artykule Pana Kosiura. Pewno prawda, którą ma odwagę głosić.
  • @Vinto 13:01:32
    Prawie wszystko. Inny algorytm więc bez sensu przenicowywać zdanie po zdaniu. Np popis. Czyli ogłupianie, raczej próba ogłupiania, na szczęście para w gwizdek.
  • @Zdzich 17:23:03
    "ZLIKWIDOWAĆ KATOLICKICH BYDLAKÓW"! - Dariusz Kosiur 24.08.2015 16:00

    Zdzich
    ______________________________

    Do póki nie podasz linku do cytowanej przez ciebie wypowiedzi, nie masz tu prawa wstępu.
    Paszoł won
  • @@@!
    PREZYDENT MUSI BYĆ NICZYM LATARNIA…Daleki jestem od posądzania pana prezydenta o działania nierozważne lub przypadkowe. Z jeszcze większym dystansem oceniam rozmaite „teorie ambicjonalne” oraz diagnozy o „konfliktach silnych osobowości”. Nie byłoby tego typu fantazji, gdyby głoszący je zechcieli zrozumieć treść zeznań Andrzeja Dudy z 29.10.2010 roku, złożonych przed zespołem smoleńskim Antoniego Macierewicza, ale też potrafili dostrzec, kim naprawdę jest ów wyniesiony na wyżyny prawnik, na tle historycznej postaci obecnego ministra obrony narodowej. „Prezydent musi być niczym latarnia morska - szukać tych, którym należy pomóc i ostrzegać przed zagrożeniem” – 20 maja 2015 roku napisał na Twitterze ówczesny kandydat na prezydenta i – paradoksalnie, trzeba było ponad dwóch lat, by ten „pijarowski” frazes nabrał stosownej treści. Bo rzeczywiście - prezydent Andrzej Duda jest dziś „latarnią morską” i prawdziwie „ostrzega przed zagrożeniami”.
    Jest „latarnią” dla ludzi Targowicy i tzw. elit III RP, które trafnie wiążą z nim nadzieje na zablokowanie zmian i reaguje dokładnie tam, gdzie zagrożone są najżywotniejsze interesy sukcesorów komuny.
    W działaniach tego pana dostrzegam też logikę wpisaną w wielowątkową operację wojny hybrydowej oraz w strategię środowiska, które od 2013 roku aranżowało „nowe rozdanie” – zakończone wygraną A. Dudy i partii pana Kaczyńskiego. Nie jest to opinia stworzona na gruncie ostatnich decyzji pana prezydenta. Wysyp różnej maści mędrców, którzy dopiero dziś dywagują o „zawiedzionych nadziejach”, „zawróconym prezydencie”, a nawet „strażniku ubekistanu” i z zapałem wygłaszają gołosłowne teorie, potwierdza jedynie tragiczną kondycję „wolnych mediów”. To ludziom z rządowych przekaźników, wyborcy PiS zawdzięczają bolesne „zderzenie ze ścianą” i perspektywę dalszych rozczarowań. To one hołubiły i kreowały na „męża stanu” postać, która od dawna powinna być oceniana wyłącznie w kontekście realnych poczynań, ale też ogromu zaniechań. We wrześniu 2015 roku, w tekście „NIEPRZEMIJAJĄCY UROK REŻIMU BELWEDERSKIEGO” napisałem, że „prezydentura pana Dudy otoczona jest przedziwną atmosferą. Za niedopuszczalne i niepoprawne uważa się stawianie jakichkolwiek pytań panu prezydentowi, zaś wyrażanie opinii krytycznych, jest uznane za działanie wrogie. Ta atmosfera doskonale pokazuje rzeczywistą wartość "nowego rozdania", obnaża jakieś potężne lęki i skrywa niejasne, mętne intencje. Wydawałoby się , że po pięcioletniej "cмутное время", powinniśmy zacząć traktować głowę państwa, jako "naszego", polskiego przedstawiciela. To by oznaczało, że możemy doń kierować swoje oczekiwania i postulaty, a co więcej - liczyć na ich wysłuchanie. To również oznacza pewną transparentność działań pana prezydenta, formułowanie jasnych celów, wniosków i ocen.” Rozpostarcie nad prezydentem Dudą medialnego „parasola ochronnego” (identycznie ośrodki propagandy osłaniały B.Komorowskiego) sprawiło, że dopiero ataki na ministra Macierewicza, weto prezydenckie i widowiskowa odmowa nominacji generalskich, otworzyły oczy niektórym wyborcom PiS. Otworzyły, ale często na teorie bałamutne i bezpodstawne. Przypisywanie panu prezydentowi, jakoby ulegał wpływom niemieckim (a nawet żydowskim) i tłumaczenie tym procesu „wybudzenia”, jest może miłe dla ucha niektórych fantastów i agentury Putina, ale trudne do obrony na gruncie faktów. Bo tu i teraz, nadal działają nasze „rodzime szatany” i nie warto „umiędzynaradawiać” czegoś, co na odległość cuchnie wojskowymi onucami. Przez ponad dwa lata nikogo nie dziwiło, że pan prezydent z rozmysłem i wielką determinacją unika tematów, które łączył wspólny mianownik - dotyczyły środowiska b.WSI lub dotykały obszaru odpowiedzialności Bronisława Komorowskiego – politycznego patrona tego środowiska. Otoczenie Andrzeja Dudy nigdy nie podjęło recenzji działań Belwederu w latach 2010-2015, w związku z kwestiami bezpieczeństwa narodowego, nie przeprowadzono żadnego audytu w BBN i Kancelarii Prezydenta (np. w/s dokumentów wywożonych z BBN w dniu porażki wyborczej BK), zignorowano liczne apele o wznowienie śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego (kwestia udziału wojskowej bezpieki, podnoszona przez prok. Witkowskiego), przemilczano prośby o pośmiertne uhonorowanie gen Kuklińskiego Orderem Orła Białego oraz degradację Kiszczaka i Jaruzelskiego, utajniono Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, a nawet odmówiono odpowiedzi – czy tajny dokument znajduje się w posiadaniu prezydenta. Na stronie BBN nadal straszy „doktryna Komorowskiego” i tzw. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, sporządzona przez S.Kozieja, a w wśród urzędników Biura, można znaleźć szereg postaci z czasów Komorowskiego. Gdy w czerwcu 2015, Sławomir Cenckiewicz postulował: „Obóz polityczny, który odchodzi z Kancelarii Prezydenta to obóz, który zdefiniował przeciwników politycznych jako wrogów. Analiza całego tego materiału o charakterze bardzo często operacyjnym, ten cały olbrzymi potencjał wiedzy musi zostać udźwignięty przez analityków nowego prezydenta” – nikt nie odważył się domagać od „naszego” prezydenta tak arcyważnych działań. W efekcie, środowisko Andrzeja Dudy nie tylko nie podjęło żadnych wyzwań, ale dokonało widowiskowego szalbierstwa, epatując wyborców tzw. „raportem otwarcia Kancelarii Prezydenta”, który w miejsce poważnej analizy przynosił zbiór drugorzędnych frazesów na poziomie bilansu gminnego buchaltera. Nie dziwiło także to, że w działaniach prezydenta można było dostrzec intencję kontynuowania niektórych aspektów „komorowszczyzny”. Ludzi lokatora Belwederu pozostawiono w KP i w BBN, do ochrony obiektów prezydenckich zaangażowano te same firmy ochroniarskie (w tym prowadzone przez b.esbeków), przedłużono kadencję gen. Gocuła na stanowisku Szefa Sztabu Generalnego, wzorem poprzednika - ukryto Aneks do Raportu WSI i odmówiono udostępnienia dokumentu prokuraturze, wznowiono „strategiczne partnerstwo” z chińskimi komunistami, a w obszarze obronności próbowano zakonserwować układ z czasów Komorowskiego. Regułą stał się udział urzędników BBN w imprezach-dyskusjach, w których w latach ubiegłych uczestniczyli też ludzie Komorowskiego (np. organizowanych przez Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie, którego jednym z założycieli i wieloletnim prezesem był Komorowski). Już we wcześniejszych odsłonach „esbeckiego gambitu” (operacji wymierzonej w ministra obrony narodowej), można było podziwiać zdumiewającą logikę działań pana prezydenta. Gdy w marcu br. środowisko Andrzeja Dudy skorzystało z przekazu TVN, by nagłośnić „dyscyplinujący” list do Antoniego Macierewicza, okazało się, że na poczesnym miejscu tej korespondencji znajduje się tematyka „zaniepokojenia brakiem obsady ataszatów” w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Bułgarii czy na Ukrainie, a pan prezydent domaga się natychmiastowego „podjęcia stosownych działań w sprawie obsady stanowisk attache”. To zaskakujące, bo właśnie sprawa personelu ataszatów „od zawsze” leżała w centrum zainteresowania b. WSI, a na forum internetowym stowarzyszenia „Sowa” łatwo znaleźć teksty, w których powiela się ataki funkcjonariuszy medialnych na szefa MON i stawia zarzuty usuwania z placówek ludzi związanych z tym środowiskiem. W obronie attache wojskowego w Waszyngtonie, gen. Jarosława Stróżyka (od 1996 w WSI, powołanego na attache 29 kwietnia 2010) wystąpił nawet wybitny znawca obyczajów anglosaskich, M. Dukaczewski. Przez wiele lat, oficerowie WSI zajmowali stanowiska polskich attache na placówkach zagranicznych. Lista 90 oficerów – attache wojskowych, opublikowana na str.35-39 Raportu z Weryfikacji WSI pokazuje skalę zjawiska i dowodzi, że ten obszar znajdował się w wyłącznej dyspozycji „wojskówki”. Kariery J.Bojarskiego, J.Stróżyka i wielu innych kierowanych na ataszaty po roku 2007, świadczą natomiast, że likwidacja WSI nie ukróciła wpływu na obsadę stanowisk. Trudno uznać za przypadkowe, że właśnie w ośrodku propagandy, którego założycielem był współpracownik służb wojskowych PRL i które przez wiele miesięcy nagłaśniało temat obsady ataszatów, pojawił się „dyscyplinujący” list pana prezydenta. Tak, jak trudno uwierzyć, by temat ten na tyle zaprzątał uwagę pana prezydenta, że zdecydował się na listowne pouczenia Antoniego Macierewicza. Panu Dudzie nie przeszkadzało, gdy polskie interesy reprezentowali byli oficerowie z nadania „długiego ramienia Moskwy”. Dopiero ich usunięcie wywołało zainteresowanie i reakcję ośrodka prezydenckiego. Wiele wskazuje, że te same motywacje, sprowadzone do kwestii personalnych, a szerzej – obrony układu stworzonego przez poprzednika, leżą też u podstaw decyzji o odmowie wręczenia nominacji generalskich w dniu 15 sierpnia. Oficjalna argumentacja, przedstawiona przez prezydenta : „trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich” – nie zasługuje na wiarę. Od października ubiegłego roku, Andrzej Duda i jego urzędnicy uczestniczyli w licznych spotkaniach (m.in. w Dowództwie Generalnym RSZ, w Dowództwie Operacyjnym i Sztabie Generalnym Wojska Polskiego), podczas których omawiano zmiany w systemie dowodzenia wojskiem. W listopadzie 2016, szef BBN, Paweł Soloch stwierdził, że „prezydent czeka na rekomendacje trwającego w MON Strategicznego Przeglądu Obronnego”. "Zakładam – dodał Soloch, „że do końca roku będziemy w podstawowych zarysach wiedzieli, jak głęboko będzie ten system zmieniany". Wyjątkowo fałszywie, a wręcz niegodziwie brzmią komunikaty BBN, w których czytamy, że „prezydent oczekuje szybkiego zakończenia prac nad projektem reformy systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi”. Takie żądania, pod adresem ministra Macierewicza formułuje polityk, który przez połowę swojej kadencji nie podjął żadnej inicjatywy ustawodawczej na rzecz obronności i wykazywał rażącą indolencję i ignorancję w kwestiach bezpieczeństwa narodowego. Formułuje zaś, za pośrednictwem „specjalisty od obrony cywilnej i pożarnictwa”, urzędnika, który nie miał czasu sporządzić (po wielokroć zapowiadanego) „przeglądu i audytu szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego” i jak żaden inny zasługuje na miano „mistrza nic nierobienia”. Wiceminister obrony Tomasz Szatkowski przypomniał, że „podczas pracy nad Strategicznym Przeglądem Obronnym komunikacja z BBN była bardzo dobra, zaś przedstawiciele BBN-u brali udział we wszystkich tych częściach SPO, w których chcieli brać udział”, zaś w komunikacie MON z 8.08. br. podkreślono, że „Na prośbę Szefa BBN odbył się cykl spotkań konsultacyjnych z udziałem podsekretarza stanu w MON Tomasza Szatkowskiego, mających na celu wymianę poglądów oraz udzielenie niezbędnych wyjaśnień Szefowi BBN. Dodatkowo w maju br. do konsultacji Prezydenta RP został przesłany przez MON projekt nowelizacji ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej oraz niektórych innych ustaw w zakresie reformy SKiD.” Oznacza to, że prezydencki zarzut „braku uzgodnień”, w sprawie systemu dowodzenia wojskiem, jest kiepskim pretekstem do rozpętania nowej awantury. Po co Andrzej Duda próbuje generować kolejny konflikt, który nie tylko trudno uzasadnić, ale nawet go dostrzec? To tym bardziej zaskakujące, że ani prezydent ani szef BBN słowem nie wspominają o realnym problemie - postać kluczowa w procesie podejmowania prezydenckich decyzji o awansach generalskich, dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. bryg. Jarosław Kraszewski, stracił dostęp do informacji niejawnych i (przynajmniej na razie) nie może wykonywać swoich obowiązków. Gdyby odmowa wręczenia nominacji, była motywowana taką przesłanką, świadczyłoby to o małostkowości i mściwości pana prezydenta. Mało to wiarygodne, bo jak trafnie zauważyła premier Szydło – „postępowanie w sprawie gen. Kraszewskiego nie powinno mieć wpływu na procedurę dotyczącą awansów”. Decyzja Andrzeja Dudy ma zatem głębsze i poważniejsze tło. Zostało ono wyraźnie naświetlone w komunikacie MON z dn.8.08.br.: „Kluczowym czynnikiem tych zmian jest ukształtowanie nowej kadry dowódczej. Bez niej wszystkie pozostałe reformy mogą zostać zaprzepaszczone” i powtórzone następnego dnia przez ministra Macierewicza – „jak bardzo potrzebne są nowe kadry generalskie i oficerskie w Wojsku Polskim. Bez nowych kadr nie nastąpi realna zmiana, która jest niezbędna dla rzeczywistego wzmocnienia armii.”
    Dopiero w takim kontekście, decyzja pana prezydenta jawi się jako celne, precyzyjne uderzenie – nie tylko w politykę kadrową szefa MON, który od wielu miesięcy wymienia wyższych oficerów zakorzenionych w „ludowym wojsku”, ale w cały system realnych reform organizacyjnych, personalnych, strategicznych i modernizacyjnych, zapoczątkowanych w armii przez Antoniego Macierewicza. Kluczem do dokonania głębokich zmian, są nowe kadry oficerskie i generalskie. Blokując nominacje, pan prezydent staje się (choćby mimowolnym) rzecznikiem dziesiątków „pokrzywdzonych” oficerów i generałów, którzy niemal każdego dnia wylewają żale w ośrodkach propagandy III RP – dając tym żelazny dowód, że nie tylko nie zasługują na miano oficerów, ale nawet mężczyzn. Słusznie pokomunistyczne lobby, zakorzenione dotąd w polskiej armii, uważa zmiany kadrowe za największe zagrożenie dla swoich interesów. Uzasadnione obawy budzą też dwie wojskowe ustawy: tzw. dezubekizacyjna i degradacyjna, które po rocznej peregrynacji wśród luminarzy „dobrej zmiany”, mają wreszcie szanse na uchwalenie przez Sejm. W połączeniu z obecną polityką kadrową szefa MON, stanowiłby prawdziwy „młot na czerwonych” i pozwoliły skutecznie oczyścić Siły Zbrojne z wpływów „długiego ramienia Moskwy”. Tym pilniejsza staje się potrzeba szybkiego usunięcia Antoniego Macierewicza. To priorytet „esbeckiego gambitu” i akcji propagandowych w ramach wojny hybrydowej. Ten cel został wyraźnie sformułowany przez polityka, który często chwalił Andrzeja Dudę i był też darzony uznaniem przez pana prezydenta. „Tak naprawdę politycznym rozwiązaniem tego konfliktu jest odejście Macierewicza” – oznajmił niedawno Tomasz Siemoniak, autor innej doskonałej rady – „więcej Andrzeja Dudy, mniej Antoniego Macierewicza”. To zrozumiałe, bo na tle realnych osiągnięć „dobrej zmiany” i strategii unikania tematów związanych ze środowiskiem b. WSI, działania szefa MON stanowią poważną „anomalię” i faktycznie zagrażają układowi pokomunistycznemu. Niezależnie, jak bałamutne powody wskazuje dziś prezydent i jego urzędnicy, i jak dalece żurnaliści „wolnych mediów” wtórują kłamstwu o „sporze kompetencyjnym” itp. motywach, reakcje ośrodka prezydenckiego skutecznie paraliżują zmiany w polskiej armii i są wymierzone w osobę szefa MON. W połączeniu z niedawnym wetem ustaw sądowych i (słusznie) przewidywaną blokadą tzw. medialnej ustawy dekoncentracyjnej, stworzy to swoisty „pakiet ochronny” na rzecz zachowania wpływów sukcesorów komuny i – w zgodzie z przeznaczeniem „latarni” - wytyczy kierunek kolejnych ataków.
    Ta sytuacja ma jeszcze jeden, interesujący aspekt.
    Jeśli trafna jest hipoteza, że akuszerami „nowego rozdania” z roku 2015 byli ludzie związani ze środowiskiem WSI, „wybudzenie” pana prezydenta potwierdzałoby też zasadę stosowaną w latach ubiegłych – gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka. To ważna wskazówka, w przewidywaniu reakcji PiS na prezydenckie kontry. Autor: Aleksander Ścios


    Ps...Szanowny panie Aleksandrze, cóż napisać po takim tekście? Jak skomentować? Gdyby pisał pan pierwszy raz o wybudzeniu śpiocha i celach tego wybudzenia, wielu nie dowierzało, zalecało poczekać, nie wysnuwać zbyt szybkich wniosków. Mimo, że dowodów było aż nadto. Ale my, którzy od lat czerpiemy wiedzę i mądrość z pańskich analiz, wiedzieliśmy, że ma pan rację. Że gra została uruchomiona, kolejne ruchy rozplanowane.Teraz, gdy doszły kolejne argumenty, kolejne prezydenckie czyny i zaniechania, nikt nie powinien i nie może już mieć wątpliwości. Mając pewność co do proweniencji odgrywanego spektaklu, opisał pan stan rzeczy z tak dużym spokojem. A my ze spokojem to czytamy, choć przecież są to fakty porażające i stan rzeczy dla wolnej Rzeczypospolitej, do której zmierzać byśmy chcieli, fatalny. Bardzo proszę o jak najszersze rozpowszechnienie tekstu pana Aleksandra! Żeby jego spokojna, konsekwentnie uargumentowana analiza dotarła do jak najszerszego kręgu osób. Żeby nikt nie mówił, że nie widział, nie wiedział, czytał co innego w "prawicowych mediach"...
    Ten głos jest jak latarnia wśród niespokojnej nocy. Błyszczy jasnym światłem. Uparcie tchnie prawdą. Wygląda na to, że prezydent przeszedł na stronę "dark side of power" (czyli ciemnych mocy) jeśli użyć terminologii znanego filmu. Wiele przemawia za tym, że PO czy WSI mają jakieś "haki" na niego co powoduje, że musi sabotować wysiłki PiS-u i aktualnej administracji.
  • @Oscar 08:44:56
    Reagan Collection Welcome to the new CIA Electronic Reading Room. Be sure to bookmark this site, and note that our former URL will be decommissioned in the near future.

    https://www.cia.gov/library/readingroom/collection/reagan-collection
  • @rymark 12:34:24
    R A P O R T o działaniach żołnierzy i pracowników WSI oraz wojskowych jednostek organizacyjnych realizujących zadania w zakresie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego przed wejściem w życie ustawy z dnia 9 lipca 2003 r. o Wojskowych Służbach Informacyjnych w zakresie określonym w art. 67. ust. 1 pkt 1 – 10 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego” oraz o innych działaniach wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej

    http://www.rodaknet.com/raport_wsi.pdf
  • @rymark
    Już skaczą z okien! Na stronie federacji stowarzyszeń byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL-u ukazał się dramatyczny apel, w którym można przeczytać: „Wiemy, że już kilkoro z nas po otrzymaniu decyzji o jawnie bezprawnym i drastycznym obniżeniu emerytury lub renty targnęło się na własne życie”. Temat podjęła „Gazeta Wyborcza”, która idąc tym tropem, skrupulatnie opisuje trzy samobójstwa i pięć śmiertelnych zawałów jako efekt przyjętej przez PiS ustawy dezubekizacyjnej. Nie mieści im się w głowie, że nie będą dostawali więcej, niż wynosi średnia emerytura lub renta. Zawsze byli traktowani jak święte krowy. Mogli zrobić wszystko. Mogli wsadzić do więzienia, pobić, a nawet bezkarnie zabić. I robili to, a zwłaszcza tym, którzy zagrażali istnieniu PRL-u. Za swoje czyny byli sowicie nagradzani, a później cieszyli się wysokimi emeryturami. W tym samym czasie ci, którzy walczyli z komuną, żyli na granicy egzystencji. Nadal będę się upominał o obniżenie emerytur byłym milicjantom, którzy bili równie skutecznie jak esbecy. Prokuratorom i sędziom, którzy skazywali niewinnych ludzi. I przede wszystkim partyjnym kacykom, którzy im wszystkim wydawali polecenia.

    Ps..Jak widać nie trzeba do nich strzelać czy ich wieszać, pomioty przywiezione na sowieckich taczankach, czy fornali z czworaków, żydokomuniści, komunistyczni oprawcy sami się wieszają, dostając POwiastki o 1000zł-1700zł emeryturze, rencie. Cóż za sprawiedliwość dziejowa. Jak chazarstwo tw. Bolek Leiba Kone alias Wałęsa z Silberstein alias Suchocką wprowadzili ograniczenia emerytur do 250% kwoty bazowej dla pracowników, którzy zarabiali lepiej, ale płacili odpowiednio wysokie składki do ZUS-u, to wtedy było cicho! W końcu pracownicy NKWD/SMIERSZY/IW-WSW-WSI/UB, SB, etc.. składek na ZUS nie płacili jak do dziś uważający się za nadzwyczajną książęcą kastę prokuratorzy i sędziowie, których majątki nie mają pokrycia w pensji urzędnika państwowego, czas na dokładne rozliczenie i zastosowanie wobec nich Ustawy z 1921 Trąmpczyńskiego, czyli rozstrzelanie skorumpowanych złodziei.!(Ustawa z dnia 18 marca 1921 roku o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez: urzędników. file:///C:/Users/pilat/Downloads/D1921030017701%20(1).pdf ) Z czego takie wysokie emerytury? Także lewak Miller zabrał Polakom świadczenia gwarantowane lecz ubecji/esbecji nie ruszył. Czekam kiedy będą to robić prokurwatorzy, sędziowie, Bolek, Bul, etc..etc... Toż to miód na moje serce Polaka. Im więcej ich z okien wyskoczy, czy się powiesi lub z "bulu" po obniżce zemrze to tym lepiej dla budżetu państwa i ZUSu!. A owe skakanie z okna zapoczątkował chazarski pomiot Henryk Holland, mąż tej parszywej lewaczki chazarskiej żydowicy "reżyserki" Holland i tate ich córki lesby z czego mamełe Holland i córusia są bardzo dumne! Henryk Holland żydowski bolszewik, członek syjonistycznej organizacji Haszomer Hacair, oficjalnie w Polsce rozwiązanej w 1949 roku, będącej odłamem Światowej Organizacji Syjonistycznej. Członek Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Redaktor „Czerwonego Sztandaru” i „Młodzieży Stalinowskiej”, dwóch komunistycznych gadzinówek wydawanych przez sowieckie władze okupujące Polskę. W późniejszym okresie członek komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej oraz czołowy propagandysta PRL-u. Z polskich komunistów czapkował bardzo Gomułce, ale temu tez Gomułce narazi się bardzo, ponieważ gdy otrzymał poufne informacje o treści przemówienia Nikity Chruszczowa na XXII Zjeździe KPZR, w którym opisano okoliczności śmierci Józefa Stalina i Ławrientija Berii oraz poddano przez Chruszczowa krytyce stalinowską politykę. Henryk Holland starając się zapewnić sobie przychylność zachodu i dolarowy dodatek do komunistycznej pensji, Holland natychmiast przekazał informacje korespondentowi „Le Monde” w Warszawie Jeanowi Wetzowi oczywiście za dolarowe wynagrodzenie. Henryka Hollanda zatrzymano 19 grudnia 1961 i następnie poddano wielogodzinnemu przesłuchaniu, a w dniu 21 grudnia 1961 został aresztowany pod zarzutem z art. 7 „małego” kk. Po ogłoszeniu decyzji o aresztowaniu, przewieziono go do jego mieszkania na rewizję, aby rewindykować otrzymane od korespondenta Le Monde, Wezeta dolary. W czasie tej rewizji w momencie odkrycia skrytki z dolarami i wszelakimi złotymi precyzjami Henryk Holland popełnił samobójstwo, skacząc z okna mieszkania, znajdującego się na 6 piętrze budynku, w którym mieszkał.
  • @Rzeczpospolita 12:19:03
    Od 2 lat rządowe "wolne media" osłaniają prezydenta Andrzeja Dudę parasolem łgarstw i mitów.To im wyborcy PiS będą zawdzięczać zderzenie ze ścianą. Prezydent wymyślił sobie być prezydentem wszystkich Polaków. A zapomniał, że część przyszła z Armią Czerwoną. Niestety uśpiony PAD zaczął swoją misję podtrzymania betonu III RP, WSI wdraża plan obalenia PiS !!! Komorowski doradza Dudzie ws. Macierewicza. Czy trzeba więcej dowodów na haniebne zachowanie Dudy?
  • @Rzeczpospolita 12:19:03
    AFERA MARSZAŁKOWA, ANEKS – NIERÓWNA GRA
    „Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawnione społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, udaremniało jego udział w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń. Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie o czym jestem przeświadczony, udaremniło pułapkę smoleńską i zamach z 10 kwietnia. Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że do dziś płacimy cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.”
    Cytowany fragment pochodzi z jednego z moich tekstów z roku 2013. Przyznaję, że w tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że po wygranych wyborach parlamentarnych partia pana Kaczyńskiego nie powróci do wyjaśnienia okoliczności afery marszałkowej i nie pokaże Polakom, kim był człowiek sprawujący najwyższy urząd w III RP.
    Choć osiem lat rządów reżimu PO-PSL obfitowało w setki najpoważniejszych występków, nie było w tym czasie sprawy równie ważnej, a zarazem symbolicznej niż afera marszałkowa – „matka” wszystkich afer. Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.
    Nie ma potrzeby wracać do szczegółowego opisu sprawy. Na moim blogu, pod hasłami „Komorowski” i „afera marszałkowa” widnieje kilkadziesiąt tekstów poświęconych tematowi. Przypomnę jedynie, że afera marszałkowa była wielowątkową kombinacją operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, Bronisława Komorowskiego, ABW, prokuratury i ośrodków propagandy, zmierzającą do uzyskania dostępu do tajnego uzupełnienia (Aneksu) z Raportu z Weryfikacji WSI. Gdy okazało się to niemożliwe, podjęto działania służące skompromitowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i sparaliżowaniu prac Komisji oraz akcję odwetową wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Chodziło o zdezawuowanie treści zawartych w Aneksie i wytworzenie wokół Komisji Weryfikacyjnej atmosfery podejrzeń o nielegalne działania. Priorytetem kombinacji pozostawała ochrona politycznego „patrona” wojskowych służb - Bronisława Komorowskiego. Są w tej sprawie skandaliczne akcje prokuratury i ludzi ABW, jest wątek funkcjonariuszy ośrodków propagandy, są próby stosowania aresztów wydobywczych, rewizje, zastraszanie i nękanie świadków, są niewyjaśnione zgony. Logikę kombinacji wytyczały słowa B. Komorowskiego ze stycznia 2008 roku – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”. Padły one w reakcji na wiadomość, że prezydent Lech Kaczyński rozważa publikację Aneksu i ma wątpliwości, czy przed ujawnieniem dokumentu powinien skierować go do marszałków Sejmu i Senatu. Komorowski, o czym w grudniu 2014 roku przypomniał Antonii Macierewicz – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.”
    Można przyjąć za pewnik, że wobec tak silnego imperatywu i wewnętrznego przymusu, lektura Aneksu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski po przeprowadzeniu operacji zajęcia Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś oświadczenie lokatora Belwederu, złożone podczas sądowych zeznań w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu. Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatyczne okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, muszą prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i wręcz groźną dla swoich interesów. W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze :
    „Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku. Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”. Na podstawie wiedzy o aferze marszałkowej i wydarzeniach prowadzących do 10 kwietnia 2010 roku, warto postawić pytanie: jeśli po to, by nie doszło do ujawnienia Aneksu, w latach 2007-2008 prowadzono brutalną i bezprawną grę wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw, jeśli B. Komorowski nie cofnął się przed atakami na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i usilnie zabiegał o dostęp do tajnego dokumentu, zaś środowisko b. WSI tak wielką wagę przywiązywało do jego zablokowania, a nawet doradzało całkowite zniszczenie, jak należy interpretować stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy wyrażone w słowach – „to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków, mam znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia” oraz znamienne słowa prezydenckiego ministra K. Szczerskiego z 2015 roku – „to temat, którego nie ma”? Jest w tym wyraz nonszalancji, niewiedzy i niezrozumienia wagi tematu, czy objaw koniunkturalizmu i zakulisowych ustaleń ze środowiskiem Komorowskiego? Nie wiemy nawet, czy opinia pana Dudy powstała po uważnej lekturze Aneksu, czy też pan prezydent, nie czytając tego dokumentu, wie lepiej, co jest lub nie jest ważne dla Polaków? A skoro pan Duda uważa sprawę Aneksu za mało ważną – dlaczego jego Kancelaria odmawia nawet odpowiedzi na pytanie: czy dokument nadal istnieje i znajduje się w prezydenckim sejfie? Skąd wyborcy pana prezydenta mają wiedzieć, czy jego poprzednik nie „rozwiązał problemu”, w sposób, jaki doradzali mu ludzie b. WSI? Zdaję sobie sprawę, że nie ma dziś tak szokujących ani doniosłych informacji, które mogłyby wstrząsnąć opinią publiczną lub postawić polityków PO przed poważnymi zarzutami.
    Już publikacja Raportu z Weryfikacji WSI dowiodła, że sprawność aparatu propagandy znacząco przewyższa dążenie do prawdy i potrzebę wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Następnego dnia po opublikowaniu 374 stronicowego Raportu, opatrzonego obszernymi aneksami, podano opinii publicznej wyniki tzw. „sondażu”, z którego miało wynikać, że 44,9 proc. Polaków ocenia dokument jako niewiarygodny, 31,2 proc. - za wiarygodny, zaś 18,7 proc.-nie ma zdania na temat dokumentu. Jeśli Bronisław Komorowski, którego nazwisko pojawia się blisko 60 razy na kartach Raportu, nadal był uważany za solidnego polityka, a nawet został wybrany prezydentem III RP, jest w tym dowód skrajnej ignorancji Polaków, ale też prymatu propagandy nad faktami. Niewykluczone, że również publikacja Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI nie wywołałaby większego zainteresowania, niż różne „newsy’ i „sensacje dnia”, jakimi karmi się naszych rodaków. Ujawnienie Aneksu, mogłoby zatem spowodować chwilowe „wzmożenie” uwagi elektoratu i podwyższenie emocji społecznych, ale nie wiązałbym z tym wydarzeniem szczególnych nadziei. Brak woli politycznej wyklucza możliwość wykorzystania takiej okazji do likwidacji wpływów Onych i rozprawy z patologiami magdalenkowego tworu, zaś deficyt wolnych mediów i fatalna kondycja intelektualna środowiska dziennikarskiego, skutecznie blokowałyby próby przekazania Polakom tej wiedzy. Z drugiej strony, działania ludzi WSI i ewidentny lęk B. Komorowskiego przed publikacją tajnego dokumentu, pozwalają przypuszczać, że znajdują się w nim treści, które poważnie mogłyby naruszyć interesy triumwiratu III RP lub wywołać polityczne „trzęsienie ziemi”. W taki kontekście interpretowałbym również zachowania obecnego prezydenta oraz wyjątkowo gorliwe unikanie tematu przez ludzi „dobrej zmiany” i ich media.
    Byłoby więc rozsądne nie brać pod uwagę potencjalnych reakcji społecznych, a tym bardziej, wrzasku propagandystów, lecz skoncentrować się na rzeczywistym znaczeniu Aneksu w kontekście bezpieczeństwa wewnętrznego. Zakładam, że każdy, kto rozumie znaczenie wpływów „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa”(jak onegdaj prof. Zybertowicz określił rolę WSI), będzie też zainteresowany publikacją uzupełnienia do Raportu z Weryfikacji WSI.
    Gdy w latach 2008-2009 opisywałem na blogu aferę marszałkową (ówczesne „niezależne media” używały szalbierczego terminu „afera aneksowa”) i przez kolejne miesiące zadawałem B. Komorowskiemu szereg pytań, publikacje te były "profilaktycznie" cenzurowane na „niezależnym forum blogerskim” - Salon24. Doświadczałem też szczególnych form zainteresowania służb III RP, o których – z oczywistych powodów, nie mogę otwarcie dywagować.
    W całej przestrzeni publicznej nie było wówczas przyzwolenia na niepokojenie polityka PO, ani większego zainteresowania wyjaśnieniem roli Komorowskiego w aferze marszałkowej. Wygrana „necandusa” w tzw. wyborach prezydenckich 2010 roku sprawiła, że nad Komorowskim roztoczono szczelny parasol medialny, temat wyciszono i skazano na zapomnienie. O tej sprawie, podobnie jak o Aneksie i działaniach p.o. prezydenta, nie wolno było głośno mówić ani o nie pytać. Choć B. Komorowski jest dziś (niesłusznie) traktowany niczym niegroźny „emeryt polityczny”, a od dwóch lat doznajemy dobrodziejstw i swobód „dobrej zmiany”, mam nieodparte wrażenie, że nad bohaterem afery marszałkowej i jego sprawkami nadal roztacza się polityczny parasol ochronny, zaś temat Aneksu należy do ścisłego tabu. Jeśli wtedy i dziś nie można pytać o tę aferę ani domagać się publikacji Aneksu, jeśli Pałac Prezydencki nadal ignoruje kwestie niewygodne dla Andrzeja Dudy – gdzie przebiega granica owej „dobrej zmiany” i na czym w istocie polega? Nie tylko nie dopuszcza się do publicznej dyskusji nad kluczowym dla naszego bezpieczeństwa dokumentem, ale nikt nie odważy się pytać pana prezydenta o powody ukrywania Aneksu, bądź nalegać na polityków partii rządzącej w sprawie wyjaśnienia afery marszałkowej i prześwietlenia działań Komorowskiego w latach 2008 -2015. Partyjni cmokierzy i pospolici głupcy, mogą wzruszać ramionami na wagę takiej tematyki, ale już próba postawienia rzeczowych pytań obnaża absurdalność tak nierozumnej postawy. Można bowiem zapytać: kto i jakimi metodami zbadał, czy afera marszałkowa i zawiązany wówczas sojusz rosyjskiej agentury ze służbami III RP, miał, czy też nie miał wpływu na działania zmierzające do zastawienia pułapki smoleńskiej i doprowadzeniem do śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czy w latach poprzedzających Smoleńsk, mogło dojść do równie spektakularnej aktywności ludzi b.WSI (w tym powołania jawnej reprezentacji ) oraz reaktywacji ich wpływów, gdyby B. Komorowski poniósł odpowiedzialność za udział w aferze marszałkowej i nie mógł kandydować na stanowisko prezydenta?
    Czy bez przeprowadzenia śledztwa w sprawie układu ludzi WSI z politykami PO-PSL oraz ustalenia, jakie konsekwencje wynikały z tych patologicznych relacji, możliwa jest rozprawa z ową „obcą agenturą”, o której Jarosław Kaczyński informował Polaków podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej? Jak to możliwe, że ten arcyważny temat, w którym ogniskują się interesy rosyjskiej agentury i ponure tajemnice następcy Lecha Kaczyńskiego, nie jest dziś przedmiotem zainteresowania polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie znajduje miejsca w publikacjach „wolnych mediów” i został skazany na kolejną kadencję milczenia? Dlaczego właśnie B. Komorowski i środowisko b. WSI wyjęci są spod jakichkolwiek działań organów tego państwa, nie toczą się w ich sprawach żadne postępowania, zaś inicjatywy ustawowe związane z tym środowiskiem zostały wycofane przez prezesa PiS? Powstała dziś sytuacja, należy do wyjątkowo groźnych. Można zakładać, że życzenie Komorowskiego – „muszę zobaczyć aneks przed publikacją”, zostało spełnione. Wbrew woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na przekór intencjom, z jakimi został sporządzony Aneks. Uważam za wielce prawdopodobne, że były lokator Belwederu oraz ludzie z bliskiego mu środowiska WSI posiadają nie tylko informacje na temat zawartości tajnego dokumentu, ale wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Tej wiedzy nie mają Polacy, a dzięki postawie prezydenta Dudy, nie mają też szans poznania treści Aneksu do Raportu WSI ani zrozumienia czego tak bardzo bał się Komorowski i jego przyjaciele? Tworzy to niebezpieczną dysproporcję, w której tylko jedna strona dysponuje cenną wiedzą, ale też, dostatecznym materiałem, dla prowadzenia dowolnych gier i kombinacji operacyjnych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej oraz aktywności wewnętrznej agentury, nie mamy żadnej pewności, czy właśnie ta wiedza nie buduje uprzywilejowanej pozycji naszych największych wrogów. Kolejna odsłona gry „taśmami Sowy”, za którą najprawdopodobniej stoi środowisko byłej wojskówki, jest wyraźnym sygnałem, że nie zakończono jeszcze procesu „formatowania” układu rządzącego, ale też dowodzi dużej swobody działania środowiska b. WSI. Utrzymywanie stanu tak poważnej dysproporcji, zawsze będzie korzystne dla tych, którzy więcej wiedzą i mogą. Dlatego na ukrywaniu Aneksu i milczeniu wokół afery marszałkowej, wygrywa tylko Komorowski i ludzie w brązowych butach. Jeśli wyborcy PiS godzą się na grę o tak nierównych szansach i nie mają odwagi upomnieć o swoje bezpieczeństwo, wynik tej rozgrywki został już rozstrzygnięty.

    Ps...Nie wiem, dlaczego Lech Kaczyński nie opublikował Aneksu i mogę się jedynie domyślać prawdziwych przyczyn. Z pewnością, przeszkodą stało się orzeczenie TK z 28 czerwca 2008 roku, w którym znalazło się następujące zalecenie: "Organy władzy publicznej powinny wstrzymać się z podawaniem do publicznej wiadomości pełnej wersji uzupełnień raportu Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej bez uprzedniej anonimizacji danych osób objętych raportem. Uzupełnienia do raportu mogą zostać podane do publicznej wiadomości bez takiej anonimizacji dopiero po zapewnieniu osobom zainteresowanym odpowiednich gwarancji proceduralnych”. Mogę również przypuszczać, że na decyzji prezydenta Kaczyńskiego zaważyły opinie prezydenckich doradców i prawników. Późniejsze zachowania niektórych współpracowników z Kancelarii Prezydenta, byłyby istotną wskazówką w zakresie motywacji. Nie wykluczam także, że brano pod uwagę tzw. względy wizerunkowe i wobec szalejącej wówczas kampanii nienawiści do Lecha Kaczyńskiego, zdecydowano o zaniechaniu publikacji. Nie sądzę jednak, by te okoliczności miały dziś jakiekolwiek znaczenie lub mogły usprawiedliwiać postawę Andrzeja Dudy. Obecna sytuacja jest zdecydowanie inna, niż w latach 2007-2008. Pełnię władzy - w tym zarząd nad publicznymi mediami, sprawuje dziś PiS. Nie ma również żadnej "nagonki" na prezydenta ani konfliktu na linii rząd-prezydent. Poparcie dla ujawnienia Aneksu byłoby też zdecydowanie większe niż oczekiwania związane z publikacją Raportu z Weryfikacji WSI. Przypomnę też ubiegłoroczną wypowiedź Sławomira Cenckiewicza: "Aneks jest dostosowany do reguł, które prezydentowi narzucił Trybunał Konstytucyjny”. Chodzi o wymóg anonimizacji danych osób objętych raportem. Oznacza to, że nie ma żadnych formalnych przeszkód.
    Autor: Aleksander Ścios

    Ps..Swoją drogą, bracia Kaczyńscy nie zawsze potrafili dobrać sobie odpowiednich współpracowników. Gotowy do publikacji Aneks, spełniający wymagania TK, po dwóch latach urzędowania "naszego prezydenta" pozostaje nadal w obszarze baśni o żelaznym wilku, czyli w tzw. strefie hakowej. A ja jeszcze dziś mam w uszach wielokrotnie powtarzane, gromkie okrzyki kampanijne kandydata Andrzeja Dudy: "JESTEM CZŁOWIEKIEM NIEZŁOMNYM!" - i wiele podobnych, pustych, jak się okazało, zapewnień. Przytomni, pamiętający umiarkowanie waleczną postawę obecnego prezydenta bezpośrednio po zamachu 10.04.2010, i jego bezbarwne, zająkliwe zeznania przed Komisją Smoleńską, pamiętają też, że waleczności starczyło mu na żółty pasek w TVN oraz urzędnika Czaplę, ale na wieść o telefonie iz Maskwy - od SAMEGO Miedwiediewa (!) nic z niej nie zostało. Dzisiaj ten tchórzliwy, bezbarwny człowiek uzurpuje sobie, w planowanej na 2019 Konstytucji, nieograniczone zwierzchnictwo nad armią (także w czasie pokoju) pozbawiając tym samym prerogatyw ministra Obrony Narodowej. Wódz, który kapituluje na telefoniczne polecenie z Moskwy, miałby stanąć na czele odrodzonego Wojska Polskiego? W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że osławiony "KOMPUTER" prezesa Kaczyńskiego wygotuje nam podobny pasztet. Widać i on, zaprogramowany na przestrzeganie OMERTY OKRĄGŁEGO STOŁU, dodatkowo pomny losu śp. Lecha Kaczyńskiego, uległ nieodpartej argumentacji oficyjerów WSI. Którzy lubią od czasu do czasu przypomnieć, że z ponad 1900 godzin "taśm Sowy" ujawniono zaledwie kilka procent...Polecam Państwu wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem opublikowany przez dzieje.pl

    http://dzieje.pl/aktualnosci/slawomir-cenckiewicz-w-polsce-antykomunizm-jest-sierota
    Zaczyna się tak:
    "W Polsce antykomunizm jest sierotą, dobrze pokazuje to sytuacja wokół tzw. zbioru zastrzeżonego i honorowania 1. Armii Wojska Polskiego m.in. przez prezydenta Andrzeja Dudę." Jak widać, nie tylko pan prezydent ukrywający (wbrew prawu) Aneks, ale i "odnowione służby" swoje ustawowe zobowiązania dotyczące odtajniania "urobku" komuny traktują z zadziwiającą nonszalancją; tak, jakby ich ustawy nie zobowiązywały. Przypominałem już kilkakrotnie, że w czasie kadencji B. Komorowskiego, ówczesna opozycja z PiS podnosiła zarzut, iż niepublikowanie Aneksu jest sprzeczne z ustawą z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego”.
    Ustawa ta mówi:
    „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, podaje Raport do publicznej wiadomości w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”. Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o podaniu Raportu do publicznej wiadomości jest równoznaczne ze zniesieniem klauzuli tajności w rozumieniu art. 21 ust. 1 i 3 ustawy z dnia 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych.”
    Oznacza to że Raport oraz uzupełnienia (aneksy) do niego muszą być publikowane przez Prezydenta RP. Przepis ten nie zawiera trybu warunkowego lecz nakłada na prezydenta obowiązek publikacji tego typu materiałów i wręcz wymusza ich ujawnienie.
    Rzeczą niezwykle znamienną jest fakt, że dziś nikt nie stawia prezydentowi tego rodzaju zarzutu. To, że nie czynią go rządowi propagandyści, jest oczywiste. Znacznie ważniejsze jednak, że nie robi tego również zbieranina, zwana „opozycją” – tak rzekomo wyczulona na przypadki łamania prawa przez polityków PiS.
    To jeszcze jedna przesłanka pozwalająca stawiać hipotezę o istnieniu zakulisowych ustaleń w kwestii Aneksu i odpowiedzialności B.Komorowskiego.
    Ten człowiek jest dziś pewny swojej bezkarności, a znakiem rzeczywistych relacji Komorowskiego z Dudą, winny być sceny z wizyty ówczesnego prezydenta-elekta w Pałacu Prezydenckim.

    Dziękuję za link do świetnego wywiadu z panem Cenckiewiczem. Jest tam wiele stwierdzeń, z którymi się identyfikuję, ale szczególnie blisko brzmi dla mnie ta deklaracja:
    „Jest dla mnie – antykomunisty – dyskomfortem, że po blisko 30 latach od formalnego upadku komuny próbuje się wymusić na mnie de facto akceptację urobku komunistycznych tajnych służb, które – ZAWSZE – w porozumieniu z KGB dokonywały kradzieży technologii na Zachodzie! Mam opór by to dzisiaj sankcjonować.”

    Cenckiewicz jest bodaj jedynym człowiekiem, który w tak trafny sposób potrafi ocenić „urobek komunistycznych tajnych służb”.
    Rzecz sprowadza się do konkluzji, którą starałem się też wykazać w książce „Bezpieka - O mitologii służb specjalnych PRL” – to nigdy nie były polskie służby, zaś ludzie w nich służący nie mieli nic wspólnego z ochroną państwa i społeczeństwa polskiego. Od początku do końca były to służby sowieckie, służące wyłącznie interesom okupanta, zaś ich funkcjonariusze nie mają pojęcia o pracy dla Polski i bezpieczeństwa narodowego.
    Dlatego zatrudnianie jakiegokolwiek „fachowca” – esbeka lub czynienie z nich jakichś „ekspertów”, (jak z pewnym płk. Wrońskim robią rządowe „wolne media”) jest wyjątkowym draństwem i kpiną z Polaków.
    Ponieważ tej prawdy nie chcą przyjmować „elity” III RP, jesteśmy skazani na skandaliczny spektakl związany z ujawnieniem tzw. zbioru zastrzeżonego.
    Ludziom PiS do głowy nie przyjdzie, że nie ma takich „tajemnic” ani „zdobyczy” owych służb sowieckich, których państwo polskie powinno strzec lub chronić. Jeśli to robi – a wiemy, że takie zakusy mają nawet szefowie służb wojskowych, świadczy to nie tylko o rażącej ignorancji historycznej, ale intencji ochrony okupacyjnej spuścizny. Cenckiewicz powiedział również i to, że – „W Polsce antykomunizm jest sierotą” i bardzo trafnie scharakteryzował kondycję partii odwołującej się do tradycji tej „utraconej broni”. Powiedziałbym więcej: w III RP nie ma antykomunizmu ani antykomunistów, a ci, którzy wycierają sobie gęby tą polską tradycją, nie wiedzą co czynią lub kpią z antykomunizmu II Rzeczpospolitej. Naszym rodakom wmówiono nie tylko „śmierć’ komunizmu ( co czyni postawę antykomunistyczną zbędną i anachroniczną) ale kłamstwo jeszcze gorsze – że państwo powstałe na fundamencie PRL-u i związane z nim tysiącami relacji, państwo czerpiące z sukcesji czasu okupacji i zaprzaństwa, może być wolną i demokratyczną Rzeczpospolitą. To ordynarne kłamstwo utrwala dziś pan Kaczyński i jego partyjni koledzy. Gdy Cenckiewicz wspomina o wycofanym projekcie nowelizacji ustawy o uposażeniu emerytalnym żołnierzy, trzeba podkreślić, że nie wycofały go mityczne "krasnale", ale zrobił to prezes PiS.

    Dlatego nasi rodacy odrzucają dychotomię My-Oni, nie chcą słyszeć o fałszu, jakim karmią ich politycy i tzw. intelektualiści i chętnie uciekają przed odpowiedzialnością za zbudowanie wolnej Polski.
    Cenckiewicz trafnie nawiązał do antykomunizmu Józefa Mackiewicza, bo postawa tego pisarza najpełniej wyraża myśl całkowicie obcą współczesnym Polakom:
    „My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! Nie możemy im dawać forów, nie możemy stwarzać takich warunków walki, które z góry przesądzają na naszą niekorzyść. Musimy zastosować ten sam żelazno-konsekwentny system. A tym bardziej posiadamy ku temu prawo, ponieważ jesteśmy nie stroną zaczepną, a obronną!” Nawiązując do słów Mackiewicza - w artykule prof. Cenckiewicza znamienne, moim zdaniem, niezwykle pesymistyczne stwierdzenie:

    "Nie ma u nas integralnej partii antykomunistycznej, która nazwałaby przeszłość tak jak ona na to zasługuje i wyciągnęła z tego wnioski. Są owszem partie mniej lub bardziej antykomunistyczne, ale jednej, w ścisłym sensie antykomunistycznej, w duchu Józefa Mackiewicza, po prostu nie ma i już nie będzie." Nie ma i już nie będzie...
  • @Rzeczpospolita 12:19:03
    To, że nie wiemy nawet, czy Aneks nadal istnieje, jest najbardziej kuriozalne, ale też niezwykle groźne. Przed dwoma laty Stowarzyszenie Blogmedia24 pl. wysłało do Kancelarii Prezydenta wniosek o udzielenie informacji publicznej w tej sprawie. Tu znajduje się całość korespondencji z urzędnikiem pana prezydenta, A.Dorszem, obecnym w KP od czasów Jaruzelskiego:

    http://www.blogmedia24.pl/node/35213#comment-346230
    Mimo dwukrotnych wystąpień, KP nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi na pytanie-"czy ten aneks jest w dyspozycji prawowitego dysponenta, jakim jest prezydent?", a tym bardziej nie odpowiedziała na drugą kwestię - "czy prezydent Andrzej Duda zdecyduje się na jego publikację – jak nakazuje ustawa z 14 grudnia 2006 r.?" Nie udzielił jej też żaden z urzędników A.Dudy, przy czym na uwagę zasługuje jedna z wypowiedzi P.Solocha. Pytany w sierpniu 2015 roku - "Czy aneks owiany pewną aurą tajemniczości, pozostawiony w spadku po Bronisławie Komorowskim, jest tam, gdzie być powinien?" - Soloch odparł:

    "Według informacji, które dostałem formalnie z archiwum – w kancelarii tajnej nie ma aneksu, o który panowie pytają. Nie ma go na terenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Poinformowałem o tym prezydenta i to wszystko, co w tej sprawie mogę na tę chwilę powiedzieć." Tyle tylko, że Aneks nie mógł znajdować się w archiwum BBN, bo jego miejsce jest w tajnym sejfie pana prezydenta. Po co więc zapewniać, że dokumentu nie ma w BBN? Przypomnę również, że w styczniu 2016 prokuratura zwróciła się do A.Dudy z prośbą o przekazanie kopii Aneksu. Miało to związek ze śledztwem dotyczącym dezinformacji rozpowszechnianych przez tyg."Wprost" w 2014 r. Prezydent Duda, podobnie, jak rok wcześniej zrobił to Komorowski, odmówił udostępnienia kopii dokumentu. Co to oznacza? Można z całą stanowczością stwierdzić, że poprzez odmowę udzielenia odpowiedzi na pytanie - czy Aneks w ogóle istnieje, pan Andrzej Duda nie tylko "kryje" potencjalne przestępstwo popełnione przez B.Komorowskiego, ale bierze na siebie pełną odpowiedzialność polityczną i karną. Jeśli bowiem Komorowski posłuchał "dobrych rad" swoich przyjaciół z WSI i Aneks został zniszczony, zaś obecny prezydent zataił przed Polakami ten fakt - ponosi odpowiedzialność na równi ze sprawcą tego czynu. Ponieważ upłynęły dwa lata odkąd ta kwestia nie została jednoznacznie wyjaśniona i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić, można uznać za wielce prawdopodobne, że tajny dokument został zniszczony za czasów B.Komorowskiego. Pytanie, którego nie zada sobie żaden z wyznawców A.Dudy brzmi: w czyim interesie pan prezydent ukrywałby tak istotny fakt, kogo przez to chronił i dlaczego? Taka okoliczność byłaby wręcz koronnym dowodem, że przed wyborczymi hucpami z roku 2015 doszło do zakulisowych ustaleń między rzeczywistym decydentem - środowiskiem B.Komorowskiego, a ludźmi "dobrej zmiany".
  • @rymark 12:34:24
    https://media.wplm.pl/pictures/825/upscale_True/path/2017/08/12/825/360/237c24cdc9654e999fe3afdfe8cde284.jpeg

    Sędzia porównał Kaczyńskiego do Hitlera. Jest wyrok. Zgadnijcie, jaki? Sędziowski sąd dyscyplinarny umorzył postępowanie wobec sędziego Cezarego Skwary, który porównał Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera. Sąd Apelacyjny w Lublinie powołał się na „znikomą społeczną szkodliwość” czynu – ustaliła PAP w źródłach zbliżonych do sprawy. „Czyn obwinionego, jakkolwiek zasługujący na całkowitą dezaprobatę i w swej wymowie naganny (…), charakteryzuje się znikomym stopniem społecznej szkodliwości” – napisał SA w uzasadnieniu wyroku. „Sam fakt nagłośnienia sprawy i prowadzenia postępowania dyscyplinarnego stanowił dlań (sędziego – PAP) kolosalną dolegliwość” – dodano. Od wyroku sądu dyscyplinarnego I instancji można się odwołać do Sądu Najwyższego. Prawo takie ma m.in. minister sprawiedliwości, sędziowski rzecznik dyscyplinarny oraz obwiniony sędzia.

    Sprawa zaczęła się we wrześniu 2016 r. od wypowiedzi posła PiS Marka Suskiego, że Jarosław Kaczyński (prezes PiS) nie ożenił się, „bo służył Polsce i nie chciał unieszczęśliwiać jakiejś kobiety, którą by pozostawiał służąc Polsce”. W reakcji sędzia Skwara z Sądu Okręgowego w Warszawie, na Twitterze warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Iustitia, zamieścił post: „Niczym Fuehrer. Też wszystko poświęcił dla narodu. Ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer. To nawet nie jest już zabawne”. Umarzając postępowanie SA zaznaczył, że w przypadku porównań w kontekście Adolfa Hitlera „wymagana jest bardzo pogłębiona ostrożność i wstrzemięźliwość”. „Przeciętny obywatel nie dysponuje zaawansowaną wiedzą historyczną na temat doktryny Josepha Goebbelsa – tak jak obwiniony, który podał, że jest pasjonatem historii II wojny światowej, przeczytał wiele książek z tej dziedziny, w tym +Dzienniki+ Josepha Goebbelsa” – głosi uzasadnienie.

    Za okoliczność łagodzącą SA uznał przeprosiny Skwary.

    Według SA, „relatywnie niewielka” była też liczba osób śledzących wpisy na Twitterze warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Iustitia.

    Sędziowskie procesy dyscyplinarne od dawna są jawne. W I instancji orzekają sądy apelacyjne, a w drugiej – SN, którego decyzja jest ostateczna. Sąd dyscyplinarny może wymierzyć kary: upomnienia, nagany, obniżenia wynagrodzenia zasadniczego o 5–20 proc. na czas od sześciu miesięcy do dwóch lat, usunięcia z zajmowanej funkcji, przeniesienia na inne miejsce służbowe lub usunięcia z zawodu.

    Ps..Krótko: ten sędzia to gudłaj! Po mordzie i uszach widać, że to chazarski tępy miot, potomek sowieckich "oswobodzicieli", którzy walnie przyczynili się do "odbudowy" naszych strat w ludności zresztą podobnie jak orzekający w wyroku...Widać, że sąd się ulitował nad głupkiem Skwarą. Żal mi tych, którzy będą mieli do czynienia z tym głupkiem jako sędzią. Panie PK i ministrze Ziobro więcej stanowczości i konkretnych szybkich działań ....Polska jest nasza Polaków a nie jakiegoś żydokomunistycznego - sowieckiego miotu !!! Normalnie cholery można dostać, ponieważ człowiek który spalił kukłę zbrodniarza, złodzieja i oszusta z dwoma zaocznymi wyrokami KS w Malezji i na Filipinach żyda Sorosa we Wrocławiu został ukarany a "baran" ( nie obrażając -zwierzęcia) który nawołuje do nienawiści -mała szkodliwość....Swoi się trzymają. Pierdolona kasta. Czyli w sądzie mogę śmiało sędziemu powiedzieć ty bolszewiku bo większość z nich to bolszewicy wiadomej nacji !!! Strach pomyśleć, że takie skwarki decydują o wymiarze sprawiedliwości w PL! Później są taaakie absurdalne wyroki jakich świat nie widział! Oczyścić to bagno żydokomunistyczne. Obserwowałem pewnego sędziego i jego sukcesy zawodowe, prywatne i było smutne co stwierdziłem, sędziowie w większości to kasta nie mająca nić wspólnego z powołaniem jakie wykonuje. Dno tak moralne jak i zawodowe! PiS -alleluja i do przodu -rozpierdolić tę "specjalną klikę "-- społeczeństwo czeka na stanowcze działania !!!
  • @Oscar 08:44:56
    Urzędniczka pomyliła rachunki bankowe. Przepadło 4 mln zł. Sąd skazał ją na 8 tys. zł grzywny (SIC!) Gdy zwykły obywatel prowadzący działalność gospodarczą (tzw. „dawca podatkowy”) pomyli się, zapomni uzupełnić urzędowego formularza, a w konsekwencji nie przeleje do urzędu skarbowego należnego podatku, to niemal natychmiast może się spodziewać wszczęcia przeciwko niemu postępowania, a w najgorszym przypadku na podstawie kodeksu karnego skarbowego może trafić nawet do więzienia. Gdy urzędnik nadzorujący przepływ publicznych pieniędzy pomyli się i kwotę 4 milionów złotych (SIC!) wyślę na konto przestępców, to za karę otrzyma… grzywnę w wysokości dwóch wypłat (SIC!). Różne mogą być wyroki i rozstrzygnięcia organów administracji publicznej. Przykład pewnej księgowej z Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich pokazuje to bardzo dobitnie. W 2015 roku do Urzędu Marszałkowskiego wpłynął mail od rzekomego wykonawcy drogi, informujący o zmianie numeru konta do zapłaty za wykonaną usługę (tj. wybudowaną drogę). Wiadomość została przekazana do księgowej z Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. Okazało się, że ta nie zweryfikowała w żaden sposób prawdziwości tej informacji. Na podstawie maila przelała na wskazane przez oszustów konto prawie 4 mln złotych! Pieniądze niemal natychmiast rozpłynęły się i do dzisiaj nikt nie był wstanie ustalić co się z nimi stało (prawdopodobnie trafiły na kolejne konta założone w zagranicznych bankach).

    CHCECIE ICH POWROTU?

    https://youtu.be/SR-8qa0vIkU

    Prokuratura oskarżyła nieroztropną księgową o nieumyślne niedopełnienie obowiązków(SIC!). Kobiecie groziły dwa lata pozbawienia wolności oraz konieczność zwrócenia 4 milionów złotych. Wszak to z jej niedopatrzenia wspomniana kwota przepadła. Sąd w Białymstoku uznał jednak inaczej. Co prawda księgowa została uznana winną zarzucanych jej czynów, ale kara za przewinienie okazała się być niewspółmiernie niska. Za błąd kosztujący podatników 4 miliony złotych ma zapłacić jedynie… 8 tys. zł grzywny!

    Zbigniew Ziobro: Tusk budował "zieloną wyspę" cwaniactwa, oszustwa, ...

    https://youtu.be/fYJ8tfLYwnM

    Zbigniew Ziobro: „Musimy zerwać z zasadą, że sędziowie są państwem w państwie, rządzą się sami, bez społecznej kontroli!” Jeśli prezydent Andrzej Duda odrzuci radykalne reformy wymiaru sprawiedliwości, to wywoła poważny kryzys. To już nie będzie spór o taktykę, tylko o nadrzędne dla nas wartości – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Minister Ziobro odniósł się w wywiadzie do zawetowania przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. – Jak wszyscy zaangażowani w reformę, przyjąłem je ze smutkiem – stwierdził prokurator generalny. W jego opinii, Polacy czekają na „fundamentalną reformę sadownictwa”. – Musimy zerwać z zasadą, że sędziowie są państwem w państwie, rządzą się sami, bez społecznej kontroli – zaznaczył. Rozmówca „Gazety Polskiej” uważa, że jeśli prezydent pozostanie wierny wartościom, to może jeszcze odegrać na prawicy decydującą rolę. – Na razie jednak, hamując reformę wymiaru sprawiedliwości, wzbudza duże zaniepokojenie wyborców prawicy – stwierdził Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości uważa, że weto prezydenta „tchnęło nowego ducha” w protesty przeciwników reformy sądownictwa. – Dlatego TVN i inne mainstreamowe media tak bardzo teraz chwalą Andrzeja Dudę – powiedział. Za: pch24.pl, źródło: Gazeta Polska

    Zbigniew Ziobro MERYTORYCZNIE tłumaczy KONIECZNE zmiany w SĄDOWNICTWIE...

    https://youtu.be/lXcwTBb-zxc

    POKAŻ TEN FILM PROTESTUJĄCEMU! Zbigniew Ziobro krok po kroku

    https://youtu.be/9BSnJM2WBr0
  • @@@!
    http://wolnosc24.pl/wp-content/uploads/2017/08/fa_haaretz_kaczynski_wolnosc24pl.jpg

    Polscy żydzi wspierają atak żydowskiej prasy na Polskę. Czy Kaczyński się ugnie? Na świecie trwa fala brutalnego ataku żydowskiej prasy na Polskę.

    Wpływowy żydowsko-amerykański miesięcznik „Foreign Affairs” domaga się, wbrew stanowisku amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, natychmiastowego „zakończenia inwestycji w Polsce” („Investing in Illiberalism Why European Businesses Should End Their Embrace of Hungary and Poland”, Thorsten Benner and Wolfgang H. Reinicke). Dziennik „Haaretz” walczy z… polską walką o nieobwinianie Polaków za niemieckie zbrodnie, przekonując, że Polacy jak najbardziej w nich uczestniczyli(sic!) („Quo Vadis, Poland? The Poles err in criminalizing any reference to their involvement in the Holocaust. They did suffer – but also have things to answer for.” Shlomo Avineri).

    A w kontekście odszkodowań od Niemców ta sama gazeta poddaje je w wątpliwość, zaznaczając jednocześnie, że to Polacy powinni zapłacić żydom(sic!) („Poland Considers Demanding WWII Reparations From Germany. A Polish lawmaker says his country has a ‚moral duty’ to seek reparations for the material and human losses caused by the occupying Nazi forces.” Ofer Aderet)

    Tymczasem żydowska mniejszość w Polsce tak hołubiona przez ostatnie dziesięciolecia przez polskie władze, nie tylko nie walczy z tą falą żydowskiego prasowego hejtu, ale ją wspiera. Grupa żydowskich działaczy wysłała właśnie list protestacyjny i to nie do polskich władz tylko do… Jarosława Kaczyńskiego!

    – Z wielkim niepokojem odnotowujemy w ostatnich miesiącach nasilenie antysemickich postaw w Polsce, brutalizację języka i zachowań, których wiele skierowanych jest przeciwko naszej społeczności – podkreśliły Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie i Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce. (…) Wydarzenia ostatnich dni napawają nas szczególnym oburzeniem.

    Dlaczego? – Budzą obawy, że żyjemy w coraz mniej bezpiecznej dla nas rzeczywistości – zaznaczyli przedstawiciele Związku Gmin.(no to spierdalać do Izraela, droga wolna!)

    Zwrócili uwagę na „wzrastający antysemityzm w debacie publicznej”. Przywołali przy tym dwa nazwiska: Magdaleny Ogórek i Bogdana Rzońcy. Jak stwierdzili, dziennikarka TVP „wypominała żydowskie pochodzenie przodkom senatora Marka Borowskiego”. Przypomnieli też słowa posła Prawa i Sprawiedliwości: „zastanawiam się, dlaczego wśród aborterów jest tylu żydów, pomimo holocaustu”. Te słowa nazwali „absurdalnymi i poniżającymi dla ludzkiej godności, przemyśleniami”.

    – Ukazały one całkowity brak wrażliwości, niezrozumienie istoty Holocaustu – ocenili. Żydowscy działacze odnieśli się też do rzekomego ataku kibiców Legii na sportowców żydowskich przebywających w Polsce, które to zdarzenie okazało się klasycznym fejkiem.

    W sumie żydowscy działacze, zamiast bronić Polski przed kłamstwami swych pobratymców oraz namawiać ich do szczerego i pełnego wyjaśnienia roli mniejszości żydowskiej w polskim stalinizmie ale także w ruchach proaborcyjnych, swoim listem potwierdzają wszystkie najgorsze stereotypy na temat Polski, jakie są suflowane przez lewicową i żydowską prasę na całym świecie.

    Powstaje teraz pytanie czy Jarosław Kaczyński ugnie się pod takim naciskiem czy postąpi tak jak powinien zrobić polski mąż stanu, czyli zwróci uwagę żydowskim działaczom, że zamiast się skarżyć na fejkowe newsy, powinni dowieść swojego przywiązania do Rzeczpospolitej i napisać list protestacyjny, ale do żydowskich gazet, przeciwko sączonej przez nie antypolskiej propagandzie?
  • @kula Lis 67 18:43:47
    Sędzia wypuszczała z aresztu bandytów. Podejrzani byli klientami adwokata, a jednocześnie jej kochanka! Sędzię Magdalenę P. z Gdańska łączyły intymne relacje z adwokatem Piotrem P. Na tym jednak nie poprzestali. Podczas romansu kobieta podejmowała decyzje korzystne dla klientów kochanka. Skandal wybuchł dawno temu, ale dopiero teraz zapadają ostateczne decyzje – prawomocnie została skazana, ale dyscyplinarka trwa. Złodziej, lubieżnik, łapówkarz, pirat drogowy, oszustka... takie przypadki sędziów doskonale znamy, bo wielokrotnie opisywaliśmy podobne perypetie. Ale sędzia wydająca dziwnej treści postanowienia i wypuszczająca z aresztu bandytów, bo podejrzany jest klientem jej kochanka? Tego jeszcze chyba nie było, a wydarzyło się naprawdę.
    Szokująca historia zaczęła się wiele lat temu w 2005r. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali znanego w Gdańsku adwokata Piotra P., który często bronił lokalnych gangsterów. Cieszyli się oni dziwną łaskawością wymiaru sprawiedliwości. Zwłaszcza gdy ich sprawa trafiała do pewnego wydziału karnego. Rozwiązanie zagadki zaskoczyło śledczych. Ustalili bowiem (m.in. dzięki podsłuchom telefonu mecenasa), że adwokat jest w bardzo bliskich relacjach z Magdaleną P., sędzią Sądu Rejonowego w Gdańsku. To był intymny związek przyznała prawniczka. Niestety, zadurzona w adwokacie sędzia zaczęła przychylniej traktować osoby, które on reprezentował. Co ważne – nie brała za to łapówek, robiła kuriozalne „przysługi” mężczyźnie, w którym była zakochana. Podczas prokuratorskiego śledztwa postawiono Magdalenie P. wiele zarzutów, niektóre się przedawniły, ale w szczegóły nie będziemy wnikali. Najważniejsze, że ostatecznie kobieta zasiadła na ławie oskarżonych. Jej proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Koszalinie, a w połowie października zeszłego roku zapadł wyrok. Uznana została za winną popełnienia przestępstwa, ale nie pogodziła się z tym orzeczeniem i zostało ono zaskarżone. Akta sprawy trafiły do Sądu Apelacyjnego w Szczecinie. Ten również nie miał wątpliwości, że materiał dowodowy potwierdza winę i skazał Magdalenę P. Karę trudno jednak uznać za surową rok i trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu. Znacznie poważniejsze konsekwencje dla Magdaleny P. może mieć jednak postępowanie dyscyplinarne. Bo jak ustaliła „Gazeta Polska Codziennie” kobieta nadal formalnie jest sędzią, choć od lat nie może wykonywać czynności służbowych. Postępowanie dyscyplinarne było zawieszone do czasu zakończenia sprawy karnej i zostało podjęte po wydaniu prawomocnego wyroku tłumaczy sędzia Roman Kowalkowski z Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Bulwersujące jest, że wyrok w Szczecinie zapadł w połowie kwietnia, a nadal należy czekać na rozstrzygnięcie w postępowaniu dyscyplinarnym. Na szczęście wyznaczony już został termin posiedzenia, które odbędzie się w środę 30 sierpnia. Czy może być inna kara niż złożenie urzędu, a więc wyrzucenie Magdaleny P. z grona sędziów? Trudno sobie wyobrazić taką sytuację, ale nie rozstrzygajmy przed orzeczeniem podkreśla sędzia Kowalkowski. Piotr P. został potraktowany znaczenie surowiej dostał pięć lat. Odsiadki.
    Ps..Super, kochanka i członek, i seks-sędzia, która robiła owemu członkowi przysługi...Zamiast brać, to dawała... dupy adwokatowi. Co ta PO z ludzi porobiła. Ciekawe, że ten jej kochanek mecenas P. miał zeznawać przeciwko byłemu ministrowi sprawiedliwości. Nie zdążył, bo został latem 2013 znaleziony martwy w Brukseli. Co za przypadek. I do tego w całym necie chichoooosza. Przecież tego nie da się zreformować. Potrzebna opcja zerowa, jak radził Cejrowski. Wszyscy won!!! Z tą ponoć książęcą kastą jest jak kiedyś z tymi z komitetów PZPR. Razem chlanie, pierdolenie i układanie się. Ona oczywiście w stanie zawieszenia otrzymuje nadal wynagrodzenie. To nic nowego. Przecież tak działa wymiar (nie)sprawiedliwości w całej Polsce, koledzy, koleżanki, przyjaciele ze studiów, kuzyni, dziadkowie, ojcowie, córki, synowie, wnuki, kochanki, kochankowie i to właśnie oznacza kastę nadzwyczajnych nepotów tylko gdzie można znaleźć tę sprawiedliwość dla zwykłego obywatela bo na pewno nie w sądzie....
  • @Oscar 08:44:56
    http://wolnosc24.pl/wp-content/uploads/2017/03/Gersdorf.jpg


    Podróżnicy z Sądu Najwyższego. Zobaczcie, jak sędziowie zwiedzają świat za nasze ciężko pracujących podatników pieniądze. Sędziowie Sądu Najwyższego to nie tylko elita prawnicza, ale także zupełnie doświadczeni podróżnicy. Sędziowie SN podróżują, do bardzo atrakcyjnych krajów. Oczywiście za nasze pieniądze, w ramach zagranicznych służbowych podróży. Pani I Prezes Sądu Najwyższego zarabia 27 tys. zł miesięcznie, tj. o kilka tysięcy więcej niż prezydent RP, który jest nie tylko najwyższym państwowym urzędnikiem, ale i głową państwa. To nie wszystko. Pani prezes także podróżowała służbowo m.in. do Hiszpanii i Irlandii. Chcemy wierzyć, że te podróże miały merytoryczny sens. W Najwyższym Sadzie są osoby „bardziej zaangażowane” w zagraniczne wojaże niż pani Gersdorf.
    Np. prezes Izby Karnej SN Lech Paprzycki (70 l.) był już m.in. w pięknej Chorwacji, w odległych Chinach czy w rajskiej Tajlandii. Cele podróży? Na przykład konferencje sędziowskie w Bangkoku o prawie karnym, a w Dubrowniku o nadużyciach finansowych. Wyjazdy prezesa Paprzyckiego kosztowały w sumie ponad 60 tys. zł! Inni podróżowali także do egzotycznych krajów: Maroko, Turcja, Południowa Korea. Tak wynika z danych, które otrzymało Stowarzyszenie Interesu Publicznego „Wieczyste”. W sumie wyjazdy sędziów Sądu Najwyższego od roku 2014 kosztowały nas 381 tys. zł, z czego w pierwszej połowie tego roku 60 tys. zł.
    Ps..Coraz więcej kompromitujących faktów związanych z działalnością "nadzwyczajnej książęcej kasty" świadczy jedynie o konieczności reformy tej stajni Augiasza. Przydałoby się sprawdzić czy korzystali z urlopów wypoczynkowych? Prezydent załatwił im kolejne lata spokojnego wojażowania po świecie. Uśmiech Gersdorf po spotkaniu z Prezydentem Dudą bezcenny. Panie Duda, nie bez przyczyny sędziowie śmieli się z pana w stołówce w SN, gdy pan zawetował dwie ustawy. Wyszedł pan na głupca, ot co. No cóż! Tej bandzie kukułczej, ustanowionej przez ruskiego okupanta Polski dla unicestwienia narodu polskiego, ruski okupant nadał status panów, więc zachowują się jak panujący. Skoro mafijna bandycka, sprzedajna, złodziejska sitwa zwana wymiarem sprawiedliwości nie ma żadnej kontroli, to robi co jej się podoba. Dlatego to kryminaliści zwani KOD-em którym odebrano koryta, w komitywie ze sprzedajnym, bandyckim, złodziejskim światkiem przebierańców w togach, uporczywie domagają się ich zwrotu. Przez prawie 30 lat sprzedajne, bandyckie, złodziejskie sądy polskie działały jak prostytutka, wg spreparowanej przez komunistów konstytucji i tzw prawa, pozwalającego matołkom w togach czuć się jak bogom nie z tego świata. Najwyższy czas na konfiskatę ich wątpliwych tytułów, zrabowanych majątków, spreparowanych aktów własności. Typowa pazerność na forsę i przywileje dla ludzi z tzw. awansu społecznego, typowego dla "wybranych" przez partię i UB. Jak mówi znane powiedzenie: "nie ma gorszego tyrana, jak z chama zrobić pana". Czas najwyższy uporządkować te ubecko-polityczne przechowalnie, jakimi niewątpliwie są: SN i KRS. Czas najwyższy, aby przestano marnować pieniądze podatników na utrzymywanie kolejnych sądowych przechowalni, czyli wydziałów wizytacyjnych sądów - czytaj Towarzystw Wzajemnej Adoracji. Czy rządowi PiS starczy sił na zlikwidowanie legalnie działającej bandy zwanej palestrą w naszym kraju. To hańba zwana wymiarem sprawiedliwości. Gersdorf jest tak niesympatyczna, wredna i durnowata, że aż brzuch boli jak się na nią patrzy....nie latała ? A ponoć są latające ropuchy !! To co ona robiła w Chinach i Maroku za naszą forsę? Uczyła się tam praworządności i demokracji? Do Tajlandii ??? "...przecinać dwunastki, trzynastki" ??? - krążyło kiedyś takie nagranie bodajże wyciekło z CBA ??? Zweryfikować celowość wojaży i prześwietlić majątki. Te relikty PRL i PZPR na śmietnik i dać ostrą odpowiedź UE by nie wtykała nosa w nie swoje prerogatywy. Urzędasom myli się czas kolonii z UE. Poniżej o "polskich sądach...

    CORRUPT POLISH JUDGES

    https://www.youtube.com/watch?v=IRUrNA0xiKI&feature=youtu.be

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031