Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
501 postów 3613 komentarzy

Stowarzyszenie WPS

Rzeczpospolita - Roman Dmowski: Siła narodu leży w jego zorganizowaniu.

„13 LUCYFERYCZNYCH TEZ” Karola Wojtyły z lat 1969-79

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„TEZY” opublikowano w 2010r. na podstawie autoryzowanego w 1979r. przez JPII tłumaczenia jego książki „Osoba i czyn” z 1969r.

 

 

Załączniki (Addendum) 2 i 3 do tekstu „PAN w Z-nem (29 PL): Czy żydowski JAHWE to ATRAPA hinduskiego BRAHMA – Stworzyciela Wszechświata?

 

Autor: dr Marek Głogoczowskimarkglogg

 

 

 

 

„13 LUCYFERYCZNYCH TEZ” Karola Wojtyły z lat 1969-79

Poniższe „TEZY” zostały opublikowane w 2010 roku, przez doszukującego się wpływów masońskich w Kościele, księdza Luigi Villana podstawie autoryzowanego w roku 1979, przez Karola Wojtyłę już jako papieża, tłumaczenia jego książki „Osoba i czyn” z roku 1969, na język angielski pod tytułem „The Acting Person”.

Według https://marucha.wordpress.com/2012/10/21/osoba-i-czyn/ z roku 2012:

Teza 15:
Bóg nie jest historycznym bytem, który współpracuje z ludźmi, ani też człowiek nie współpracuje z Bogiem, lecz wyłącznie z innymi ludźmi. Religia nie ma swych źródeł w boskim objawieniu, lecz jest rezultatem wyobraźni człowieka. Religia katolicka nie różni się [pod tym względem] od innych kultów.

Teza 16:
Objawienie Boże jest niemożliwe do udowodnienia.

Teza 17:
Jedyne realne wytłumaczenie treści Nowego Testamentu nosi charakter filozoficzny.

Teza 18:
Każdą bożą tajemnicę należy uważać za czysty wytwór ludzkiej myśli. To samo dotyczy tradycyjnej chrześcijańskiej dogmatyki, będącej jednym z tych błędnych systemów.

Teza 21:
Czysto ludzka wspólnota, powszechna i solidarna – oto prawdziwy Kościół Chrześcijański, zgodny z Ewangelią odczytaną na nowy sposób, przeciwny dotychczasowemu totalitarnemu Kościołowi.

Teza 22:
Drogą do uratowania chrześcijaństwa nie jest Objawienie Stworzenia, Odkupienie lub Sąd Ostateczny, ale słowa „dialog” i „bliźni”.

Teza 24:
Zbawienie – samorealizacja ludzkości – nie ma wiecznej natury. Nie przyniesie ono człowiekowi żadnego cielesnego zmartwychwstania. Naiwną wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie, czy cielesny powrót Zbawiciela na Ziemię, należy rozważać wyłącznie symbolicznie.

Teza 25:
Na drugim świecie, po śmierci, nie będziemy nagradzani za dobre uczynki, ani nawet karani za grzechy.

Teza 28:
Dlaczego człowiek z taką łatwością stworzył sobie duszę? Ponieważ nie została stworzona z niczego, lecz z istniejącej materii: w zwierzęcej duszy rozwijało się filogenetycznie to, co otrzymała ona od swych rodziców, przodków, od małp i [w tym procesie] mogła się jedynie ulepszać.

Teza 32:
Nie ma powodu, aby troszczyć się o dusze poronionych dzieci. Będą zbawione, gdyż grzech pierworodny nie istnieje.

Teza 33:
Nie ma powodu, aby chrzcić lub stosować inne tradycyjne formy dołączania nie-chrześcijan lub niewierzących do Kościoła, ani nawracać wyznawców innych religii.

Teza 35:
Człowiek jest Bogiem widzialnym. Widzieć człowieka – to widzieć Boga.

*

Jeden z komentatorów („Kapsel” @74) powyższych 13 TEZ nazwał „szatańskimi wersetami”. I znana jest przyczyna dla której nabrały one takiego „lucyferiańskiego” charakteru. Omawiając te „Tezy”, opublikowane w języku francuskim oraz angielskim, na str. 24 miesięcznika “Chiesa viva” z września 2010, ksiądz Luigi Villa Docteur en théologieuczciwie dodał że, cytuję „żywiołowa doktor Anna-Teresa Tymieniecka, dzięki jej współpracy z wydaniem angielskim przez 4 lata, była w stanie zrealizować naprawdę ogromne przedsięwzięcie: uwolnić umysł Karola w celu przekazania tego, co naprawdę chciał wyrazić, a co nie było w pełni zrealizowane w oryginalnej pracy” (patrz komentarz @195). A zatem powyższe Tezy są wynikiem współpracy z przyszłym Ojcem Świętym jego bliskiej znajomej, też z Krakowa. I chyba z tego powodu są one przykładem trzeźwości myślenia, zarówno Papieża Polaka jak i środowiska, w którym się on obracał. Te „tezy” poprawiają zatem mój humor (wyraźnie popsuty encykliką „Laborem exercens” z roku 1981), jako że pochodzę rodziny, która Wojtyłę znała osobiście. Coś się jednak złego stało z Karolem Wojtyłą po zamachu nań 13 maja 1981 roku, kardynał Ratzinger utrzymywał, że wtedy się on zasadniczo zmienił. O tym pod koniec Addendum 3.

________________

Addendum 3:

Proza prób realizacji „Niebiańskiego Jeruzalem” w dzisiejszym Świecie

Pod koniec października br. odwiedził mnie, w Gdańsku, mój “comrade in arms” Izrael Szamir, od kilku lat mieszkający znowu w ojczystej dla niego Rossiji, będący “w przelocie” miedzy Tel Awiwem, Sztokholmem oraz Paryżem, gdzie miał spotkać się ze swym wydawcą. Ponieważ jego (2) żona napisała pracę magisterską na temat obrazu “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, którego oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Gdańsku, więc specjalnie dla niego załatwiliśmy otwarcie Muzeum w przeddzień święta 1 listopada.

 

 

Z oglądania sławnego obrazu nic jednak nie wyszło, został on bowiem już 30 października szczelnie zapakowany przed mającym się rozpocząć wkrótce remontem Muzeum. Zadowoliliśmy się zatem oglądaniem jego kopii w kościele NMP w Gdańsku, a z otrzymanej od dyrektora Muzeum książeczki się dowiedziałem, że obraz został namalowany we flamandzkiej Bruggi na zamówienie już wtedy „globalistycznych” florenckich bankierów, Tomasso Potinari oraz Angelo Tani. I na prawym skrzydle tego obrazu – iście imponującego liczbą nagich, nie zdeformowanych jeszcze przez Dobrodziejstwa Cywilizacji postaci – w górnej jego części zostało namalowane “wejście do Nieba” (a raczej do Raju, jak zauważają autorki otrzymanego przez nas opracowania). Zostało ono namalowane w formie “bogato zdobionej gotyckiej bramy, symbolizującej Miasto Boże – Niebiańską Jerozolimę … (jej bramy) będą odbudowane z szafiru i szmaragdu, w wszystkie jej mury z drogich kamieni.Wieże Jerozolimy będą zbudowane ze złota, a wały ochronne ze szczerego złota itd.” (Tb 13:17).

I w tym miejscu warto przypomnieć, co z książki „Osoba i czyn” Karola Wojtyły, wydanej w języku angielskim pod tytułem „Acting Person” w roku 1979, wydedukował ks. Luigi Villa w roku 2010. Otóż Tezy 24 i 25 polskiego papieża są następujące:

Zbawienie – samorealizacja ludzkości – nie ma wiecznej natury. Nie przyniesie ono człowiekowi żadnego cielesnego zmartwychwstania. Naiwną wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie, czy cielesny powrót Zbawiciela na Ziemię, należy rozważać wyłącznie symbolicznie. Na drugim świecie, po śmierci, nie będziemy nagradzani za dobre uczynki, ani nawet karani za grzechy.

Czyli według św. Jana Pawła II „Sąd Ostateczny” przedstawia nie tyle, jak sprawy życia i śmierci mają się w ISTOCIE, ale bardzo szczegółowo informuje nas o sztucznie wygenerowanych przez Ojców Kościoła NADZIEJACH na Wieczną Lepszą Przyszłość ludzi oraz ludów wychowywanych w „religijnych oparach” „nie mających swych źródeł w boskim objawieniu, lecz będących rezultatem wyobraźni człowieka” (Teza 15 JPII). W szczególności o pośmiertnym pobycie w takim to „mieście szczęścia” marzyli nie tylko sponsorujący ten obraz chrześcijańscy bankierzy z Florencji przed 400 laty, ale wciąż marzą liczni na terenie USA żydzi z Neutrei Karta(dosł. „strażnicy miasta”), cytowani przez Brunona Drweskiego w tekście głównym pt. „Jahwe to Atrapa hinduskiego Brahmy – Stworzyciela Wszechświata”

I tę sprawę spróbuję, jako człowiek o dużym doświadczeniu życiowym, który „z niejednego już pieca chleb jadł”, cokolwiek szerzej – czyli dosłownie po „lucyferiańsku” – naświetlić. Chodzi mi o tych wszystkich, którzy swym cnotliwym życiem, samo-skazywali się na pośmiertny pobyt w Niebie (lub do tego Nieba usiłowali się „wkupić” fundując obrazy jak ten, którego fragment jest tutaj reprodukowany). Według cytowanego powyżej proroka Tobiasza (13:18):

Bramy Jerozolimy rozbrzmiewać będą pieśniami wesela,
a wszystkie jej domy zawołają:
“Alleluja, niech będzie uwielbiony Bóg Izraela!”
I błogosławieni będą błogosławić Imię święte
na wieki i na zawsze».

Czyli mówiąc prozaicznie, w Niebiańskim Jeruzalem będzie się „żyło” równie interesująco jak w niedzielę we współczesnym polskim kościele, przepełnionym pieśnią „my chcemy Boga”, którą pamiętam ze stalinowskiej mej młodości. Już wtedy, w wieku lat kilkunastu stwierdziłem, że msze w kościele są po prostu NUDNE. Zaledwie w dekadę po tym, jak przestałem chodzić do kościoła, znalazłem się w „kraju pod bogiem Izraela” (opinia Noama Chomsky’ego) o nazwie Stany Zjednoczone AP i dość szybko tam zauważyłem, że się tam żyje – choć zajmując się nie tyle śpiewem tylko wymagającą DYNAMICZNEGO SIEDZENIA monotonną pracą – też wyjątkowo NUDNO. Czemu udało mi się dawać publiczny wyraz, w latach 1970-tych, na łamach paryskiej „Kultury”:


Wróćmy zatem do GOTYCKIEJ BRAMY DO NIEBA uwidocznionej na obrazie Memlinga. Ponieważ ludzie religijni starają się aby było „jak w Niebie tak i na Ziemi”, więc naszkicowany na tym obrazie zurbanizowany raj, odizolowany od Przyrody śladowo obecnej u podnóża „schodów do Nieba”, starają się oni jakoś odtworzyć na Ziemskim Padole. I to jest praktyczne zadanie dla MASONÓW czyli Murarzy, bo bez ich pracy zwanej LABOR, żadnego Nowego Jeruzalem nie da się zbudować. Zaś Nowoczesnym Świadectwem takiej filo-masońskiej pracy, jest bez wątpienia encyklika „Laborem exercens”, ogłoszona przez Jana Pawła II zaledwie w 4 miesiące po morderczym nań zamachu 13 maja 1981. W tej książeczce, która stała się „deklaracją ideową” wielomilionowego ruchu „Solidarność”, już w jej wstępie czytamy, że

„poprzez pracę ma się (człowiek) przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki, … stworzony bowiem na obraz i podobieństwo Boga Samego aby ziemię czynić sobie poddaną (por. Rdz 1, 28). … Słowa o ‘czynieniu sobie ziemi poddaną’ posiadają ogromną nośność. Wskazują na wszystkie zasoby,które ziemia (a pośrednio świat widzialny) kryje w sobie, a które przy pomocy świadomego działania człowieka mogą być odkryte i celowo wykorzystywane przez niego”. … Co więcej „nie można oddzielać „kapitału” od pracy — i w żaden też sposób nie można przeciwstawić pracy kapitałowi ani kapitału pracy, ani tym bardziej — jak o tym będzie mowa poniżej — przeciwstawiać sobie konkretnych ludzi, stojących za tymi pojęciami. … Praca jest dobrem człowieka — dobrem jego człowieczeństwa — przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej „staje się człowiekiem”.

A zatem mamy w rzeczonej encyklice wręcz pochwałę Solidaryzmu Kapitału i Pracy, dla którego biblijnym wzorem jest pracowite zachowanie się RODZINNEGO tandemu Abr/ah/ama i Sary, „bożego stręczyciela” i jego atrakcyjnej „pracownicy”. W Nowym Świecie na tej „Abrahamicznej” Zasadzie została zbudowana Wszechmoc Stanów Zjednoczonych AP, „Amerykanizm to ideologia intelektualnej prostytucji”, jak to zauważają co odważniejsi, spychani na margines publicyści, w Polsce Zbigniew Jankowski. Poniżej powtarzam zdjęcie „budującego” przykładu, jak Solidarnie związana z Kapitałem Praca „uczłowieczyła” skrawek Nowego Świata, zwany Manhattanem, w ciągu zaledwie 2 wieków zamieniając go w coś, co ludziom religijnym – a zwłaszcza Żydom, których w tym miejscu jest prawie dwu milionowe skupisko – przypomina Nowe Jeruzalem, w którym „ludzie bardziej stają się ludźmi”:


 

Otóż w roku 1984 byłem świadkiem, jak francuski socjolog pracy Allain Tourraine nazwał emanującą z encykliki „Laborem exercens” ideologię NEOJUDAIZMEM. Czyli prądem – a raczej trądem – umysłowym, „który nie powinien istnieć”, by przypomnieć słowa Johna Strugnella, zacytowane przez dziennik Haaertz w Tel Awiwie w roku 1990. Mówiąc prosto, ta oparta na PRAKTYCZNYCH WSKAZANIACH Pisma Świętego, sławna encyklika bliskiego znajomego mej rodziny, to nic innego jak „cegła poznawcza” wzmacniająca budowlę Ogólnoświatowej Cywilizacji TPD, opartej na kulcie Techniki, Pieniądza oraz Dupy, wokół której życie Uczłowieczonych Pracą Narodów coraz intensywniej się rozkręca. A zatem w świetle mego LUCYFERYCZNEGO spojrzenia, ten wielotysięczny Marsz Młodych 11.11. 2017 w Warszawie, przebiegający pod hasłem „My chcemy Boga!”, zaczyna być całkowicie zrozumiały: według Tezy 15 JPII, „Bóg” – czy „Chrystus Król” – to tylko wyobraźniowy symbol Cywilizacji, którą dziś, w Wolnej do Pracy Polsce, budują błogosławieni przez JPII Bankierzy oraz Masoni. A ci Młodzi Antykomuniści, maszerujący pod białoczerwonymi sztandarami kilka dni temu, to nic innego jak przygotowujący się do Pracy, w sposób odpowiednio DUPĄ uduchowiony, czciciele Boga-Stwórcy TPD Cywilizacji! (Osobom mało gramotnym przypominam, że „PIENIĄDZ TO ŻARLIWY BÓG IZRAELA przed którym wszyscy inni bogowie człowieka muszą się ugiąć” – Karol Marks na przedostatniej stronie eseju „W Kwestii żydowskiej” z roku 1844.)

I co my STARZY, w tej banalnej sytuacji religijno-społecznej mamy robić? Jeszcze raz powtórzę, że papieski „Laborem exercens” to nic innego jak HYMN POCHWALNY KU CZCI GOLEMA, Maszyno-Człowieka wynalezionego przez jakichś tam rabinów w celu osiągnięcia, przy jego pomocy, nakazanego im przez Boga „panowania nad ziemią”. I ten żydowski GOLEM zaczął żyć własnym zmechanizowanym życiem, miażdżąc na swej drodze także swych Czcicieli: za pomocą wyprodukowanej przez Cywilizację TPD urządzeń strzelano bowiem skrytobójczo (jak biblijny Dawid), obezwładniającymi kulami, i do Karola Wojtyły 13 maja 1981 na placu św. Piotra w Rzymie i do Ronalda Reagana 3 miesiące wcześniej przed hotelem Hilton w Waszyngtonie. A to wyraźnie po to, by w trakcie trwających, w obu wypadkach, kilkugodzinnych operacji „usuwania (nie istniejących) kul”, przekonywać ich „z miłością” do współdziałania z Niewidzialnym Panem Świata (obecnie znanym jako Deep State), w zbożnym dziele likwidacji „Imperium Zła” na Wschodzie Europy. I stąd zapewne ten podpis JPII pod wzmiankowanym powyżej gniotem poznawczym, opublikowanym przez Watykan zaledwie w 4 miesiące po tej mafijnej „przyuczce”. (Przyznaję, że nigdy nie ośmieliłem się zapytać 96-letnią obecnie dr Wandę Półtawską, co miał na myśli włoski sędzia Rosario Priore, który prowadził dochodzenie w sprawie zamachu na papieża w 1981 roku i który publicznie stwierdził, że „ Wanda Półtawska nie tylko prowadziła prywatną korespondencję z Janem Pawłem II, ale także znała najbardziej straszliwą tajemnicę tego pontyfikatu“.)

By w jakiś sposób poprawić humor ewentualnym czytelnikom powyższego „lucyferycznego” addendum, załączam wykonaną jako antidotum na zatrucie ideami „Laborem exercens”, satyrkę n.t. „uczłowieczających celów” motywowanej Pieniądzem, prostytucjo-podobnej pracy, powstałą już ćwierć wieku temu, w okresie gdy współpracowałem z „Zielonymi Brygadami” w Krakowie:


KOMENTARZE

  • Komentarz i w aktualnym Addendum
    markglogg
    19 listopada 2017 o 10:01

    A swoją ścieżką poniższy obrazek pięknie ilustruje jak WORKING FAMILY „bożego sutenera” Abrama/Abrahama, z jego „pracownicą Pana” piękną żoną-siostrą Sara, który na wezwanie JEGO BOGA (tj. Mamona – Rdz. 12:1-17) ruszył z ziemi Ur na Zachód, do bogatych królestw na przesmyku Azji i Afryki, po prostu IMITOWAŁ PRACĘ HINDUSKICH KAPŁANÓW i ich SŁUŻEBNIC!. Tym kapłanom rzeczywiście – to nie tak dawno, bo tylko 8-9 wieków temu – udawało się połączyć nawzajem pozorne przeciwieństwo męczącej LUDZKIEJ PRACY-LABOR z przyjemną BOŻĄ MIŁOŚCIĄ-LOVE!

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/02/khajuraho-26a.jpg

    https://st2.depositphotos.com/2801443/5213/i/450/depositphotos_52138897-stock-photo-erotic-carvings-at-khajuraho-temple.jpg

    Dopis do powyższego komentarza.

    BÓG JEST MIŁOŚCIĄ – TAKŻE W HINDUIZMIE!

    Cytuję z Księgi Rodzaju 12:1-17

    1 Pan rzekł do Abrama:
    «Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej
    i z domu twego ojca
    do kraju, który ci ukażę.
    2 Uczynię bowiem z ciebie wielki naród,
    będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem.

    11 A gdy się już zbliżał do Egiptu, rzekł do swojej żony, Saraj: «Wiem, że jesteś urodziwą kobietą; 12 skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu. 13 Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu».
    14 Gdy Abram przybył do Egiptu, zauważyli Egipcjanie, że Saraj jest bardzo piękną kobietą. 15 Ujrzawszy ją dostojnicy faraona, chwalili ją także przed faraonem. Toteż zabrano Saraj na dwór faraona, 16 Abramowi zaś wynagrodzono za nią sowicie. Otrzymał bowiem owce i woły, niewolników i niewolnice oraz oślice i wielbłądy.
    17 Pan jednak dotknął faraona i jego otoczenie wielkimi karami za zabranie Saraj, żony Abrama. 18 Wezwał więc faraon Abrama i rzekł: «Cóżeś mi uczynił? Czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest twoją żoną? 19 Dlaczego mówiłeś: że to moja siostra, tak że wziąłem ją sobie za żonę? A teraz – oto twoja żona; zabierz ją i idź!» 20 Dał też faraon rozkaz dworzanom, żeby Abrama i jego żonę, i cały jego dobytek odprowadzili [do granicy].

    Itd. W kolejnym królestwie, w którym pojawia się Abraham ze swą “maszyną do zarabiania pieniędzy”, powtarza się podobna scena, tamtejsze kobiety zacznają chorować na coś przypominającego rzeżączkę, w przypadku Sary najwyraźniej bezobjawową, ale czyniącą ja bezpłodną…
  • Judeo-chrześcijańska cywilizacja
    Mam skromną nadzieję, że coraz więcej Czytelników poznaje prawdziwą wartość cywilizacji zwanej dzisiaj otwarcie „cywilizacją judeo-chrześcijańską”.
  • @Rzeczpospolita 17:45:37
    "W kolejnym królestwie, w którym pojawia się Abraham ze swą “maszyną do zarabiania pieniędzy”, powtarza się podobna scena, tamtejsze kobiety zacznają chorować na coś przypominającego rzeżączkę, w przypadku Sary najwyraźniej bezobjawową, ale czyniącą ja bezpłodną…"

    Aj waj! ;-DDDDDD
  • @ Autor
    Z tymi tezami jest coś nie tak...
    Sam nie wiem, jak to ująć.

    Porównanie Nieba/Królestwa Bożego do Mszy nie uważam za trafione - to nie te poziomy "organizacyjne"

    Ukłony

    5*
  • @Rzeczpospolita 18:26:17
    Panie Dariuszu, nie ma czegoś takiego jak JudeoChrześcijaństwo. Jest tylko Chrześcijaństwo które od Pana Boga pochodzi i cała reszta, która nie pochodzi od Niego, pochodzi od szatana. I tyle.
    Próbuje Pan tutaj wciskać herezje tzw Neokatechumenatu. Zachęcam więc do obejrzenia tego filmu:
    https://www.youtube.com/watch?v=XMYrdckG-gk&t=210s
  • Nie oceniam, ale zapytam..
    .. czy dr Marek Głogoczowski jest marksistą? oraz, dlaczego wyjechał tak nagle po "wydarzeniach marcowych" w '68. Jego wiara w holomit jest tak mocna, że nieodparcie prowadzi do jedynego słusznego wniosku:)
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_G%C5%82ogoczowski

    cyt:"Należy też „zapomnieć” całą haniebną dla Homo sapiens historię liberalizmu i darwinizmu i powrócić do chlubnych dla gatunku ludzkiego, nauk „dionizyjskich”: platonizmu, marksizmu oraz lamarckizmu."
    https://wiernipolsce.files.wordpress.com/2013/06/wojna-bogc3b3w.pdf

    Proszę przeczytać również wprowadzenie do oryginału
    https://jozefbizon.files.wordpress.com/2013/02/osoba_i_czyn-karol_wojtyla_wydanie_i_1969_r1.pdf
  • Zastanawia mnie postawa żydo-katolików,
    którzy oceniając negatywnie tekst, tym samym podważają tezy św. JPII.
  • @Rzeczpospolita 23:07:53
    Nie ma czegoś takiego jak tezy JPII w nauczaniu Kościoła.
    Nawet papież nie może zmienić nauczania. Jeśli coś takiego robi świadomie dopuszcza się herezji.
  • @Arjanek 08:38:40
    Ponieważ “arjanek” lubi czytać szczegółowo, i na postawie mych tekstów “nieodparcie dochodzi do jedynego słusznego wniosku (na temat pochodzenia mej BURŻUAZYJNO-CHŁOPSKIEJ rodziny), więc przypomnę o kogo chodzi – i które to nazwiska warto szerzej w “Wolnej do Zmechanizowanego Żłoba” Polsce przypomnieć. Cytuję z “Post Scriptum” do mego CV na http://markglogg.eu/?page_id=2 :

    Post Scriptum, wrzesień 2017

    Ktoś coś pisał o wysyłaniu kogoś z Polski na Madagaskar. Otóż po Drugiej Wojnie Światowej tak się złożyło, że na Madagaskarze wylądowała moja ciotka, a jednocześnie matka chrzestna, co wskazuje, że z Żydów to ona nie była – choć z bardzo bogatej krakowskiej rodziny, związanej z galicyjskim Śląskiem, gdzie jeszcze trochę tej rodziny mieszka. Ciotka była bardzo udaną artystką, specjalistką od ceramiki i tak na Madagaskarze znaną, że gdy w Paryżu, w roku 1980 z moją francuską sympatią byliśmy na przyjęciu u “pied noire”, czyli francuskich kolonizatorów wysiedlonych z Madagaskaru, nieśmiało powiedziałem, że miałem tam ciotkę i maraine, to od razu usłyszałem “Danka? La potière – nous la connaissons”. Autorytet mój od razu bardzo urósł w tym hiperbużuazyjnym, ale niestety nudnym, towarzystwie.

    Niestety nigdy nie odwiedziłem mej ciotki gdy już mieszkała w Bretanii, w mieście rodzinnym jej męża, gdzie wciąż malowała garnki, do dziś cieszące się dużym wzięciem.(...) Danuta Drobniak-le Hénaff zmarła niedawno, w 2013 roku, w wieku lat 91. Mój ojciec chrzestny, brat mojej matki Mietek Gąsienica-Samek, za miesiąc dociągnie do 95 roku życia i twierdzi że mu się coraz bardziej nudzi.

    Ot, mój wujek, przed 60 laty drugi najlepszy – za Stanisławem Marusarzem – narciarski skoczek, biegacz, slalomista i zjazdowiec w Polsce (a następnie geodeta, pracujący i w Afryce i w Azji):

    https://programwps.files.wordpress.com/2017/11/inline.jpg

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_G%C4%85sienica_Samek

    A oto namiary na dość ciekawy tekst o Polce, która zrobiła karierę na Madagaskarze, nawet w Tannanarive stoi pomnik “odzyskania wolności” jej projektu, którego oficjalnym autorem zgodził się być jej malgaski uczeń rzeźby.
    http://dombretanii.org.pl/wp-content/uploads/2015/07/gazeta17.pdf artykuł znajduje się na stronie 8 Gazety Bretońskiej wychodzącej w Poznaniu.

    A jeśli chodzi o mojego, od blisko już 40 śp. Ojca to, “arjanek” (bardzo wyraźnie SIETNIAKOWATEGO – jak się to na Podhalu mówiło – pochodzenia), może coś na jego temat odkryć, wstawiając w google JAN JACEK przed moim nazwiskiem. No i potwierdzi się mu jego “jedynie słuszny wniosek” - MG
  • @Robik 09:24:15
    Czy zatem JPII został uznany za świętego z wyłączeniem jego "Tez", których tłumaczenie na j.angielski sam jako papież autoryzował?

    Panie Robik, Pan się dobrze czuje?
  • @Rzeczpospolita 12:00:55
    Tak, czuję się świetnie.
    To prawda, że robak drąży KK od środka od dość dawna i określenie "święty" zostało zdewaluowane.
    Nie czuję się na siłach żeby wydawać wyroki co do świętości JPII.
    Jeśli JPII swoje nauczanie zawarte w tych "tezach" pisał z myślą iż nie są one niezgodne z nauczaniem KK (a faktycznie jednak były) to była to oczywiście herezja (materialna) w odróżnieniu od świadomej intencji zanegowania tego oficjalnego nauczania (wtedy mamy do czynienia z herezją formalną).
    Przykładem tej drugiej może być Luter który powiedział coś takiego:..."Kościól naucza że.... a JA uważam, że jest inaczej..."
    Ja oczywiście nie wiem jakie intencje kierowały JPII kiedy pisał ten tekst. Bóg to rozsądzi.
  • @Robik 13:23:44
    "Jeśli JPII swoje nauczanie zawarte w tych "tezach" pisał z myślą iż nie są one niezgodne z nauczaniem KK (a faktycznie jednak były) to była to oczywiście herezja (materialna) w odróżnieniu od świadomej intencji zanegowania tego oficjalnego nauczania (wtedy mamy do czynienia z herezją formalną)."

    Nie wiem, czy Pan orientuje się co sam napisał? Nie ważna jest prawda obiektywna, nie ważna jest logika tej prawdy, istotne są tylko intencje podważania oczywistych nonsensów - rozumiem, że słuszne intencje są te, które tych nonsensów nie chcą dezawuować.

    Nawet kościelny dogmat musi mieć sens logiczny, inaczej jest brednią.
    A poza wszystkim, czy potrzebne są nam "prawdy" wyssane z koszernego palucha?
    Oj, chyba jednak źle się Pan czuje - ?
  • @Robik 09:24:15
    "Nawet papież nie może zmienić nauczania."

    Otóż może i papieże to robili jako następcy Jezusa - proszę się dopytać, najlepiej u źródła.
  • “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga
    Obraz skupił prawie całą moją uwagę. Z pozoru przypomina on typowe średniowieczne malowidła o alegorycznym charakterze. Tryptyk został jednak namalowany w latach 1467 - 1471, jak podaje strona culture.pl. Postacie aniołów są większe od sylwetek ludzi wkraczających do raju, a postać św Piotra przy bramie góruje nad aniołami. Pomniejszanie i powiększanie postaci, wedle ich ważności, cechowało malarstwo średniowieczne. Obraz charakteryzuje typowa "płaska" średniowieczna perspektywa, jednak wszystko inne, włącznie z symbolicznym przesłaniem, wydaje się renesansowe.

    W Księdze Rodzaju Adam i Ewa żyją w raju i są nadzy. Jednak Adam i Ewa nie wstydzą się i nie dostrzegają swojej nagości. Dopiero po zjedzeniu jabłka z drzewa poznania, za podszeptem węża, ta sytuacja się zmienia. Od tego momentu przykrywają oni swoją nagość. Po wyrzuceniu z raju Ewa będzie rodziła w bólu, a Adam pracował w pocie czoła.

    Na obrazie "Sąd Ostateczny" widzimy zupełnie coś odwrotnego. Szczęśliwcy wkraczający do raju są nadzy do momentu, kiedy postawią swoje stopy na schodach prowadzących do nieba. A przed tymi schodami, ledwie widoczna, rośnie lilia - symbol niewinności. Po wkroczeniu wybrańców na schody i powitaniu ich przez św. Piotra nagość przyszłych mieszkańców raju jest natychmiast zakryta. Aniołowie ubierają przybyłych w nowe, piękne szaty. Nad bramą niebieską widoczny jest symbol trójkąta lub piramidy - wszechwidzące oko. Symboliczne znaczenie tej wizji wydaje się być oczywiste.

    Strona culture.pl tak po krótce opisuje interesujące dzieje tego malowidła:

    "Obraz, wykonany techniką temperowo-olejną na desce, został zamówiony przez filię brugijskiego banku Medyceuszy i miał trafić do jednego z kościołów we Florencji. "Sąd Ostateczny", transportowany na pokładzie galeonu pod burgundzką banderą, został jednak wraz z innymi łupami przechwycony przez gdańskiego kapra Pawła Beneke. Jego okręt blokował angielskie wody terytorialne w czasie wojny Hanzy z Anglią. Beneke podarował obraz kościołowi Mariackiemu w Gdańsku. Zwrotu tryptyku domagali się bezskutecznie książę burgundzki, Medyceusze, a nawet papież Sykstus IV.
    W kolejnych latach o wejście w posiadanie dzieła zabiegali też cesarz Rudolf II i car Piotr I. W 1807 roku, za czasów Napoleona Bonapartego, obraz został wywieziony do Paryża. Z Luwru po ośmiu latach trafił do Berlina. Po interwencji króla pruskiego dzieło Memlinga w 1817 roku wróciło do Gdańska. Pod koniec II wojny światowej hitlerowcy wywieźli obraz do Turyngii, gdzie został znaleziony przez Armię Czerwoną. Zanim ostatecznie w 1956 roku "Sąd Ostateczny" wrócił do Polski był wystawiany w leningradzkim Ermitażu."*

    * http://culture.pl/pl/wydarzenie/molab-zbada-sad-ostateczny-memlinga
  • @autor
    Jeśli Pana celem jest osiągnięcie moralnego dna, to rzeczywiście : z Głogoczowskim szybciej.
    p.s. A na tej płasko rzeźbionej alegorii, to który z Panów jest z przodu, a który z tyłu tego przecudnego wałacha?
  • @Mariusz G. 21:14:09
    Pozostaję pod wrażeniem pańskiej żydo-katolickiej inteligencji i elokwencji.
  • @Rzeczpospolita 15:29:56
    "chyba jednak źle się Pan czuje - ?"
    Za to Pan czuje się chyba doskonale, obrażając innych.
  • @Robik 00:56:55
    Cóż, obiektywna prawda bywa bolesna. Proszę się jednak zastanowić kogo i dlaczego prawda tak bardzo razi.
  • @Robik 13:23:44
    napisał:
    Ja oczywiście nie wiem jakie intencje kierowały JPII kiedy pisał ten tekst. Bóg to rozsądzi.

    Rozsądzali to już inni chyba "bezbożnicy" w języku angielskim.

    Poniżej to, co dr Maciej Pokora przetłumaczył z tego języka:

    Oto fragment komentarza “Peryskopa” (Macieja Pokory) @249 na portalu: https://marucha.wordpress.com/2012/10/21/osoba-i-czyn/#comment-205182

    Ad Tymieniecka z internetowego, trudno dostępnego tekstu:

    http://atheism.about.com/b/2006/05/21/-woman-behind-pope-john-paul-ii-book-notes-the-pontiff-in-winter.htm

    Austin Cline, About.com
    21 maja 2006

    Kościół katolicki ma reputację, że jest przynajmniej nieco mizoginiczny [niechętny do kobiet – przyp. tłum.]; taka reputacja nie jest niezasłużona wobec nierównej roli dozwolonej dla kobiet. Jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy ze znaczącej roli kobiety-filozofki w rafinacji, wyjaśnianiu, rozwijaniu idei Jana Pawła II.

    W [książce] (in a book „The pontiff in Winter” by John Cornwell 2005) „Papież w zimie: triumf i konflikt za panowania Jana Pawła II”, John Cornwell wyjaśnia kim była i co zrobiła:

    „[Anna-Teresa] Tymieniecka była ze wszech miar seksualnie atrakcyjną, bardzo inteligentną córką ziemiańskiej polskiej rodziny. Ponadto była poważnym profesjonalnym filozofem z uprzywilejowanymi koneksjami w filozoficznych kręgach całej Europy, i robiła wrażenie, że spotkała się ze wszystkimi i przeczytała wszystko.”

    Przedmiotem współpracy pomiędzy Anną Teresą Tymieniecką i Karolem Wojtyłą była jego książka „Działająca Osoba” o fragmentacji osobowości we współczesnym społeczeństwie. Oryginał był widocznie bardzo trudny, i może wcale nie tak perfekcyjnie napisany, ale Tymieniecka widziała w niej [książce] wielkie nadzieje i podeszła [approached] Wojtyłę z ofertą przetłumaczenia jej na język angielski, aby przez to przynieść jego idee do szerszej publiczności – po odpowiednich korektach i zmianach od niej, no właśnie tak.

    „Sednem dzieła przekształcenia [książki] są wiodące i egzaltowane pojęcia dotyczące: osobowości stworzonej na obraz Boga, woli oraz samo-darowania [self-donation] jako realizacji naszego pełnego człowieczeństwa; pojęć godności ludzkiej, wolności i miłości, wywodzonych z antropologii i humanizmu w oparciu o Chrystusa. W ciągu następnych trzydziestu lat idee podstawowe wracają ponownie i ponownie przez jego teksty z coraz większą siłą, zwłaszcza w odniesieniu do moralności seksualnej. Nie byłoby przesadą powiedzieć, że dr Tymieniecka pomogła doprowadzić do większej wyrazistości, i nawet udostępnić je Wojtyle, niektóre z jego najmocniejszych idei jako papieża …”

    Niestety, potężne siły klerykalne później będą się starać trzymać ludzi z dala od uświadomienia sobie, że nowy papież zawdzięczał tak wiele Annie Teresie Tymienieckiej, zaledwie kobiecie:

    „Kiedy książka ukazała się w 1977 roku wyraził ogromną wdzięczność dla dr Tymienieckiej i przekazał jej prawa do angielskiego tłumaczenia. Po tym, jak w następnym roku został papieżem, została powołana komisja w celu zbadania i obsługiwania jego dzieł literackich do momentu jego wyboru. Za zgodą Jana Pawła II komisja próbowała powstrzymać publikację edycji Tymienieckiej-Wojtyły. Ona z kolei, zasięgnęła porady prawnej w sprawie pozwania papieża za naruszenie praw autorskich. Częścią jej broni była bogata korespondencja z nim, która teraz jest pod kluczem w archiwum Uniwersytetu Harvarda …

    Dr Huntstanton Williams powiedział: „Ich praca razem było niezwykle ważna. A potem Watykan i papież zachowywały się raczej źle, próbując stłumić wiedzę o ich współpracy.”

    Czy to nie dziwne, że postawa Wojtyły w stosunku do swojej pracy i relacji zawodowych z Anną Teresą Tymieniecką tak dramatycznie zmieniła się dopiero gdy został papieżem, gdy stał się postacią [znaczącą] w świecie, i objął stanowisko wobec którego wszystkie jego relacje przeszły pod ściślejszą kontrolę? To ciekawe, ale na pewno nie jest to przypadek.

    Tragiczne dla świata byłoby odkrycie, że wcześniejsze idee papieża i teologia, które prawdopodobnie odegrały rolę w jego wyborze na papieża, pozostawały pod znacznym wpływem pomocy kobiety-filozofa. Przynajmniej byłoby tragiczne z punktu widzenia katolickich prałatów w Watykanie. Wątpię, żeby byli w stanie znieść skandal filozofii papieża wspomaganej przez kobietę.

    (…)

    Loek (4)
    W 1979 roku, roku gdy zostało opublikowane angielskie wydanie książki, pracowałem dla D. Reidel Publishing Company, (teraz Springer), rzeczywistego wydawcy książki. Prawdą jest, że Watykan próbował powstrzymać publikację i stworzył sporo kłopotów. Nie jestem jednak pewien, że miało to związek z tym, że dr Tymieniecka była kobietą. W tamtym czasie wydawało mi się to z bardziej politycznych względów. W końcu publikacja przeszła. Kopie oprawione w skórę przekazano dla Jana Pawła II przez dr Tymieniecką, dyrektor Reidel. Zdjęcie z tego wydarzenia zdobiło ścianę w gabinecie zarządu Reidel przez jakiś czas.
    08 lipca 2010 na 15:49”

    koniec cytatu ze strony atheism.about.com
  • @Gasienica 13:33:45
    Nie mam zamiaru bronić JPII jednak nie za bardzo rozumiem jak te informacje mają się do powyższego tekstu?
    O czym to przesądza?
  • @Robik 13:49:40
    Chodzi o to, że te wyraźnie LUCYFERYCZNE (dosł. czyniące światło) w zakresie pochodzenia WSZYSTKICH kościelnych dogmatów, "13 TEZ" nie było produktem myśli samego Karola Wojtyły (autora książki "Osoba i czyn" z roku 1969) ale WSPÓLNYM DZIEŁEM jego i 2x dr A-T Tymienieckiej.

    I oczywiście te tezy, kwestionujące zasadność kościelnej dogmatyki, to jest DYNAMIT podłożony nie tylko pod KK. Jedyna monoteistyczna religia, która po upowszechnieniu sie tych 13 TEZ potrafiła by się ostać, to ISLAM - to twierdził pod koniec swojego 99-letniegp życia francuski filozof Roger Garaudy.

    Jeszcze raz cytuję za książką „The pontiff in Winter” by John Cornwell 2005:

    „Sednem dzieła przekształcenia [książki] są wiodące i egzaltowane pojęcia dotyczące: osobowości stworzonej na obraz Boga, woli oraz samo-darowania [self-donation] jako realizacji naszego pełnego człowieczeństwa; pojęć godności ludzkiej, wolności i miłości, wywodzonych z antropologii i humanizmu w oparciu o Chrystusa. W ciągu następnych trzydziestu lat idee podstawowe wracają ponownie i ponownie przez jego teksty z coraz większą siłą, zwłaszcza w odniesieniu do moralności seksualnej. Nie byłoby przesadą powiedzieć, że dr Tymieniecka pomogła doprowadzić do większej wyrazistości, i nawet udostępnić je Wojtyle, niektóre z jego najmocniejszych idei jako papieża …”

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031